Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


UnSouled, trzecia część cyklu Podzieleni Neala Shustermana, to mistrzowskie rozwinięcie serii, która z każdym tomem staje się odważniejsza, bardziej złożona i skłaniająca do refleksji. To, co zaczęło się jako mrożąca krew w żyłach wizja społeczeństwa legalnie "rozszczepiającego" nastolatków na części, przekształciło się w rozległą, moralnie niejednoznaczną opowieść, zgłębiającą istotę człowieczeństwa. Czy osoba całkowicie stworzona z innych ma prawo żyć – i czy posiada duszę? Czy pełne przemocy odbijanie ośrodków rozszczepiania jest moralnie usprawiedliwione?  Komu rebelia jest na rękę, a komu zależy na utrzymaniu dotychczasowego systemu? I jak w tych wszystkich zawirowaniach politycznych odnajdą się nasi bohaterowie, grupa nastolatków, która zaczęła od ucieczki przed rozszczepieniem? A to tylko czubek góry lodowej refleksji, które wzbudza ta seria.

Już z cyklem Kosiarze Shusterman wyrósł na mojego ulubionego autora młodzieżowych dystopii – a jest to gatunek, który czytam od lat. W tym gatunku najczęściej pierwszy tom jest najlepszy – ukazując ciekawy koncept – jednak zwykle oryginalna idea wyczerpuje się w kolejnych częściach, rozwijających motyw rebelii. Jednak przy Podzielonych Shusterman udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem gatunku, a trzeci tom trzyma poziom poprzednich – pokazując, że ta seria nie kończy się na ciekawym pomyśle stworzenia systemu, w którym zbuntowanych nastolatków można legalnie rozszczepić. UnSouled to poruszająca i skłaniająca do refleksji kontynuacja serii, która nie boi się zaglądać w najmroczniejsze zakamarki społeczeństwa i ludzkiej psychiki, pogłębiając, wyostrzając i podnosząc stawkę zarówno na poziomie osobistym, jak i politycznym.

Pogłębienie motywu przewodniego

Jednym z najbardziej imponujących aspektów UnSouled jest to, że Shusterman nie pozwala serii utknąć w miejscu. Pierwszy tom opowiadał przede wszystkim o ucieczce nastolatków przed rozszczepieniem, nakreślając ramy społeczne dystopijnego świata. Niegrzeczny nastolatek, który nie sprostał oczekiwaniom rodziców; sierota, która przez błąd podczas koncertu została skreślona przez państwo; dziesięcina, czyli dziecko które od początku było wychowywane jako ofiara w imię religii: każde z nich czeka ten sam los. W tym brutalnym świecie, pozbawionym rodzicielskiej miłości, drogi uciekających nastolatków krzyżują się – i prowadzą ich do ruchu oporu - czy odnajdą tam swoje miejsce? Drugi tom pogłębił ten świat chociażby o kwestie czarnego rynku i polowania na nastolatków także poza systemem. Dodatkowo nowe postacie wprowadziły motyw podrzutków: w świecie Podzielonych każda ciąża musi zakończyć się porodem, ale matka ma prawo podrzucić swe dziecko innej rodzinie (brak odpowiedzialności za wychowanie dzieci jest szalenie ciekawą kwestią w tej serii!). Jak wiele z tych podrzutków dożywa jednak dorosłości, ilu z nich trafia na rozszczepienie? Niezwykle istotne jest także dodanie postaci Cama – „człowieka idealnego”, zaprojektowanego z części innych ludzi, drobiazgowo wyselekcjonowanych.

Co dodaje tom trzeci? Przede wszystkim pogłębia poruszone już kwestie, ukazując różne strony konfliktu. Zagłębiamy się bardziej w rozdarcie Cama, któremu odbiera się prawo do człowieczeństwa. Poznajemy społeczność, która całkowicie odrzuciła rozszczepianie. Obserwujemy konsekwencje wydarzeń z poprzednich tomów, które uczyniły z Risy i Connora (anty)bohaterów, dzielących społeczeństwo. Z kolei wątek naukowców stojących za rozszczepianiem przypomina dylematy Roberta Oppenheimera – twórcy bomby atomowej, który później zwątpił w swoje dzieło. I co najważniejsze – w tej serii nadal pozostaje miejsce na dalsze pogłębianie przewodniego motywu, co rozbudza ochotę na kolejny tom.

Rozwój postaci, który zachwyca

Emocjonalne centrum książki nadal opiera się na trójce głównych bohaterów – Connorze, Risie i Levie, choć nie brakuje nowych postaci. To, co czyni UnSouled tak fascynującym, to brak uproszczeń. Postacie są omylne, impulsywne, uwikłane w wewnętrzne sprzeczności. Jednocześnie widać ich rozwój – jak wydarzenia zmieniły Connora, Risę i Leva, którzy już nie są tymi samymi dzieciakami, co na początku. Warto docenić Risę, która jest inteligenta i wewnętrznie silna, nie przypomina wielu raczej irytujących bohaterek książek YA. A w postaci Cama – chłopaka stworzonego z fragmentów innych ludzi – Shusterman wprowadza jedną z najbardziej ambitnych i filozoficznie prowokujących postaci we współczesnej literaturze młodzieżowej. Walka Cama o autonomię i miłość staje się mocnym odbiciem szerszych debat społecznych o zgodzie, uprzedmiotowieniu i duszy. Cam uosabia centralną filozoficzną problematykę serii – co tworzy duszę? Co się z nią dzieje po rozszczepieniu? Wewnętrzny konflikt Cama i sposób, w jaki inni projektują na niego swoje lęki, tworzą jedne z najbardziej przejmujących momentów książki.

Warto także pochwalić kreację antagonistów – Shusterman rysuje ich wyraźnie, ale nie przekracza pewnej granicy i nie tworzy postaci karykaturalnych. Jego antagoniści to fanatycy, wierzącymi w swoje wypaczone idee – mający tym samym swoje motywacje i będący bardzo groźnymi przeciwnikami.

Struktura

Bardzo lubię styl i strukturę powieści Shustermana. Prowadzenie akcji z wielu perspektyw utrzymuje napięcie, przełączając się między postaciami, by utkać szerszą opowieść o buncie, spisku i desperacji. W ten sposób śledzimy nie tylko myśli i rozterki głównych bohaterów, ale także antybohaterów – oraz osób, które zaczynają wątpić w swych przywódców. Uwielbiam wstawki w formie wiadomości i reklam za i przeciw rozszczepianiu. Takie urywki pokazują polityczną debatę, która stanowi tło dla wydarzeń, w które bezpośrednio są uwikłani bohaterowie.

Słowem podsumowania…

Podzieleni to odważna, prowokująca do myślenia młodzieżowa dystopia. Trzeci tom pozostawił w mojej głowie jeszcze więcej przemyśleń. Jestem zachwycona, że seria ta nie podażą utartym tropem rebelii, tylko ukazuje skomplikowaną sytuację z wieloma stronami – z których każda ma jakiś swój interes. Shusterman z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak nawet dobre intencje mogą prowadzić do potwornych konsekwencji – i jak bunt, jeśli nie zostanie okiełznany, może stać się odbiciem metod stosowanych przez ciemiężycieli. Ujęła mnie dbałość o szczegóły – przykładowo relacji miłosnej można zarzucić pewną powierzchowność, ale od kogo nasi bohaterowie mieli nauczyć się miłości? Kontrastuje to z głębszymi uczuciami między mieszkańcami rezerwatu, w którym nie przyjęto rozszczepiania – gdzie rodzice kochają swoje dzieci. Autor raz jeszcze udowadnia, że ta seria ma coś ważnego do powiedzenia – i można odnieść ją do dylematów współczesnego świata, związanych z postępem naukowym i rozpadem międzyludzkich relacji. To nie tylko kontynuacja – to kolejny krok w głąb moralnego labiryntu, w którym każdy wybór ma swoją cenę. I nie mogę się doczekać, co przyniesie finał.




 „Doktor Jekyll i pan Hyde” to jedna z tych historii, które na stałe wpisały się w kulturę – trudno znaleźć kogoś, kto nie kojarzy tej opowieści z licznych filmowych adaptacji. Postaci doktora Jekylla i pana Hyde’a stały się wręcz synonimem dwoistości ludzkiej natury, symbolem wewnętrznej walki dobra i zła. Jednak sięgając po oryginalną powieść Roberta Louisa Stevensona, można odnieść wrażenie, że większość adaptacji i nawiązań do tego dzieła nie oddaje w pełni jego głębi i złożoności. To właśnie ta lektura przypomniała mi, dlaczego klasyki literatury warto czytać – nawet jeśli wydaje się, że znamy je na wylot.

Odkrywanie klasyków

Lubię sięgać po pierwowzory historii, które na stałe zapisały się w naszej kulturze. Choć wydają się powszechnie znane, to i tak potrafią zaskoczyć i nasunąć nowe interpretacje. Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas lektury „Doktora Jekylla i pana Hyde’a”, to narracja. Stevenson nie opowiada historii wprost, ale stopniowo odsłania jej tajemnice, budując napięcie i atmosferę grozy. Opowieść jest prowadzona z perspektywy prawnika, pana Uttersona, który staje się detektywem-amatorem, próbującym rozwikłać zagadkę dziwnego związku między szanowanym doktorem Jekyllem a przerażającym panem Hydem. Ta narracyjna perspektywa sprawia, że czytelnik nie znający adaptacji stopniowo odkrywa prawdę razem z bohaterami, co dodaje historii dodatkowego suspensu. A co zostaje dla tych, którzy znają już rozwiązanie? Postać pana Uttersona! Ukazanie historii z jego perspektywy to coś, czego raczej nie spotykamy w adaptacjach. Sami tytułowi Jekyll i Hyde pojawiają się stosunkowo rzadko, a ich relacja jest ukazana głównie przez pryzmat obserwacji innych postaci. To zabieg ciekawy, bo pozwala czytelnikowi samemu wyobrazić sobie, co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami laboratorium (szalonego?) doktora. Stevenson nie epatuje brutalnością ani nie wchodzi w szczegóły przemocy – zamiast tego buduje atmosferę niepokoju, która działa na wyobraźnię, jedynie zaznaczając, że pan Hyde "budzi obrzydzenie", jest w jakiś sposób "zdeformowany".

Analiza ludzkiej duszy

Stevenson w swojej książce zręcznie łączy elementy gotyckiego horroru, kryminału i filozoficznej rozprawy nad istotą człowieczeństwa. Z początku wydaje się, że mamy do czynienia z klasyczną opowieścią grozy – tajemnicze, mroczne ulice Londynu, potworna zbrodnia i poszukiwanie tożsamości budzącego grozę pana Hyde’a. Jednak im głębiej wchodzimy w tę historię, tym bardziej okazuje się ona czymś więcej niż horrorem. Głównym tematem powieści jest dualizm natury ludzkiej. Jekyll, szanowany naukowiec, tworzy eliksir, który pozwala mu uwolnić swoje ukryte, ciemne ja – pana Hyde’a. Jednak z czasem okazuje się, że Hyde nie jest tylko „drugą stroną” Jekylla, ale osobowością, która zaczyna dominować i niszczyć swojego twórcę. To opowieść o tym, jak łatwo można stracić kontrolę nad swoimi najgłębszymi pragnieniami i instynktami. Stevenson pokazuje, że w każdym człowieku tkwi zarówno dobro, jak i zło – i że próba ich całkowitego oddzielenia może prowadzić do katastrofy. Łączy się to z motywem moralności naukowca - odpowiedzialności za eksperymenty Jekyll, jako naukowiec, igra z siłami, których nie rozumie do końca. Jego historia przypomina klasyczne ostrzeżenie przed bezrefleksyjnym dążeniem do wiedzy i postępu, podobnie jak w Frankensteinie Mary Shelley.

Co ciekawe, powieść możemy także odczytywać jako społeczny komentarz, dotyczący hipokryzji dżentelmenów wdziewających "maski" dobrej reputacji, pod którymi skrywane są mroczne żądze. W powieści wielokrotnie wspominane jest jak bardzo doktor Jekyll musi dbać o dobre imię. Najważniejsze jest by nikt nie połączył go ze zbrodniami pana Hyde'a - a nie pokuta za popełnione złe uczynki. Jekyll reprezentuje fałsz i pozory moralności, które dominowały w epoce wiktoriańskiej. Jego dbałość o reputację jest ważniejsza niż prawdziwa moralność. 

Atmosfera

Powieść zachwyca atmosferą grozy i niezwykłości - opisy londyńskich ulic, mgły i mrocznych zaułków doskonale współgrają z tematem powieści. Stevenson pisze z niezwykłą precyzją i elegancją, a jego styl jest oszczędny, ale jednocześnie pełen napięcia. Nowe tłumaczenie (Uroboros, 2025) w pełni to oddaje i powieść czyta się z czystą przyjemnością. Na uwagę zasługuje także wydanie - klimatyczne ilustracje w odcieniach czarnego i zielonego koloru idealnie pasują do tej powieści. 

Słowem podsumowania...

Mimo że historia Jekylla i Hyde’a jest powszechnie znana, lektura oryginalnej powieści wciąż potrafi zaskoczyć swoją głębią i atmosferą. Niezwykle sprawnie poprowadzona narracja, gęsty, mroczny klimat oraz psychologiczna głębia czynią z tej książki ponadczasowy klasyk grozy, który nie traci na aktualności. Temat dwoistej natury człowieka, który Stevenson tak genialnie eksploruje, sprawia, że powieść jest idealnym materiałem na różne adaptacje – ale żadna z nich nie oddaje w pełni jej literackiej siły. Zdecydowanie warto sięgnąć po oryginał, nawet jeśli wydaje się, że znamy tę historię na wylot. Choć powieść powstała w XIX wieku, jej przesłanie wciąż pozostaje niezwykle aktualne. Pytania o moralność, tożsamość i granice nauki, które stawia Stevenson, są dziś równie ważne jak w czasach, gdy książka została napisana. To jedna z tych lektur, które pozostają w głowie jeszcze długo po przewróceniu ostatniej strony – skłaniając do refleksji nad granicami moralności i tym, co naprawdę kryje się w ludzkiej duszy.

 


"Rzeźbiarka krwi" to dynamiczna, młodzieżowa fantastyka z ciekawym światem przedstawionym. Powieść wpisuje się w estetykę "silkpunku". Ten podgatunek łączy technologię z wpływami azjatyckimi - w odróżnieniu od steampunku, skupiającego się na rewolucji industrialnej i erze wiktoriańskiej, będącego ze swej natury dość europocentrycznym, silkpunk oferuje alternatywne spojrzenie na mieszanie się technologii i magii w duchu azjatyckim. W tym ujęciu istotny jest balans między nowoczesnością/technologią a naturą/tradycją. Oddaje to powieść "Rzeźbiarka krwi", w której ścierają się dwie szkoły medycyny: nowoczesna (jak na opisywane czasy), oparta o maszyny i tradycyjna, wykorzystująca niezwykły dar wpływania na ludzką anatomię poprzez dotyk i umysł. Opisywany na kartach powieści świat traktuje tytułowych rzeźbiarzy jako "wymierające zagrożenie"; osnute mitami i odchodzące w zapomnienie, jednocześnie wciąż budzące grozę. Główna bohaterka może być ostatnią uśmierzającą - jak w jej kulturze nazywano osoby obdarzone tym darem - która próbując uleczyć jedynego świadka zabójstwa, wplątując się tym samym w intrygę spod znaku "złapmy mordercę, zanim on nas odkryje". Osią fabularną w powieści jest zatem próba uleczenia i zagadka kryminalna, a tajemnicy dokłada obecność niezwykłego młodego dżentelmena. Jak przystało na powieść młodzieżową nie zabrakło i wątku romantycznego - ale połączonego z motywem kolonializmu/wykorzenienia z własnej kultury, co jest popularnym elementem "azjatyckiej" fantastyki. Nie jest to powieść specjalnie zaskakująca, ale elementy silkpunku dodają jej pewnej oryginalności. Całość czyta się bardzo przyjemnie, a końcówka zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.

"Rzeźbiarka krwi" wpisuje się idealnie w literaturę tworzoną przez osoby azjatyckiego pochodzenia, jak Tasha Suri czy Rebecca F. Kuang: pisząć fantastykę inspirowaną Azją, autorki te eksplorują złożoność tożsamości na styku kultur, często w połączeniu z motywem kolonializmu, ukrytego dziedzictwa kulturowego i przemocą. W przypadku Vanessy Le odnajdziemy echo doświadczenia wietnamskiej diaspory, ukształtowanej przez wojnę, migrację i utratę ojczyzny: główna bohaterka żyje poza granicami kraju przodków, który został najechany i zniszczony. Jej magia ma głębsze znaczenie - nie jest tylko zdolnością, ale nicią łączącą ją z spuścizną matki i babki; z tradycją, której nie doświadczyła bezpośrednio żyjąc poza granicami ojczyzny. Jej dar tworzy napięcie między przeszłością, a teraźniejszością, co zresztą świetnie współgra z motywem silkpunku i obecnością maszyn w świecie mało przyjaznym dla Nhiki. Dziedzictwo w formie magii jest dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i ciężarem - naznaczając ją jako inną, obcą i niebezpieczną.

Jednocześnie powieści nie brakuje lekkości w sposobie, w jaki jest napisana. W odróżnieniu od książek wspomnianych Tashy Suri i R.F. Kuang, "Rzeźbiarka krwii" Vanessa Le zdecydowanie wpisuje się w literaturę młodzieżową (oznaczoną na okładce jako 15+). Oznacza to pewne uproszczenia - konflikt polityczny zostaje zaledwie zarysowany, a fabuła skupia się wokół bohaterki, jej osobistego doświadczenia. Intryga kryminalna jest łatwa do przewidzenia, ale nie oznacza to, że brakuje w powieści zaskoczeń - pod tym kątem naprawdę niezłe jest zakończenie. W powieści zdarzają się także pewne potknięcia, związane przede wszystkim z budowaniem napięcia wokół intrygi (po co planować jak kogoś wrobić i potem ten plan wprowadzać w życie, jak i tak kończy się to zwykłą konfrontacją na noże?), ale nie odbiera to wiele z ogólnej przyjemności czytania.

Poleciłabym "Rzeźbiarkę krwi" przede wszystkim tym, którzy nadal lubią fantastykę spod znaku YA, ze wszystkimi jej wadami i zaletami, ale szukają czegoś z dość oryginalnym systemem magicznym. Dla mnie fantastyka "azjatycka" ciągle ma w sobie pewną przewagę - obok rozrywkowej przygodowo-romansowej fabuły, dodaje ten element kulturowego rozdarcia, dotykając problemów związanych z przymusowym wykorzenieniem i próbą odnalezienia siebie. A autorka dodała do tego jeszcze jeden smaczek: medycynę i anatomię. Sprawia to, że "Rzeźbiarka krwi" to powieść intrygująca - połączeniem medycyny, maszyn i silkpunku, z odrobiną wietnamskiego folkloru. Chociaż można się trochę przyczepić - chociażby do kreacji głównej bohaterki, która początkowo wpada w pewne klisze naiwnej dziewczyny, czy do jednowymiarowości bohaterów pobocznych - to są to grzeszki, które jestem w stanie wybaczyć jeśli zagrała kreacja świata przedstawionego. Może nie wyrwała mnie z kapci, ale w trakcie czytania było mi ciężko się oderwać - chciałam zgłębić tajemnice uśmierzania i dowiedzieć się, czy bohaterce w końcu uda się znaleźć miejsce, do którego będzie przynależeć. Jest w tej książce coś, co przyciąga :)

Vanessa Le "Rzeźbiarka krwi" (2024)
Polskie wydanie: Uroboros

 


Drugi tom serii "Podzieleni" przypomina kontynuację "Kosiarzy". W obu seriach Neal Shusterman zakończył pierwszy tom z przytupem, by w kolejnym początkowo porzucić głównych bohaterów i skupić się na wpływie konsekwencji ich działania na świat i innych. W "UnWholly" w początkowych rozdziałach poznajemy nowych bohaterów - "boćka", czyli dziecko-podrzutka, które nigdy nie zaznało miłości ze strony przyszywanych rodziców; dziesięcinę, zaślepioną misją poświęcenia swego życia bardziej niż Lev oraz wariację na temat potwora Frankensteina - istoty stworzonej z części innych ludzi. Shusterman powtarza także znane chociażby z "Kosiarzy" zabiegi przeplatania rozdziałów fragmentami medialnych kampanii - w tym przypadku dotyczących rozszczepienia. Te podobieństwa w strukturze i zabiegach do "Kosiarzy" nie odbierają oryginalności "Podzielonym" - zarysowują jednak pewien charakterystyczny styl Shustermana.

Rozpoczęcie drugiego tomu od wprowadzenia nowych postaci i za ich pomocą ukazania, co się zmieniło/co pozostało takie samo może być powodem czytelniczej frustracji. Wydłuża to powrót do poznanych w pierwszym tomie bohaterów, a pewne podobieństwa do nowych postaci mogą powodować uczucie "powtórki z rozrywki". Ja jednak bardzo to doceniam - po dystopiach nie oczekuję jedynie historii jednostek; równie interesujący, co opowieść o Risie, Connorze i Levie, czyli dzieciakach z pierwszego tomu, jest przedstawiony dystopijny świat. Przyszłość po ideologicznym konflikcie, w której władze doszły do kompromisu: ochrony życia od poczęcia do 13 roku życia i pozostawienia możliwości dokonania "aborcji wstecznej". Nastolatek nie spełnił oczekiwań rodziców, sprawia kłopoty? Póki nie skończy 18 lat można wyrazić zgodę na jego rozszczepienie - co ma być jednocześnie szczytnym celem: w wyniku rozszczepienia każdy element ciała nastolatka może zostać przeszczepiony -w założeniu - osobom potrzebującym. Jak możecie się jednak domyśleć, w tym świecie istnieją nadużycia, które świetnie oddaje drugi tom.

To opóźnienie powrotu do starych bohaterów pozwala pochylić się nad światem, a nie od razu przejść do akcji. Dowiadujemy się, że zmieniono prawo - dopuszczalny wiek rozszczepienia zmniejszono do 17 lat, co nie spotkało się z ogólnym poparciem. Zwiększone zapotrzebowanie na rozszczepienia spowodowało rozrost czarnego rynku i porwań nastolatków. A cała opowieść o wojnie ideologicznej z przeszłości kryje tajemnice, związane z rzeczywistymi motywacjami kryjącymi się za inicjatywą rozszczepiania nastolatków. Historie nowych bohaterów pokazują zaś, że wcale tak wiele się nie zmieniło. Stawia to dylemat przed naszymi starymi bohaterami: czy ich celem powinno być wyłącznie ukrywanie się i pomoc w zabezpieczeniu uciekających przed rozszczepieniem nastolatków? A może przyszedł czas na bunt?

"UnWholly" to ciekawa kontynuacja "Podzielonych" - książki, która choć ma już swoje lata (2007), pozostaje przerażająco aktualna w stawianiu pewnych pytań. Oba tomy dość dobrze balansują pomiędzy budowaniem świata, a akcją - choć w drugim tomie znaczenie więcej jej w drugiej połowie. Takie rozłożenie wątków, pewne opóźnianie kluczowych starć dla mnie było bardzo dobrym rozwiązaniem, pozwalającym skupić się na budowaniu świata. Szczególnie, że jedna z postaci - wspomniany 'potwór Frankensteina" - wprowadza nowe pytania dotyczące człowieczeństwa. Skoro Cam został stworzony z części innych ludzi - nawet ich mózgów - ale zaczyna mieć własną świadomość, to można mu odmawiać miana człowieka? Czy stanie po którejś ze stron - swoich twórców lub nastolatków skazanych na rozszczepienie - a może będzie kierować się własnymi motywacjami, tym samym w pełni kształtując siebie?

Stawiam w tej recenzji wiele pytań, bo taka jest ta książka - skłaniająca do myślenia. W pełni spełniła moje oczekiwania wobec młodzieżowych dystopii, gdzie losy bohaterów splatają się z walką z niesprawiedliwym, wręcz okrutnym systemem. Niektórzy bohaterowie mogą wydawać się zbyt dojrzali jak na swój wiek - pasuje to jednak do świata, w którym trudno o rodzicielskie autorytety, a nastolatkowie bardzo szybko muszą uczyć się dbać sami o siebie: nie znają dnia, kiedy między 13 a 17 rokiem życia rodzice podpiszą zgodę na rozszczepienie...

Chociaż ten tom jest mniej dynamiczny niż pierwszy (a na pewno mniej szokujący, bo już poznaliśmy ideę rozszczepienia), to nadal doskonale się czyta. Pewnej dynamiki nadają krótkie rozdziały skupiające się wokół poszczególnych bohaterów - dzięki czemu możemy poznać ich motywacje, a także śledzić ich rozwój. To ogromna zaleta książek Shustermana - nie tylko świat zmienia się w konsekwencji działań naszych bohaterów, ale i oni sami. Ten tom świetnie przygotowuje do kontynuacji: finał "UnWholly" powinien mieć jeszcze większe konsekwencje dla świata i bohaterów niż ten z tomu pierwszego.

Powieść czyta się szybko - ale na pewno nie lekko. Zostaje w głowie, zarówno w trakcie czytania, jak i po - co świadczy o tym, że zmusza do myślenia o tej okrutnej wizji przyszłości. A jednocześnie ma w sobie to coś ze "starych dobrych młodzieżówek" w stylu "Igrzysk śmierci", które zwyczajnie wciągają - dzięki postaciom i historii. Podzieleni, wraz z Kosiarzami i wspomnianymi Igrzyskami to moja topka młodzieżowej literatury dystopijnej - i już nie mogę się doczekać na kolejny tom opisujący świat, w którym można rozszczepić nastolatków.

"Rozszczepienia nie tylko zakończyły wojnę - wytknął Nelson - dzięki nim wyrwano chwasty.

(...) Wszyscy przeznaczeni do tej procedury nastolatkowie byli do siebie podobni - przetrzymywali cenne narządy, które mogli przekazać bardziej potrzebującym, kurczowo chwytając się swojej żałosnej indywidualności. Zamiast w spokoju zaakceptować podział. Upierali się przy życiu, którego nikt nie uważał za wartościowe."


Neal Shusterman "Podzieleni. UnWholly" (2012)
Polskie wydanie: Uroboros (2024)

 


"Wiedźmi król" Marthy Wells to złożona powieść w klimatach dark i high fantasy. Zaczyna się niezwykle intrygująco, stawiając szereg pytań i zachęcając do lektury. Niestety po drodze cała historia rozwleka się, a enigmatyczny styl pisania sprawia, że w bogatym świecie kreślonym przez autorkę łatwo się zagubić. Muszę przyznać, że "Wiedźmi król" to przykład powieści, w której budowanie świata przerosło treść. Ilość opisów, skomplikowanie politycznych rang, magicznych zdolności bohaterów przygniata w porównaniu do raczej skąpej fabuły. W skrócie to powieść, w której potężny demon Kai budzi się na odludnej wyspie, gdzie ktoś próbował przejąć jego moc - wyrusza więc na wyprawę, której celem jest odnalezienie przyjaciółki oraz odkrycie spisku. Sama podróż odbywa się zaś na dwóch płaszczyznach czasowych, gdyż wydarzenia z przeszłości są istotne dla sytuacji, w której znalazł się Kai. Nie jest to jednak podróż pełna zapierających dech w piersiach przygód, przez co ma się wrażenie, że bohaterowie snują się - a po drodze znika gdzieś ekscytacja z chęci rozwiązania zagadki. Przeszkody w tej podróży czekają przede wszystkim na czytelnika: Autorka zasypuje nas nazwami, rangami, pojęciami, miejscami, a nawet szczegółowymi opisami strojów, które przez długi czas niewiele dla nas znaczą; przez większą część czasu czułam się zwyczajnie zagubiona, a przez to nie przejęłam się losami bohaterów. Czytając ma się wrażenie wrzucenia w sam środek zupełnie innego świata, bez przewodnika, który nas do niego wprowadzi (choć jest postać, która mogłaby pełnić taką funkcję!) - jakby czytało się kolejny tom bez znajomości pierwszego. Już dawno żadna powieść nie wywołała u mnie takiej obojętności - a to wielka szkoda, bo nie można jej odmówić niezwykle oryginalnego podejścia do fantastyki.

Zacznijmy zatem od oryginalnego świata, który wypełnia karty "Wiedźmiego króla". Martha Wells stworzyła świat pełen potężnych, równych bogom istot: demonów, mogących przechodzić z ciała do ciała; wiedźm posiadających niezwykłe moce i w końcu potężnych Nieśmiertelnych Błogosławionych i Hierarchów. Nie ma tutaj szczegółowej ekspozycji i dopiero lektura pozwala poznać możliwości poszczególnych postaci. Wykreowany świat jest niezwykle barwny za sprawą opisów - strojów postaci, pomieszczeń, środków transportu. Kolorytu całości nadają inspiracje, czerpane raczej z tradycji perskiej czy bliskowschodniej niż europejskiej - ale nieuciekające w sztampę, urozmaicone chociażby wątkami związanymi z matriarchatem. W powieści nie brakuje opisów różnych kultur, wierzeń, plemion, które ścierają się w obliczu najazdu tajemniczych Hierarchów.

Nie można odmówić powieści także złożonych postaci, które odkrywamy warstwa po warstwie. Autorka unika trendów i w jej powieści nie ma miejsca na płomienny romans z tajemniczym demonem. Tytułowy Wiedźmi król, Kai, to postać złożona, która wiele przeszła. Potrafi być niezwykle brutalny, ale ma swoje zasady. A przy tym wszystkim jest... jakiś nijaki - brakuje mu charyzmy, tego czegoś przez co zapadałby w pamięć na długo po przeczytaniu powieści.

Całość opowiedziana jest w ciekawy sposób - przeplata rozdziały z teraźniejszości i przeszłości, powoli odsłaniając karty, które pozwalają lepiej zrozumieć motywacje bohaterów, intrygę, a także sam świat. Jest to oryginalne podejście, wymusza jednak na czytelniku cierpliwość: dopiero w połowie książki uzbieramy na tyle informacji, by zacząć rozumieć o co chodzi - jakie są różnice między postaciami, jak funkcjonuje polityka w tym świecie.

Wszystkie te elementy sprawiają, że "Wiedźmi król" to oryginalna powieść - a jednak pojawia się w niej zgrzyt, w o którym wspominałam wcześniej: nie pozwala w pełni zaangażować się w losy bohaterów. Rozbudowanie świata, skomplikowanie polityki w połączeniu z tajemniczością przygniata - i nic tego nie rekompensuje. Postacie wydają się niezwykle chłodne, poznajemy je już ukształtowane: w teraźniejszości nie ma miejsca na ich rozwój i tym samym zaangażowanie się w ich drogę. W powieści brakuje także bardziej rozbudowanej fabuły pod kątem wydarzeń. Wszystko to składa się na to, że "Wiedźmi król" - mimo całej swojej oryginalności - zwyczajnie się dłuży. Aby to co zaproponowała nam Autorka naprawdę zadziałało potrzebne jest jakieś koło napędowe, które będzie zachęcać do dalszego zagłębiania się w lekturę - tutaj tego zabrakło, przez co zamiast przyjemności w odkrywania tajemnic, głównie czuje się frustrację i zagubienie. Uczucie to potęguje niestety finał - początek naprawdę wiele obiecywał, a koniec pozostawia uczucie bycia oszukanym. Zastanawiam mnie nawet sam tytuł powieści - czy główny bohater rzeczywiście jest królem wiedźm?

"Wiedźmi król" to powieść, która teoretycznie ma wszystkie elementy, które powinny mnie zachwycić. Uwielbiam opisy, bogaty świat i wolniejsze tempo. A jednak zabrakło tego jednego - czegoś, co by mnie połączyło z tą historią. Po intrygującym początku rozpoczyna się dłużąca podróż, w czasie której straciła zainteresowanie i bohaterami, i intrygą. Zabrakło mi tego czegoś, co motywowałoby do czytania: wcale nie muszę mieć wszystkiego podanego na tacy, lubię odkrywać świat kawałek po kawałku - jednak na końcu wszystko musi do siebie pasować, aby poczuć satysfakcję. "Wiedźmi król" zwyczajnie nie jest powieścią angażującą - co muszę ze smutkiem odnotować, bo poruszane w powieści wątki związane z władzą są ciekawe. "Wiedźmi król" to przykład powieści, która choć tworzy bogaty świat i złożone postacie, to nie ma serca - a bez tego wywołuje jedynie obojętność.

Martha Wells "Witch King. Wiedźmi król" (2023)
Polskie wydanie: Uroboros (2024)

 



"Carmilla" uznawana jest za jedno z ważniejszych dzieł literatury gotyckiej z motywem wampira. Co ciekawe, Joseph Sheridan Le Fanu na swój sposób ożywił ten motyw, dając nam nowy rodzaj wampira: pełnej erotyzmu kobiety-wampira, przekraczającej nie tylko granice życia i śmierci, ale także społecznych norm za sprawą homoseksualizmu. Obie te kwestie - nieskrępowana erotyka i pożądanie jednej kobiety przez drugą były tematem tabu, granicą którą tak umiejętnie autor wraz z "Carmillą" przekroczył. Choć od pierwszej publikacji tej powieści minęło ponad 150 lat to nadal potrafi rozpalić zmysły - i ciągle zdaje się przekraczać granice norm społecznych, gdyż nadal miłość kobieca potrafi budzić oburzenie. To klasyk literatury gotyckiej, który każdy miłośnik motywów wampirycznych powinien znać - inspiracje Carmillą można dostrzec w najsłynniejszej wampirycznej powieści, czyli "Draculi" (chociażby sposób unicestwienia wampira). To pełna niedomówień, oniryzmu i aury tajemniczości powieść, w której nie znajdziemy typowej grozy, za to dużą dawkę fascynacji inną osobą.

Czym są wampiry w kulturze? Istotami przekraczającymi dwie opozycyjne kategorie: martwi, ale żywi; wzbudzający odrazę, a zarazem pociąg; nieśmiertelni, a jednocześnie zależni od czyjeś krwi. Nic dziwnego, że Joseph Sheridan Le Fanu w latach 1871-1872 , czasach wiktoriańskiej obsesji czystości pisząc o pożądaniu jednej kobiety przez drugą  uczynił swoją bohaterkę wampirzycą. Carmilla przekracza normy społeczne dotyczące kobiet, musi więc być istotą nadnaturalną. Mężczyźni zaś, reprezentujący logikę i straż nad kobiecą cnotą, muszą wbić jej kołek w serce i uciąć głowę: pozbyć się monstrum, nim zainfekuje kolejne kobiety swą śmiertelną miłością. Jak zauważa Maria Janion w "Wampirze. Biografii symbolicznej" Le Faun "mistrzowsko oddaje nastrój ambiwalencji miłości", z czym jak najbardziej się zgadzam. Zresztą ta ambiwalencja nie dotyczy jedynie opisywanej miłości, która budzi u Laury zarówno pociąg, jak i przerażenie, ale i samej Carmilli, która od pierwszych stron powieści fascynuje i budzi grozę. Powieść idealnie oddaje także inny motywy związane z wampiryzmem - skojarzenie z chorobą, a z drugiej strony z seksualnością: spotkanie z Carmillą można traktować jako seksualne przebudzeniem Laury, a jednocześnie przekroczeniem normy heteroseksualnej, co w owych czasach można było uznać za objaw choroby psychicznej. Powieść nie potępia jednak Carmilii, a za sprawą narratorki przedstawia fascynację młodej kobiety tajemniczą przyjaciółką. Warto zwrócić uwagę także na ostatnie zdania dotyczące dwoistości - Laura opowiadając z perspektywy czasu historie poznania Carmilli czuje podskórnie, że się zmieniła, że ta relacja coś w niej obudziła - coś, co jednak musi być skrywane przed światem, w którym nie ma miejsca na kobiece wyzwolenie erotyczne.

"Carmilla" to prosta historia, a z dzisiejszej perspektywy całkowicie przewidywalna - co może odbierać jej urok nowatorstwa. Jeśli jednak będziemy ją czytać mając świadomość pewnych ograniczeń czasów, w których została napisana w pełni dostrzeżemy jej obrazoburczy charakter. Mnie osobiście bardzo spodobał się subtelny sposób opisywania napięcia erotycznego - w dzisiejszych czasach dotykanie czyjegoś policzka czy "pieszczenie" włosów wydaje się niewinną igraszką. Mimo to czuć napięcie w relacji między bohaterkami, wyrażane w dialogach przez Carmillę: jej deklaracje o miłości, która prowadzi do śmierci - co oczywiście może być metaforą uniesienia erotycznego, "małej śmierci". W powieści tej nie fabuła ma znaczenie, ale właśnie ta atmosfera i napięcie między bohaterkami.

Groza w "Carmilli" to strach przed kobiecą seksualnością, odmalowywaną jako coś tajemniczego i monstrualnego. Coś co "grzeczną" Laurę przeraża, a jednocześnie ogromnie fascynuje. Świetnie oddają to klimatyczne ilustracje, pełne niepokoju i erotyki. Strona wizualna nowego wydania naprawdę zachwyca i dodaje klimatu całości: dzięki czemu obcowanie z "Carmillą" jest pełnym doświadczeniem. To powieść warta uwagi, ciągle potrafiąca wywołać emocje: pierwszoosobowa opowieść Laury wciąga od pierwszych stron, ukazując jak w sielankowe życie dobrej panny wkrada się zamęt wraz z odwiedzinami tajemniczej kobiety.


Joseph Sheridan Le Fanu "Carmilla" (1871-1872)
Polskie wydanie ilustrowane: Uroboros (2024)

 


"Podzieleni" to kolejna powieść w dorobku Neala Shustermana, udowadniająca, że autor świetnie czuje gatunek młodzieżowych powieści dystopijnych. Tak jak "Kosiarze", "Podzieleni" z łatwością wciągają w lekturę, jednocześnie cały czas skłaniając osobę czytającą do refleksji - przez co nie można pozostać obojętnym na opowiadaną historię. W "Podzielonych" autor przedstawia wizję świata po wojnie między zwolennikami a przeciwnikami prawa do aborcji, zakończonej przerażającym kompromisem: życie ma być chronione od poczęcia do trzynastego roku życia. Natomiast kiedy człowiek jest między trzynastym a osiemnastym rokiem życia jego rodzice bądź opiekunowie mogą dokonać "aborcji wstecznej": wydać zgodę na rozszczepienie na organy dziecka. Już sam punkt wyjścia stawia całą masę pytań, dotyczących kontroli społeczeństwa (czy wobec groźby rozszczepienia można wyeliminować niepożądane zachowania u młodzieży?), rodzicielstwa i miłości (czy miłość do dziecka rzeczywiście jest bezgraniczna?) i w końcu medycyny (czy warto leczyć skoro każdą część człowieka można zastąpić "lepszym i młodszym" modelem?). Czy w takim świecie rzeczywiście zwyciężyło życie? Powieść została napisana w 2007 roku, dzięki czemu czytając ją dzisiaj czuć ten nieco "retro" klimat - czasów kiedy dystopijne powieści młodzieżowe skupiały się na wyrażaniu pewnych lęków i skłaniały do refleksji wykorzystując motyw grupki młodzieży walczącej z systemem, "piekłem" na ziemi zgotowanym przez dorosłych. Wykreowany przez autora świat - i pojawiająca się w nim problematyka - są oryginalne, a zarazem bardzo niepokojące. Przez to powieść z jednej strony naprawdę dobrze się czyta, a z drugiej budzi ona pewien dyskomfort i przerażenie. 

"Podzieleni" to w dużej mierze powieść o bezsilności młodzieży i obojętności, czy wręcz znieczulicy większości dorosłych - brutalnej naturze ludzi. Podjęta problematyka ukazuje interesującą perspektywę: zanim człowiek nie osiągnie pełnoletności nie jest zazwyczaj traktowany jako w pełni niezależna jednostka, mogącą w pełni żyć własnym życiem. To od jednej decyzji dorosłych zależy, czy życie dziecka nie zostanie zakończone przedwcześnie - choć oczywiście rozdzielenie nie jest traktowane na równi z zabójstwem, aby dorośli mogli mieć czyste sumienie - każda z części ciała ma służyć większemu dobru, którym jest ratowanie życia (a w rzeczywistości często polepszaniu komfortu życia jedynych kosztem drugich). W tym kontekście interesujący jest także motyw podrzucania dzieci: w Podzielonych odpowiedzialność biologicznego rodzica dotyczy tylko momentu poczęcia, następnie bez konsekwencji dziecko można podrzucić innej rodzinie, która ma obowiązek się nim zająć - oczywiście do wspomnianego trzynastego roku życia. Nie oznacza to jednak, że każdy będzie tego przestrzegać - jakby mottem dorosłych było "to nie moja sprawa", uchylanie się od odpowiedzialności i odwracanie wzroku. Ze względu na poruszane kwestie powieść pozostaje bardzo aktualna - wpisując się w dyskusję na temat ochrony życia; można prawnie zmusić do rodzenia dzieci - ale czy można do wzięcia za nie odpowiedzialności, do bezwarunkowej miłości? Czy młoda osoba, która ma zostać rozszczepiona nie wolałaby się w ogóle nie urodzić niż przekonać się, że nie spełniła oczekiwań rodziców - i nie ma szansy samodzielnie przeżyć reszty swojego życia?

Neal Shusterman ma talent do wzbudzania wielu refleksji, jednocześnie nie czyniąc powieści zbyt filozoficzną. Dzieje się tak za sprawą skupienia się na losach bohaterów oraz napotkanych przez nich innych, skazanych na rozszczepienie. Dzięki temu możemy śledzić akcję, wczuwać się w ich przygody - aż nagle przychodzi refleksja, zastanowienie się, co ich przeżycia oznaczają. Przykładowo na kartach powieści poznajemy dziecko, które stało się ofiara rozwodu rodziców - ludzi tak skłóconych, że woleli dosłownie podzielić swego potomka niż pójść na jakąkolwiek ugodę. Poznajemy także dzieci niczyje, porzucone, które muszą udowodnić swą wartość, dzieci niegrzeczne, których łatwiej się pozbyć niż wychowywać. Tak jak w przypadku "Kosiarzy" nie zabrakło tu miejsca także na refleksje na temat religii, która potrafi zaślepić - znów obierając gdzieś wolną wolę młodym ludziom. Osią fabularną jest ucieczka przed rozszczepieniem - prowadzi ona jednak do zrozumienia niesprawiedliwości i buntu przeciwko narzuconym zasadom, które odbierają prawo do własnego życia. To połączenie idealnie się sprawdza, bo powieść nie nudzi i wciąga, a potem na długo zostaje z nami po zamknięciu książki.

Siłą powieści jest to, że wywołuje emocje i skłania do wspomnianych refleksji. Powieści młodzieżowe, wbrew powszechnej opinii, mogą stanowić ciekawe studium dzisiejszego świata z perspektywy lęków dorastających osób. Powieści dystopijne jak "Podzieleni" - czy "Igrzyska śmierci" - łączą w sobie akcję z refleksją, a szokująca i przerażająca, często wręcz abstrakcyjna wizja przyszłości zmusza nas do zastanowienia się nad tu i teraz. "Podzieleni" są powieścią angażującą na wielu poziomach, niepozostawiającą osoby czytającej obojętną. To mocna książka, którą jednocześnie "łatwo" się czyta - nim się spostrzeżemy docieramy do końca, z wypiekami na twarzy - i palącym oczekiwaniem na kolejną część.


Neal Shusterman "Podzieleni" (2007)
Polskie wydanie: Uroboros (2024)

 


"Belladonna" to powieść z kategorii guilty pleasure: można się czepiać naprawdę wielu jej elementów, a jednocześnie czerpać czystą radość z czytania tej - mimo tematu śmierci i pozornie gotyckiego klimatu - lekkiej historii z gatunku romantasy. Jest zagadka, ładne stroje i bale maskowe, przystojni mężczyźni i bogactwo - a do tego obowiązkowa zakazana miłość - czego chcieć więcej w rozrywkowym romantasy? Punkt wyjścia jest na tyle oryginalny, bo skraść naszą uwagę: główna bohaterka z jakiegoś powodu nie może umrzeć. Taki stan wydawałby się idealny, gdyby nie to, że wszyscy naokoło niej giną, co przyciąga nie tylko Śmierć we własnej osobie, ale i plotki. A Signa, nasza bohaterka, ma proste marzenia: herbatki z przyjaciółkami, bale i piękne suknie, a przede wszystkim znalezienie własnego miejsca. Czy nie wyda się to jednak błahostką, gdy pozna śmiertelnie chorą kuzynkę i uwikła się w śledztwo mające na celu wykrycie truciciela? Jej pogląd na życie zmieni także niezwykły towarzysz, wspomniany Śmierć - odziany w cienie, tajemniczy i potężny, a przy tym tak samotny jak Signa. I choć "Belladonna" nie jest powieścią zaskakującą, z intrygą której nie sposób przejrzeć, to wszystkie elementy składają się na przyjemną i wbrew pozorom lekką lekturę - choć relacja Signy i Śmierci jest nieco niepokojąca, biorąc pod uwagę, że poznali się kiedy ona była niemowlakiem - której wiele można wybaczyć jeśli da się po prostu porwać historii, bez czepiania się szczegółów.

Osobiście lubię historie mroczne i gotyckie - "Belladonna" jednak nie do końca taka jest; to bardziej taka słodka wariacja na temat gotyckich klimatów. Niby jest mrocznie, bo pojawia się temat śmierci, trucizny, duchów i nadprzyrodzonych zdolności, a w dodatku akcja dzieje się w wielkim domostwie. A jednak żadna ze scen nie wywołuje uczucia grozy. Skojarzyło mi się to z koreańskimi serialami romantyczno-paranormalnymi w stylu "Mój demon": owszem jeden z bohaterów jest diabłem/demonem/śmiercią we własnej osobie, a osią fabularną jest zagadka związana z morderstwem - to jednak nie taki diabeł straszny, za to bardzo czarujący. Skoro główna bohaterka się go nie boi, to czemu mamy my? Nie ma w tym niczego złego, po prostu nie ma co nastawiać się na mroczną czy dołującą historię.

W powieści odnajdziemy odpowiednią dawkę tajemnicy, by utrzymać uwagę czytelnika: związaną nie tylko ze śledztwem prowadzonym przez Signę, ale i nią samą. Z jakiegoś powodu dziewczyna nie może umrzeć, a co więcej ma pewne umiejętności, które z czasem będzie odkrywać. Jest interesującą bohaterką - przyjemnie obserwuje się także jak zmieniają się jej priorytety; jak przekonuje się na własnej skórze, że to o czym tak bardzo marzyła jest głupotką, a prawdziwe szczęście da jej bycie sobą, a nie dopasowywanie się do towarzystwa. Cała reszta postaci jest dość sztampowa, ale pasuje do tej powieści - jedynie Śmierć powinien mimo wszystko wzbudzać więcej grozy lub zwyczajnie być bardziej zadziorny - różnić się od wszystkich dżentelmenów, których Signa spotka w swym życiu. 

Odniosłam wrażenie, że "Belladonna" to powieść, której bliżej do YA pełną gębą niż do NA - jest kilka pikantniejszych scen, ale poza tym powieść jest raczej łagodna - i znów o tym wspomnę: mimo tematyki związanej ze śmiercią. To taka mieszanka paranormalnego romansu z historycznym tłem rodem z "Dumy i uprzedzenia", gdzie tak duża rolę odgrywają konwenanse, a także śledztwem w sprawie morderstwa. Całość nie jest zbyt zawiła i dość szybko można się połapać kto, jest kim - frajdę w czytaniu daje jednak poszukiwanie ich motywacji, które już nie są takie oczywiste.

Oceniając całkiem obiektywnie "Belladonna" to gatunkowy średniak, wyróżniający się przede wszystkim umiejętnościami głównej bohaterki oraz jej relacją ze Śmiercią; a mimo to ta powieść całkowicie mnie pochłonęła. Przewracałam kolejne strony z czystą przyjemnością - z taką sama z jaką odpala się kolejny odcinek koreańskiego serialu o miłości mającej setki lat istoty nadnaturalnej i człowieka oraz łączącym ich przeznaczeniu oraz osią fabularną związaną z zagadką zbrodni. W kontekście czystej rozrywki to się po prostu sprawdza!


Adalyn Grace "Belladonna" (2022)
Polskie wydanie: Uroboros (2023)

 


"Pokłosie" to zbiór opowiadań stanowiących dodatek do jednej z lepszych młodzieżowych serii dystopijnych ostatnich lat - "Kosiarzy". W oryginalnej trylogii Autor wykreował na tyle ciekawy świat, że z powrót do niego był prawdziwą przyjemnością. Szczególnie, że opowiadania te, tak jak i główna trylogia, podnoszą interesujące i skłaniające do refleksji kwestie dotyczące przyszłego, pozornie utopijnego świata -  w którym śmierć została przezwyciężona, różnice klasowe zniwelowane, a rządy obalone. A jednak w tym utopijnym świecie nadal istnieje chciwość władzy, uprzywilejowane grupy oraz sztuczna inteligencja, która opiekując się ludźmi pozbawia ich wolnego wyboru, pozostawiając jedynie jego poczucie. Jak to bywa z antologiami, niektóre opowiadania są lepsze, inne odrobinę słabsze, a całość nie dorównuje może głównej serii, ale i tak jest zajmującą lekturą. A dla miłośników "Kosiarzy" stanowią naprawdę niezłe uzupełnienie niektórych wątków i powrót do ulubionego świata.

W zbiorze można wyróżnić dwa rodzaje opowiadań. Pierwszy z nich dotyczy losów postaci znanych z pierwotnej trylogii. Świetnym i bardzo rozwiniętym opowiadaniem jest tekst dotyczący przeszłości Goddarda i zniszczenia kolonii na Marsie. Opowiadanie to pozwala nam spojrzeć na przeszłość głównego antagonisty i zobaczyć, jak pozornie małe decyzje mogą mieć ogromne konsekwencje. To także kolejny tekst pokazujący ograniczenia Thunderheada, wątek świetnie eksplorowany w głównej serii. Z opowiadań wyłania się także obraz początków oraz dalsze losy sędzi Curie, jednej z ciekawszych postaci "Kosiarzy" (idealne otwarcie i zamknięcie antologii). Te opowiadania dają najwięcej satysfakcji - a jednocześnie niedosytu związanego z brakiem tekstów poświęconych głównym bohaterom serii, którzy w "Pokłosiu" odgrywają co najwyżej rolę występów gościnnych.

Drugim typem opowiadań są te, które dotyczą zupełnie nowych postaci, rozszerzając uniwersum. Te teksty skupiają się przede wszystkim na refleksyjnych kwestiach obecnych w świecie Kosiarzy. Niektóre stanowią zaś pewne eksperymenty, co nie każdemu może przypaść do gustu. Jedno z takich opowiadań dotyczy chęci udoskonalenia psów oraz kosiarza, który chce zdobyć idealnego psiego towarzysza - jednak jego pragnienie ma swoje konsekwencje, a samo opowiadanie nie boi się romansować z grozą. W innym opowiadaniu zostaje natomiast podniesiona kwestia niewiary w kosiarzy i życiu w "bańce niewiedzy", co oczywiście także ma swoje konsekwencje. Interesujące jest także opowiadanie dotyczące sztuki. W "Pokłosiu" odnajdziemy również opowiadanie dotyczące bezmanierowców, rozwijające wątki z głównej serii: czy bunt, do którego dopuszcza Thunderhead jest rzeczywiście buntem? Różnorodność opowiadań potrafi dostarczyć i odrobiny grozy, i humoru -  przede wszystkim całej góry interesujących refleksji.

"Pokłosie" to ten rodzaj dodatku do głównej serii, który idealnie spełnia swoją funkcję - pozwala nam powrócić do znanego świata i jego dylematów, rozszerzyć perspektywę, a jednocześnie uniknąć wtórności. Nie ma co zabierać się za czytanie "Pokłosia" bez znajomości oryginalnej trylogii - to zbiór ściśle z nią powiązany; nie stanowi wprowadzenia do świata Kosiarzy, a jego rozwinięcie i uzupełnienie. Tak jak główna trylogia, "Pokłosie" świetnie balansuje między rozrywkową powieścią młodzieżową, a nieco bardziej dojrzałą literaturą sci-fi, angażując w przedstawiony świat, a jednocześnie stawiając pytania dotyczące rozwoju ludzkości. Uwielbiam "Kosiarzy" i czytanie "Pokłosia" było dla mnie czystą przyjemnością. Do tego świata mogę ciągle wracać, a "Pokłosie" okazało się czymś więcej niż po prostu dodatkiem do głównej serii, ukazując potencjał tkwiący w świecie, w którym człowiek zwyciężył śmierć - ale ludzkość jej potrzebuje.


 


 "- Co z nami jest nie tak, Muniro? - zapytał. - Co sprawia, że jednocześnie dążymy do tak wzniosłych celów i niszczymy fundamenty, na których je zbudowano? Dlaczego zawsze musimy sabotować pogoń za własnymi marzeniami?

-Jesteśmy istotami niedoskonałymi - odpowiedziała. - W jaki sposób znaleźlibyśmy sobie miejsce w idealnym świecie?"

Bez wątpienia "Żniwo" to tom, który podzieli czytelników. Jest w nim mniej Citry i Rowana, za to dużo więcej zadumy nad ludzkością, która ostatecznie nie potrafi żyć w utopii, świecie bez śmierci, ubóstwa i uprzedzeń. Tam gdzie pojawia się możliwość władzy - w wypadku tej serii władzy nad śmiercią - tam nieubłaganie musi pojawić się korupcja. Po świetnym tomie drugim, stanowiącym idealne wyważenie między powieścią młodzieżową a nieco dojrzalszym science-fiction, zakończonym w iście spektakularny sposób, "Żniwo" wydaje się powieścią zbyt spokojną - i zbyt poważną. Mnie ten bardziej refleksyjny ton nie zniechęcił, wręcz przeciwnie - uważam, że to godne zakończenie tej serii, pozwalające zastanowić się nad poruszanymi kwestiami. Jest to tom, który na wielu poziomach wymaga od czytelnika więcej - szczególnie w pierwszej połowie pełnej przeskoków czasowych. Uczula to, by "Żniwo" czytać uważnie i w skupieniu, a nie pochłaniać strona za stroną goniąc akcję. "Żniwa śmierci" to wyjątkowa seria, która z tomu na tom przybierała coraz wyraźniejszy komentarz do sytuacji politycznej i społecznej (przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych z czasów Donalda Trumpa), a wyrazem tego jest właśnie trzeci tom. 

Poprzednie dwa tomy zbudowały fundamenty tematyczne pod "Żniwo". To już nie jest prosta opowieść o kosiarzach odbierających życie w świecie bez śmierci i konflikcie między nimi. Autor rozwinął pozostałe wątki w kreślonym przez niego utopijnym świecie, w którym ludzie i tak nie wydawali się do końca szczęśliwi. Jednym z ciekawych wątków stało się tworzenie kultu wokół proroka oraz radykalizowanie się wyznawców Tonu. Dodana w drugim tomie postać Greysona w "Żniwie" naprawdę błyszczała, stanowiąc uzupełnienie opowieści o trójce młodych ludzi, którzy w pewnej mierze zostali ukształtowani przez historyczny moment, w którym przyszło im żyć, stając się: brutalną siłą niszczącą tych, którzy znajdują się ponad innymi; przewodnikiem nadającym sens istnieniu; miłosiernym "aniołem", symbolem prawości. Role nałożone na bohaterów odciskają na nich swoje piętno - dzięki czemu jeszcze lepiej wybrzmiewa zakończenie, które wydaje się jedyną możliwą formą wolności. 

Kolejnym istotnym tematem jest sztuczna inteligencja obdarzona samoświadomością - Thunderhead, będący strażnikiem ludzkości. Wątek ten stawia wiele interesujących pytań - Thunderhead może być wszechpotężny, ale nakłada na siebie ograniczenia w postaci praw, które respektuje w każdej sytuacji - nawet jeśli łamiąc te prawa mógłby ocalić dziesiątki istnień. Thunderhead kieruje się jednak zasadą, że to wyłącznie ludzie mogą się ocalić. Oczywiście kojarzy się przez to mocno z ideą opiekuńczego Boga, który za karę potrafi zerwać kontakt z ludzkością, jednocześnie pozostawiając swojego proroka. 

"Żniwo" to dowód, że od samego początku cykl ten nie był wyłącznie o Citrze i Rowanie, prezentując znacznie szerszą perspektywę. To opowieść o utopii, w której ludzie nie potrafią żyć w pełni szczęśliwie; w której zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie pragnął władzy i kontroli. To opowieść o tym, jak wielkie znaczenie ma śmierć, która napędza ludzi, by wykorzystali dany im czas - a nieśmiertelność prowadzi do marazmu. Z pewnością będzie to powód, dla którego niektórzy poczują się zawiedzeni - współczesna literatura młodzieżowa przyzwyczaiła nas do opowieści o konkretnych jednostkach, koniecznie z rozwiniętym wątkiem miłosnym. "Żniwo" nie spełnia tych oczekiwań, a dodatkowo ma dość wolne tempo. Dla mnie jednak wszystko to sprawiło, że cykl "Żniwa śmierci" jest wyjątkowy i zapadający w pamięć - coś jak filmy Christophera Nolana, w których jest znacznie więcej niż same wybuchy, choć spektakularnych scen nie brakuje. Świetna przemyślana seria, zakończona w odpowiedni, refleksyjny sposób!

Neal Shusterman "Żniwo" (2019)
Polskie wydanie: Uroboros (2023)
Przełożyła: Katarzyna Agnieszka Dyrek 



"Thunderhead" spełnia wymogi dobrej kontynuacji - jest więcej akcji, atmosfera się zagęszcza, a końcówka pozostawia nas w niemałym szoku. Dodanie nowych bohaterów odpowiednio rozwija świat przedstawiony, prezentując szerszą perspektywę niż wyłącznie kosiarzy. Prawdziwą wisienką na torcie jest zaś dołączenie perspektywy Thunderheada, która dokłada dodatkowego ciężaru opowieści o pozornie utopijnym świecie - czy sztuczna inteligencja, która uzyskała świadomość rzeczywiście wie lepiej, co jest dobre dla ludzkości? Czym w takim kontrolowanym świecie jest wolna wola, skoro nawet pole do buntu zostało zaprojektowane i ściśle wykalkulowane przez Thunderheada? Ta seria nie przestaje mnie zaskakiwać - pod płaszczykiem czystej rozrywki i powieści młodzieżowej przemyca wiele obaw tak typowych dla "dorosłej" literatury science-fiction. 

Ogromna zaletą "Kosiarzy", jak i "Thunderheada" jest stawianie młodych bohaterów wobec moralnych wyzwań. Czy moralnie uzasadnione jest zabijanie Kosiarzy, którzy przestali się moralnie zachowywać? Jakim brzemieniem jest bycie uosobieniem zmiany? Ścieżki Citry i Rowana pozornie się rozchodzą, a każde z nich zostało w pewien sposób ukształtowane przez swych mentorów. Czy oznacza to, że będą dla siebie przeciwnikami, czy może wręcz przeciwnie, jedynie ich współpraca ocali świat? Rozwój postaci nie kończy się na naszej głównej parze - kosiarz Curie i Faraday także odgrywają swoje role - i jak poprzednio wiele się uczą od młodszych. Świat przedstawiony zostaje także wzbogacony o interesujące postaci drugoplanowe, dzięki którym możemy zgłębić różne odcienie moralności Kosiarzy, zapoznać się z kultem Tonistów, czy poznać relacje jako łączą Thunderhead z oddanymi pod opiekę sztucznej inteligencji dziećmi.

"Thunderhead" to powieść wypełniona suspensem - początek znów rozwija się raczej powoli, by doprowadzić nas do kulminacji - i obiecuję Wam, zakończenie które serwuje nam książką naprawdę wbija w fotel. Na uwagę zasługuje także drobiazgowe przemyślenie fabuły, prowadzenia wątków i postaci - wszystko w tej powieści gra, prowadząc nas do części trzeciej, która jeszcze bardziej przesuwa ciężar w stronę poruszania kwestii wręcz filozoficznych w przyjemnej rozrywkowej otoczce. Ogromne wrażenie zrobiła nam mnie także atmosfera - świat przedstawiony w pierwszym tomie miał być utopią, ale podskórnie można było wyczuć, że coś musi pójść nie tak - i w ten sposób tom drugi stanowi idealne przejście w kierunku dystopii, którą jest "Żniwo", czyli trzecia odsłona.

Nie będę ukrywać, że drugi tom jedynie potwierdził mój zachwyt nad cyklem "Żniwa śmierci". "Thunderhead" na każdym poziomie jest powieścią bardziej złożoną od "Kosiarzy", tak jak powinno być w przypadku tomu drugiego. Tak jak pierwsza książka skupiała się wokół Kosiarzy, tak drugi tom rozwija kwestie związane ze światem przyszłości, w którym naturalna śmiertelność została zlikwidowana, a dobrem ludzkości zarządza sztuczna inteligencja ze świadomością. Buduje to napięcie względem tomu trzeciego - znany bohaterom świat się kończy, po dwustu latach utopii pojawia się korupcja wśród tych, którzy mieli być wzorem moralnych postaw. A może kres przyniesie sztuczna inteligencja, która postrzega siebie coraz bardziej jako rodzica, a ludzkość jako niesforne dzieci? Kolejny świetny tom, łączący rozrywkę, suspens oraz warstwę filozoficzną tak dobrze znaną z dojrzałego sci-fi, dodającą głębi opowiadanej historii, jednocześnie nie ujmujać jej pewnej lekkości w czytaniu.

Neal Shusterman "Thunderhead" (2018)
Polskie wydanie: Uroboros (2023)
Przełożyła: Katarzyna Agnieszka Dyrek 


 


"Kosiarze" Neala Shustermana to fascynująca powieść młodzieżowa, która porywa oryginalnym konceptem dotyczącym świata przyszłości. Zamiast kolejnej typowej wizji dystopijnego świata, w którym młodzi muszą wzniecić bunt prezentuje świat, w którym pokonano naturalną śmierć, zgromadzono wszelaką wiedzę, zniesiono rządy i wyeliminowano ubóstwo oraz przestępczość. Światem tym zarządza niezwykła sztuczna inteligencja, która dba o dobro ludzkości i planety. Eliminacja śmierci stworzyła jednak inny problem - możliwość przeludnienia. Stąd rozwiązanie: powołanie Kosiarzy, którzy mają dokonywać "zbiorów" na ludziach. I choć odnajdziemy w tej powieści znane tropy - pozornie idealny system, który jest korumpowany i młodych praktykantów-kosiarzy, którzy mają być iskrą zmiany, to już sam interesujący koncept zapewnia powiew świeżości. "Kosiarzy" z jednej strony możemy czytać jak powieść przygodową, w której śledzimy dojrzewanie naszych bohaterów. Z drugiej jednak strony skłania do myślenia - szczególnie dzięki zapiskom kosiarz Curie - o znaczeniu śmierci dla ludzkości czy próbach stworzenia idealnego społeczeństwa, przy jednoczesnej kontroli nieomylnej sztucznej inteligencji. Sprawia to, że "Kosiarze" dostarczają i rozrywki, i czegoś więcej.

"Zastanawiam się, jakie będzie życie za jakieś milenium, gdy średni wiek ludzi będzie dobiegał tysiąca. Czy wszyscy będziemy dziećmi renesansu, biegłymi w każdej sztuce i nauce, ponieważ nie zabraknie nam czasu na ich opanowanie? Czy nuda i niewolnicza rutyna staną się plagą większą niż do tej pory, dając nam jeszcze mniej powodów do życia bez końca? Marzę o tym pierwszym, ale spodziewam się tego drugiego."

W powieści Autor przedstawia niezwykle intrygującą wizję przyszłości. Zamiast skupiać się na przyczynach, ukazuje konsekwencje istnienia pozornie idealnego świata, w którym wyeliminowano śmierć. Może to oczywiście stanowić pewien zarzut - nie ma tutaj zbyt wielu wyjaśnień jak ludzkość osiągnęła ten stan, jak to jest możliwe, że z niemal każdego wypadku można zostać ożywionym, a w każdym wieku można "zwrócić", by cofnąć się do młodszego ciała - eliminując nie tylko śmiertelność, ale i starość. Mnie jednak ogromnie spodobało się skupienie uwagi na konsekwencjach - zamiast prób naukowego wyjaśnienia i zbędnego komplikowania. Stawiane przez kosiarz Curie pytania w jej dzienniku - który stanowi przerywnik między rozdziałami - są proste, ale karzące nam się zastanowić na wieloma aspektami człowieczeństwa i ludzkiej egzystencji. Kiedy człowiek przestaje odczuwać strach przed śmiercią oraz upływ czasu nie jest w stanie rozumieć chociażby sztuki z przeszłości. Bo czym jest wielka miłosna opowieść, w której kochanków rozdzieliła śmierć, jeśli sami nie obawiamy się takiego losu? Interesujący jest także opis funkcjonowania rodzin - czy jeśli żyje się sto lat i ma się wiele dzieci, wielu partnerów, to kocha się ich wszystkich jednakowo? Czy mając przed sobą możliwość nieskończonego życia celebruje się takie wydarzenia jak urodziny? Takich pytań jest wiele, a wszystko na marginesie głównej osi fabularnej.

Oś ta dotyczy moralności kosiarzy - w jaki sposób wybierać ludzi do "zbiorów"? Czy czerpanie przyjemności z odbierania życia zamienia "zbiory" w morderstwo? "Kosiarze" prezentują rozdźwięk między "starą" a "nową" gwardią, czyli dwoma ugrupowaniami wewnątrz Kosodomu. W te intrygi zostaje wrzucona para nastolatków, którzy jeszcze sami nie zakosztowali tak naprawdę życia, a będzie się od nich wymagać, by pozbawiali go innych.

Oprócz ciekawej tematyki, "Kosiarze" oferują także zbiór interesujących bohaterów, z których każdy ma swoje motywacje - a także miejsce do rozwoju. Dotyczy to także mentorów, którzy mogą zostać zaskoczeni przez swych młodych praktykantów. 

Całość naprawdę mnie wciągnęła i nie mogłam oderwać się od tej powieści - dostarczyła mi takich emocji jak czytane w czasach nastoletnich "Igrzyska śmierci", choć w "Kosiarzach" stawka wydaje się znacznie mniejsza: zamiast walki o przetrwanie śledzimy losy nastolatków w niemal idealnym świecie, których przyucza się do szlachetnej misji odbierania życia. Tempo w tej powieści jest nieco wolniejsze - nie mamy tutaj akcji za akcją, co wcale nie wyklucza kilku naprawdę ciekawych zwrotów fabularnych. Mnie takie tempo bardzo odpowiadało, pozwalając zanurzyć się w ten świat - by zostawić miejsce na podkręcenie akcji w kontynuacji. Co najważniejsze - to powieść, do której ciągle wracam myślami, a to moim zdaniem jedna z najważniejszych cech dobrze napisanej dystopii/utopii. 


Neal Shusterman "Kosiarze" (2016)
Polskie wydanie: Uroboros (2023)
Przełożyła: Katarzyna Agnieszka Dyrek


 


"Nawia. Szamanki / szeptuchy / demony" to zbiór ośmiu opowiadań polskich autorów. Jak to z antologiami bywa, poziom opowiadań jest różny, a całość wpisuje się w panujący w ostatnich latach trend sięgania po inspiracje "z zapomnianego słowiańskiego świata". Niestety, to co zostaje w pamięci najbardziej po lekturze to przede wszystkim piękna okładka. Jest to zbiór opowiadań, który można zaliczyć do książek "lekkich i przyjemnych", aczkolwiek mało oryginalnych. Z wierzeń Słowian można było wycisnąć znacznie więcej, a ciągle powtarzający się schemat, w którym pojawia się problem do rozwiązania, a jedyną osobą, która może pomóc jest szeptucha/wiedźma/bogini staje się nużący - przez co jedno z lepszych opowiadań ze zbioru, czyli "Wichura" Marcina Mortki zamieszczone na końcu może nie zostać w pełni docenione. Mimo to "Nawii" nie należy całkowicie przekreślać - część opowiadań jest naprawdę niezła i jeśli się nie nastawi na nic odkrywczego z tą antologię można spędzić kilka naprawdę przyjemnych wieczorów. 

Lubię tematyczne antologie - pozwalają pokazać jak różnorodnie można zinterpretować dany temat, pozwalają autorom i autorkom zaprezentować swoje umiejętności i dać się odkryć. Tematyka słowiańskich wierzeń stała się popularna stosunkowo niedawno i nadal posiada ogromny potencjał do eksploracji. I z tego punktu widzenia antologia "Nawia" najbardziej rozczarowuje. Przede wszystkim tytuł całości mógłby śmiało być zmieniony, bo w "Nawii" zadziwiająco mało wątków związanych z zaświatami. Tematyka słowiańska została przez wielu autorów sprowadzona do szeptuch, wiedzących, zielarek - w gruncie rzeczy podobnego archetypu postaci - oraz osadzona w dokładnie tym samym schemacie fabularnym. Sprawia to, że po przeczytaniu całości opowiadania potrafią się zwyczajnie mieszać. Na tym tle wyróżnia się "Konsultantka" Marcina Podlewskiego - autor podszedł kreatywnie do tematu, jednak samo opowiadanie wydaje się dość chaotyczne i zwyczajnie nie wywiera większych emocji.

Osobiście najbardziej podobało mi się opowiadanie "Jezioro cię kocha" Marty Krajewskiej. Może nie było odkrywcze, jednak wciągało od początku do końca - i co więcej dawało wrażenie, że Autorka czuje słowiański klimat. Ciekawie wypada "Szeptucha" Jagny Rolskiej, która postawiła na bardziej humorystyczne akcenty opowiadając o polskiej wsi. Z kolei "Dziewanna i księżyc" Anny Szumacher czytało się przyjemnie i tyle - opowiada o grupie studentów-archeologów, którzy napotykają nadprzyrodzone istoty w czasie wykopalisk. "Ostatnia noc" Rafała Dębskiego to natomiast opowiadanie o ciekawym stylu, fabularnie poprawne, jednocześnie tak jak większość na zapadające w pamięć na dłużej. "Śmierć wody" Martyny Raduchowskiej prezentuje znów wybór bezpieczny - Autorka zdecydowała się przedstawić jedną przygodę bohaterów jej innej serii. Otwierające zbiór "Płacz cichą nocą się niesie" Katarzyny Bereniki Miszczuk rozczarowuje najbardziej - samo opowiadanie jest średnie, przez co na pierwszy plan wychodzi jego ideologiczny wydźwięk, potępiający kobiety decydujące się na aborcję (i podejmujące taką decyzje w pełni świadomie, mając już dzieci).

Opowiadania zawarte w tej antologii nie są złe, zwyczajnie się nie wyróżniają. Przez to całość nie do końca do mnie trafiła. Wiem jednak, że "Nawia" spodobałaby się mojej mamie, która lubi książki, które są po prostu lekkie i przyjemne. Doceniam pomysł wydania takiej antologii, zabrakło jednak tego czegoś, co by wyróżniło tę książkę na tle innych dzieł inspirowanych słowiańskimi wierzeniami.




Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes