Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Są takie powieści, które od pierwszych stron wciągają nie tylko fabułą, ale także klimatem — tym gęstym, dusznym napięciem, które podpowiada, że w murach elitarnej szkoły dzieje się coś dużo mroczniejszego, niż chcieliby przyznać jej uśmiechnięci uczniowie i eleganccy nauczyciele. Ptaki w klatce właśnie takie są. Od początku czuć, że to historia o czymś więcej niż jednym konkretnym przypadku zaginięcia — zastanawiamy się czemu nauczyciele bagatelizują sprawę, czemu koledzy kłamią na temat znajomości z dziewczyną, a i nasza główna bohaterka, nowa uczennica, skrywa tajemnice. Jednak na rozwiązanie przyjdzie poczekać — Ptaki w klatce to powieść rozwijająca się powoli, wymagająca cierpliwości, by dojsc do jej sedna — choć znając brutalną rzeczywistość, można się domyślić w jakim kierunku to pójdzie. 

To powieść, która wpisuje się w klasyczną „dark academia” z nową dziewczyną w elitarnej szkole, jednak zamiast młodzieżowych tematów związanych z pierwszą miłością i szkolnymi przyjęciami (tak typowymi dla YA)  z każdą kolejną stroną odkrywa, że chodzi o coś znacznie poważniejszego — o przemoc strukturalną, o głęboko zakorzeniony rasizm i mizoginię, o kulturę gwałtu i o milczenie, które niszczy życie kolejnych pokoleń dziewcząt. Czy tytułowym Ptakom w klatce uda się uwolnić i wywalczyć prawdę?

Mrok w szkolnych murach

Uwielbiam motyw „new girl in a private school” i tutaj autorce udało się wyciągnąć z niego absolutnie wszystko, co najlepsze. Razem z główną bohaterką zagłębiamy się w szkolne życie, panujące tam struktury oraz tajemnice. Sade Hussein — czarna, muzułmańska dziewczyna, która doświadczyła więcej tragedii niż niejeden dorosły — trafia do Alfred Nobel Academy, miejsca luksusowego, prestiżowego… ale także gnijącego od środka. Sama również skrywa mroczną przeszłość — przerzucając kolejne strony chcemy zatem zarówno poznać Sade, jak i rozwiązać napotykane przez nią zagadki. Autorka podkręca jeszcze na początku atmosferę, sugerując, że Sade jest przeklęta, a ludzie naokoło niej giną. 

Przemówiło do mnie, że Faridah Àbíké-Íyímídé daje nam czas, żeby poczuć atmosferę tej szkoły: lekcje, dormitoria, kliki popularnych uczennic, rządzący wszystkim chłopcy z sekcji pływackiej, nauczyciele z autorytetem aż nazbyt podejrzanym. To dark academia w najlepszym wydaniu: skrywająca nie tylko kryminalną zagadkę, ale także skupiająca się na środowisku szkolnym i  naukowych dyskusjach, toczonych w feministycznym ujęciu (np: interpretacje Makbeta) — dzięki czemu szkoła nie jest wyłącznie pretekstowym miejscem akcji. Bardzo to lubię, bo dark academia daje możliwość nie tylko prowadzenia kryminalnej zagadki pełnej suspensu, ale także szerszych rozważań filozoficzny, moralnych wokół tematów związanych z lekcjami bohaterów  — nawet za cenę tempa akcji.

A kiedy znika współlokatorka Sade, Elizabeth, robi się naprawdę niebezpiecznie i książka, warstwa po warstwie, niespiesznie, odkrywa kolejne jakże przerażające przez swoją realność tajemnice. Czy przywileje pozwalają zamieść każdą zbrodnię pod dywan? Czy pod warstwą elitarności skrywa się przemoc? Czy system potrafi zadbać ofiary, a może liczy się sama reputacja?

Siła relacji

Ptaki w klatce to nie tylko powieść o opresyjnym systemie, w którym tak naprawdę trzeba walczyć o przetrwanie należąc do mniejszości. Autorka przeciwstawia temu siłę płynącą ze wspólnoty. Samotnie człowiek często skazany jest na porażkę, zaś przyjaźń, wsparcie drugiej osoby może budować. Od początku autorka poświęca wiele miejsca na budowanie relacji. Sade, sierota, ucząca się w domu postrzega udanie się do prestiżowej szkoły z internatem jako szansę na wyrwanie się z klatki samotności. Napotyka tam oczywiście inne, bardzo poważne problemy — ale nie musi być w tym sama. 

Poświęcenie czasu na budowanie relacji — od tych platonicznych do bardziej romantycznych — znów spowalnia akcję. Jednak dla mnie stanowi niezwykle ważny fundament tej powieści. To właśnie relacje — przyjaźnie, zaufanie, powolne budowanie więzi — niosą tę historię, będąc jej sercem.

Słowem podsumowania

Ptaki w klatce to powieść, która długo dojrzewa — niespieszna, gęsta, stopniowo zaciskająca pętlę wokół bohaterów i czytelnika. Im głębiej w nią brniemy, tym wyraźniej widzimy, że nie jest to tylko historia o zniknięciu uczennicy ani kolejna szkolna zagadka do rozwiązania. To literackie rozprawienie się z systemem, który uczy dziewczęta milczenia, wstydu i strachu, a jednocześnie opowieść o sile więzi, które mogą ocalić, nawet jeśli świat wokół pęka w szwach.

Faridah Àbíké-Íyímídé stworzyła mroczną, poruszającą i boleśnie aktualną powieść, która pokazuje, że dark academia może być czymś więcej niż klimatem — może być narzędziem do mówienia o przemocy i mizoginii i o tym, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, by przetrwać. Jeśli szukacie historii powolnej, budowanej na emocjach i relacjach, historii, która dusi atmosferą, ale jednocześnie niesie w sobie promień solidarności — Ptaki w klatce będą lekturą dla Was. Polecam zwłaszcza tym, którzy kochają dark academia z feministycznym pazurem, którym nie przeszkadza powolne tempo, wynagradzane złożonością bohaterów — oraz wszystkim, którzy chcą przeczytać opowieść ważną, stanowiącą głos pokolenia "ptaków", które chcą się wyrwać z klatki milczenia. 



 


Holly Jackson odniosła sukces z "Przewodnikiem po zbrodni według grzecznej dziewczynki po zbrodni", jednak przy "Ocalało pięciu" pokazała, że potrafi od tego sukcesu się odciąć i napisać młodzieżowy thriller w zupełnie innym stylu. Tym razem zamiast bystrej nastolatki z nosem do rozwiązywania małomiasteczkowych zbrodni, Holly Jackson zabiera nas w przerażającą podróż kamperem, gdzie ekstremalna sytuacja - znalezienie się w pułapce - wystawi nastolatków na próbę człowieczeństwa. Cała powieść rozgrywa się w ciągu ośmiu godzin, wewnątrz zepsutego kampera, w którym sześcioro przyjaciół utknęło w szczerym polu — pod czujnym okiem snajpera.

Holly Jackson w pełni wykorzystuje ograniczenia tego pomysłu, zamieniając fizyczny brak ruchu w motor narracji. Książka czerpie energię z formuły uwięzienia w czterech ścianach (tutaj na przestrzeni dziewięciu i pół metra kampera): brak ucieczki, brak przeskoków w czasie, brak wytchnienia. Każdy trzask wewnątrz pojazdu i każdy cień poza zasięgiem reflektorów może oznaczać niebezpieczeństwo. Napięcie nie słabnie ani na moment, a bohaterowie — i czytelnik — trafiają do psychologicznego tygla. Dużo tutaj dialogów i wewnętrznych monologów głównej bohaterki, Red - które co prawda mogą nieco nużyć w środkowej części, jednak moim zdaniem dobrze oddały duszną atmosferę znajdowania się w ekstremalnej sytuacji, która z jednego zrobi potwora, a innego skłoni do wycofania się i skupienia na wzorze zasłonek. Choć początek potrzebuje trochę rozpędu to od momentu utknięcia w zamknięciu nie mogłam oderwać się od książki, a sam finał okazał się bardzo nieprzewidywalny!

Strach w zamknięciu

Umieszczenie całej akcji w kamperze w ciągu jednej nocy to odważny wybór, ale Jackson wykorzystuje klaustrofobiczne otoczenie na swoją korzyść. Kamper to nie tylko tło – to tykająca bomba, która wymusza konfrontacje i wyznania, które w innych okolicznościach nigdy by nie wypłynęły. Ograniczona przestrzeń i upływający czas wzmacniają każde słowo, każde kłamstwo, każdy moment paniki. Wiemy, że ktoś skrywa tajemnicę - a jednocześnie bohaterowie w desperacji szukają możliwości ucieczki. Czy nastąpi moment, w którym ktoś się złamie i wyjawi sekret, by ocalić życie przyjaciół? I czy na końcu pozostaną przyjaciółmi - gdy ekstremalna sytuacja ukaże ich prawdziwe oblicza?

Jak w poprzednich powieściach Jackson, intryga jest precyzyjnie skonstruowana. Wskazówki pojawiają się w odpowiednich momentach, fałszywe tropy podrzucane są w idealnym rytmie. Zagrożenie zewnętrzne to tylko połowa napięcia — druga połowa rodzi się z powolnego, nieuchronnego rozpadu zaufania między przyjaciółmi. Ograniczona przestrzeń potęguje wagę każdego kłamstwa i zdrady.

Mocne strony powieści bywają też jej słabością. Prowadzenie akcji w czasie rzeczywistym, choć wciągające, czasem odbiera miejsce na pogłębienie emocji — pewne wątki emocjonalne pozostają powierzchowne, a niektóre odkrycia fabularne pojawiają się wręcz mechanicznie. Kilka postaci zaczyna jako dobrze znane archetypy (porywczy, mózg grupy, mediator), choć Holly Jackson stara się je stopniowo komplikować. Finałowy zwrot akcji może czytelników podzielić - jedni uznają go za pomysłowy, inni za zbyt wydumany. 

Zło wewnątrz grupy

To, co podobało mi się najbardziej w tej powieści to narastający konflikt w grupie. Czający się na zewnątrz snajper schodzi na dalszy plan wobec tego, co dzieje się we wnętrzu kampera. Holly Jackson ma talent do pisania nastolatków, którzy brzmią autentycznie, a nie jak dorośli wcielający się w młodzież. Red i Oliver wyróżniają się jako postaci szczególnie fascynujące, zwłaszcza Oliver, którego rosnące złowrogie zachowanie stanowi mroczne odbicie zewnętrznego zagrożenia w postaci snajpera - ostatecznie największym zagrożeniem jest znalezienie się poza kamperem, a taką decyzję mogą podjąć jedynie osoby wewnątrz. Czy zdecydują się na wyrzucenie jednego z przyjaciół "na pewną śmierć?". To, jak Jackson bada traumę, poczucie winy i instynkt przetrwania poprzez tych bohaterów, jest po prostu genialne. 

Dynamika grupy to kolejny mocny punkt – wrzuceni w niewyobrażalną sytuację bohaterowie zmieniają sojusze, sekrety wychodzą na jaw, a zaufanie rozpada się w czasie rzeczywistym. Obserwowanie, jak ci ludzie zmieniają się pod presją, jest bardziej fascynujące niż sama zagadka.

Słowem podsumowania...

Największą siłą "Ocalało pięciu" jest atmosfera. Jackson znakomicie oddaje pierwotny strach przed byciem ściganym i klaustrofobię uwięzienia, wzmacniając to paranoją związaną z brakiem zaufania do bliskich. To książka, którą można pochłonąć w jeden wieczór — nie dlatego, że jest lekka, ale dlatego, że została skonstruowana tak, że przerwanie lektury grozi utratą budowanego napięcia. Może nie ma  śledczej złożoności "Przewodnika po zbrodni...", ale zagadka nie stanowi tutaj motora napędowego narracji. Choć początek może wydawać się nieco powolny, gdy bohaterowie zostają zamknięci, zostajemy wynagrodzeni. Holly Jackson umacnia swoją pozycję jako autorka thrillerów YA, po którą trzeba sięgać, oferując historię, która jest zarówno opowieścią o przetrwaniu, jak i o sekretach, które ludzie skrywają – oraz o tym, jak daleko są w stanie się posunąć, by je chronić.

 


Uwielbiam klimaty dark academia, tajemnicze szkoły z sekretami i bohaterów uwikłanych w intelektualne gry pełne sekretów. Z tego powodu co rusz sięgam po ksiązki opatrzone hasłem "dark academia" - i raz za razem spotyka mnie zawód. Wynika to głównie z tego, że wiele powieści mające ambicje wpisać się w ten motyw to młodzieżówki, które pewnie 20 lat temu bym pochłaniała - kiedy ja szukam czegoś dojrzałego, niczym "Tajemna historia" Donny Tartt. I w ten sposób zamiast dusznego, mrocznego klimatu, akademickiej atmosfery i niebezpiecznych sekretów dostaję romanse z obowiązkowym trójkątem miłosnym, zerową chemią między bohaterami i tajemnicami w stylu skandali ze stron czasopisma "Bravo".

Elitarna szkoła, tajne stowarzyszenie, przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć – te elementy brzmią jak gotowy przepis na dark academia. Niestety, powieść Jany Hoch jedynie udaje, że do tego nurtu należy. Choć nie brakuje w niej prób stworzenia dusznej, intrygującej atmosfery, „Rubinowy krąg” zamiast niepokojącej tajemnicy oferuje raczej zestaw licealnych dramatów i wątków jeździeckich. Jana Hoch próbuje co prawda połączyć klimat elitarnych szkół z nutą tajemnicy, ale efekt jest nierówny - za dużo wątków, potraktowanych zbyt pobieżnie i za mało budowania atmosfery otaczających bohaterkę sekretów. W rezultacie w książce pozostaje z motywu przewodniego raczej tylko szkoła z mocno eksponowanym wątkiem treningów jeździeckich i sekretnymi działaniami pozostającymi jedynie w tle. Ta powieść z pewnością ma pewien potencjał, ale trafi raczej do grupy docelowej, czyli piętnastolatków. A ja zwyczajnie jestem na nią za stara!

Gdzie się podziały te mroczne tajemnice?

Louisa, bohaterka powieści, zdobywa stypendium w prestiżowej Highclare Academy – miejscu zarezerwowanym dla młodzieży z wpływowych i zamożnych rodzin. Motyw outsiderki wrzuconej w zamknięte, snobistyczne środowisko mógłby budować ciekawy konflikt klasowy i emocjonalny. Niestety, już od pierwszych rozdziałów widać, że autorka zamiast psychologicznej głębi, stawia na gotowe schematy i uproszczenia, co jest największą wadą tej powieści. Co z tego, że Louisa nie należy do elit, jeśli na żadnym kroku nie napotyka z tego powodu na trudności - poza tym, że musi starać się utrzymać stypendium?

Choć otoczka akademii wydaje się na początku obiecująca, szybko okazuje się, że to jedynie tło dla dość przewidywalnych relacji towarzyskich i szkolnych intryg. Nurt dark academia, który powinien opierać się na atmosferze napięcia, obsesji, dekadencji i tajemnicy, tutaj sprowadzony jest do serii wyzwań. Same wyzwania nie niosą jednak napięcia - ani konsekwencji. Zbyt mało jest tu także tajemnicy - zwodzenia czytelnika kto za tymi wyzwaniami stoi i podnoszenia ich stawki. Dopiero w drugiej połowie pojawia się intrygujący motyw tajemniczych kopert - niestety całkowicie zepchnięty na dalszy plan, by zamiast tego opisywać kolejne treningi. Potencjał fabularny wyzwań zdecydowanie się w tej powieści marnuje - i nie wynagradza tego końcówka, skoro nie było wcześniej odpowiedniego budowania napięcia. Zachęciłabym młodych pisarzy do obejrzenia kilku filmów Alfreda Hitchcocka czy przeczytania "Dziecka Rosemary", by przekonać się na czym polega suspens, tak niezbędny dla budowania odpowiedniego klimatu napięcia.

Koń, który (niemal) ratuje fabułę

Jednym z niewielu autentycznych i oryginalnych wątków powieści jest motyw jeździectwa. Treningi, relacja Louisy z koniem, nauka cierpliwości i zaufania – to momenty, w których powieść naprawdę wskakuje na odpowiednie tory. Relacja z Theo, choć w założeniu romantyczna, nie iskrzy, ale przynajmniej wnosi nieco dynamiki do narracji. I tu znów pojawia się mój drobny zarzut: nie wszystkie wątki do siebie pasują. Chociaż sceny związane z jeździectwem są najlepsze, nie pasują do klimatu dark academia i odciągają od wątków szkolnych sekretów. O ile lepsza byłaby ta książka, gdyby skupiła się właśnie na tym: historii wykluczonej dziewczyny, z pewną traumą, która odnajduje jednak radość w jeździectwie i pomocy "zaklinacza koni". Czasami mniej znaczy więcej, a próba wpisania się w trendy (dark academia) może jedynie zaszkodzić.

Postaci i psychologia – zabrakło iskry

Największym mankamentem książki jest jednak konstrukcja psychologiczna bohaterów. Louisa to postać bierna – często bardziej reaguje niż działa, nie podejmuje decyzji, tylko poddaje się biegowi wydarzeń. Theo i pozostałe postacie są zaledwie zarysowane. Motywacje są mało przekonujące, ich emocje – powierzchowne. W efekcie trudno naprawdę przejąć się ich losem, a relacje między nimi wypadają raczej chłodno.

Co więcej, napięcia i dramatyzmu, które mogłyby napędzać akcję, często brakuje lub zostają rozwiane zanim zdążą wybrzmieć. Finał powieści, który mógłby uratować wcześniejsze dłużyzny, okazuje się przewidywalny i mało satysfakcjonujący - znów wpisujący się w pewne schematy niż będący organiczną częścią powieści. 

Słowem podsumowania...

„Rubinowy krąg” to nie powieść dla każdego. Czytelnikom, którzy pokochali „Tajemną historię” Donny Tartt, zabraknie tu wszystkiego, co definiuje dark academia: gęstości stylu, filozoficznych rozważań, psychologicznej gry i zagrożenia wiszącego w powietrzu.

Dla nastoletnich czytelniczek marzących o elitarnej szkole z końmi i sekretnym stowarzyszeniem może to być atrakcyjna opowieść – lekka, sprawnie napisana i łatwa do utożsamienia się z bohaterką. Dla bardziej wymagających odbiorców, szukających suspensu i mroku, będzie to raczej rozczarowanie.

„Rubinowy krąg” to książka z potencjałem, ale nieudolnie próbująca wpasować się w modny gatunek. Pomysły są, klimat próbuje zaistnieć, ale narracja grzęźnie w dłużyznach, a tajemnice rozmywają się, zanim na dobre się zarysują. 

 


"Toast dla odważnych" to debiutancka powieść, która w założeniu miała łączyć popularne motywy: elitarną szkołę, rozwiązywanie zagadek i grupę przyjaciół związanych "na śmierć i życie". W efekcie otrzymaliśmy coś na kształt "dark academia spotyka Scooby-Doo", z naciskiem na amatorskich detektywów, a nie na klimat grozy. Książka okazała się dla mnie zbyt młodzieżowa – brakowało suspensu, głębszej charakterystyki bohaterów i prawdziwego napięcia wokół zbrodni. Myślę jednak, że czytelnicy w sugerowanym przedziale wiekowym (15+) mogą być bardziej wyrozumiali.


Powieść ma niewątpliwą lekkość (paradoksalnie, jak na temat seryjnego mordercy) i ciekawy pomysł, ale wykonanie pozostaje powierzchowne. Autorka wykazuje potencjał, jednak jako dorosła czytelniczka czułam niedosyt.

Pretekstowa elitarna akademia

Muszę przyznać, że początek powieści jest naprawdę dobry. Towarzyszymy Valentinie, która została wybrana jako uczennica prestiżowej i tajemniczej szkoły. Autorka nie wyjaśnia jednak czemu Valentina i  inne postacie trafiły do szkoły - i co w zasadzie ta placówka oferuje.

Akademia jest tutaj pretekstem, aby zamknąć bohaterów i odciąć ich od świata: według zasad uczniowie zostają pozbawieni dostępu do telefonów czy komputerów, nie mogą także opuszczać murów placówki. W ten sposób o dziejących się w mieście zbrodniach dowiadują się z przemyconych gazet - a swoich spostrzeżeń nie mogą na bieżąco konfrontować z dochodzeniem policji. W zamyśle jest to świetny pomysł, ale trzeba go dobrze umotywować. Zabrakło mi nakreślenia pewnej tożsamości, specyfiki szkoły, która sprawiałaby, że uczniowie zgadzają się na odcięcie od świata. Na plus warto odnotować, że Autorka nie zapomina o tym, że jej bohaterowie to uczniowie - a na drodze ich śledztwa czasami stają lekcje.

Detektywi-amatorzy

Fabuła powieści kręci się wokół motywu, który osobiście uwielbiam: rozwiązywania zagadek przez grupę przyjaciół. Tak jak w wielu przygodowych opowieściach tego typu dorośli zawodzą i to dzieciaki muszą wykrzesać z siebie odwagę, by stawić czoła złu.

Kluczowe w takich opowieściach jest stworzenie pewnej atmosfery zagrożenia. Nie oznacza to wcale dodawania brutalnych, opisowych scen - musimy jednak czuć, że badając sprawę nasze postacie pchają się tam, gdzie nie powinny być i może za to spotkać ich kara znacznie gorsza niż szlaban. To udało się w tej powieści jedynie połowicznie. Niby mamy takie sceny, w których młodzi uczniowie stają twarzą w twarz z zagrożeniem, ale konsekwencje wydają się zbyt błahe, by naprawdę obawiać się o ich życie. W konsekwencji zagrożenie jest jedynie iluzoryczne i przez to nie buduje napięcia.  

Wiąże się to z największym problemem tej powieści - zagadkowymi zbrodniami. Niewiele o nich wiemy, poza tym, że odbywają się według pewnego schematu, który prowadzi do szkoły. Teoretycznie wisi nad uczniami widmo, że któryś z nich będzie następny na liście  - i w tym momencie Autorka wyprowadza akcję poza szkołę. To ogromnie zmarnowany potencjał budowania napięcia opartego nad odcięciu, zamknięciu. 

W samej zagadce za mało jest poszlak, jest za mało intrygująca, by naprawdę napędzać akcję. Na minus działa tutaj także nieco zbyt szybkie tempo - książka jest zwyczajnie za krótka, by wejść głębiej w motywacje, relacje i wątki. Cierpi na tym także kreacja bohaterów - wszystkie te elementy wydają się zbyt pobieżne, nie mają czasu, by się odpowiednio rozwinąć. 

Całość wynagradza zakończenie, które jest niezłe - chociaż zabrakło mi większego mylenia tropów po drodze, by rozstrzygnięcie naprawdę zaskakiwało.

Słowem podsumowania...

"Toast dla odważnych" to powieść z potencjałem, który nie zostaje jednak w pełni rozwinięty. Kryminał z wątkami dark academia wymaga dreszczyku napięcia, a sama szkoła nie może pełnić jedynie funkcji tła. Książkę czyta się dobrze, bo jest napisana w lekki i przyjemny sposób, ale nie wywołuje większych emocji. Dla porównania czytając "Czarny staw" Roberta Ziębińskiego o grupce dzieciaków rozwiązujących zagadkę nawiedzonego stawu, miałam ochotę wznieść toast za odwagę, a przede wszystkim spryt bohaterów; tutaj tak nie miałam. Zabrakło mi głębi - w kreacji bohaterów czy motywacji zbrodniarza, a także w tworzeniu samej atmosfery. W ostatecznym rozrachunku "Toast dla odważnych" okazał się dla mnie powieścią zbyt infantylną, w której wątek kryminalny został słabo poprowadzony. Oczekiwałam po tej powieści więcej przygody, więcej zabawy i wodzenia mnie za nos.


Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes