Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


"Licencja na czarownie" zdecydowanie wpisuje się w kategorię "cozy fantasy": jest lekko, zabawnie i przyjemnie. Niektórych może zrazić pewna infantylność i prostota, ale dla mnie pasowało to do opowiadanej historii, książki utrzymanej nieco w stylu fantastyki dziecięcej/młodzieżowej z morałem. Jednocześnie to książka, którą można czytać w każdym wieku, jeśli tylko lubi się opowieści bardziej przyziemne niż epicka fantastyka.

Na kartach powieści śledzimy losy młodej Arlety, którą czeka najważniejsze wyzwanie dla osób w jej wieku: zdanie egzaminu, by zdobyć upragnioną licencję na czarownie. Arleta nie jest nieukiem, ale wiedza topornie wchodzi jej do głowy - głównie przez pech, który się do niej przykleił. Nawet przy dobrych intencjach dziewczynie zwyczajnie nie wychodzi i w końcu zdaje sobie sprawę, że jeśli nie pozbędzie się pecha jej szanse na zdanie są nikłe. 

Powieść można określić jednym słowem: urocza. Taka jest pechowa Arleta, i taki jest przedstawiony świat. Oczywiście czają się tam stwory ze słowiańskich legend, w domu Arlety mieszka dziwny czarny kot, a rośliny zdają się lgnąć do jej ogrodu - i we wszystkim tym jest wspomniany urok. To nie jest ten rodzaj powieści, który ma wywoływać silne emocje, chyba że tą emocja jest rozchodzące się po ciele ciepło. Od początku mamy nadzieję, że dziewczynie się w  końcu ułoży, a pech okaże się wcale nie taki straszny.

Całość napisana jest lekko i z humorem. To książka, która najbardziej trafi do osób lubiących "Dożywocie" Marty Kisiel - odnajdziemy w obu książkach trochę specyficzny humor oraz dziwny dom, który chce się poznać lepiej. W "Licencji na czarowanie" odnajdziemy także podobny klimat jak w twórczości Anety Jadowskiej - takich książek jak "Cud, miód, malina". To jest ten rodzaj cozy fantasy, który bardzo lubię, więc "Licencja na czarowanie" mnie nie zawiodła.

Sama Arleta jest także typem postaci, które lubię: nie brakuje jej błyskotliwości, ale daleko jej do doskonałości. Łatwo można w niej odnaleźć siebie ze studenckich czasów: przedegzaminacyjnej paniki, że trzeba się było zacząć uczyć wcześniej, pierwszego zauroczenia w "tym najzdolniejszym studencie" i dodatkowego stresiku, który dodaje rodzina.

W powieści nie zabrakło morału: lepsza trójka na egzaminie niż wykopanie za ściąganie, czyli lekcja na temat wyborów życiowych osób dorastających. Idąc na skróty można wpaść w niezłe tarapaty i nie wszystko można zrzucić na prześladującego pecha - należy brać odpowiedzialność za własne decyzje. Nie każda fantastyka musi opowiadać o wielkiej walce dobra ze złem.

Książkę czytało mi się (a w sumie to słuchało) z czystą przyjemnością: to jest zdecydowanie mój rodzaj cozy fantasy, gdzie wiadomo, że wszystko musi dobrze się skończyć. Oczarowała mnie bohaterka, której daleko do ideału oraz skrywające tajemnice miejsce zamieszkania, a także cała plejada stworów i demonów, a nawet dostojnego drzewa, która przewinęła się przez jej podwórko. Powieść mile mnie zaskoczyła i wywoływała uśmiech na twarzy - od czasu do czasu lubię sięgać po taką "zwyczajną" fantastykę, z odrobina magii i sporą dawką komedii omyłek. To nie jest ten rodzaj literatury, który zapadnie nam na dług w pamięć, ale bardzo przyjemny czaso-umilacz do ulubionego gorącego napoju i posiadówki pod kocykiem.


Aleksandra Okońska "Licencja na czarowanie" (2024)
Wydawnictwo: SQN

 


"Dżin" to książkowy dowód, że warto dawać drugą szansę i nie skreślać serii po średnio udanym pierwszym tomie. "Maleficjum", czyli wspomniany pierwszy tom, to powieść dość przeciętna, w której choć dużo się dzieje to fabuły jest jakby mało. Do tego bohaterowie jacyś tacy bez charyzmy, a napięcia tyle co kot napłakał. Jeśli miałbym opisać "Maleficjum" jednym słowem, byłaby to "monotonia". Choć jest to książka krótka, to wlecze się i wciąga czytelnika dopiero pod koniec, żeby zaserwować nam raczej rozczarowujące zakończenie, bez przytupu i ikry. Na szczęście na scenę wkracza "Dżin" i "Maleficjum" można potraktować jako wypadek przy pracy, przydługie wprowadzenie bohaterów, które warto poznać, by wiedzieć kto jest kim i tyle. "Dżin" spełnia wszystko to, czego się spodziewałam - a czego nie dostałam w tomie pierwszym: rycersko-pirackie przygody, niebezpieczne artefakty oraz stwory/demony, nieoczekiwane zwroty akcji, humor i interesującą zgraję bohaterów. Wychodzi na to, że Bruno i ekipa potrzebowali czasu, żeby się rozkręcić - ale jak już do tego doszło, to od ich przygód ciężko się oderwać i "Dżina" można pochłonąć w 2 dni.

Trylogia Maltańska opowiada o czasach, gdy rycerze Zakonu Szpitalników odpierali ataki tureckich piratów. Historyczne tło miesza się tutaj z fantastyką. Nie jest to jednak podejście do historii w stylu Jacka Komudy, a Marcin Mortka z drobiazgową szczegółowością nie opisuje tamtych czasów (nie spodziewajcie się zatem opisów koni czy ubioru na kilka stron). To jedynie tło, która ma zakotwiczyć naszego bohatera, nazywanego "wiedźmim synem" młodego rycerza. Bruno nie czuje w pełni przynależności do zakonu - i na kartach "Maleficjum" podejmuje próbę odkrycia tajemnicy swego pochodzenia, w tym nachodzących go wizji kobiety płonącej na stosie. Tym samym trafia na intrygę związaną z nietypowym skarbem - przedmiotami naznaczonymi czarną magią. W pierwszym zabrakło mi pewnego zanurzenia - ani tło historyczne, ani wątki magiczne nie zostały w pełni wykorzystane i odnosi się wrażenie pewnej powierzchowności tej opowieści, skupionej wokół Bruno Calazzo, który sam w sobie również jest jakiś taki nijaki. Na szczęście w "Dżinie" nasz bohater przeistacza się w Bruno Scozzi , jakby zmierzenie się z dziedzictwem rodziców oraz konsekwencjami własnych decyzji nadało bohaterowi "tego czegoś": w końcu z przyjemnością zaczęłam śledzić jego przygody. Duża w tym zasługa pozostałych bohaterów (Hugo <3), którzy również nabierają własnych charakterystycznych rysów i przestają być jedną masą. Stają się drużyną, której chce się kibicować.

W "Dżinie" mamy także znacznie więcej magii/demonów (wprost z folkloru regionu Malty!) oraz emocjonujących przeciwności losu, przeplatanych celnymi tekstami wprowadzającymi humor. Wszystkie te elementy sprawiają, że powieść czyta się przyjemnie i zwyczajnie dobrze się przy niej bawi - nie odczuwając towarzyszącej "Maleficjum" monotonii. Na kartach powieści w końcu czuć pewien klimat świata, w którym arabscy magowie, wysłannicy zakonu joannitów, a w końcu piraci toczą swoje rozgrywki, używając najróżniejszych rekwizytów, w tym obowiązkowego latającego dywanu. 

W porównaniu do pierwszego tomu cała historia nabiera pewnego kierunku, a to dodaje je płynności. To opowieść o grupie ludzi, którzy nie mają szansy wieść normalnego życia przez zbyt długi czas. Bo jak tu wieść zwykły żywot, jak się uwolniło tytułowego dżina i trzeba znaleźć sposób na pozbycie się go? Jak tu prowadzić spokojnie sierociniec, gdy w skrzyniach walają się artefakty - i co z nimi zrobić? I czy to aby na pewno dobry pomysł sprzedawać je komu popadnie? Mamy tutaj wyraźne konflikty i linie fabularne, które prowadzą do finału - otwierającego nową przygodę przed niezwykła ekipą Bruno.

Nie tylko ten tom dużo lepiej wykorzystuje potencjał warstwy magicznej, ale i umiejętności naszego głównego bohatera. Bruno ma niezwykła zdolność - w walce jego przeciwników spotyka pech. I znajduje to swoje odzwierciedlenie w kilku naprawdę fajnie napisanych pojedynkach. Co tu dużo mówić - jest tu przygoda, humor i pewna lekkość, wszystko się zgrabnie przeplata dając nam naprawdę przyjemną przygodową fantastykę w klimatach historycznych. 

Pierwszy tom nieco mnie zniechęcił, ale przy "Dżinie" bawiłam się wyśmienicie - i już teraz chciałbym sięgnąć po kolejny tom! "Dżin" zrehabilitował w moich oczach Trylogię Maltańską, spełniając moje oczekiwania. Charyzmatyczni bohaterowie, mnóstwo przygód i zwrotów akcji oraz humor (dialogi z udziałem Hugo są bezbłędne :D ) - to lubię!

"-Apage! - ryknął Hugo, wykonując pistoletem zamaszysty ruch krzyża. -Apage! Bruno, wrzaśnij no na niego po łacinie, co? 
-Nie znam łaciny - mruknął Bruno, a bestia, jakby w odpowiedzi, rozwarła paszczę o wiele szerzej, niż zrobiłby to człowiek.
-Fatalnie - uznał Hugo. - Bo łaciny to się wszystko boi. Z klechami się kojarzy.
- Głupoty gadasz, jak zawsze - syknął Bruno. - To miejscowe bydlę i o łacinie pewnie nie słyszało."


 


"Cierń" to mroczna baśń, przedstawiająca zupełnie inną wersję Śpiącej Królewny. Ta krótka opowieść niespodziewanie kradnie serce osoby czytającej za sprawą postaci Ropuszki - dobrodusznej istoty wychowanej w miłości przez Magiczny Lud. Pewnego dnia Ropuszce zostaje powierzone zadanie, które wyrywa ją ze znanego, bezpiecznego świata - i rzuca w okrutny świat ludzi. Więcej nie zdradzam, gdyż czystą przyjemnością jest poznawanie opowieści snutej przez Ropuszkę, rozmawiającą z łagodnym rycerzem, który poszukuje możliwości spełnienia bohaterskiego czynu. Czym jednak jest chęć uratowania damy w opresji z brzemieniem dźwiganym przez Ropuszkę?

Lubię takie oryginalne retellingi, sięgające trochę do korzeni baśni - dzięki czemu uzyskuje się dużo mroczniejszy, niepokojący klimat. Całość nie jest jednak dołująca za sprawą Ropuszki - łatwo jej współczuć i liczyć, że jej los w końcu się odmieni. Moim zdaniem z konceptu zaproponowanego przez autorkę można było wycisnąć więcej mroku i zbudować bardziej złowrogi klimat; T. Kingfisher postanowiła się jednak zatrzymać gdzieś pomiędzy retellingami w stylu filmu "Czarownica", a posępnymi baśniami. Trochę mnie to rozczarowało i sprawiło, że książka nie zostanie długo w mojej głowie - ale jednocześnie znam sporo osób, którym ten balans zdecydowanie przypadnie do gustu - którzy nie szukają szukają opowieści przytłaczających, a melancholijnych, smutnych, ale z szansą na pewnego rodzaju szczęśliwe zakończenie.

Jak na dość krótką opowieść całość wolno się rozkręca, zaś końcówka gna zbyt szybko - nim się obejrzymy to już koniec. Poznawanie losów Ropuszki jednak wynagradza początek. Gorzej niestety z zakończeniem - niestety zawodzi i nie do końca współgra z budowanym napięciem. To tak naprawdę dość kameralna historia, bez większych wydarzeń - oparta o schemat rozmowy o przeszłości i finałowej konfrontacji. Przyjemnie się ją poznaje, ale nie zostaje z nami na długo po zakończeniu czytania.

Pewne braki w budowaniu suspensu T. Kingfisher nadrabia kreacją bohaterów - a w zasadzie bohaterki, wspomnianej Ropuszki. Reszta to tylko tło dla wrażliwej dziewczyny, tkwiącej w ruinach zamku pośród cierni.

Największą wadą tej opowieści jest w zasadzie jej długość: to zbyt krótka historia, by w pełni zaangażować, rzucać bohaterom wyzwania i rozwijać wątki do satysfakcjonującego punktu kulminacyjnego. To książka, która może stanowić miły przerywnik od innych lektur, ale nic poza tym. Sympatyczna Ropuszka i lekko oniryczny klimat to za mało przy naprawdę prostej historii, by na dłużej zapaść w pamięć. Wszystko zdaje się w "Cierniu" zaledwie zarysowane, przez co nie ma możliwości pełnego wybrzmienia potencjału wyjściowej koncepcji. Zabrakło tutaj większej głębi, żeby "Cierń" stało się czymś więcej niż przerywnikiem między bardziej rozbudowanymi powieściami fantasy. Myślę, że to wrażenie niedosytu byłoby inne, gdyby nowela stanowiła część jakieś antologii, a nie osobną książkę.


T. Kingfisher "Cierń" (2023)
Polskie wydanie: SQN (2024)


 


"Cztery pory magii" to naprawdę udana antologia. Zamiast zapraszania wielu autorów i mnożeniu tekstów, antologia ta przedstawia opowiadania czterech Autorek, które choć mają własnych charakterystyczny styl, tworzą teksty mające w sobie cos wspólnego: humor, pewną lekkość i słowiańskie inspiracje. Pozwoliło to stworzyć antologię niezwykle spójną - nie tylko za sprawą motywu przewodniego, którym są cztery pory roku i magia, ale przede wszystkim klimatu. Czytając każde z opowiadań można się zaśmiać (choć humor Marty Kisiel jest z tego grona najbardziej specyficzny i nie do każdego trafi) oraz zwyczajnie zrelaksować. Ogromną zaletą jest także długość opowiadań - ograniczenie do czterech Autorek pozwoliło na przygotowanie dłuższych tekstów, co każdej z przedstawionych historii wyszło na dobre. Jeśli lubicie teksty z przymrużeniem oka i przepełnione magią, z pewnością się nie zawiedziecie!

Wiosnę reprezentuje opowiadanie "Cicha woda" Mileny Wójtowicz. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki i od razu chcę sięgnąć po więcej! W tym opowiadaniu poznajemy pewną Rusałkę, potworną organizatorkę ślubów oraz dybiącą na życie panny młodej przyszłą rodzinkę. Dla mnie to opowiadanie jest perełką zbioru - zabawne, groteskowe, wciągające od początku do końca. W punkt trafione jeśli chodzi o moje poczucie humoru - opowiadanie zwariowane niczym filmy Tarantino.

Lato to opowiadanie " Żar i wicher" Magdaleny Kubasiewicz. Ponownie było to moje pierwsze spotkanie z Autorką i muszę przyznać, że bardzo udane: choć opowiadanie nawiązuje do wykreowanego wcześniej przez Autorkę świata alternatywnej Polanii, nie odnosi się wrażenie, że coś umyka - opowiadanie można traktować jako odrębną, zamkniętą całość. Tutaj może jest nieco mniej humoru i wariactwa, za to "Żar i wicher" nadrabia językiem. Dodatkowo dotyczy rozwiązania zagadki - odkrycia kto stał za śmiercią młodej dziewczyny, która zamieniła się w południcę - a nic tak nie wciąga jak odkrywanie "brudów" małej wiejskiej społeczności.

Motywem przewodnim jesieni też jest śledztwo - w wykonaniu Dory Wilk, dobrze znanej miłośnikom polskiej urban fantasy postaci. W "Listopadowych dzieciach" Anety Jadowskiej nie ma złotej jesieni, a ponury listopad i zagadka uprowadzonych przed laty dzieci. Przy tym opowiadaniu można powiedzieć jedno: znów Dora. Dla jednych będzie to gratka - jeśli lubi się tę postać, dla innych trochę odgrzewany kotlet. Ja bawiłam się nawet nieźle - w krótszej formie jakim jest opowiadanie skupiamy się na śledztwie, co wychodzi Dorze na plus (nie zdąży zirytować swoją doskonałością i niezniszczalnością). Jednocześnie nie znając wszystkich wcześniejszych tekstów Autorki trochę sobie tym opowiadaniem zaspojlerowałam rozwój relacji Dory z pewnym diabłem... 

Zima to z kolei sylwestrowa noc w opowiadaniu "Jak długo trawi lew". Z całego zbioru to opowiadanie jest najbardziej specyficzne i nie do każdego może trafić. Ja uwielbiam twórczość Marty Kisiel i nie zawiodłam: humor językowy i sytuacyjny, absurdalne wydarzenia i zwroty akcji. Jednak jeśli do kogoś nie do końca trafia humor Autorki, to akurat to opowiadanie będzie drogą przez mękę.

Cztery opowiadania, cztery Autorki - a ja od razu mam skojarzenie z inną równie ciekawą antologią: "Cztery pokoje", gdzie też jest niekiedy absurdalnie i groteskowo, niekiedy kryminalnie, cały czas z lekkim przymrużeniem oka. Może to jakaś magiczna liczba i przepis na udane antologie? "Cztery pory magii" to antologia niezwykle udana i w punkt trafiona - Autorki do siebie pasują dając nam spójną, choć tak różnorodną, całość. Czarny humor, pomysłowość i odwołania do słowiańskiej mitologii sprawiają, że jest ciekawie i przyjemnie. Gratka dla fanów Autorek, ale także okazja do zapoznania się z ich stylem.


"Cztery pory roku" (2023)
Wydawnictwo: SQN

 


Drugi tom przygód o Dorze Wilk w zasadzie powtarza "grzeszki" pierwszego - choć jak przystało na kolejne odsłony, w nieco spotęgowanej odsłonie - a jednocześnie czyta się lub słucha, jak w moim przypadku szybko i przyjemnie. Oczywiście pod warunkiem, że potrafimy jakoś przyjąć najbardziej nierealistyczny trójkąt miłosny w historii literatury oraz rosnącą ze strony na stronę potęgę i wyjątkowość Dory, przed którą zaraz drżeć będą sami bogowie. Powieść nadrabia jednak lekki tonem, humorystycznymi dialogami i ciekawą, choć jedynie do pewnego momentu, historią. To seria, która pozostaje u mnie w kategorii "książek spacerowych" - bardziej bym się namęczyła czytając ją w domu pod kocem niż słuchając w ruchu - do tego lektora robi naprawdę niezłą robotę i umila słuchanie.

Zacznijmy od fabuły - chociaż w drugim tomie dzieje się znacznie więcej niż w pierwszym, całość nie porywa tak bardzo. Pierwszy tom był oparty o motyw śledztwa i w "Bogowie muszą być szaleni" wydawało się, że będzie podobnie, choć na większą skalę. Dora zostaje postawiona przed zadaniem odkrycia co stało się z uratowanym przez nią wampirami (po przeczytaniu całości nie wiem czemu służył ten wątek, poza dodaniem kolejnej specjalnej cechy Dorze), a także wytropienia tego, kto pragnie rozpętać wojnę nasyłając na siebie nawzajem magicznych. Ten drugi wątek miał stanowić oś fabularną powieści. Niestety finałowe starcie okazało się mało zajmujące, jakby w połowie książki Autorka uznała tę historię za mało ważną - wprowadzając kolejny wątek poboczny - odkrycia oraz pokonania tego, kto czyha na anioła Joshuę. Na papierze wszystkie te wątki wskazują na historię kryminalno-przygodową, jednak w ostatecznym rozrachunku mało w niej śledztwa i umiejętności Dory jako prywatnej detektyw, w ogóle mało w tej książce rzeczywistych wyzwań, rzucania bohaterce kłód pod nogi czy mylenia tropów. W dużej mierze wszystko rozwiązuje się na zasadzie deus ex machina. Przedstawiona w książce fabuła jedynie pozornie stwarza jakieś zagrożenie dla świata - w rzeczywistości służąc jednemu: kreacji niezwykłości Dory.

Choć książka została napisana dekadę temu, kiedy bohaterki pozornie zwykłe były przede wszystkim "inne niż wszystkie", to i na ich tle Dora Wilk się wyróżnia. Nie ma drugiej takiej - zadziornej i aroganckiej do granic możliwości, pięknej i takiej, której nikt oprzeć się nie może. W pierwszym tomie wyjątkowość Dory wynikała z jej nietypowego dziedzictwa, recesywnych genów, które dały połączenie dwóch nie występujących razem typów magii. Moim zdaniem już samo to wystarczyło i było niezłą podstawą, by potem wikłać bohaterkę w przygody, w których będzie musiała swoje moce wykorzystywać. Do tego sam charakterek Dory czynił ją bohaterka wyróżniającą się. Niestety drugi tom to pasmo dodawania kolejnych mocy/zdolność Dorze, co staje się zwyczajnie irytujące - a najgorsze jest, że wcale nie służy rozwiązywaniu wątków, tylko właśnie nieskończonemu budowaniu potęgi postaci, Mary Sue do kwadratu. 

Niestety ten tom jest zwyczajnie przekombinowany, a przy tym nudny - i to na płaszczyźnie relacji między Dorą i jej przyjaciółmi-narzeczonymi aniołem i diabłem (którzy mimo ponad trzystu lat są nie mają w zasadzie własnych cech charakteru, które nie byłyby związane z uwielbieniem Dory), i rozwoju postaci samej Dory. Trzy wątki fabularne nie składają się na spójną całość, która w zasadzie mogłaby być opowiadaniami. Jednocześnie całość jest dość zgrabnie napisana, można szybko przez nią przejść i dopiero po skończonej lekturze dostrzec te wszystkie wady. Ta seria ma w sobie coś wciągającego - ja od razu odpaliła audiobooka z trzecim tomem i nastawieniem "ciekawe jak jeszcze bardziej wyidealizowana stanie się Dora?" :D Słucham mocno z przymrużeniem oka - bo potężna i wyjątkowa ponad przeciętną wyjątkowość Dora Wilk się nie zmieni -  z nadzieją, że drugi tom był jednym wielkim potknięciem i potem będzie lepiej pod względem fabularnym i rzucania naszej bohaterce jakiś wyzwań.

Aneta Jadowska "Bogowie muszą być szaleni" (2013)
Wydawnictwo: Fabryka Słów (pierwsze wydanie), SQN (2020)

 


Pierwszy tom cyklu o Dorze Wilk otwiera uniwersum, które dziś całkiem nieźle się rozrosło. Czy debiut z 2012 roku przeszedł próbę czasu? Pierwszy raz "Złodzieja dusz" czytałam jakieś dziesięć lat temu i bardzo podobało mi się połączenie urban fantasy z kryminałem, a także to że Dora działała jako detektywka/policjantka między dwoma światami, zwykłym Toruniem i magicznym Thornem. Historia była wciągająca, a całość napisana w lekki sposób - dziś takie książki nazywamy guilty pleasure, ale jak się było nastolatką to się nie miało "wyrzutów sumienia", że czyta się książki po prostu rozrywkowe, bez jakiś większych aspiracji bycia czymś więcej. Jak się okazało po odpaleniu odświeżonej wersji "Złodzieja dusz" jako audiobooka, moje odczucia dużo się nie zmieniły - choć dostrzegam teraz więcej zgrzytów, to można na nie przymknąć oko i po prostu dobrze się bawić. Choć postacie są przerysowane, a relacje między nimi mało prawdopodobne, to można zawiesić na chwilę trzeźwo myślący rozum i po prostu dać się porwać wykreowanej rzeczywistości.

"Złodziej dusz" to powieść, która wciąga dzięki odwołaniu się do kryminału - śledztwo napędza akcję i pozwala nam wraz z Dorą coraz bardziej zagłębiać się w alternatywny świat nadnaturalnych istot, w którym można być wiedźmą i przyjaźnić się z aniołem i demonem. Całość ma nieco klimat serialu fantasy dla nastolatków - ci dobrzy są piękni, ci źli szpetni, a główna bohaterka niezniszczalna. Do tego obowiązkowo kilka scen, w których musi się wystroić i kilka pikantnych-ale-nie-za-bardzo scen, jak noc w łóżku z aniołem i demonem nie będąca jednak żadnym trójkącikiem. Z perspektywy trzydziestolatki może i jest to naiwne, ale wcale mi to nie przeszkadzało - audiobooka słuchałam na spacerach z psem i potrzebowałam czegoś relaksującego - dokładnie tak jak wtedy kiedy odpalamy jakiś serial, dobrze się przy nim bawimy i tyle - bez wchodzenia w głębię psychologiczną czy zachwycania się wysmakowanymi kadrami.

Co do samej postaci Dory - to chyba element, który najbardziej dzieli czytelników. Blisko jej do Mary Sue, Autorka kreśli ją jak postać wyjętą z fanfika - niby niepozorna, a jednak doskonała, niezniszczalna i taka, której nie oprze się żaden mężczyzna. Moim zdaniem najbardziej przeszkadza ciągłe podkreślanie tych cech Dory - to wydaje się bardziej irytujące niż sama bohaterka, która moim zdaniem pasuje do przedstawionej historii, takiej z przymrużeniem oka, pozwalającej na przerysowanie (czepiamy się doskonałości Dory, ale nieziemsko przystojny diabeł-pantofel i równie przystojny anioł-prawiczek już nas nie razi? Wszak Dora też nie jest człowiekiem!). Taka była też kiedyś konwencja - wystarczy spojrzeć na wiele bohaterek młodzieżówek, które tak jak Dora niby nie są "takie jak inne", ale ich wyjątkowość budowana jest na pozbawianiu ich znaczących wad i sprawianiu, że pokonają bez większych problemów każdą trudność. I takie bohaterki zamiast być inspirujące, wydają nam się irytujące, bo gdzie nam do nich. Sama historia jest jednak na tyle wciągająca, że można przymknąć oko na Dorę i szwadron przystojniaków wokół niej. 

"Złodziej dusz" to powieść, którą czyta się bardzo szybko, a to pozwala przymknąć oko na pewne wady. To powieść przede wszystkim prosta - w każdym aspekcie - czasami wręcz kiczowata (te wszystkie żarciki i aluzje do seksu), ale przy tym rozrywkowa. Warto wziąć pod uwagę, że to debiut - sam pomysł ciekawy, wykonanie nieco gorsze. Można by wręcz rzec, że to czytadło - ale, hej, czy czasem w życiu nie potrzebujemy takich właśnie książek? Jeśli więc lubicie urban fantasy i szukacie czegoś lekkiego z silną postacią kobiecą, w zasadzie trochę młodzieżowego, choć z dorosłymi bohaterami to "Złodziej dusz" może być idealnym wyborem. Dla mnie książka idealna na spacery z psem czy na drogę do pracy, co wcale nie jest podszyte sarkazmem - to akurat kategoria książek, która jest mi bardzo podrzebna i pozwala mi się zrelaksować po umysłowej pracy na uczelni :)


"Złodziej dusz" Aneta Jadowska (2012)

Wydanie pierwsze: Fabryka Słów, wznowienie: SQN (2020)

Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes