Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Jeśli szukacie lektury idealnej na Halloween, „Klątwy, duchy i zbrodnie” Renaty Kuryłowicz to książka, która wciąga od pierwszych stron. To zbiór prawdziwych spraw kryminalnych – takich, w których rzeczywistość miesza się z tym, co nadprzyrodzone. Autorka opisuje przypadki morderstw i tragedii, które próbowano tłumaczyć opętaniem, działaniem duchów czy... pomyleniem ofiary ze zjawą. Pojawiają się tu też historie sprawców, którzy po latach przyznawali się do winy, bo „nawiedzały ich duchy”.

Renata Kuryłowicz prowadzi czytelnika między faktami a legendą z dużą świadomością – powołuje się na źródła, relacje, ale też uczciwie zaznacza, gdzie przebieg wydarzeń jest niejasny lub może być efektem sensacyjnych doniesień lub zwyczajnie chęcią zarobienia na sprawie medialnej - bo czy jest coś, co bardziej przyciąga nagłówki gazet niż możliwość wyjaśnienia zbrodni za pomocą ingerencji Zła niż zwykłej niepoczytalności?  

Każdy rozdział ma inny motyw: od duchów morderców i ofiar, przez egzorcyzmy i opętania, aż po polowania na czarownice i klątwy towarzyszące kultowym horrorom. W jednym rozdziale znajdziemy historię „duchów morderców i duchów ofiar”, które miały nawiedzać sprawców i doprowadzać ich do przyznania się do winy. W innym – przypadki osób, które zginęły, bo ktoś uwierzył, że są duchami, wampirami czy wiedźmami. Są tu także rozdziały o egzorcyzmach, opętaniach i polowaniach na czarownice, które autorka interpretuje nie tylko w kontekście wiary w siły nieczyste, lecz także w świetle społecznych mechanizmów wykluczenia i strachu przed innością. Jednym z najbardziej fascynujących fragmentów jest rozdział o „mrocznej turystyce” – zjawisku odwiedzania miejsc związanych ze śmiercią i tragediami, popularnym zwłaszcza wśród miłośników true crime. Z kolei rozdział o „filmowych klątwach” to prawdziwa gratka dla fanów horroru – znajdziemy tam historie niepokojących przypadków towarzyszących produkcjom takim jak Egzorcysta, Omen, Duch czy Dziecko Rosemary. Książkę zamyka bardzo współczesny rozdział o creepypastach – internetowych opowieściach grozy, które pokazują, że potrzeba snucia mrocznych historii nie zniknęła, tylko przeniosła się do sieci.

Choć początkowo brakowało mi większej tajemnicy, szybko zrozumiałam, że to nie jest książka o taniej sensacji. To raczej opowieść o tym, jak bardzo ludzie potrzebują dopisywać do zbrodni coś metafizycznego, by oswoić to, co niewytłumaczalne. Dotyczy to także brutalnych zbrodni - gdzie łatwiej nam myśleć, że za okrucieństwem stoi demon, niż drugi człowiek. Obok samych zbrodni, często przerażające były wyroki sądów! Ogromnym atutem są komentarze autorki – szczególnie te dotyczące sytuacji kobiet czy społecznych uprzedzeń – które dodają tekstowi głębi, ale nie narzucają gotowych interpretacji.

To książka, którą można czytać rozdział po rozdziale (i to w zasadzie w dowolnej kolejności), zagłębiając się w coraz to inne historie kryminalne z dreszczykiem. Idealna na jesienne wieczory, gdy za oknem wieje wiatr, a w głowie kołacze się pytanie: czy naprawdę wszystko da się wyjaśnić racjonalnie? Czemu łatwiej jest sięgać ludziom po egzorcyzmy niż pomoc psychiatry? Kiedy zachowania drugiego człowieka powinny nas naprawdę niepokoić? Dla miłośników true crime to lektura obowiązkowa, ale i fani zjawisk paranormalnych znajdą tutaj coś dla siebie!

 



"Chiny. Przewodnik po herosach, smokach i świętych rzekach" to książka, która wpisuje się w mój ulubiony rodzaj popularno-naukowej literatury non-fiction: napisanej niezwykle przystępnie, a jednocześnie podejmującej najważniejsze zagadnienia. Autorką jest emerytowana profesorka Tao Tao Liu, która przedstawia mitologię chińską w sposób rzetelny - i co najważniejsze, łatwy do zrozumienia nawet dla osób z innego kręgu kulturowego.

Oczywiście coś za coś - "Chiny. Przewodnik..." stanowi raczej wprowadzenie do tematyki historii i filozofii Chin, w niektórych miejscach stosując pewne uproszczenia - przykładowo sygnalizuje wpływ buddyzmu czy daoizmu (taoizmu) na chińską mitologię, jednak bez szczegółowego opisywania samej doktryny. W mojej ocenie uproszczenia te są wystarczające - nakreślają odpowiedni kontekst, bez odciągania uwagi od głównego tematu. 

Sama konstrukcja książki jest bardzo przemyślana. Zaczynamy od Krótkiej historii mitologii chińskiej - rozdziału kluczowego, by później zrozumieć konkretne mity czy role pełnione przez herosów i bóstwa. Kolejny rozdział , Literackie tradycje Chin, skupia się na źródłach mitów. Zaś następne części poświęcone są już samym mitom i legendom: od mitów stworzycielskich, poprzez opowieści o bogach i herosach do opowieści, w których główną rolę odgrywa natura. Znajdziemy również fragmenty poświęcone smokom, wszak "niewiele jest symboli, które kojarzą się z Chinami równie silnie co smok — chociaż stworzenie to przedstawiało się inaczej niż na Zachodzie (...)". W książce nie brakuje także opisów i znaczenia najważniejszych świąt i miejsc kultu. To kompleksowe spojrzenie, a nie tylko bezrefleksyjne przytoczenie samej treści mitów i legend.

Tak jak wspominałam, w tej książce zachwyca mnie jej przystępność. Z naszego punktu widzenia cywilizacja chińska — oparta o tak odmienne systemy filozoficzno-religijne jak konfucjanizm, daoizm czy buddyzm, posiadająca setki lat historii nieznanej nam (poza pasjonatami, sinologami) historii  — może wydawać się zawiła i obca. W tego typu książkach bardzo łatwo zostać pogrążonym pod zalewem dat czy obco brzmiących terminów. "Chiny. Przewodnik..." radzą sobie z tym problemem doskonale: na końcu książki znajduje się przejrzyste kalendarium , pozwalające umiejscowić w czasie konkretne dynastie, a dodatkowo w samym tekście wspomnieniu każdej dynastii towarzyszy data podana w nawiasie. Nie trzeba znać chińskiej historii na pamięć, by bez problemów podążać za przemianami mitów i legend w kolejnych okresach historycznych. Z tych względów jest to książką, która trafi zarówno do osób zainteresowanych temat, jak i do tych, którzy po prostu lubią czytać o mitologiach, niewiele wiedząc o Chinach przed sięgnięciem po "Przewodnik".

Jedność trzech nauk

By zrozumieć specyfikę chińskiej mitologii należy spojrzeć na doktryny filozoficzno-religijne. W odróżnieniu od Zachodu, gdzie religie często wchodziły w spory dogmatyczne, cywilizacja chińska rozwinęła model komplementarności. Konfucjanizm, taoizm i buddyzm nie wykluczały się wzajemnie — przeciwnie, uzupełniały się, odpowiadając na różne potrzeby człowieka i społeczeństwa. Ten synkretyzm odnajdziemy właśnie w mitach. Jednocześnie warto zauważyć, że chińska koncepcja harmonii nie oznacza równości, ale hierarchię — i tak najważniejszy był konfucjanizm. Ma to także praktyczne znaczenie dla mitów — większość znanych tekstów była spisywana przez konfucjańskich uczonych, a więc ich treść musiała być dostosowywana do zasad tej filozofii. Książka w interesujący sposób oddaje tą płynność i wzajemne uzupełnianie się: gdy postacie historyczne przemieniały się w buddyjskich bogów, a mityczni herosi zyskiwali status postaci historycznych. "Wiele postaci mitologicznych okresu cesarstwa było pierwotnie postaciami historycznymi — właśnie nacisk na ich autentyczność stanowi cechę charakterystyczną nowych podań"; innymi słowy w przypadku Chin "historia została wyniesiona do rangi mitu".

Jak jeszcze zauważa Tao Tao Liu, "już samo pojęcie mitologii to zasadniczo koncepcja zachodnia, obca Chińczykom, którzy tłumaczą sobie to słowo jak shenhua, czyli "słowa/mowa o bogach/bóstwach". W tym sensie "mitologia" oznaczała "opowieści z czasów starożytnych". Jednocześnie warto zauważyć, że w Chinach (ale także np: Korei) nie powstała jedna, spójna mitologia na wzór wielkich eposów, takich jak dzieła Homera — "mity chińskie są zwykle lakoniczne i często funkcjonują w kilku sprzecznych ze sobą wersjach". Pod uwagę należy wziąć nie tylko możliwość istnienia konfucjańskich, buddyjskich czy daoistycznych wariantów, ale także ogromnego zróżnicowania etnicznego, co wpływało na tradycje mitów. Nawet dziś mówiąc Chińczycy, mamy na myśli 56 grup etnicznych uznawanych przez państwo - w tym 55 mniejszości i dominującą grupę Han. 

W kontekście opisu specyfiki chińskich mitów — pozwalającą nam zrozumieć pewną specyfikę — w pamięć zapadło mi takie stwierdzenie autorki: "o ile więc można powiedzieć, że Grecy zmitologizowali swoje dzieje, o tyle Chińczycy uhistorycznili swoje mity". A to wszystko przez to, że były one spisywane przez uczonych-historyków, którzy właśnie taki rys im nadawali.

Mam nadzieję, że taki krótki rys specyfiki chińskich mitów odpowiednio rozbudzi wasz apetyt na "Chiny. Przewodnik po herosach, smokach i świętych rzekach" — książkę po którą zdecydowanie warto sięgnąć, by rozszerzyć znajomość kultury poza kręgi europejskie. 

Słowem podsumowania

„Chiny. Przewodnik po herosach, smokach i świętych rzekach” to książka, która z powodzeniem łączy walory popularnonaukowe z rzetelnym wprowadzeniem w świat chińskiej mitologii i kultury. Tao Tao Liu udaje się coś, co w przypadku publikacji o tak złożonej cywilizacji nie jest wcale oczywiste – zachować równowagę między przystępnością a naukową wiarygodnością. To pozycja, która nie tylko uczy, ale też fascynuje – budzi ciekawość, otwiera oczy na sposób myślenia zupełnie inny od naszego i pokazuje, jak wiele można zrozumieć, kiedy spojrzy się na świat z perspektywy mitu.

Polecam ją wszystkim, którzy lubią literaturę popularyzującą wiedzę o kulturach pozaeuropejskich – zarówno czytelnikom zainteresowanym Chinami, jak i tym, którzy po prostu szukają książki pozwalającej odbyć podróż w wyobraźni do innego świata. To jedna z tych lektur, po których od razu ma się ochotę szukać dalej – sięgnąć po klasyczne chińskie eposy, legendy i teksty filozoficzne, by jeszcze lepiej zrozumieć ten fascynujący, pełen kontrastów świat.


 


Książka "Snape. Prawdziwa twarz tajemniczego mistrza eliksirów" to w zasadzie skrupulatne, pogłębione studium postaci z serii książek o Harrym Potterze. Severus Snape to postać fascynująca, bo trudna do oceny: dręczony w młodości sam dręczy uczniów - a jednocześnie na swój pokrętny sposób o nich dba, często przekazując im wiedzę na temat obrony przed czarną magią, gdy tego przedmiotu uczy niekompetentny nauczyciel pokroju Lockharta. Człowiek rozdarty swoją obsesją względem Lily i nienawiścią względem Jamesa - przez co dba o przeżycie Harry'ego, mającego "oczy swej matki", jednocześnie znęcając się nad nim psychicznie, widząc w nim skłonności ojca do łamania zasad. Snape wymyka  się łatwej ocenie i pełnemu zrozumieniu, będąc złożonym paradoksem serii: złoczyńcą, który jest bohaterem, tyranem, który jest obrońcą, człowiekiem głębokiej nieodwzajemnionej miłości, który para się nieustannym okrucieństwem. Nic dziwnego, że taka niejednoznaczna postać doczekała się analizy - próby zrozumienia jego motywacji, zachowania, relacji z innymi postaciami z książki.

Taka analiza nie jest zadaniem łatwym, nawet mając gotowy materiał źródłowy: wszak w książkach o Harrym Potterze nawet narrator jest stronniczy niczym Dumbledore. Metoda Lorrie Kim jest systematyczna i drobiazgowa; autorka pracuje tom po tomie, aby przeanalizować działania Snape’a, jego interakcje z innymi, a także, co niezwykle istotne, jego przemilczenia. Pokazuje, jak każdy jego szyderczy uśmiech, każdy pozornie złośliwy czyn wobec Harry’ego, Hermiony i Neville’a, jest starannie skonstruowaną grą mającą na celu utrzymanie jego przykrywki. Jednocześnie autorka potrafi wskazać także te momenty, kiedy Snape'a wyraźnie poniosły emocje. W tym kontkeście niezwykle ciekawa jest analiza "Więźnia Azkabanu" z punktu widzenia powracającej do mistrza eliksirów traumy. Oprócz analizy samego kanonu - czyli książek - autorka dodaje także szerszy komentarz społeczny, w tym wątki feministyczne i intersekcjonalne (np: analizując scenę, w której Lupin doradził Neville'owi, aby walcząc ze Snapem-boginem wyobraził go sobie w ubraniach babci).

Lorrie Kim za cel postawiła sobie ukazanie dwuznaczności, a także odkupienia Snape'a. Materiał źródłowy nie zawsze daje nam pełne odpowiedzi, co do motywacji bohatera - wtedy autorka spekuluje, a popiera to ciekawymi argumentami - a od nas zależy czy się z nią zgodzimy. 

W całej książce najbardziej podobała mi się rehabilitacja Snape'a jako nauczyciela – nie tylko surowego, ale też skutecznego, uczącego umiejętności niezbędnych w trudnych czasach. W przekonujący sposób Lorrie Kim dowodzi, że pomimo swojego okropnego sposobu bycia Severus był w istocie najskuteczniejszym nauczycielem obrony przed czarną magią, jakiego Harry kiedykolwiek miał. Od wpajania uczniom podstawowych zaklęć, takich jak Expelliarmus – zaklęcie, które ostatecznie uratuje świat – po jego zaawansowane lekcje magii niewerbalnej i niewymagającej różdżki, każda lekcja ma praktyczne, często ratujące życie zastosowanie, które Kim skrupulatnie śledzi aż do jej kluczowego momentu w kulminacji serii.

I choć jako całość książka naprawdę mi się podobała, to ma kilka wad. Ta sama drobiazgowość, która czyni argumentację Kim tak przekonującą, jest również źródłem głównej słabości książki. Każdy rozdział zaczyna się od długiego, naszpikowanego cytatami streszczenia, które nie zawsze odnosi się bezpośrednio do omawianej postaci. Dla zagorzałego fana Pottera – oczywistego odbiorcy tak niszowego studium postaci – to obszerne powielanie dobrze znanych wątków fabularnych może wydawać się zbędne, skłaniając do pobieżnego przejrzenia tekstu niż głębokiego zaangażowania. W tym względzie nie pomaga powtarzająca się struktura każdego rozdziału, który oczywiście porządkuje analizę, ale w czytaniu staje się monotonna. Jest w tej książce takie naukowe zacięcie, które nie do końca sprawdza się w nienaukowym tekście. W porównaniu do książki o sekretach Dumbledore'a odniosłam także wrażenie, że nie dowiedziałam się wcale tak wiele nowego - wiele teorii dla potteromaniaczki jak ja było już znanych. Za to naprawdę doceniam wspomianą perspektywę spojrzenia na Snape'a jako skutecznego - słowo dobrego biorąc pod uwagę faworyzowanie niektórych uczniów i nękanie innych byłoby na wyrost - pedagoga; była to dla mnie zupełnie nowa perspektywa oceny Snape'a, nie tylko jako podwójnego agenta, ale właśnie "zwykłego" nauczyciela.

Mimo tych drobnych wad uważam książkę za godną polecenia każdemu fanowi serii. To poruszające studium dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć tragiczny heroizm Severusa Snape’a. Lorrie Kim pokazuje inny punkt widzenia niż przedstawiony w głównej osi narracyjnej książki, stawiającej Harry'ego w centrum: odsłania kurtynę by pozwolić nam dostrzec prawdziwy kształt tragedii Snape’a: historię ogromnej miłości i poświęcenia ukrytą za maską apatyczności i złośliwości. Ta książka nie daje gotowych odpowiedzi – raczej prowokuje, byśmy sami na nowo ocenili Severusa Snape’a. W tym tkwi jej największa siła: nie tyle przekonuje, co zaprasza do własnej interpretacji i refleksji nad moralną złożonością bohaterów, których wydawało się, że znamy na wylot.

 


Wśród książek nawiązujących do uniwersum Harry’ego Pottera znajdziemy zarówno kompendia wiedzy, jak Nieoficjalna wielka księga zaklęć, jak i bardziej analityczne opracowania, np. Harry Potter i zakon filozofów, który interpretuje serię pod kątem filozofii. Jednak Dumbledore. Życie i kłamstwa najsłynniejszego dyrektora Hogwartu wyróżnia się na ich tle jako najbardziej szczegółowa analiza jednej z najbardziej enigmatycznych postaci sagi. Śmiało mogę powiedzieć, że to moja ulubiona książka nawiązująca do HP!

Irvin Khaytman, będący członkiem fandomu, nie tylko wielokrotnie przeczytał materiał źródłowy, ale także przeanalizował liczne fanowskie teorie, dzięki czemu krok po kroku rekonstruuje motywacje Dumbledore’a. W każdej z części serii bada jego decyzje i rolę w fabule, stawiając kluczowe pytanie: kim naprawdę był Albus Dumbledore? Wielkim czarodziejem i mentorem czy raczej mistrzem manipulacji? Z książki Dumbledore. Życie i kłamstwa wyłania się obraz człowieka pełnego sprzeczności, a przedstawiona analiza pozwala nam poukładać sobie w głowie pełniejszy obraz tej fascynującej postaci literackiej. 

Portret mistrza strategii i manipulacji

Khaytman systematycznie przechodzi przez kolejne etapy życia Dumbledore’a, rozkładając jego charakter na czynniki pierwsze. Co istotne, książka nie jest ani laurką, ani surową krytyką, lecz rzetelną analizą jego decyzji i motywacji. Autor odważnie kwestionuje wybory dyrektora Hogwartu, zwracając uwagę na jego skłonność do ukrywania prawdy i prowadzenia wielowarstwowej gry.

W dużej mierze skupia się na relacji Albusa z Harrym, zadając fundamentalne pytanie: czy Dumbledore wykorzystywał młodego czarodzieja, czy jednak na swój pokrętny sposób był jego mentorem?

 "Od razu obserwujemy, jak Dumbledore pudruje rzeczywistość półprawdami: oznajmia McGonagall, że Harry będzie żył z Dursleyami, ponieważ należy chronić go przed skutkami niezamierzonej sławy. W kolejnych latach tego rodzaju zachowanie okaże się typową zagrywką Dumbledore'a: jest przekonujący, do pewnego stopnia prawdomówny, ale koniec końców bardzo daleki od wyjawienia wszystkiego. Szczerze mówiąc, mniej pobłażliwi czytelnicy mogliy powiedzieć, że Dumbledore jest hipokrytą w temacie szczerości, jako że do uczniów mówi: Ja jednak wierzę, że prawda jest lepsza od kłamstwa."

Analiza oparta na kanonie i interpretacji

Przemówiło do mnie podejście autora do analizy: opierając się ściśle na kanonie, czyli powieściach, przedstawia interpretację własną (i fandomu, przywołując analizy innych potterowych entuzjastów). Siłą tej książki jest to, że nie opiera się wyłącznie na subiektywnych teoriach – Khaytman skrupulatnie trzyma się kanonu, a jednocześnie przedstawia interpretacje swoje i innych członków fandomu. Domysły pojawiają się jedynie tam, gdzie Harry Potter zostawia luki, a nawet wtedy są one dobrze uargumentowane.

Przykładem może być analiza kary, jaką Harry i Hermiona otrzymali w Kamieniu Filozoficznym – wysłanie w nocy do Zakazanego Lasu. Khaytman zauważa, że jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, iż Dumbledore chciał, by uczniowie dowiedzieli się o kamieniu:

"To tak naprawdę jedyne wiarygodne wyjaśnienie tej kary. Pomysł z wysłaniem czwórki pierwszoroczniaków do Lasu w środku nocy, w sytuacji kiedy - realnie rzecz biorąc - nie jest w stanie w żaden sposób pomóc w odnalezieniu martwego jednorożca, jest absurdalny, nawet jak niewyśrubowane standardy Hogwartu. I z pewnością nie jest w stylu McGonagall."

Zawsze miałam problem z tą sceną – wydawała mi się zupełnie niepasująca do McGonagall! Nie przyszło mi do głowy, że za wszystkim mógł stać Albus. Właśnie to jest największa zaleta tej książki – czytając ją, odkrywamy znane historie na nowo, z zupełnie innej perspektywy.

Na uwagę zasługuje również styl autora – książka jest napisana w przystępny sposób, unikając naukowego zadęcia, co sprawia, że czyta się ją bardzo lekko. Dodatkowym atutem jest piękne wydanie, które prezentuje się wyjątkowo elegancko na półce fana HP.

Słowem podsumowania...

Książka Dumbledore. Życie i kłamstwa... nie tylko przedstawia nową perspektywę na dyrektora Hogwartu, ale również skłania do refleksji nad całym światem Harry’ego Pottera. Po lekturze można spojrzeć na Albusa z większym podziwem lub większym sceptycyzmem, a przy okazji zupełnie inaczej ocenić wiele wydarzeń z sagi.

To nie jest klasyczna biografia – to fascynująca analiza literacka, która wzbogaca uniwersum J.K. Rowling o krytyczną interpretację. Dla fanów Harry’ego Pottera to pozycja obowiązkowa, gwarantująca mnóstwo nowych przemyśleń - i w pewnym sensie odkrycia sagi o HP na nowo!


 


"Nowa gra w Chińczyka" to interesująca książka, zdająca się odpowiadać dzisiejszym trendom. Książki typowo naukowe potrafią odstraszyć - naukowym językiem, opisami metodologii, skupieniem się na wąskim temacie. Zaś "Nowa gra w Chińczyka" to pozycja, która może zainteresować nie tylko naukowców, ale przede wszystkim szersze grono odbiorców. Forma wywiadu przywodzi na myśl popularne dziś podcasty, w których specjaliści opowiadają o bieżących kwestiach w bardziej przystępny sposób. I taka właśnie jest ta książka - kierowana zarówno do osób, które siedzą w temacie i wyłapią różne smaczki, jak i dla tych, którzy o Chinach słyszą przede wszystkim z mediów. A jak wiadomo - przekaz medialny jest spłycony, wyrywający informacje z kontekstu, clickbaitowy: jeszcze jakiś czas temu przedstawiano współpracę z Chinami jako ocean możliwości, dziś Chinami głównie się straszy. Zamieszczone w książce wywiady pozwalają jednak dostrzec dużo bardziej złożony obraz nie tylko Chin, ale i porządku światowego, w którym Państwa Środka nie można już lekceważyć. Opracowaniu towarzyszy myśl przewodnia: Chin nie należy się bać, nie można ich ignorować - Chiny należy zrozumieć, a przynajmniej podjąć taką próbę. 

Ogromną zaletą "Nowej gry w Chińczyka" jest trójgłos spojrzenia na Chiny. Wywiady z wybitnymi polskimi sinologami przeprowadził redaktor Tomasz Sajewicz, który również zna Chiny od podszewki: jako korespondent Polskiego Radia w Pekinie był naocznym świadkiem zachodzących w tym państwie zmian. Jego pytania są trafne, niejednokrotnie uderzające w inne rejony niż jego rozmówców - co jest ogromnym plusem! Zresztą profesorowie Bogdan Góralczyk i Marcin Jacoby również potrafią zwracać uwagę na różne aspekty polityczne, społeczne, historyczne czy kulturowe, które pozwalają nam lepiej zrozumieć chińską mentalność. Każda z tych osób ma ogromną wiedzę - a także praktyczne doświadczenie, co wpływa na wysoką jakość rozmów. 

Całość podzielona jest na tematyczne części - jednak forma wywiadów sprawia, że rozmówcy nie zawsze trzymają się ściśle wyznaczonego tematu. Osobiście uważam to za kolejną zaletę - wspomnianą przystępność - te kwestie, które się powtarzają, do których rozmówcy powracają pozwalają im mocniej wybrzmieć. W tekście naukowym nie ma na to miejsca, tam musi być przedstawiona pewna uporządkowana analiza. Przyjęta forma pozwala także na opowiadanie anegdot, odnoszenie się do własnych wspomnień - nie brakuje także żartów! - co stanowi nie tylko ciekawe przerywniki, ale niejednokrotnie świetnie obrazuje omawiany temat i zwyczajnie lepiej zapada w pamięć (pewnie wielu z Was z wykładów na studiach pamięta głównie anegdotki i żarciki :D). Rozmowa między ekspertami  - z których każdy zna się na temacie - sprawia, że pojawia się wiele kontekstów, nazwisk, wydarzeń, które nie zawsze zostają wyjaśnione (w rozmowie lub przypisie). Dla mnie nie było to barierą - siedzę w temacie, chociaż nie od strony chińskiej, a koreańskiej - ale od czytelników może to wymagać sprawdzenia czasem czegoś w Internecie, co przecież nie jest wcale takim wielkim wyzwaniem - wystarczy nawet notka na wikipedii, by po prostu wiedzieć o kim mowa, umiejscowić daną postać/wydarzenie w czasie.

Jeśli chodzi o zakres tematyczny to punktem wyjścia jest pytanie, czy Chin należy się bać. To pytanie otwiera dyskusję nie tylko na temat samych Chin, ale także naszego pojmowania świata. Jak zauważa profesor Jacoby, "często mówiąc świat, mamy na myśli Europę i Stany Zjednoczone albo Stany Zjednoczone i wszystkich, którzy są do nich przyklejeni. To jest świat, który my znamy, który był przez nas zdominowany od epoki kolonialnej. A to oznacza, że my w tym świecie czujemy się świetnie, ponieważ jest urządzony pod naszym kątem". W takim kontekście Chiny wywołują strach - bo ten porządek świata, który znamy się zmienia, a Chiny się odradzają, wyrastając na kluczowe mocarstwo. W dzisiejszych czasach znaczenie na arenie międzynarodowej nie musi być wcale oparte wyłącznie o twardą siłę - ale także o technologie, dostęp do surowców krytycznych. Wszak o znaczeniu Chin ten zachodni "świat" przekonał się bardzo boleśnie w czasie pandemii COVID-19, kiedy doszło do załamania łańcuchów dostaw. W rozmowach specjaliści odnoszą się właśnie do różnych obaw, które możemy znać z mediów i wyjaśniają konteksty chińskiego zachowania. Wśród poruszanych tematów nie brakuje także Polski - od lat eksperci u nas w kraju zwracają uwagę, że brakuje nam strategii wobec Chin, a ta staje się coraz bardziej pilna.

W wyjaśnieniach rozmówcy odnoszą się nie tylko do sytuacji obecnej - często wspominają o chińskiej historii - i to nie tylko w kontekście patii komunistycznej. Pozwala to lepiej zrozumieć postawy samych Chińczyków, którzy w oparciu o tradycję sięgającą starożytności wierzą w to, że państwo najlepiej wie, jaką drogą prowadzić mieszkańców. Oczywiście nie oznacza to , że nie ma buntu - jednak ma on zwykle charakter lokalny: buntu przeciwko korupcji, urzędnikom - z jednoczesnym zwróceniem się do cesarza/partii, by dowiedziała się co jest nie tak i zadziała. Takie wyjaśnienia pozwalają nam lepiej zrozumieć Chiny, tak inne od naszej kultury. Jednocześnie inne, nie mają znaczyć gorsze lub groźne - stąd postulat powtarzany w "Nowej grze w Chińczyka": Chiny należy przede wszystkim zrozumieć, a nie się od nich od razu odciąć. 

"Nowa gra w Chińczyka" to naprawdę interesująca pozycja. Z jednej strony zdaje się wymagać pewnej wiedzy wstępnej: znajomości sytuacji międzynarodowej, rywalizacji amerykańsko-chińskiej, ostatnich wydarzeń w regionie i na świecie. Jest to jednak mylne założenie: tej książki nie trzeba się wcale bać, że może być za trudna! Forma wywiadu pozwala na przedstawienie skomplikowanych kwestii w bardzo przystępny sposób, jednocześnie rozbudzając zainteresowanie, by sprawdzić do jakich wydarzeń odwołują się rozmówcy. Jedyną wadą takiej formy jest brak pewnego zakończenia, podsumowania - rozmowa w pewnym momencie się kończy wraz z ostatnią stroną. Polecam "Nową grę w Chińczyka" wszystkim, którzy interesują się współczesnym światem - nie tylko Chinami! Dla niektórych kręgów (patrzę tutaj na polityków...) powinna być to lektura obowiązkowa. Książka jest bardzo aktualna i pozwala dostrzec zachodzące w globalnym porządku zmiany, skłaniając do refleksji na temat nowego spojrzenia na ten świat, w którym Chiny (a także szerzej Azja Wschodnia) to nie są wyłącznie peryferia.

"Nie posługujmy się danymi statystycznymi, lecz realiami. Ten skok dokonany przez Chiny to chyba najważniejsze zjawisko geopolityczne ostatnich czterech czy pięciu dekad. Zmieniło to zdecydowanie mapę świata, a powinno też zmienić mapę mentalną, natomiast my ciągle żyjemy w poprzednich mapach mentalnych."


B. Góralczyk, M. Jacoby, T. Sajewicz "Nowa gra w Chińczyka" (2024)



"Chiny w dziesięciu słowach" to książka niesłusznie wrzucona do kategorii reportażu na portalu Lubimy Czytać. Autor, znany chiński pisarz, wybrał 10 słów-kluczy dla opisania Chin; jednak poza ostatnimi dwoma rozdziałami nie czyni tego w sposób reporterski czy naukowy. Książka bardziej przypomina gawędę, zbiór esejów-wspomnień, stanowiących zarówno pewien rodzaj biografii autora - jak i całego jego pokolenia, dzieci i młodzieży naznaczonych rewolucją kulturalną. W powszechnej wiedzy Polaków - jeśli w ogóle istnieje hasło rewolucji kulturalnej - kojarzy się z politycznymi czystkami Mao. Nie zastanawiamy się jak głęboko zakorzeniła się w doświadczeniu całego pokolenia, które przywykło do wszechobecnej przemocy, partyjnej kontroli i niedoborów - zarówno podstawowych dóbr, jak i książek. Dzięki książce "Chiny w dziesięciu słowach" możemy cofnąć się wraz z autorem do lat jego dzieciństwa - ale spojrzeć na niej już z perspektywy dorosłego człowieka, który dostrzega jak rewolucyjne hasła (związane nie tylko z rewolucją kulturową) zostały zakodowane w DNA Chińczyków. I choć książka została napisana ponad dekadę temu, a doświadczenie rządów Xi Jinpinga i chociażby polityki zero COVID dopisałoby kolejnych 10 słów, to pozostaje nadal bardzo aktualna. Z kolei gawędziarski, często humorystyczny ton autora pozwala nam przez całość płynąć. 

Chociaż książka stawia w centralnym punkcie zainteresowania Chiny - wpływ polityki odzwierciedlonej w wybranych hasłach na społeczeństwo - to poleciłabym ten zbiór esejów Yu Hua każdemu, kto interesuje się czytaniem i pisaniem. Wszystko to za sprawą dwóch (najlepszych!) rozdziałów, w których Autor przedstawia doświadczenie czytania i pisania w czasach rewolucji kulturalnej i późniejszego boomu gospodarczego. W tych rozdziałach ujawnia się cały kunszt Yu Hua - poprzez introspekcję patrzy na swoje pokolenie, a także na przyszłość - czas jego dzieci, żyjących już w dobrobycie. Yu Hua snuje fascynującą gawędę o tym, jak w przyszłym pisarzu obudził się głód książek - w czasach, kiedy do zdobycia były wyłącznie dwa tytułu. Ile razy można czytać "czerwoną książeczkę"? Młody Yu Hua wyrusza zatem na poszukiwanie książek, przedstawia sposób na czytanie książek, które można mieć w swych rękach przez jeden dzień, poprzez czasy kiedy książki zaczynają się pojawiać w księgarniach - ale trzeba załapać się na kupony, by móc je kupić. Kończy zaś na współczesności, w której jesteśmy przez książki otoczeni - gdy dobrobyt książkowy sprawia, że zdobywane w pocie czoła klasyki dziś leżą do kupienia w cenie makulatury. 

Te anegdoty z życia pisarza pozwalają nam spojrzeć na czasy rewolucji kulturalnej w sposób, którego w opracowaniach naukowych nie znajdziemy: wpływie na codzienne życie jednostek. Historie te naprawdę zapadają w pamięć, oddziałując na wyobraźnię i emocję - choć można by je nazwać wspominkami ze szkolnej ławki. Chiny są państwem, w którym partia w każdej chwili może "przestawić wajchę": ktoś uprzywilejowany z dnia na dzień może zostać okrzyknięty kontrrewolucjonistą, można wytoczyć przeciwko niemu kampanię antykorupcyjną. Yu Hua ukazuje zaś te mechanizmy na najniższych szczeblach społeczeństwa: jak ludzie sami te mechanizmy przyjęli. W tym kontekście niezwykle ciekawa jest historia mężczyzny, który gwizdkiem wzywał do publicznego czytania fragmentów "czerwonej książeczki". Tym samym był przykładnym rewolucjonistą do dnia, kiedy jego specjalna pieczęć ze słowem "Mao" w niefortunnym wypadku nie wpadła do wychodka. Wypadek został zauważony przez sąsiadka, który od razu okrzyknął mężczyznę mianem kontrrewolucjonisty: wszak niczego ze słowem "Mao" nie można w taki haniebny sposób bezcześcić. I tak w jednej chwili ktoś, kto szczycił się wielkością, stał się nikim - co było i nadal jest chińską codziennością.

Całość napisana jest bez zadęcia, stanowi szczere spojrzenie na przeszłość, która ukształtowała współczesne Chiny. Widoczne jest to chociażby we fragmentach, w których Yu Hua opowiada o chęci pracy w ośrodku związanym w kulturą: wcale nie czuł się wtedy wybitnym pisarzem, nie miał przed sobą żadnej misji; po prostu pewnego dnia zobaczył obijającego się człowieka w godzinach pracy - jak się okazało tak wyglądała praca w ośrodku kultury. A skoro za każdą prace należało się takie samo wynagrodzenie, to po co męczyć się z ciężką pracą dentysty, jak można się bezkarnie obijać? 

Pod tym lekkim, gawędziarskim tonem skrywa się jednak gorzka prawda: czasy rewolucji kulturalnej były brutalne i dopiero po latach Yu Hua dostrzega jak bardzo przywykł do przemocy, jak czuje wstyd za to, co robiło się za dziecka, co było traktowane w kategriach zabawy i żartu. Zauważa także jak wpłynęło to na jego twórczość - i jak sam w którymś momencie musiał wyrwać się z tego świata cierpienia swych postaci i zacząć pisać bardziej pozytywne powieści.

Mogłabym tutaj wypisywać anegdoty z książki w nieskończoność - tak jak wspomniałam, dzięki introspekcji, powoływaniu się na własne doświadczenia lub opisywaniu osób, które się znało/o których się słyszało - podejmowane tematy zapadają w pamięć. Jednocześnie wybór 10 haseł ma za zadanie dokonać pewnej diagnozy Chin - wskazania jak te często górnolotne hasła jak lud, rewolucja czy przywódca, obecne w oficjalnej narracji, wpływały na ludzi. Jak jako młody Chińczyk je rozumiał (chociażby zrozumienie, że "przewodniczący" w "przewodniczący Mao" to wcale nie imię). Biorąc pod uwagę, co dzieje się w Chinach obecnie - możemy zauważyć jak historia chińska znów zatacza koło, co znów wpływa na ciągłą aktualność spostrzeżeń Yu Hua. 

W książce przedstawione zostały Chiny Mao Zedonga i Deng Xiaopinga: czyli Chiny władzy politycznej i władzy ekonomicznej. Najlepiej wypadają rozdziały dotyczące młodości pisarza, pełne wspomnianych anegdot. Nieco gorzej zaś ostatnie rozdziały, w których więcej kroniki niż gawędy, więcej reporterskiej próby uchwycenia zjawisk współczesnych momentowi publikacji książki (2010/2011 rok). Mimo tych zastrzeżeń naprawdę warto sięgnąć po "Chiny w dziesięciu słowach", w których prostym językiem Yu Hua wyraża skomplikowane treści.

Warto jeszcze na sam koniec dodać, że książka w swojej pierwotnej formie była zakazana w Chinach kontynentalnych - została opublikowana najpierw w Europie i na Tajwanie. Siła tej książki - krytyczne i przede wszystkim szczere spojrzenie na Chiny i chińskie społeczeństwo - jest czymś co budzi wśród chińskich władz niepokój. Yu Hua dotyka drażliwych tematów przedstawiając swoje refleksje na temat przeszłości i możliwej przyszłości Chin. Już samo to może stanowić zachętę do przeczytania tej książki - która przedstawia perspektywę Chińczyka, ale bez odgórnie narzuconej chińskiej (partyjnej) narracji. 

Polecam "Chiny w dziesięciu słowach" każdemu, kto interesuje się chińskim społeczeństwem czy polityką. Jednocześnie uczulam, że nie jest to książka mająca na celu przedstawić coś nowego i odkrywczego: tak jak wiele innych pozycji przedstawia czasy rewolucji kulturalnej czy reform gospodarczych Denga. Jednak czyni to z perspektywy osoby, której przyszło żyć w tych czasach i ukazuje wpływ tych polityk - manifestujący się w wybranych słowach-kluczach - na życie codzienne jednostek, społeczeństwa, pokolenia. Na to jak widok ludzi skazywanych na śmierć stał się codziennością, ale także na to jak brak dostępu do pewnych informacji sprawiał, że młodzi chłopcy dostawali wypieków na twarzy przeglądając medyczny atlas z rycinami ukazującymi kobiece ciało. Te osobiste anegdoty pomagają spojrzeć ponad statystykami i naukowymi opracowaniami na to jakie Chiny były i jakie są.

Yu Hua "Chiny w dziesięciu słowach" (2010/2011)
Polskie wydanie: Dialog (2013)




 


"Korea. Nowa historia Południa i Północy" przedstawia najnowszą historię Półwyspu Koreańskiego - od końca XIX wieku do lutego 2023. Książka autorstwa profesorów nauk politycznych i stosunków międzynarodowych skupia się na tych dwóch aspektach, prezentując zarówno kontekst wewnętrzny, jak i międzynarodowy, by omówić lata formowania się dziś demokratycznej Republiki Korei i jej przeciwieństwa, odizolowanej, straszącej bronią atomową Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Na kartach książki ukazuje się obraz narodu, który wpierw doświadczył japońskiej okupacji, by w momencie wyzwolenia wpaść w dwie strefy wpływów, które miały być tymczasowe, a naznaczyły Półwysep Koreański po dziś dzień. Dwie drogi, którymi podążały państwa koreańskie nie wykluczają zjednoczenia - jednak czy z każdym kolejnym pokoleniem, pamiętającym wyłącznie podział, Koreańczycy nadal będą do niego dążyć? Opracowanie Victora D. Cha i Ramona Pacheco Pardo to książka godna polecania wszystkim tym, którzy pragną zrozumieć Koreę Południową, jej drogę do dobrobytu i demokracji; oraz KRLD i paradoksy ideologii dżucze (samowystarczalności) oraz niechęć do porzucenia programu nuklearnego nawet w obliczu klęski głodu; w końcu to także książka dla tych, których interesują relacje międzykoreańskie. Całość jest bardzo zwięzła, wprowadzająca najważniejsze zagadnienia uporządkowane chronologicznie - stanowiąc dzięki temu idealne wprowadzenie do tematu, ale także usystematyzowanie wiedzy, zazwyczaj rozbitej na kilka książek szczegółowo poruszających jeden temat (okres kolonialny, wojna koreańska, rozwój dwóch państw koreańskich, relacje międzykoreańskie i kwestia zjednoczenia).

Choć autorzy dzielą się czasami osobistymi doświadczeniami, to zawsze z perspektywy badaczy - prezentując je jako wprowadzające anegdoty, które następnie osadzają w szerszym kontekście. Treść dotyczy przede wszystkim historii i polityki - choć oczywiście pojawiają się i odniesienia do przemian społecznych (sytuacja kobiet), czy koreańskiej fali (jako fenomenu stanowiącego motor napędowy gospodarki, a także markę Korei Południowej - kontrastując to państwo z KRLD, która podobnego sukcesu na płaszczyźnie kultury nie odniosła). W związku z tym w książce pojawia się sporo nazwisk i istotnych dat, ale ta ilość nie jest przytłaczająca - wpisując się w wywód. Dzięki temu całość czyta się łatwo - choć zapewne osobom, które niespecjalnie interesują się polityką zajmie to nieco więcej czasu. Ta książka to taka historia najnowsza w pigułce - wprowadzająca najważniejsze wydarzenia, osadzająca je w szerszym kontekście - ale w formie przystępnej dla osób, które chciałyby wpierw poznać zarys wydarzeń - a nie od razu sięgać po opasłe tomiszcza szczegółowo opisujące okres kolonialny czy wojnę koreańską.

Ogromną zaletą prezentowanego wywodu jest kontekst międzynarodowy. Półwysep Koreański nigdy nie był zawieszony w próżni, będąc przysłowiową "krewetką między wielorybami". Wielokrotnie to sytuacja międzynarodowa wpływała na losy Korei i jest to motyw skrupulatnie odnotowywany przez autorów opowiadających o losach Półwyspu Koreańskiego od czasów poprzedzających japońską okupację po dzisiaj. Jednocześnie Korea pozostaje w sercu książki. Drugą wartością jest przyjęcie perspektywy analizy porównawczej - w każdej z dekad dowiadujemy się na równi o Korei Północnej i Korei Południowej - a także relacjach między nimi. Całość dostarcza naprawdę sporą dawkę wiedzy zamkniętą na zaledwie 260 stronach - choć czasami zbyt skrótowo i pobieżnie, bez wnikania w szczegóły. Na uwagę zasługują także przypisy od redaktorki naukowej - stanowiące rozwinięcie niektórych kwestii - a czasami nawet polemikę z tezami autorów (tam gdzie jednak poszli zbyt skrótowo w wywodzie), co w nauce zawsze jest wartością dodaną! Całość kończy spis przypisów do źródeł i bibliografia, a w niej odwołania do uznanych anglojęzycznych opracowań.

Największym zarzutem, który można mieć do tego opracowania jest zbytnie generalizowanie - szczególnie przy podkreślaniu dychotomii między obiema Koreami. Wyłaniający się obraz obecnej Korei Południowej jest mimo wszystko zbyt wyidealizowany - chociażby we fragmentach prezentujących otwartość Korei Południowej na społeczność LGBT+ - z czym ciężko się zgodzić, biorąc pod uwagę chociażby brak przepisów antydyskryminacyjnych wobec mniejszości. Przyjęcie tezy o niezwykłym rozwoju Korei Południowej w porównaniu do "upadku" KRLD nie pozostawia także miejsca na omówienie problemów społecznych, z którymi boryka się Seul. Należy mieć to na uwadze podczas lektury - rozdział "Otwarte Południe, zamknięta Północ" przez przyjęta zwięzłą formę zbyt upraszcza i generalizuje, wyraźnie faworyzując Południe. Wynika to w dużej mierze ze źródeł i doświadczeń autorów - związanych z Republiką Korei, perspektywą amerykańską i europejską - kosztem argumentów północnokoreańskich czy perspektywy regionalnej (chińskiej, japońskiej). Neutralne albo wielogłosowe pisanie o historii Korei jest niezwykle trudne - chociażby dyskurs koreański skupia się na kreowaniu poczucia bycia ofiarą, wymazując kwestie związane z kolaboracją, a amerykański często nie docenia roli Chin.

Chociaż "Korea. Nowa historia Południa i Północy" nie wyróżnia się na tle naukowej, anglojęzycznej literatury na temat historii i polityki Półwyspu Koreańskiego to dostrzegam jej wartość. Autorzy osiągnęli założony cel, którym było opowiedzenie ogólnej historii politycznej Półwyspu Koreańskiego, z naciskiem na okres po 1945 roku "szerokiej publiczności". Książka ma stanowić pewne wprowadzenie do tematu, przez co niektóre z kwestii poruszane są dość ogólnikowo, a inne pominięte - jednak najważniejsze zostały w niej zawarte i dzięki temu świetnie sprawdza się w założonej funkcji. W języku polskim stanowi jednak wypełnienie pewnej luki - wprowadzając kontekst niezbędny do zrozumienia dzisiejszej Republiki Korei i KRLD, oraz relacji między tymi państwami. To książka, która czerpie z akademickiego zaplecza i osobistych doświadczeń autorów, by podjąć próbę wyjaśnienia szerokiemu gronu odbiorców dwie, skrajnie różne drogi, którymi podążyły państwa koreańskie. 


Victor D. Cha i Ramon Pacheco Pardo "Korea. Nowa historia Południa i Północy" (2023)
Polskie wydanie: Copernicus Center Press (2024)


 

 “Ale ja tylko tak uporczywie o tym wszystkim myślę. W żaden sposób nie przekłada się to na moje działania. Nic nie robię, a potem sama przeżywam zawód, bo moje nigdy nie wyrażone na głos nadzieje pozostają niespełnione.”

"Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" to książka trudna do oceny. Jest to swego rodzaju szczera autobiografia, w której Autorka dzieli się zapisem nagrań z sesji terapeutycznych, w których brała udział. Niska samoocena, przewlekła depresja, nieumiejętność budowania zdrowych związków i dążenie do doskonałości to klatka, w której żyje Sehee. Terapia, a następnie spisanie własnego doświadczenia - bez upiększania - stanowi drogę do samoakceptacji Autorki. W efekcie otrzymaliśmy książkę, na którą składa się zapis spotkań z terapeutą w formie dialogów, "kartki z dziennika", w których Autorka analizowała wybrane fragmenty, parę słów od samego terapeuty, dla którego nagrywanie sesji także było wyzwaniem, a na sam koniec krótkie przemyślenia Sehee na temat jej doświadczenia związanego z depresją. Nie znajdziemy tutaj pogłębionych analiz, bo i nie o to chodzi. Sehee w zasadzie zachęca by spojrzeć w głąb siebie, dzieli się swoimi doświadczeniami, które czasami są wystarczające - sama świadomość, że nie jest się samym, że inni też mogą mieć podobne problemy okazała się dla niej pomocna - i może być pomocna dla czytelników. To książka specyficzna i sami musimy sobie odpowiedzieć, czy jest czymś czego szukamy.

"Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" to książką, w której Sehee dzieli się swoimi frustracjami, bólem, wzlotami i upadkami. Jej postawa może nas irytować, jej historia zasmucać - w innych fragmentach zaś możemy nawiązać z nią nić porozumienia. Z jednej strony wiele problemów Sehee jest uniwersalnych, ukazujących jak presja doskonałości może być wyniszczająca. Z drugiej zaś między wierszami możemy odnaleźć charakterystyczne problemy koreańskiego społeczeństwa, których nie zobaczymy w słodkich dramach. Konfucjańska presja zachowania twarzy sprawia, że prawdziwe uczucia należy skrywać pod maską. Należy udawać, że wszystko jest w porządku jeśli w oczach społeczeństwa odnosi się sukcesy. Dodatkowa presja nakładana jest na kobiety, od których wymaga się pewnej zależności od mężczyzn - to w ich oczach ma być budowana wartość kobiety, przez co Sehee nie radzi sobie będąc samą, jednocześnie dusząc się w relacjach.

W tym kontekście ciekawie wypadają także wypowiedzi terapeuty. Kwestie zdrowia psychicznego były w Korei Południowej przez długi okres tematem tabu, a nie wszystkie wypowiedzi psychiatry wydają się pomocne czy dobrze diagnozujące problem. Jednocześnie książką Sehee wydaje się istotna w kontekście normalizowania terapii i zachęcania, by sięgać po pomoc specjalistów.

"Kiedy jest mi naprawdę ciężko i słyszę od kogoś: "Rozchmurz się!", mam czasem ochotę chwycić tę osobę za gardło. Wystarczy po prostu być obok i poklepać po ramieniu, pogłowić się wspólnie nad znalezieniem rozwiązania , czy zwyczajnie posmucić się, czy powkurzać razem. A jeśli doświadczyło się w życiu tego samego: wysłuchać i powiedzieć, że to wcale nie jest takie straszne, jak może się wydawać i na pewno jakoś to będzie. Na tym właśnie opiera się zrozumienie - na dialogu i wsparciu, które wzmacnia więzi."

"Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" nie jest książką wybitną jeśli chodzi o język, nie zawiera szerokich analiz specjalistów nad przypadkiem Sehee. Nie ma na celu zastąpienia terapii, ale bycia wspomnianym powyżej dialogiem. Jakby Autorka chciała szczerze opowiedzieć o sobie, by służyć komuś wsparciem. Książka skłania do refleksji o sobie samym; towarzysząc Sehee w podróży w głąb siebie, zamiast oceniać, sami zaczynamy zastanawiać się nad sobą.  


Sehee Baek "Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" (2018)
Polskie wydanie: Yumeka (2023)
Tłumaczenie z języka koreańskiego: Dominika Chybowska-Jang
Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes