Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


"Norwegian Wood" to jedna z najsłynniejszych powieści Murakamiego. Opublikowana w 1987 roku opowiada o latach 60., kiedy nie tylko w Japonii, ale i na świecie młodzi ludzie sprzeciwiali się establishmentowi. Bohater powieści, Toru Watanabe, nie był jednak w ten ruch zaangażowany - studenckie protesty stanowiły jedynie tło powieści. Wspominając lata studenckie Watanabe myśli o trzech kobietach, które spotkał na swej drodze - a także o śmierci będącej częścią życia. Stąd biorą się główne motywy powieści: "Norwegian Wood" to opowieść o miłości/pożądaniu oraz śmierci/stracie. Utrzymana w melancholijnym tonie ukazuje okruchy życia młodych ludzi, których los zostaje na zawsze naznaczony samobójczą śmiercią przyjaciela. Siłą powieści jest zakończenie, dające pewien rodzaj nadziei. 

"Norwegian Wood" z pewnością nie jest powieścią dla każdego. W książce znajduje się wiele scen seksu, które mogą oburzać - przede wszystkim poprzez seksualizację kobiet; same bohaterki kobiece z dzisiejszej perspektywy również mogą irytować ze względu na ich zależność od mężczyzn. Nie polecałabym nastawiać się na historię miłosną - odniosłam wrażenie, że żadna z postaci w tej książce nie była zdolna do prawdziwej miłości. Za to "Norwegian Wood" jest interesującym spojrzeniem na młodość - i najlepiej działa jeśli jest odczytywana bardziej symbolicznie niż dosłownie. To powieść o końcu młodości, która dla niektórych kończy się śmiercią. Młodość bohaterów łączy się także z izolacją i poszukiwaniem bratnich dusz - a co jeśli tym co połączy bohaterów jest wspólne doświadczenie śmierci? Bohaterowie wycofują się na swój sposób ze społeczeństwa, a jednocześnie łakną towarzystwa im podobnym. Szukają kogoś, komu mogą się zwierzyć z największych tajemnic, pragnień i obaw - bez strachu o bycie ocenionym. Murakami tworząc takie relacje napisał kilka scen z bardzo szczerymi wyznaniami bohaterów, które poprzez liczbę szczegółów zdają się nierealistyczne (kto się tak bardzo odsłania?) Ta szczerość nas szokuje, bo nie jesteśmy do niej przyzwyczajeni. W tym samym kluczu szokujące są sceny erotyczne, które jednak mogą stanowić symboliczne budowanie relacji (np: oddanie dziewictwa temu jedynemu). Warto zwrócić uwagę, że całość opowiedziana jest przez Watanabe z perspektywy dorosłego człowieka - może więc być ubarwiona nie tylko męskimi fantazjami, ale przede wszystkim nostalgią za pierwszą miłością, która utrwala wyidealizowany obraz dziewczyny, zatrzymany w czasie - niczym śmierć w młodości, która pozostawia człowieka "wiecznie" młodym, gdyż nie dane było mu się zestarzeć. A także wyidealizowany wizerunek siebie - samotnika z wyboru, który jednak przyciąga ludzi.

Jak widzicie, "Norwegian Wood" to powieść, która najlepiej sprawdzi się dla tych, którzy lubią rozkminiać i rozbierać wszystko na części, a nie traktować historię dosłownie. Sama fabuła nie jest jakaś porywająca, a wiele fragmentów - przynamniej z naszej perspektywy - może wydawać się mało realistycznych. A jednak jest w tej książce coś, co rezonowało - i nadal rezonuje z wieloma czytelnikami.

Mnie na myśl przywiodła japońską nową falę - nurt w kinie w latach 60. Było to kino młodych twórców, którzy sprzeciwiali się filmom mistrzów takich jak Ozu czy Kurosawa i szukali własnej drogi ekspresji. W filmach tych nie brakowało elementów szokujących - jak to w kontrkulturze - a to co fascynowało wielu twórców tamtego okresu to ścisłe połączenie seksualności i śmierci, Erosa i Tanatosa. Najbardziej reprezentatywnym twórcami japońskiej nowej fali byli Oshima Nagisa, Yoshida Yoshishige, Shinoda Masahiro i Imamura Shohei. Kino nowofalowe jest dużo bardziej eksperymentalne niż "Norwegian Wood", ale odniosłam wrażenie pewnego echa nowej fali - akcja powieści nie tylko dzieje się w czasie kiedy takie kino pojawiło się w Japonii, ale przypada także na okres młodości Murakamiego. Z perspektywy czasu mógł patrzeć na tamte czasy właśnie przez pryzmat japońskiej nowej fali (czyli filmów młodości), w której dominowały motywy związane z odkrywaniem swojej tożsamości, seksualności, ale także poczuciem wyobcowania, poszukiwaniem drugiej osoby przy której można się odsłonić. I oczywiście motywem śmierci, szczególnie młodej i samobójczej, której pełno w tych filmach. 

(Osobiście polecam "Podwójne samobójstwo" Shinody, film dekonstruujący klasyczne kino samurajskie.)


"Norwegian Wood" Murakami Haruki (1987)
Polskie wydanie: Muza (2024)

 

"Szczerość jest jak broń. Można nią ranić i rozlewać krew. Wallace dobrze wiedział, bo sporo tej krwi miał na swoich rękach, ale teraz było inaczej. Skierował tę broń przeciwko sobie i rozpłatał się od góry do dołu, odsłaniając wnętrze".

 "Pod szepczącymi drzwiami" to druga powieść autorstwa TJ Klune'a, która trafiła w moje ręce i nie sposób nie porównywać jej do "Domu nad błękitnym morzem". W obu powieściach wyraźnie zostaje zarysowany styl autora, który bardzo mi odpowiada: jest humor, pewna lekkość przy jednoczesnym poruszaniu trudnych tematów, mnóstwo uroczych i dziwnych postaci (aż ciśnie mi się na usta angielskie słowo quirky) oraz cała masa "mądrych sentencji", w sam raz do zaznaczania w tekście. Obie historie mają w sobie coś z "Opowieści wigilijnej" - na wstępie poznajemy antypatycznego bohatera, który wbrew własnej woli zostaje postawiony w sytuacji zmuszającej go do refleksji nad dotychczasowym życiem. Tym razem jest to opowieść o prawniku Wallasie, który musi umrzeć, by zauważyć, że nie był dobrym człowiekiem. I choć na początku powieść sprawia bardzo pozytywne wrażenie, to z czasem staje się nieco zbyt przegadana i powtarzalna, nie zgłębiająca się rzeczywiście w temat pogodzenia się ze śmiercią i prowadzenia dobrego życia - wszystko wydaje się ostatecznie zbyt uproszczone. Jednocześnie nie jest to książka zła, ma w sobie mnóstwo uroku - po prostu w porównaniu do "Domu nad błękitnym morzem" wypada nieco słabiej. 

Czar powieści TJ Klune'a polega na opowiadaniu otulających historii, w których każdy może przejść przemianę i stać się lepszym człowiekiem dzięki odnalezieniu w swoim życiu odpowiednich ludzi. "Dom nad błękitnym morzem" to piękna lekcja tolerancji, z kolei "Pod szepczącymi drzwiami" dotyczy radzenia sobie ze śmiercią i utratą. W obu powieściach motywem przewodnim pozostaje nauka stawania się lepszym człowiekiem, na co nigdy nie jest za późno - nawet po śmierci. To co nie do końca zadziałało w "Pod szepcącymi drzwiami" to powtarzalność i zbyt duże nagromadzenie truizmów. Czytając powieść odnosi się wrażenie, że już się gdzieś to słyszało - i to nie tylko dlatego, że książka powtarza schematy "Domu nad błękitnym morzem". Jest to powieść bardzo przewidywalna, co wcale nie musiałoby być wadą, gdyby nie połączenie z błahymi stwierdzeniami, typu "jesteś wystarczający", "wystarczy przestać być egoistą, by stać się lepszym człowiekiem". Choć w książce pojawia się ciekawy motyw poczekalni między śmiercią a pójściem dalej, gdzie można pogodzić się ze swoim losem i zastanowić nad dotychczasowym życiem, to tak naprawdę płytkie przemyślenia nie pozwalają zagłębić się w poruszaną tematykę. Nie pomaga także to, że w powieści niewiele się dzieje: jest dość statyczna i oparta właśnie na dialogach, które w założeniu miały skłonić czytelnika do kontemplacji. Odniosłam także wrażenie, że Wallace zbyt szybko przechodzi przemianę, zbyt szybko staje się kompletnie innym człowiekiem, co również nieco spłyca całość.

A mimo tych wszystkich zarzutów "Pod szepczącymi drzwiami" potrafi oczarować - szczególnie jeśli lubimy te ciepłe, otulające powieści - takie pluszowe i milusie. Co z tego, że wiele stwierdzeń padających z ust bohaterów jest błahych, skoro pozwalają im się zmienić na lepsze? TJ Klune ma dar do tworzenia sympatycznych bohaterów, którym łatwo kibicować. Co z tego, że zabrakło w tej powieści odwagi, by głębiej wgryźć się w temat utraty, skoro mimo trudnego tematu jest pogodna? Nie każdy chce czytać teksty ponure! Odbiór w dużej mierze będzie więc zależał od naszego nastawienia - i mogę się założyć, że większość czytelników będzie ostatecznie oczarowana.

"Pod szepczącymi drzwiami" to powieść, która ma wiele elementów przeze mnie lubianych, jak chociażby odrobina czarnego humoru i podnoszenie na duchu, ale zabrakło mi tego czegoś, by była to naprawdę wyjątkowa historia. Trudny temat został zbyt ugrzeczniony, a fabuła była zbyt schematyczna, by do końca mnie wciągnąć. To nadal jest cudowna powieść, którą czytałam z wielką przyjemnością - jednak w ostatecznym rozrachunku prędzej wrócę do "Domu nad błękitnym morzem" niż herbaciarni Przeprawa Charona z "Pod szepczącymi drzwiami".


TJ Klune "Pod szepczącymi drzwiami" (2021)
Polskie wydanie: Muza / Akurat (2023)
Przełożył: Arkadiusz Nakoniecznik

 


"Prawdopodobnie jesteś już do tego tak przyzwyczajona, że nie zastanawiasz się na tym, jak ci wszyscy obcy ludzie i ich komentarze pod twoimi postami determinują twoje samopoczucie. Na przykład teraz, czy ty w ogóle widzisz ten port, czy też myślisz tylko o tym, jaki wymyślić podpis?"

Od razu na wstępie zaznaczę, że  sięgnięcie po romans było dla mnie wyjściem z czytelniczej strefy komfortu, w której dominuje fantastyka. Chciałam jednak przeczytać coś lekkiego, uroczego i w sam raz na rozpoczęcie sezonu urlopowego - i w zasadzie to dostałam, choć w dużo pikantniejszej formie niż się spodziewałam. "Zdarzyło się pewnego lata" po przeczytaniu kilku rozdziałów od razu skojarzyło mi się z "filmami Hallmarku" (choć dziś pojawiającym się również na streamingach) - sezonowymi komediami romantycznymi z mało znanymi aktorami, w których oś wydarzeń opiera się o jeden motyw: jedna osoba z  dużego miasta musi wyjechać na wieś/ do małego miasteczka (bo są święta i wraca w strony rodzinne, bo kupuje hotel na zadupiu i zamierza go wyremontować i tak dalej) i tam poznaje bratnią duszę, pozornie będącą całkowitym przeciwieństwem. Do tego scenariusza Tessa Bailey dodała sporo pikanterii, nadal dając nam ten sam produkt: komedię romantyczną z gwarantowanym szczęśliwym zakończeniem, w sam raz na poprawę nastroju. I jeśli wszystko zagra - między bohaterami jest chemia, pojawia się humor oraz ładne widoczki - to można przymknąć oko na wady i po prostu dobrze się bawić. 

"Właściwie nie wiedziała nawet, jak być kimś więcej niż dziewczyną z przelotnego romansu".

Zaskakuje mnie fenomen takich powieści (czy filmów) - bo nie będę niczego ukrywać, sama się wyśmienicie bawiłam. Jest coś ogromnie relaksującego w prostych, przewidywalnych historiach, które nie zagłębiają się w psychikę postaci; które kończą się happy endem i przedstawiają prostą wizję małomiasteczkowego świata, w którym wszyscy są nad wyraz pomocni. "Zdarzyło się pewnego lata" popełnia wiele takich grzeszków - główna para jest dość papierowa, a ich osobowość zbudowana jest na stereotypach bogatej influencerki bez ambicji i ciężko pracującego rybaka-wdowca. Ona wejdzie w jego poukładane życie z różowymi cekinami i umiejętnościami podpalenia kuchenki przy próbie gotowania, a on pokaże jej co w życiu jest naprawdę ważne - a że Autorka zdecydowała się odgrzać typowy romans spod szyldu Hallmarku, to oprócz dania Piper stabilizacji, Brendan da jej także wielokrotne O, jakich nigdy wcześniej nie doświadczyła. 

Na szczęście między bohaterami iskrzy i jako para rzeczywiście wydobywają z siebie to co najlepsze, i nie są to same jęki rozkoszy. Czepiam się scen erotycznych, bo dla mnie są zbędne - a to kwestia czysto subiektywna, i dla wielu może to być właśnie to! - sam uroczy, czasami nieco niezręczny romans w pełni wystarczy. Jest bardziej filmowo niż realistycznie, ale o to właśnie chodzi w tego typu powieściach. Tutaj suspensu nie buduje pytanie czy nie skończy się to tragicznie, ale kiedy i w jakich okolicznościach kochankowie pójdą do po rozum do głowy i w końcu wypowiedzą "kocham się". I jest w tym coś naprawdę kojącego.

Na marginesie historii miłosnej książka stara się przemycić krytykę życia na pokaz, ukazując, że co znaczą markowe ubrania i ilość polubień pod zdjęciem, skoro otaczają nas fałszywi przyjaciele - czym jest sława jeśli nie ma z kim się dzielić codziennym szczęściem. Najważniejsze jest, aby znaleźć tego kogoś, kto pokocha nas takimi jakimi jesteśmy i nie będzie wymagać od nas zmian o 180 stopni. Wątki te dodają odrobiny głębi, wystarczającej żeby powiedzieć, że nie jest to tylko i wyłącznie powieść o dwójce ludzi, którzy nagle się w sobie zakochali.

Jeśli miałabym się czegoś przyczepić, to będą to (oczywiście) sceny erotyczny - a szczególnie dialogi w ich trakcie: nie będę ukrywać, że brzmiały bardziej na napisane niż naturalnie wypowiedziane w uniesieniu miłosnym. Do tego pewna wulgarność w wypowiedziach odbierała nieco słodyczy - a ja po prostu lubię niewinne i przesłodzone historie miłośne. Dodatkowo faza początkowego zniechęcenia bohaterów mogłaby trwać nieco dłużej, by dać mocniej wybrzmieć patrzeniu poza uprzedzenia, by dostrzec tą drugą osobę.

"Zdarzyło się pewnego lata" to słodko-pikantna historia, która idealnie pasuje do kategorii "gorący romans". To powieść w sam raz na lato, do przeczytania na leżaku - pozwalająca uciec w świat miłosnej fantazji. To idealna książka do zrelaksowania się dla miłośników lekkich romansów!


Tessa Bailey "Zdarzyło się pewnego lata" (2021)
Polskie wydanie: Muza (2023)
Przełożyła Karolina Stańczyk

 


"Taki jest Berlin" Justyny Burzynski to opowieść o mieście oczami osoby, która dobrowolnie wybrała to miejsce do życia i od lat obserwuje specyfikę tej wiecznie przeobrażającej się metropolii. To typ przewodnika poza szlakiem - z tą książką nie odwiedzimy oczywistych atrakcji turystycznych, tylko miejsca gdzie można odkryć berlińską duszę. Choć Autorka powołuje się na różne źródła opisując Berlin jest to w gruncie rzeczy jej spojrzenie, a nie dogłębna analiza różnych zjawisk. Przekłada się to na krótkie rozdziały pełne ciekawostek - a co ważniejsze konkretnych adresów, pod które można się udać. Jest to zatem książka idealna w podróż, do zabrania ze sobą i zanurzania się z nią w mieście - szczególnie, że brak w niej zdjęć, jakby miało to jeszcze bardziej zachęcić do przeżycia tego na własnej skórze. Tym samym nie jest to książka dla każdego. Moje oczekiwania spełniła połowicznie - spodziewałam się jednak dłuższych wywodów analizujących pewne zjawiska - a apetyt na to został jedynie rozbudzony. Natomiast dla podróżników to pozycja z pewnością godna polecenia - sama także jak ruszę się z domu wole poznawać prawdziwe miasto, a nie jego jarmarczną fasadę atrakcji turystycznych. 

"Taki jest Berlin" to książka podzielona na dwie części, z czego pierwsza porusza zagadnienia związane ze współczesnym Berlinem, by przybliżyć specyfikę tego miejsca. Tutaj odnajdziemy rozdział o mniejszościach etnicznych (moim zdaniem zdecydowanie zbyt krótki; w dużej mierze poświęcony osobistym spotkaniom Autorki z przedstawicielami mniejszości - a jednocześnie zawierający polecenia najlepszych restauracji, co ponownie wskazuje niejako charakter tej książki), jak i opisy życia klubowego, street artu czy lokalnych społeczności. Tematyka jest dość szeroka i każdy znajdzie coś dla siebie - mnie osobiście mało interesowała scena klubowa, za to bardzo gentryfikacja miasta - a jak się okazało nie są to zjawiska zupełnie odrębne. Z kolei druga cześć służy stworzeniu zestawienie interesujących zdaniem Autorki miejsc.

Książka napisana jest w bardzo przystępny sposób, przez co czyta ją się szybko i przyjemnie. Moja uwagę szczególnie zwróciła budowa tekstu oparta na "hiperłączach" - gdy zostaje wspomniane jakieś miejsce w nawiasie podany jest numer rozdziału, gdzie jest szerzej opisane. Cała książka kojarzyła mi się przez to mocno z czytaniem bloga - dość krótkie rozdziały przypominały posty, do tego "odnośniki", które przenosiły nas do odpowiednich podstron. Biorąc pod uwagę, że "Taki jest Berlin" przedstawia nowoczesną i w gruncie rzeczy dość młodzieńczą (kojarzącą mi się z życiem studenckim) stronę miasta to taka struktura jak najbardziej pasowała - szczególnie, że Autorka zaczynała pisanie o Berlinie od bloga berlinsko.com. Z kolei dla czytelnika przyzwyczajonego do innej struktury tekstu, taka zachęta do "skakania" po różnych częściach książki może być męcząca. 

"Taki jest Berlin" jest książką ciekawą, ale nie dla każdego. Chociaż traktuje o pewnej specyfice miejsca to raczej zawiedzie tych, którzy szukają dogłębnej analizy zjawisk historycznych, społecznych i kulturowych, które Berlin ukształtowały. To nie jest książka dla osób, które chcą jedynie czytać o miejscach - to tekst zachęcający do podróży poza utartym szlakiem. Taki podróżnik odnajdzie w niej mnóstwo ciekawych miejsc do poznania - i poczucia ich klimatu. Wszak nie wystarczy przeczytać o Berliner Luft, berlińskim powietrzu, należy spróbować nim oddychać. To książka bardziej aktualna niż historyczna, próbująca uchwycić zachodzące teraz zmiany. Jeśli będę wybierać się do Berlina z pewnością wezmę ją ze sobą i to właśnie osobom z duszą podróżnika polecam ją najbardziej.


Justyna Burzynski "Taki jest Berlin" (2023)
Wydawnictwo Muza


"Moje ukochane t-shirty" to fenomen sam w sobie: książka w zasadzie zbędna, będąca kolekcją krótkich felietonów o koszulkach, która jednocześnie została przetłumaczona na kilka języków i sprzedana na całym świecie. To dowód na to, że od ulubionego pisarza możemy przeczytać wszystko - nawet luźne rozważania na temat zbierania koszulek - gdyby nie nazwisko Murakami, to ta książka w ogóle by nie powstała. I jak się czasami okazuje z rzeczami pozornie zbędnymi - dla mnie okazała się ta niepozorna książeczka jakże potrzebna! Nie trzeba być wcale fanem twórczości Murakamiego - wystarczy samemu być kolekcjonerem rzeczy przyziemnych - by złapać nić porozumienia i odnaleźć przyjemność z lektury. Bo każdy kolekcjoner tak jak Murakami mógłby opowiedzieć o swojej kolekcji - to nie same przedmioty, ale skojarzenia, wspomnienia i emocje, które z nimi wiążemy. Stąd magnes na lodówkę nie jest zwykłym magnesem, ale wspomnieniem wycieczki, a koszulka z nazwą ulubionego zespołu wspomnieniem emocji związanych ze słuchaniem muzyki czy pójściem na koncert. Niby książka zbędna, a dobrze że jest, że można po nią sięgnąć do ulubionego napoju i poznać spojrzenie Murakamiego na jego "zwykłą-niezwykłą" kolekcję.

Już na samym wstępie Murakami zaznacza, że jakoś tak się stało że zaczął kolekcjonować t-shirty - cześć dostając, część kupując za dolara w sklepach z używaną odzieżą. Nie ma w tym większego planu - kiedy wzór mu się podoba i jest w odpowiedniej cenie, to kupuje. Nie jest to równoznaczne z noszeniem, bo większość kolekcji nie pełni funkcji praktycznej. Wbrew pozorom nie chodzi o to, że koszulki są zbyt cenne, ale o to, że Murakami nie lubi przyciągać uwagi. A t-shirty potrafią fajnym nadrukiem czy hasłem uwagę zwracać. Sama świetnie to rozumiem - też mam wiele koszulek, które lubię, które dobrze mi się kojarzą, ale w pewnym momencie życia już mi "nie wypada" ich nosić chociażby do pracy, a po domu szkoda - więc tak sobie leżą skolekcjonowane na półce. 

Zebrane w tej książeczce felietony są różnorodne tematycznie, choć dla wszystkich punktem wyjścia są t-shirty. Jedne budzą skojarzenia z podróżami - a podróże kojarzą się z jedzeniem lub piciem (to danie nigdzie tak nie smakuje jak w tym jednym miejscu!). Inne pozwalają cofnąć się do młodości, do tych młodzieńczych fascynacji np: sportem, którego może już nie uprawiamy, ale lubimy o nim wspominać. Każdy felieton pozwala spojrzeć na przeróżne przyziemne tematy okiem Murakamiego, który odmalowuje się jako zwykły człowiek mający swoje pasje.

Felietony te są tak zwykłe i przyziemne - a jednocześnie są jak rozmowa ze znajomym, który przedstawia swój punkt widzenia na koszulki. Nie są w żadnej mierze odkrywcze - za to są zwyczajnie przyjemne. Myślę, że to taka książka-ciekawostka nie tylko dla fanów Murakamiego, ale właśnie kolekcjonerów z przypadku, którzy nawet nie zauważyli kiedy w domu nazbierało im się mnóstwo kubków i ciągle kupują nowe - nie dlatego, że są potrzebne, ale dlatego że czerpią z tego przyjemność. Myślę nawet, że osoby które nie polubiły się z twórczością Murakamiego mogą polubić tę niepozorną książeczkę, wypełnioną po brzegi czystą radością kolekcjonowania t-shirtów!


Haruki Murakami "Moje ukochane t-shirty" (2020)
Polskie wydanie: Wydawnictwo Muza (2023)
Przełożyła Anna Zielińska-Elliott (z języka japońskiego)
Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes