Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Po raz czwarty Toshikazu Kawaguchi udowodnił, że doskonale "czuje" uzdrawiające powieści spod znaku Iyashikei. Każda kolejna odsłona serii "Zanim wystygnie kawa" ma dla mnie ten czar; spokojne tempo i powtórzenia zasad związanych z podróżami w czasie nadają całości pewien rytm, a poszczególne historie są poruszające. Ten tom - zgodnie z tytułem - tematyzuje motyw pożegnania. I choć obowiązuje zasada, że teraźniejszości nie da się zmienić wizytą w przeszłości, to na kartach powieści okazuje się, jak odpowiednie pożegnanie pozwala odnaleźć spokój ducha. Nawet jeśli nie przywróci to życia zmarłym, to pozwoli żyć pełnią życia tym, których wcześniej blokowały wyrzuty sumienia. Każdy tom powieści można czytać niezależnie - możecie odwiedzić niezwykła kawiarnię po raz pierwszy z "Zanim się pożegnamy" lub czytać po kolei i obserwować rozwój warsztatu autora. Najbardziej przejmującą i wzruszającą opowieścią w "Zanim się pożegnamy" jest historia kobiety, która pragnęła pożegnać się ze swoim psem - trzeba być z kamienia, aby nie płakać podczas czytania! Na szczęście każda z historii przynosi ostatecznie spokój, a książka, tak jak jej poprzedniczki, niezwykle koi.

Uzdrawiająca moc literatury

Azjatyckie healing novels stanowią przykład literatury, w której ważniejsze niż literacki kunszt jest oddziaływanie na odbiorcę. Można tym powieściom zrzucić zbytnią prostotę, brak psychologicznej głębi postaci, powtarzalność - ale ich sens kryje się gdzie indziej. Od samych postaci ważniejsze są ich zmartwienia, wywołujące smutek; rozwiązania zaś często niesie spojrzenie w głąb siebie i pogodzenie się z przeszłością, by w końcu odnaleźć spokój ducha i szczęście. Kojące oddziaływanie healing novels jest ważne w Azji Wschodniej, gdzie kultura nakazuje ukrywać prawdziwe uczucia i stawiać kolektyw ponad siebie; gdzie jednocześnie obecny jest wyścig szczurów i przesadny konsumpcjonizm. Tęsknota za spokojem i spojrzeniem w głąb siebie, pogodzeniem się z własnymi uczuciami znajduje ujście w healing novels.

Siła oddziaływania serii "Zanim wystygnie kawa" kryje się w ogromnej prostocie codzienności połączonej z odrobiną nostalgii i magii. Mała, staroświecka kawiarnia funkcjonuje jako przestrzeń , w której niemożliwe staje się możliwe. Klienci kawiarni, których historie splatają się w książce, mogą podróżować w czasie, by powiedzieć to, czego nie zdążyli, ale zawsze w ramach jasno określonych zasad – i to właśnie te ograniczenia sprawiają, że emocjonalne napięcie pozostaje tak intensywne. Podróż w czasie, w której nie można zmienić teraźniejszości jest tak naprawdę metaforą podróży w głąb siebie, by pogodzić się ze swymi uczuciami, wywołanymi traumatycznym wydarzeniem związanym z bliską osobą - jej śmiercią, chorobą, odejściem. 

Jak filiżanka kawy

Czytając czwarty tom serii utwierdziłam się w przekonaniu, że kawa znaczy tutaj coś więcej niż tylko napój. Bohaterowie powieści – zarówno nowi, jak i powracający z poprzednich części – są narysowani z wielką czułością, a ich dylematy są oddane z empatią, ale bez zbędnego sentymentalizmu. Czytelnik może utożsamić się z ich pragnieniami związanymi z podróżą w przeszłość, czy to wyrażenia miłości, przeprosin, czy ostatniego pożegnania. Każda historia jest jak filiżanka kawy: zarówno gorzka, jak i słodka, pozostawiająca długi posmak refleksji.

Uniwersalność z odrobiną japońskości

"Zanim się pożegnamy", tak jak i cała seria, to prosta powieść dotykająca uniwersalnych treści. Tęsknota, miłość, pożegnanie - związane z poczuciem nierozwiązanej sprawy z przeszłości - są czymś bliskim większości ludzi, niezależnie od miejsca zamieszkania. Codzienność naszych bohaterów nie jest ściśle związana z Tokio i akcja mogłaby dziać się w dowolnym miejscu na ziemi. Nie oznacza to jednak, że w powieści nie odnajdziemy niczego typowo japońskiego, jak chociażby towarzyszące lekturze uczucie nostalgii i kontemplacji. Książka subtelnie odzwierciedla również japońskie wartości kulturowe, takie jak znaczenie harmonii wa (dążenie do spokoju i równowagi w relacjach) oraz świadomość przemijania mono no aware (powiązanie piękna z przemijaniem i melancholią). Te koncepcje, choć zakorzenione w japońskiej tradycji, rezonują jednak uniwersalnie, jako doświadczenia typowe dla człowieka.

Dla miłośników książkowych otulaczy

Chociaż "Zanim się pożegnamy" jest niewątpliwie poruszająca, jej epizodyczna struktura może wydać się niektórym czytelnikom płytka (nie wchodzimy w głębię psychologiczną postaci, które raczej reprezentują pewne archetypy relacji np: matka-dziecko, córka-ojciec), a powtarzanie reguł podróży w czasie irytujące. Ścisłe przestrzeganie zasad przenoszenia się w przeszłość, choć kluczowe dla integralności narracji, czasami ogranicza spontaniczność opowiadanych historii, które zawsze przebiegają w określony sposób. Niemniej jednak fani serii oraz osoby zaznajomione z nurtem Iyashikei prawdopodobnie uznają te aspekty za element uroku książki, a nie jej wady - i ja się właśnie do tej grupy zaliczam.

Słowem podsumowania...

"Zanim się pożegnamy" to świetna kontynuacja serii, uosabiająca istotę powieści uzdrawiających. Delikatnie zachęca czytelników do refleksji nad własnym życiem, naprawy zerwanych więzi oraz przyjęcia nieuchronności pożegnań. W świecie, który często pełen  jest pośpiechu, seria "Zanim wystygnie kawa" oferuje literackie ukojenie i przypomina, że choć kawa szybko stygnie, jej smak długo pozostaje w pamięci – jak najcenniejsze wspomnienia. Jestem oczarowana tą serią, która stanowi dla mnie literacki wyznacznik Iyashikei.

 


"Opowieść księgarki z Tokio" to kolejna japońska powieść z nurtu iyashikei (healing) - "uzdrawiających" tekstów kultury (nie muszą być to wyłącznie książki!), które mają jeden cel: przynieść poczucie spokoju, pewnej ulgi emocjonalnej; innymi słowy ma koić odbiorców. Powieści z tego gatunku potrafią być schematyczne - opierają się często na motywie "okruchów życia", codziennych sytuacji, w których bohaterowie czują się zagubieni. Jednak na swej drodze odnajdują niezwykła kawiarnię/księgarnię/bibliotekę, a interakcja z tym miejscem/właścicielem pozwala bohaterom spojrzeć na życie inaczej, odnaleźć spokój. Ważniejsza jest tutaj atmosfera  i jednostkowe doświadczenie naszego bohatera (często pewnego archetypu, z którym czytelnik może się utożsamić) niż rozbudowana fabuła. Ważne jest, by w jakiś sposób lektura takiej książki podnosiła na duchu, dawała nadzieję, że jakoś się ułoży. Jak zatem w te ramy wpisuje się "Opowieść księgarki z Tokio"?

To powieść, która wiele czerpie z iyashikei, ale ma w sobie ciekawy twist: tym razem to nie postacie wchodzące w kontakt z księgarką wychodzą na pierwszy plan, ale ona sama. Nie skupiamy się tutaj na problemach osób, które nasza tytułowa księgarka poznaje, ale jej własnej drodze do "uzdrowienia" poprzez relacje z innymi. Nanako znalazła się na życiowym zakręcie: jej małżeństwo się rozpada, a praca w księgarni nie daje już takiej sytuacji. Kobieta czuję potrzebę zmian, otwarcia się na nowe doświadczenia - a przecież nie jest to wcale łatwe. Spontanicznie postanawia zapisać się do portalu randkowego, który umożliwia spotykanie nieznajomych. Nanako nie chce jednak randkować, a zwyczajnie poznawać ludzi - i poprzez te relacje otworzyć siebie. Kobieta, mająca ogromną pasję do książek, postanawia wykorzystać te krótkie, trzydziestominutowe spotkania, by dowiedzieć się czegoś o drugiej osobie i zaproponować jej książkę do przeczytania - ale także wynieśc coś dla siebie z kązdego takiego spotkania. Celem kobiety nie jest odnalezienie miłości, a raczej nawiązanie kontaktów, relacji. Całości smaczku dodaje fakt, że jest to powieść autobiograficzna, która zaczęła się od wpisów na stronie internetowej, które przyciągnęły uwagę Japończyków.

"Z czasem moje polecanie książek przybrało taką właśnie formę. Najpierw mówiłam o uroku danej osoby. Potem łączyłam ten urok z książką, którą chciałam polecić. Opowiadałam, co może dać tej osobie. Wydawało mi się, że nawet ta "nieprzeczytana jeszcze" książka może kiedyś stać się talizmanem dla konkretnego człowieka."

W książce tej mamy zatem niekonwencjonalne podejście: nasza postać, która ma nieść ukojenie innym (poprzez polecanie książek dopasowanych do ich sytuacji życiowej), sama przeżywa nietypową podróż. Pomysł wyjściowy - połączenie randkowania z polecaniem książek również jest intrygujący. Szczególnie, że na swej drodze Nanako spotka różnych ludzi - od mężczyzn zainteresowanych tylko seksem po osoby, które rzeczywiście liczą na polecenie książek, wierząc, tak jak nasza księgarka, w moc literatury. Odpowiednia książka we właściwym momencie może zdziałać cuda, niepotrzebna jest tu żadna magia! Na kartach powieści autorka zastanawia się nad znaczeniem odpowiednio dobranych książek, tak by stały się przewodnikami, towarzyszami na całe życie odbiorcy. Dotyka także kwestii samego polecania, gdzie nie wystarczy powiedzieć "to dobra książka", ale należy się pochylić nad tym, dlaczego będzie dobra dla tej konkretnej osoby.

Jednocześnie "Opowieść księgarki z Tokio" ma w sobie wiele charakterystycznych cech iyashikei. Jedną z nich jest uniwersalność. W zakresie tematycznym książka porusza takie uniwersalne kwestie jak miłość, samotność, życiowy kryzys (w małżeństwie, w pracy), czy w końcu pokonanie nieśmiałości i nawiązywanie nowych znajomości. Osoby, które napotyka na swej drodze Nanako prezentują pewne problemy - nie ma tu miejsca na zagłębianie się w ich rys psychologiczny. 

Siłą tej powieści jest właśnie droga naszej bohaterki: droga ku otwartości na nowe doświadczenia, ale także na odkrywanie samej siebie. Na zastanowienie się, czego pragnie, co jej daje szczęście. Drugim zaś filarem jest wiara w moc książek jako mostu łączącego ludzi - nawet w czasach szybkich znajomości online. Istotne jest także miejsce, czyli księgarnia. Nie chodzi jednak o jedną konkretną księgarnię, ale atmosferę, której bohaterka poszukuje: otoczenia książek oraz pasjonatów czytania. W odpowiedniej księgarni można być sobą, można się "zresetować", jak ujmuje to sama bohaterka. 

Całość napisana jest w bardzo prosty sposób; co więcej - w odróżnieniu od wielu innych książek tego nurtu - nie ma tu zbyt wielu "prawd objawionych" w postaci komfortowych haseł - gotowych cytatów do zawieszenia nad łóżkiem. Chociaż opowiada o roku z życia tytułowej księgarki, nie uniknęła typowej dla  iyashikei powtarzalności, związanej z 70 spotkaniami i poleceniami książek (choć bardzo różnorodnych tematycznie).

"Opowieść księgarki z Tokio" nie jest powieścią bardzo zapadającą w pamięć, wstrząsającą czytelnikiem - bo i nie o to chodzi w tego rodzaju książkach. Ważne jest to uczucie ukojenia w trakcie lektury - pewien optymizm bijący ze stron, mówiący o tym, że mimo kryzysu można odnaleźć spokój - i to w stylu japońskim: cichy, związany z codziennym życiem, bez fajerwerków i obrotów o sto osiemdziesiąt stopni. Mnie takie ukojenie przyniosła - miło było wraz z autorką zadumać się nad znaczeniem polecania książek i poszukiwania relacji. Minimalistyczny styl idzie tutaj w parze z introspekcją - skupieniem się na wewnętrznej przemianie bohaterki w życiu codziennym. Jeśli jesteście miłośnikami dramatycznych historii, to ta książka nie jest dla Was. Jeśli czujecie przesyt japońskimi healing novels, "Opowieść księgarki z Tokio" nie oferuje większej oryginalności. Ale jeśli szukacie książki, która pozwala na zwolnienie tempa, na łagodniejsze spojrzenie na życie, przypominającą o docenianiu piękna zwykłych chwil i małych zmian - to warto sięgnąć po ten autobiograficzny bestseller z Japonii.

Nanako Hanada "Opowieść księgarki z Tokio" (2018)
Polskie wydanie: Relacja (2024)

 


"Wszystko czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" to kolejny wydany w Polsce azjatycki tytuł, który wpisuje się w nurt "healing novels". Tak jak "Zanim wystygnie kawa" czy "Nietuzinkowy sklep całodobowy" powieść przedstawia historie kilku postaci, które czują się z jakiegoś powodu zagubione i nieszczęśliwe w codziennym życiu. Wizyta w "magicznym" miejscu pozwala im na spojrzenie w głąb siebie i odnalezienie spokoju. W tej powieści tym niezwykłym miejscem jest najzwyczajniejsza biblioteka - to popularny trop w tym nurcie, który ukazuje znane nam przestrzenie w nowy sposób. W bibliotece tej pracuje jednak nietypowa osoba: tajemnicza bibliotekarka Sayuri Komachi. Już samym wyglądem zdaje się wyróżniać z japońskiego społeczeństwa - skojarzyła mi się z postacią wyciągniętą z filmów animowanych od Studio Ghibli. Mimo przytłaczającego wyglądu pani Komachi zdaje się dokładnie wiedzieć jakiej książki potrzebuje dana osoba, by w trakcie lektury spojrzała na swoje życie inaczej. W powieści tej zachwyciła mnie jej kojąca atmosfera oraz pochylenie się nad każdym z będących w potrzebie gości biblioteki: każdy z rozdziałów jest odpowiednio rozbudowany, by poznać i zrozumieć troski bohaterów. 

Świetnym pomysłem jest także pochylenie się nad osobami w różnym wieku i ukazanie, że w każdym momencie rzeczywistość może nas przytłoczyć - oraz że nigdy nie jest za późno, by znaleźć rozwiązanie. Na kartach powieści poznajemy młodą kobietę, która nie ma pewności czy wybrała dobrą ścieżkę kariery; matkę, która czuje że macierzyństwo odebrało jej szansę na kontynuowanie kariery (ten rozdział świetnie ilustruje frustracje z jakimi borykają się Japonki!); mężczyznę, który czuje, że jest już za późno by odnieść sukces jako artysta, więc wycofuje się z jakiejkolwiek pracy; oraz emeryta, który czuje się wyobcowany ze społeczeństwa po zakończeniu pracy. 

Centralnym motywem powieści jest moc płynąca z książek - powiązana przede wszystkim z odkrywaniem siebie. Książki są tutaj wyzwalaczami, dzięki którym postacie wyruszają w podróż - ale nie do literackich światów, a w głąb siebie. Książki inspirują w najróżniejszy sposób! Oczywiście niezwykle ważna jest tutaj postać bibliotekarki: osoby, która wysłucha każdego i poleci odpowiednią książkę, jednocześnie nie dając gotowych rozwiązań. Każdy sam musi odbyć podróż w głąb siebie, a bibliotekarka jedynie delikatnie prowadzi we właściwym kierunku na początku tej drogi. 

W powieści zachwyca podejście do siły lokalnej społeczności. Chociaż każdy z bohaterów musi sam siebie zrozumieć, to nie jest tak naprawdę pozostawiony sam sobie z problemami. Już sama biblioteka znajdująca się w Community House łączy społeczność; losy bohaterów, choć bardzo delikatnie przeplatają się ze sobą i każdy w jakimś stopniu sobie pomaga. Ze względu na różny wiek bohaterów powieść emanuje atmosferą międzypokoleniowego przekazywania mądrości (ale bez narzucania rozwiązań) oraz tworzenia więzi. Wszystko za sprawą biblioteki: miejsca odwiedzanego przez osoby w różnym wieku, o różnym statusie. Moc tej powieści wynika z emanującej z niej empatii i zrozumienia, a nie wzajemnego oceniania siebie.

"Wszystko czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" znajdzie się na mojej liście ulubionych "healing novels": to powieść, która naprawdę daje ukojenie, a właśnie tego szukam w takich książkach. Choć traktuje o odkrywaniu siebie, co jest charakterystyczne dla tego nurtu, to skupia się dużo bardziej na przedstawionych postaciach niż ma to miejsce chociażby w "Zanim wystygnie kawa". Przesłanie powieści jest niezwykle proste: rozwiązanie naszych problemów wcale nie leży w dramatycznych zmianach, ale w spokojnych, codziennych chwilach refleksji. Czasem to drobna zmiana perspektywy, czasem znalezienie nowego hobby, innym razem próba ugotowania nowego posiłku czy szczera rozmowa z drugą połówką - by popchnąć nas w kierunku odnalezienia szczęścia, nieodłącznie związanego ze zrozumieniem siebie i swoich pragnień. Ma to istotny związek z japońskim społeczeństwem, gdzie duży nacisk kładziony jest na odgrywanie odpowiednich ról społecznych i ukrywanie prawdziwych uczuć - ale i polski czytelnik może się w tym odnaleźć. 

Jeśli kiedykolwiek znalazłeś pocieszenie na stronach jakieś książki - to doskonale zrozumiesz moc płynącą z tej powieści. "Wszystko czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" to spokojna i cicha, ale jakże kojąca powieść. Książce udaje się jednocześnie uniknąć banalności tego typu opowieści - za sprawą większego skupienia się na bohaterach, ich wydawałoby się przyziemnych troskach i podróży w kierunku odnalezienia własnej ścieżki. Gorąco polecam wszystkim miłośnikom podnoszących na duchu powieści!


Michiko Aoyama "Wszystko czego szukasz, znajdziesz w bibliotece" (2020)
Polskie wydanie: Relacja (2024)


 


"Wyspa bijących serc" należy do tych niepozornych, prostych historii, które znienacka potrafią chwycić - nomen omen - za serce. Osobiście uwielbiam takie powieści: niespieszne, mając w sobie niemal coś onirycznego, zawierające refleksje na temat życia i relacji. "Wyspa bijących serc" uderza w pewne melancholijne tony z odrobiną smutku poprzez wspomnienia o zmarłej matce - a jednocześnie niesie ze sobą dawkę pocieszenia i radości. Powieść opowiada o rodzącej się przyjaźni między dwoma w pewnym stopniu wyobcowanymi osobami: samotnym mężczyźnie i małym chłopcu. W domu po zmarłej matce mężczyzny oboje stopniowo odkrywają jak wiele ich łączy. Punktem kulminacyjnym ich wspólnej podróży - przede wszystkim w głąb siebie i swej pamięci - jest podróż na tytułową wyspę. To nieśpieszna powieść, w którą trzeba się zanurzyć, by w pełni docenić jej refleksyjny i poetycki charakter.

Motyw pamięci jest jednym z moich ulubionych - nie tylko w zakresie tematyki, ale także możliwego wpływu na narracje. Taki płynny rodzaj narracji, potrafiący przejść od tu i teraz do wspomnień z przeszłości odnajdziemy w "Wyspie bijących serc". Gdy czytelnik przyzwyczai się już do jej rytmu, to na jej falach będzie płynąć do samego końca powieści. Tematycznie zaś książka dotyka interesujących kwestii, związanych nie tylko ze stratą i życiem ukochanych osób we wspomnieniach. W powieści pojawia się motyw korekty wspomnień: uzmysłowienia sobie, że matka celowo tuszowała złe wydarzenia, aby uchronić go od cierpienia. Ale czy przez to nie pozbawiała czegoś naszego bohatera? Czy nie musimy uczyć się stawiać czoła przeciwnościom losu? Z drugiej strony czy pamięć nie jest sama w sobie pewną formą kłamstwa, subiektywnego i niedokładnego odtwarzania przeszłości?

Wspomniany rytm powieści ma związek z bijącym sercem - samo serce zdaje się być zaś trzecim bohaterem powieści. W języku japońskim występuje wiele słów na określenie odgłosów wydawanych przez serce - od nerwowego bicia baku baku po delikatne, ciche uderzenia toku toku. Te onomatopeje służą oznaczeniu pewnych części powieści - w niektórych z nich serce bije z bólem, w innych z podekscytowania. Istotna jest także metafora blizny na klatce piersiowej bohatera, związanej z operacją serca - blizny symbolizującej pewną traumę, cierpienie, które może człowieka przygnieść - ale z którym można się także nauczyć żyć.

"Wyspa bijących serc" to powieść o uświadamianiu sobie czegoś, co bohaterowie nosili w sobie - a co wcześniej milczało - poprzez pozornie zwykłe spotkania, zwykłe wydarzenia, które mogą jednak zmieniać nasze postrzeganie świata. Powieści towarzyszy myśl przewodnia: aby być szczęśliwym, trzeba sobie to szczęście wyobrazić, a następnie w nie uwierzyć. Na tym zasadza się przedstawiona w książce magia: sami możemy swoje szczęście wyczarować. 

Dla mnie "Wyspa bijących serc" to opowieść o niezwykłej, nieco onirycznej i pełnej zadumy podróży przez życie, w którym "kamieniami milowymi" nie są wielkie wydarzenia, ale spotkania z odpowiednimi osobami, które otwierają nowe drogi - i nowe perspektywy. Fabuła schodzi na drugi plan wobec refleksji i metafor, co nie każdemu przypadnie do gustu. To powieść dla tych, którzy lubią nieoczywiste książki, gdzie odczucia i refleksje są ważniejsze od akcji, gdzie pewna poetyckość wiąże się z ogromną prostotą. 

"Wyspa bijących serc" jest tym dla "azjatyckich" książek-otulaczy (comfort book), co "Droga" Cormaca McCarthy'ego dla literatury postapokaliptycznej: zupełnie innym podejściem do gatunku, skupionym na znaczeniu relacji i introspekcji, gdzie wydarzenia stanowią jedynie tło dla przemyśleń. U McCarthy'ego przemyślenia te dotyczą natury człowieka, u Laury Imai Messiny pamięci i poszukiwania radości życia - nawet w dźwięku bijącego serca.

"-Jeśli nie sądzisz, że możesz uczynić czyjeś życie lepszym, to nie ma sensu w nie wkraczać. (...)
 -A w ogóle to nieprawda.
- Co takiego?
-Że nie zmieniasz życia innych na lepsze. Ja, na przykład, jestem szczęśliwy właśnie dzięki tobie."


Laura Imai Messina "Wyspa bijących serc" (2022)
Polskie wydanie: Wydawnictwo Relacja (2024)


 


Lektura "Zanim wyblakną wspomnienia" jest jak picie ulubionej kawy (czy innego napoju): jeszcze zanim weźmiemy pierwszy łyk, przeczytamy pierwszą stronę, wiemy czego się spodziewać. I sprostanie tym oczekiwaniom wywołuje miłe odczucie, przez co nie możemy zarzucić kawie czy książce wtórności. Co prawda akcja "Zanim wyblakną wspomnienia" przenosi nas do innego miejsca i nowej kawiarni, jednak podróże w czasie pozostają takie same - tak jak i myśl przewodnia tej serii: czy rzeczywiście podróż w czasie, która nie zmienia teraźniejszości niczego nie zmienia? Jak przekonują się bohaterowie czterech opowieści o podróży w czasie, która nie może zmienić teraźniejszości, zmiana jest możliwa: dotyczy jednak nie rzeczywistości (wydarzeń), a ich samych. Odnalezienie spokoju ducha lub nadziei na szczęście ma niezwykła moc, dającą ukojenie. Każda z części porusza podobne, a zarazem nieco inne historie, zawsze związane z relacjami, które są dla postaci ważne. Ciekawą nowością, która pojawia się w "Zanim wyblakną wspomnienia" jest książka "A gdyby jutro miał nastąpić koniec świata? Sto pytań", w której korzysta mała dziewczynka, aby zadawać dorosłym pytania, które wymagają szybkiego wybrania jednej z dwóch odpowiedzi i uzasadnienia. Wątek ten, razem z podróżami w czasie, które nie zmieniają teraźniejszości, jeszcze bardziej podkreśla przesłanie książki: nieodkładanie ważnych rozmów i decyzji na jutro, które może nie nadejść. "Zanim wyblakną wspomnienia" z powodzeniem kontynuuje serię "Zanim wystygnie kawa" - prostych, niepozornych opowieści, które mają skłonić czytelnika do refleksji. To kolejny zbiór pięknych opowieści utrzymanych w duchu japońskiego realizmu magicznego - potrafiących wzruszyć, nawet jeśli sami bohaterowie trzymają emocje na wodzy!

W "Zanim wyblakną wspomnienia" otrzymujemy cztery opowieści. Pierwsza z nich dotyczy córki, która ma żal do własnych rodziców - o to, że umarli, co naznaczyło całe jej życie jako sieroty. Druga opowiada o parze komików, którzy w końcu osiągnęli sukces - jakie ma on jednak znaczenie, jeśli żona jednego z nich zmarła? Trzecia historia opowiada o niezwykłej więzi sióstr, które pragną dla siebie nawzajem szczęścia - do tego stopnia, że jedna z nich jest gotowa zataić śmiertelną chorobę, byleby nie zasmucić tej drugiej. Ostania zaś opowiada o przyjaciołach, którzy póki mieli czas nie dostrzegali, że są w sobie zakochani. W całej serii odnajdziemy wiele wątków związanych ze śmiercią - przy wszystkich regułach obowiązujących podczas przenoszenia się w czasie, to osoby, którym umarł ktoś bliski - lub same mogą umrzeć - decydują się na podróż, by znaleźć ukojenie. Jednocześnie powieść przedstawia śmierć jako element życia, coś - co jak koniec świata - może nadejść w najmniej spodziewanej chwili i dotyczyć każdego. Tak jak w poprzednich częściach, między opowieściami o osobach, które zdecydowały się na podróż w czasie poznajemy losy pracowników kawiarni, które zapewniają ciągłość wszystkim książkom z serii.

Chociaż "Zanim wyblakną wspomnienia" jest książką najsłabszą z serii, to udaje jej się nadal przyciągać uwagę czytelników, którzy pokochali poprzednie odsłony. Co prawda trochę rzuca się w oczy powtarzalność - choć powtarzanie reguł i kto jest kim jest cechą charakterystyczną dla całej serii (uważam że powtarzanie reguł nadaje nawet pewnego rytmu) - to w tej części opowiadane historie mogą przywodzić na myśl te poprzednie. Osobiście nie uważam tego za wadę - wpisuje się to idealnie w ton całej serii, która ma opowiadać uniwersalne opowieści o starcie i żalu, które mogą być ukojone poprzez pogodzenie się z przeszłością - tutaj symbolizowaną przez podróż w czasie.

Tak jak wspominałam wcześniej, doskonałym dodatkiem urozmaicającym tę odsłonę jest książka "A gdyby jutro miał nastąpić koniec świata? Sto pytań", która skłania czytelnika do próby odpowiedzi na przytaczane z niej pytania.

"Bardzo kochasz pewnego mężczyznę lub pewną kobietę. Jeśli jutro nastąpi koniec świata, to:
A. Oświadczysz się tej osobie
B. Nie oświadczysz się, bo to nie ma sensu."

Każda z postaci, do której trafia pytanie musi nie tylko na nie odpowiedzieć, ale także uzasadnić - a my możemy się z tym uzasadnieniem utożsamić bądź ni, co ukazuje różnorodne motywacje, którymi kieruje się każdy z nas. To niezwykle prosty zabieg, który jednak nadaje kolejnego wymiaru refleksyjności tej książce - tak jak poprzednie odsłony, "Zanim wyblakną wspomnienia" to powieść, w której sama treść ma drugorzędne znaczenie; ważniejsze jest jak oddziałuje na nas.

"Jesteś w łonie matki, która jest w trakcie porodu. Jeśli jutro nastąpi koniec świata, co robisz?
A. Wszystko trzeba robić po kolei, więc się rodzisz.
B. Nic nie ma sensu, rezygnujesz i się nie rodzisz."

"Zanim wyblakną wspomnienia", jak i poprzednie dwa tomy, to powieść, która udowadnia, że można pisać o stracie książki, które niosą przede wszystkim ukojenie, są przede wszystkim comfort read. Powieść napisana jest w niezwykle prosty i bezpośredni sposób, nie skupia się na głębi psychologicznej postaci, które są raczej pewnymi symbolami: czującej żal do rodziców córki; męża, który nie widzi sensu w życiu, gdy jak mu się zdaje wykonał ostatnia wolę żony; siostry, której wydaje się, że nie może żyć szczęśliwe bez swojego rodzeństwa; chłopaka, rozdartego między marzeniami. To powieść jak słodko-gorzka kawa, która potrafi wzruszyć, ale także wprawić w dobry nastrój, ogrzać nadzieją związaną z pogodzeniem się z przeszłością i otwarciem się na przyszłość. Ta seria to pewnego rodzaju uniwersalna przypowieść, realistyczna, a zarazem magiczna - co sprawia, że staje się ponadczasowa i oderwana od japońskiego kontekstu. Polecam wszystkim, do których przemawiają takie klimaty!


Toshikazu Kawaguchi "Zanim wyblakną wspomnienia" (2018)
Polskie wydanie: Relacja (2023)


 


Lejący się żar z nieba, odgłos cykad mieszający się z odległym szumem aut  - szukając miejsca wytchnienia mija się zatłoczone kawiarnie, by zauważyć niepozorny szyld. Ukryte w piwnicy miejsce same w sobie wydaje się kapsułą czasu - wszystko w kolorze sepii, kobieta w białej sukience, niezależnie od pogody, stali bywalcy, na których ciągle można wpaść. Wchodząc do tej z pozoru zwyczajnej kawiarni czuć coś magicznego - zniknął ten straszny upał, choć nie ma klimatyzacji, odgłosy miasta gdzieś znikły, pozostały jedynie cykady i subtelne dźwięki pianina... Czytając "Zanim wystygnie kawa" czułam się zanurzona w świecie Studia Ghibli - ale nie tych wielkich produkcji, gdzie magia jest na każdym kroku, tylko tych subtelniejszych historii jak "Makowe wzgórze". Gdzie dominuje prostota i spokój - i gdzie w tych najzwyklejszych miejscach i relacjach z innymi jest odrobina magii, trzeba tylko umieć ją dostrzec. 

"Zanim wystygnie kawa" to zbiór czterech opowieści, które łączy nie tylko miejsce - kawiarnia, w której można przenieść się w czasie - ale przede wszystkim ludzie. Kobieta, która chce się spotkać z ukochanym, nim ten wyjechał. Żona, która musi sobie uświadomić, że jej tracący pamięć mąż nie potrzebuje pielęgniarki. Siostry, które rozdzielił brak komunikacji. A także matka, która choć raz chce zobaczyć twarz swego dziecka. To nie są wielkie historie, wzbudzające potężne emocje, ale zwyczajne opowieści o ludziach, którzy zdecydowali się na podróż w czasie z wiedzą, że nie zmieni to teraźniejszości. Ta odrobina magii w "Zanim wystygnie kawa" nie czyni cudów, ale każda z podróży bohaterów coś jednak zmienia - to oni sami ulegają przemianie. Przesłanie jest bardzo proste - teraźniejszość może ulec zmianie nie dzięki podróży w czasie, ale pogodzeniu się z przeszłością i nadzieją na lepszą przyszłość - to przynosi spokój i szczęście teraz. Czy jest inna magia, której w naszym życiu potrzebujemy niż spokój ducha?

Z każdego akapitu bije prostota i pewien sentymentalizm - może to zmęczyć, mnie jednak oczarowało. Jest to książka bardzo subtelna, w której pozornie niewiele się dzieje. Ma klimat niespiesznego letniego lub deszczowego dnia , kiedy zdaje nam się że czas gdzieś się zatrzymał. Powolne tempo, prosty język i skupienie się na uczuciach bohaterów - uczuciach istnie "japońskich", a więc stonowanych i gdzieś właśnie w kolorze sepii - to coś, co albo do nas trafi, ale nie chwyci i obok tej książki przejdziemy obojętni. Mnie oczarowała od pierwszej strony i nie zmieniło się to do samego końca. "Zanim wystygnie kawa" to zbiór opowieści, do których z przyjemnością wrócę zawsze wtedy, kiedy będę poszukiwać wyciszenia. 

Wizja podróży w czasie, by naprawić swoje błędy wydaje się niezwykle kusząca. Jednak na wieść o ograniczeniach - o tym, że nie zmieni się teraźniejszości, nie można wstać z krzesła ani spotkać się z kimś, kogo w kawiarni nie było , a do tego jest jeszcze limit czasowy - skutecznie odstrasza większość osób. Ci którzy decydują się na taką podróż, tak naprawdę konfrontują się z samym sobą i własnymi uczuciami. Każda z zawartych w książce opowieści stanowi mikro-lekcję niezwykle prostą w swoim przesłaniu, wplecioną w narrację. Książka ta ma słodko-gorzki smak, potrafi wzruszyć jeśli wczujemy się w los bohaterów, jednak na koniec zostawia nas z ciepłym uśmiechem - przesłaniem nadziei na lepsze jutro.  

Toshikazu Kawaguchi "Zanim wystygnie kawa" (2015)

Polskie wydanie: Wydawnictwo Relacja (2022)

Tłumaczenie: Joanna Dżdża (przekład z języka angielskiego)


 


"Koreańska myśl techniczna miała w tych czasach bardzo złą sławę. Fakt, że świat o tym zapomniał, jest doskonałym świadectwem, jak skuteczna okazała się koreańska strategia kreowania marki".

"Cool po koreańsku. Narodziny fenomenu. Jak jeden naród podbił świat za pomocą popkultury" Euny Hong ma na celu przybliżenie narodzin koreańskiej fali. O fenomenie tym opowiada dziennikarka, która jako dziecko przeprowadziła się ze Stanów Zjednoczonych do Korei Południowej - nie tej, którą znamy dzisiaj, tylko państwa ciągle jeszcze kontrolowanego przez dyktaturę Chun Doo-hwana, opętanego obsesją antykomunizmu i produkującego słabą elektronikę.  Euny Hong była świadkiem przemiany Korei Południowej, która w bardzo krótkim czasie stała się "cool" za sprawą kultury popularnej. Ten nagły i niespodziewany sukces to nie tylko zasługa pojawienia się odpowiednich artystów, ale przede wszystkim szczegółowego planowania ze strony rządu i samej mentalności Koreańczyków, potrafiących poświęcić wiele by zbudować ten zbiorowy sukces. Choć tematyka jest niezwykle ciekawa, a autorka pisze w bardzo przystępny sposób - nie unikając przy tym ironii - to "Cool po koreańsku" jest słabym reportażem. Nie oznacza to jednak, że jest złą książką - świetnie się ją czyta jako pewien rodzaj biografii czy wspomnień o dorastaniu w kraju, który przechodzi niezwykłą transformację. To w dużej mierze rozliczenie Euny Hong z decyzją rodziców o przeprowadzce i jednoczesna próba zrozumienia jak ten "koszmarny" kraj z dzieciństwa stał się popularną Koreą Południową. To spojrzenie - osoby jednocześnie z zewnątrz, jak i wewnątrz jest niezwykle ciekawe i pozwala dostrzec wiele specyficznych cech państwa, które mogłyby umknąć zarówno Koreańczykowi, jak i dziennikarzowi analizującemu temat "na chłodno".

Dlaczego "Cool po koreańsku" wypada słabo jako reportaż? Przede wszystkim jest to tekst niezwykle subiektywny, w którym osoba autorki jest mocno zaznaczona. Euny Hong odwołuje się do własnych doświadczeń opowiadając o Korei Południowej, często generalizując. Właśnie ta generalizacja stanowi jeden z największych mankamentów książki - warto czytając brać na to poprawkę i krytycznie podchodzić do stwierdzeń mających na celu opisanie doświadczenia pokolenia jedynie z perspektywy uprzywilejowanej dziewczyny dorastającej w Gangnam. Kolejna kwestia to sama struktura tekstu - nie każdy rozdział odnosi się do popkultury i stanowi jej analizę. O wyborze znów decydowały doświadczenia Autorki - stąd chociażby obszerne fragmenty o Korei Północnej, która była jej przedstawiana w dzieciństwie jako potworne państwo. Nijak ma się to do tematu reportażu - drogi Korei Południowej do zbudowania sukcesu koreańskiej kultury popularnej. Podobnie kary cielesne - zamiast nawiązać do koreańskiej fali i chociażby szkoleń artystów, rozdział skupia się na doświadczeniach autorki. Wpływa to także na same rozdziały - ten o kinie w dużej mierze opowiada o upodobaniach Autorki, a dopiero na koniec krótko analizuje zjawisko popularności koreańskiego filmu. Najciekawsze stwierdzenia dotyczące koreańskiej kultury to przytoczone wypowiedzi krytyków. Niestety sprawia to wrażenie, że Euny Hong nie jest specjalistką od tego o czym pisze; przeprowadzony przez nią samą research jest pobieżny, a w połączeniu z tendencją do generalizacji zakłamuje obraz. Przykładowo Autorka porównując popkulturę japońską i koreańską zauważa, że ta druga jest bardziej purytańska - i dlatego szkolne mundurki nosi się w Korei tylko w szkole. Stwierdzenie jakże błędne! I nie wynika to tylko z tego, że tekst został napisany w 2014 roku, a od tego czasu styl koreańskich gwiazd ewoluował - już wtedy mundurki szkolne były wykorzystywane na scenie, a do głowy od razu przychodzi mi zespół After School. 

"Cool po koreańsku", tak jak "I love Korea: k-pop, kimchi i cała" Daniela Tudora to rodzaj zachodniego dziennikarstwa, w którym liczy się doświadczenie osobiste autora i pewna intuicja. Takie teksty czyta się naprawdę przyjemnie, jednak należy pamiętać o ich subiektywności. Jako osoba zajmująca się pracą naukową zwracam ogromną uwagę na to jak analizowane jest dane zjawisko. Każde stwierdzenie musi zostać poparte, udowodnione - czymś więcej niż własnym przeczuciem, że tak jest. W "Cool po koreańsku" tego zabrakło - w stwierdzeniach opartych w dużej mierze na intuicji autorka czasem trafiła, czasem niekoniecznie. Stąd uważam, że "Cool po koreańsku" to książka dla osób, które posiadają już wiedzę o Korei Południowej lub potrafią czytać krytycznie (potrafią ocenić, które stwierdzenia są tak naprawdę subiektywnymi opiniami). Podkreślę, że wiele spostrzeżeń jest rzeczywiście trafnych (choć często są to przywołane opinie krytyków a nie efekt badań samej autorki) i dobrze opisują przypadek Korei Południowej - jednak przez ten subiektywny ton wymagają pewnej weryfikacji. Brak tu szerszej analizy, przedstawione są raczej wnioski i ogólne dowody. 

Ostatnim zastrzeżeniem jest transkrypcja - wydaje się, że jest to zapis "potoczny" stworzony przez autorkę. Przy tytułach filmów brak reżysera czy daty premiery, co w połączeniu z błędną transkrypcją sprawia, że trzeba ma mieć sporą wiedzę o koreańskiej kinematografii, aby wiedzieć o jakim filmie pisze autorka. 

Mimo tych wszystkich zarzutów, "Cool po koreańsku" to ciekawa książka - jako biografia i zbiór wspomnień. W pewnym sensie biografia nie tylko autorki, ale jej pokolenia i samej Korei Południowej. Opisana przemiana "szajsunga" w popularną markę jaką jest dziś Samsung, nabranie pewności siebie na arenie międzynarodowej za sprawą kultury popularnej jest naprawdę fascynujące. Spojrzenie autorki, która w dzieciństwie wstydziła się Korei Południowej, a dziś (w roku 2014) widzi jej rozkwit jest czymś, czego nie znajdziemy w pracy naukowej, skupiającej się na analizie samego zjawiska jakim jest hallyu (koreańska fala). W dodatku całość napisana jest w przystępny sposób.

"Cool po koreańsku" opowiada o fenomenie koreańskiej popkultury - ale robi to przez pryzmat spojrzenia autorki. Z tego powodu ten reportaż należy traktować jako wyrażenie opinii autorki bardziej niż dogłębną analizę pewnego zjawiska socjologiczno-kulturowego. Jeśli będziemy mieć to założenie w głowie, to "Cool po koreańsku" okaże się naprawdę przyjemną lekturą, opowieścią o pewnych przemianach podaną w bardzo przystępny sposób. Książka ta nie wyczerpuje tematu zjawiska hallyu, ale stanowi ciekawy dodatek do opracowań bardziej analitycznych. Ponadto nie skupia się wyłącznie na muzyce, filmie i serialach - ukazując znaczenie tego, co działo się przed koreańską falą. Nakreśla specyfikę państwa, które późno stało się demokracją - w którym pewna ingerencja państwa nadal jest pożądana, jeśli ma służyć tworzeniu narodowej marki. Dzięki temu pozostaje nadal aktualna - dzisiejsze sukcesy koreańskiej kultury są właśnie wypadkową strategii opisanej przez autorkę. Polecam przede wszystkim osobom, które już interesują się Koreą Południową. Odradzam tym, którzy poszukują analitycznego reportażu. 


Euny Hong "Cool po koreańsku. Narodziny fenomenu. Jak jeden naród podbił świat za pomocą popkultury" (2014)

Polskie wydanie: Relacja (2020)




Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Naturalista (recenzja)
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Bogowie otchłani
  • Muzyka otchłani
  • Space Sweepers (승리호)
  • Dworska tancerka (recenzja)
  • Popiół i kurz (recenzja)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes