Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


"Walhalla" to interesująca powieść o nawiedzonym domu, która eksploruje motyw przemocy wobec kobiet oraz ostatecznego wyzwolenia z toksycznego związku. Choć w powieści dostajemy typowe dla horrory motywy nadprzyrodzonych mocy, tajemniczych kultów, a także krwawe sceny z udziałem szczurów czy niemal zwierzęcy seks (który w amerykańskiej kulturze tak często stanowi nieodłączny element horroru), to wszystko to stanowi tło dla przedstawienia interesujących postaci, które muszą zmagać się nie tylko z nawiedzeniem (mogącym stanowić metaforę), ale także własnymi demonami oraz słabościami. Dodając do tego suspens i zwroty akcji otrzymujemy wciągającą, choć miejscami brutalną opowieść, której finał dostarcza naprawdę sporo satysfakcji. Jednocześnie skupiając się na postaciach "Walhalla" rozwija się dość wolno, co może odstraszyć tych, którzy sięgają po powieści grozy dla szybkiego skoku adrenaliny.

Tytułowa "Walhalla" to rozpadająca się rezydencja, która przyciąga zamożnego adwokata Craiga. Po wypadku Craig boryka się z poczuciem własnej męskości - i jedynie perspektywa zdobycia i odbudowy domu, wybudowanego wyłącznie by pokazywać status zdaje się być lekarstwem. Nie wspierająca żona, stojąca przy swym mężu na dobre i złe. Choć dom od razu budzi w niej grozę, to ostatecznie jest gotowa poświęcić swoje szczęście dla związku. Dom budzi w Craigu poczucie siły, a czające się w nim zło zdaje się oddziaływać i poza jego murami, gdy nagle zaczynają ginąć ludzie, którzy w jakiś sposób zawinili adwokatowi.

Powieść w dużym stopniu dotyka przemocy wobec kobiet - wystarczy wspomnieć, że założyciel domu Walhalla czerpał przyjemność z upadlania kobiet, uważając, że powstały z błota i ich jedynym celem powinno być całkowite podporządkowanie mężczyźnie, do tego stopnia, że dla niego powinna tańczyć boso na rozbitym szkle. Mimo to "Walhalla" ostatecznie ma feministyczny wydźwięk - główną bohaterką jest tak naprawdę żona Craiga, Effie, która wraz z rozwojem akcji odnajduje w sobie siłę - co wcale nie jest łatwe! - by przestać być wyłącznie wspierającą żoną i zawalczyć o swoje szczęście. Pomaga jej w tym inna interesująca postać - samotna matka, która od zawsze była nauczona walczyć o swoje. Motyw siostrzaństwa pozwala kobietom odnaleźć odwagę, by przeciwstawić się złu - nawiedzonemu domowi, który może jednak zostać odczytany jako rządzony przez mężczyzn - postrzegających płeć przeciwną jako błoto - świat. Jednocześnie warto podkreślić, że powieść w niektórych momentach budzi ogromny dyskomfort, a stopnień przemocy wobec kobiet osiąga w niej poziom tortur. Dodatkowo z immersji zawsze wybija mnie czytanie o tym jak przemoc i męska dominacja podnieca kobiety - nie potrafię się w żadnej mierze utożsamić z takim stanowiskiem i takie wstawki nieco przytępiają feministyczny pazur tej powieści. Jeśli jesteście wrażliwi na przemoc wobec kobiet to odradzam ten tytuł - bohaterki muszą przejść przez prawdziwe piekło, do tego ciągle sobie tłumacząc, że "to nie jego wina, to opętanie". Kultura uczy bowiem kobiety takiego myślenia - by stać przy swoim mężu, nawet jeśli on ma jej potrzeby gdzieś; nawet jest gotowy narazić ją na cierpienie dla własnej satysfakcji. Stąd wysiłek Effie i walka nie tylko z demonami męża, ale i własnymi słabościami - która nie tylko musi zmagać się z domem, ale i z własnym sposobem myślenia.

Powieść stanowi interesujące podejście do motywu nawiedzonego domu - trochę w duchu "Lśnienia" - gdzie miejsce wpływa na bohaterów. Grozę stanowi tutaj nie tyle sam duch, co zmiany zachodzące z mężu, który przestaje być opoką, a staje się zagrożeniem. Masterton podkreśla tą atmosferę zagrożenia poprzez brutalność, zagadkowe morderstwa, a nawet zbliżenia bohaterów. Decydując się na tę książkę trzeba być gotowym na dużą dawkę przemocy i brutalnej dominacji mężczyzn nad kobietami.

Lubię takie powieści grozy, które mogą być interpretowane na dwa sposoby. Na pierwszej płaszczyźnie "Walhalla" to opowieść o niebezpiecznym domu w amerykańskim stylu: nie ma tu miejsca na subtelne  budowanie poczucia zagrożenia; Walhalla nie bawi się w straszenie za pomocą odgłosów, od razu nabijając na pal i zostawiając na pożarcie szczurom. Jest jednak druga płaszczyzna - horror zawsze stanowi pewną metaforę społecznych lęków. Tutaj dotyczą one toksycznych relacji - "porządnych" mężczyzn, którzy nagle staja się przemocowi pod wpływem inspiracji samcem alfa (ale czy na pewno Craig był wcześniej kochającym mężem, a może od zawsze czaiła się w nim pogarda dla żony/kobiet?); i  kobiet gotowych na wszystko z miłości. Czy będą potrafiły wyrwać się z takiego związku, czy do końca będą sobie tłumaczyć, że nie był on sobą i próbować go uratować? Czy będą próbowały naprawić "zepsuty dom", a może dojdą do wniosku, że nie ma co ratować i należy chałupę puścić z dymem?

Chociaż "Walhalla" nie jest powieścią w żaden sposób odkrywczą, a do tego potrafi wzbudzić dyskomfort ze względu na dawkę mizoginii, to wywarła na mnie spore wrażenie. Od początku byłam ciekawa jak ta opowieść się skończy, a z każdą stroną, z którą była to bardziej historia Effie i jej rozpadającego się małżeństwa, bardziej niż Craiga popadającego w szaleństwo, to książka coraz bardziej nie wciągała. W ten sposób dość oklepany motyw nawiedzonego domu i jego wpływu na wybraną osobę, stał się czymś innym: opowieścią o emancypacji wobec psychicznej i fizycznej przemocy."Walhalla" nie jest typowym straszakiem, choć nie brak w niej momentów gore, nie znaczy to jednak, że nie trzyma w napięciu. Mnie zachęciła, by ponownie sięgnąć po Mastertona, choć zawsze byłam team Stephen King.


Graham Masterton "Walhalla" (1995)
Polskie wydanie: Albatros (2024)


 


"Po zachodzie słońca" to kolejny zbiór opowiadań Stephena Kinga, który miałam okazję poznać n przestrzeni wielu lat. Nie będę ukrywać, że lubię krótsze formy u Kinga, a niektóre jego nowelki to prawdziwe perełki, które czyta się z wypiekami na twarzy. Jednak "Po zachodzie słońca" to taka strona b singla - niektóre opowiadania są niezłe, ale brakuje w tym zbiorze prawdziwego hitu. Teksty są bardzo różnorodne, ale dotyczą motywów, które już nie raz się pojawiały - i to u Kinga, co ostatecznie daje poczucie wtórności i niczego specjalnego. Jednocześnie ta różnorodność ma także zalety: pozwala ukazać  podejście Kinga w jego typowym stylu - mieszance czarnego humoru i mroku - do różnych (pod)gatunków: od opowieści o duchach, poprzez tekst w duchu Lovecrafta po thriller o kobiecie walczącej z seryjnym mordercą. Określiłabym ten zbiór mianem "Kingowego pewniaka" dla tych, co lubią styl autora, ale nic ponadto - przyjemnie się te teksty czytało, ale po tygodniu zaczynają ulatywać z głowy.

Zbiór otwiera opowiadanie "Willa", które doceniam za klimat - to naprawdę niezłe otwarcie, w którym mocno zaznacza się styl Kinga. Tak jak całkiem sporo tekstów z tego zbioru idealnie nadawałoby się na podstawę dla odcinka "Strefy mroku" czy "Opowieści z krypty". Drugie opowiadanie, "Piernikowa dziewczyna" to doskonały przykład thrillera w stylu Kinga: tekstu o kobiecie walczącej o przetrwanie. Autor nie czyni swojej bohaterki anonimową dziewczyną, najpierw wprowadzając tło dla jej późniejszej walki, stawiając pytanie, czy kobiecie wystarczy determinacji. Jak przystało na Kinga nieźle buduje suspens, a my do samego końca nie wiemy, kto okaże się zwycięzcą. 

"Sen Harveya" i "Miejsce obsługi podróżnych" to nieco słabsze opowiadania, w tym sensie, że nie zapadają w pamięć. Pierwsze dotyczy rozmowy męża z żoną o niepokojącym śnie, a drugie o zebraniu odwagi, by zareagować wobec aktu przemocy poprzez chwilowe przyjęcie tożsamości swojego literackiego alter ego. "Dzień rozdania świadectw" to chyba najsłabszy tekst - nic specjalnego, ani na płaszczyźnie tematycznej czy fabularnej, ani wykonania (utrzymania suspensu). Podobnie z opowiadaniem "New York Times w cenie promocyjnej" - to dość sentymentalny tekst, który w ostatecznym rozrachunku jest nudny, nie mający w sobie niczego specjalnego. Z kolei "Ayana" to opowiadanie, które już w momencie pisania tej recenzji (jakiś tydzień po skończeniu zbioru) kompletnie uleciało mi z głowy!

"Rower stacjonarny" i "Rzeczy, które po sobie pozostawili" to z kolei opowiadania, które są zbyt długie, przez co tracą gdzieś po drodze swoją moc oddziaływania, szczególnie przy słabszych zakończeniach. "N." to jedno z bardziej interesujących opowiadań z tego zbioru, opowiadające o niezdrowej obsesji na temat kamienia: czy jest to choroba psychiczna, a może kamień rzeczywiście jest bramą do innego wymiaru? "Kot z piekła rodem" to Kinga w "starym dobrym, brutalnym stylu" z domieszką czarnego humoru: nowela opowiada o mężczyźnie wynajmującym płatnego zabójcę do pozbycia się kota. "Niemowa" to również opowiadanie bardzo w stylu Kinga: dotyczące spowiedzi mężczyzny, dla którego zwykły dzień zamienił się w niezwykłe spotkanie. "Bardzo trudne położenie" to świetne zamknięcie zbioru, kingowska wariacja na temat zemsty, w której istotną rolę odgrywa przenośna toaleta typu toi toi. Jest dużo w tym opowiadaniu czarnego humoru oraz świetnie zbudowany suspens - naprawdę nie wiemy czy bohaterowi uda się wydostać z - w przenośni i dosłownie - g0wnianej sytuacji. 

"Po zachodzie słońca" nie jest zbiorem złym, całkiem sporo opowiadań daje naprawdę dużo frajdy w trakcie czytania. Brakuje mu jednak czegoś specjalnego, a większość tekstów jest mimo wszystko dość prosta - i gdyby nie charakterystyczny styl Kinga to mogłaby wyjść spod pióra wielu autorów piszących antologie grozy. Zresztą samej grozy nie ma w tych tekstach za wiele, nie są też specjalnie niepokojące - za pewnymi wyjątkami. Stephen King nadrabia za to suspensem, niezłymi dialogami i charakterystycznym humorem. Polecam przede wszystkim tym, którzy lubią Autora - innych raczej nie przekona, by nazwać Kinga "mistrzem grozy".


Stephen King "Po zachodzie słońca"
Wydawnictwo: Albatros

 


"Uprowadzony" to drugi tom przygód Jacka Reachera, bohatera, którego śmiało można określić mianem "połączenie Rambo z Sherlockiem". Reacher jest uosobieniem (męskiej?) fantazji, połączeniem mięśni i intelektu, którym nie oprze się żadna atrakcyjna kobieta. Niczym bohater westernów przemierza Amerykę i dziwnym zbiegiem okoliczności znajduje się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie, wikłając się w krwawą sprawę - moralność nie pozwala mu jednak odejść, musi zostać i ratować tych w opresji. Ten schemat - Reacher przypadkiem pakujący się w jakąś grubszą sprawę, kopiący wszystkim tyłki i ratujący niewinnych, a po drodze zdobywający atrakcyjna, silną kobietę, a potem znów wyruszający w dal - się zwyczajnie sprawdza, czego dowodem są wychodzące od 1997 roku tomy, ciągle czytane, a teraz i doskonale przeniesione na mały ekran za sprawą serialu "Reacher".

Powieść "Uprowadzony" ("Die Trying") opowiada o tym jak Jack Reacher przypadkowo staje się świadkiem porwania kobiety - i ruszając jej z pomocą sam pozwala się (słowo klucz, wszak kto by pokonał takiego Reachera) uprowadzić. Zanim dojedzie do finałowego pojedynku z osobą stojącą za porwaniem, Reacher będzie musiał korzystać z siły mięśni, niezwykłych umiejętności strzeleckich i oczywiście głowy - by odkryć, czemu ktoś porwał Holly i kim właściwie ona jest, a także co złoczyńcy szykują na dzień niepodległości. To jest ten rodzaj literatury - czy ogólnie tworów kultury, bo książki o Reacherze są odpowiednikiem filmów akcji połączonych z thrillerem - który ma nam dostarczyć adrenaliny i rozrywki, wciągnąć w intrygi tak mocno, abyśmy nie mieli czasu na logiczne myślenie. Lee Child idealnie konstruuje swoje historie pod tym kątem - śledztwo FBI i ostry umysł Reachera mają sprawić, że całość wydaje się logiczna, nawet jeśli problematyczny jest sam punkt wyjścia (bo niezniszczalność głównego bohatera można wybaczyć): czemu porywacze ciągną ze sobą wielkiego i potencjalnie niebezpiecznego chłopa, zamiast go sprzątnąć? I choć nie ma to sensu, to...działa. Ja bardzo szybko zawiesiłam zwątpienie i zwyczajnie dałam się porwać, niczym kinu akcji z lat 80. i 90. Tylko jedna scena wyrwała mnie z immersji - wybuch pożądania i namiętnego seksu w lesie, po zakopaniu zwłok. Scena zbędna i niedorzeczna, a z drugiej strony pasująca do popkultury tamtych lat.

Po pierwszym tomie przygód Reachera ("Poziom śmierci") Lee Child postanowił porzucić narrację pierwszoosobową i "odkleić" się od głównego bohatera. Tym samym nie towarzyszymy na każdej stronie Reacherowi, tylko dostajemy akcje dwutorową, co buduje pewne napięcie - czy FBI uda się rozgryźć sprawę i przybyć na ratunek czy jednak nasz niezniszczalny bohater będzie musiał radzić sobie sam? Nadaje to ciekawej dynamiki, jednocześnie nie czyniąc Reachera mniej istotnym bohaterem - to nadal on jest centralną postacią.

Pisząc o postaciach, fenomen ten serii opiera się właśnie na Jacku Reacherze, amerykańskim Jamesie Bondzie. Naprawdę łatwo jest go polubić i zwyczajnie mu kibicować. I nawet jeśli w danym tomie trafi się nieco słabsza intryga, to i tak czytanie o bezwzględnym dla złoli, ale zawsze mającym na uwadze niewinnych i postronnych byłym żołnierzu sprawia zwyczajnie frajdę. Do tego w "Uprowadzonym" towarzyszy mu niezłomna agentka, która nie jest typową damą w opresji. Holly umie zadbać sama o siebie i gdyby nie uraz nogi, żaden Reacher nie byłyby jej potrzebny.

"Uprowadzony" to powieść, która sprawia mnóstwo frajdy podczas czytania - oczywiście pod warunkiem, że lubimy taki rodzaj "fantastyki" jakim jest kino akcji. Jeśli nie będziemy kwestionować tego, jak wspaniały jest nasz bohater i jak mało rozgarnięci potrafią być jego przeciwnicy, to dostaniemy opowieść pełną przygody, strzelanin i czystej radochy, jaką jest obserwowanie Reachera i Holly wydostających się z tarapatów. W pierwszej części jest wystarczająco tajemnic, żeby zainteresować, a w drugiej odpowiednia dawka akcji, by dostarczyć zastrzyku adrenaliny. I choć powieść sama w sobie to gatunkowy przeciętniak, to nawet przez chwilę się nie nudziłam - to idealna alternatywa dla oglądania kolejnego filmu akcji.


Lee Child "Uprowadzony" (1998)

 


"Ostatecznie jest parę rzeczy, które Sally Owens wie na pewno. Zawsze rzucaj rozsypaną sól przez lewe ramię. Posadź rozmaryn przy furtce ogrodowej. Dodawaj pieprzu do tłuczonych ziemniaków. Hoduj róże i lawendę, na szczęście. Zakochuj się, kiedy tylko możesz."

"Totalna magia" to tytuł, który bardziej kojarzy się z filmem - dziś może nieco już zapomnianym, ale kiedyś wielokrotnie puszczanym w telewizji. To opowieść o dwóch siostrach, które urodziny się w rodzinie słynącej z pięknych kobiet... i magii. Porównując książkę i film widać, że akcenty zostały zupełnie inaczej rozłożone: powieść jest nieco mnie magiczna, życie sióstr bardziej przyziemne, a doświadczenia bardziej bolesne. Stąd też książka może zawieść oczekiwania tych, którzy mają świeżo w pamięci uroczy i romantyczny film. I choć nie spodziewałam się pewnego ciężaru tej opowieści to w ostatecznym rozrachunku oceniam lekturę pozytywnie - choć zdecydowanie nie dla każdego.

Zacznijmy od tego, że "Totalna magia" to ten rodzaj powieści, w której w zasadzie niewiele się dzieje. Mamy małomiasteczkową Amerykę, gdzie siostry Owens dorastają w pewnym wykluczeniu - dokuczają im rówieśnicy, obawiają się dorośli. Można by rzecz - coś z tymi Owensównami jest nie w porządku. Wokół rodziny narosło wiele stereotypów związanych z oskarżeniami o czary - a jednocześnie każda kobieta o złamanym sercu zakrada się do ciotek Owens po magiczne mikstury i uroki. Gdy dziewczynki dorastają nie jest im łatwiej - uroda stanowi bardziej przekleństwo niż błogosławieństwo - szczególnie w połączeniu z rodzinną tendencją do niezwykle szybkiego zakochiwania się. 

Wszystko opisane jest spokojnie, bez większych zwrotów akcji. Magia w tym świecie jest gdzieś na marginesie, pozostawiając Czytelnikowi pole do interpretacji - czy były to jedynie przesądy i uroki, ten świerszcz zwiastujący śmierć, te bujnie kwitnące lilie na trupie kochanka wbrew zasadom przyrody, ta ropucha przynosząca pierścionek. Lubię takie delikatne wdzieranie się magii do świata rzeczywistego. Fakt, że nasze wiedźmy niewiele czarują - raczej odprawiają rytuał mający odgonić pecha - może stanowić zawód w książce z magią w tytule. Zwraca to jednak uwagę na inny rodzaj magii - kobiecość, tutaj rozdzieloną między dwie siostry jako urodę i opiekuńczość, a także relacje między kobietami. Bo Owensówny mimo tendencji do zakochiwania się musza sobie tak naprawdę radzić same.

W powieści elementem wręcz magicznym jest uroda dziewczyn, przekazana później im córkom. Uroda ta jest jednak przekleństwem, doprowadza do zazdrości, przyciąga nieodpowiednich mężczyzn. Zresztą nawet ci odpowiedni kierują się przede wszystkim w pierwszej kolejności fizycznością, a miłość skupia się na pożądaniu. Mimo magii w postaci urody, która można zdobyć każdego, siostry ładują się w nieszczęśliwe związki. W powieści odnajdziemy dość rozbudowany wątek przemocy domowej - oraz obwiniania się ofiary, zaślepienia miłością i prób tłumaczenia sprawcy. Pojawia się także próba molestowania nieletniej dziewczynki przez pijanych mężczyzn - te kobiety i dziewczyny mimo rodzinnej magii znają tylko jeden rodzaj walki - ucieczkę.

"Nauczką, którą Sally dostała dawno temu w kuchni - uważaj, czego sobie życzysz - spłowiała i rozsypała się żółty pył. Ale pył tego rodzaju nigdy nie daje się całkowicie wymieść, tylko czeka w kątach i sypie się w oczy tych, których kochasz, kiedy przeciąg dmuchnie przed dom."

"Totalna magia" to w zasadzie powieść o dorosłych kobietach, które dorastały w domu ciotek-wiedźm, i w tym dorosłym życiu pragną się od tej magii odciąć. Ale ta i tak odnajdzie do nich drogę i dopiero pogodzenie się z własną naturą, rodzinnym dziedzictwem może przynieść spokój. Niestety nie ma w niej tego czaru i tajemnicy, co w filmie - niektóre wątki zdecydowanie lepiej wyszły scenarzystom. W powieści zabrakło mi mocniejszego podkreślenia magicznej więzi kobiet - wcale nie przeszkadzał mi za to brak czarów. To bardzo spokojna, nieco przegadana powieść...Ja jednak lubię takie książki i przyjemnie mi się czytało o codziennym życiu, w które ciągle wkrada się ta odrobinka magii, związanej chociażby z samą kobiecością. To taka książka do przeczytania wieczorem przy herbacie, dla pewnego wyciszenia - i może próby dostrzeżenia magii w każdej z nas?


Alice Hoffman "Totalna magia" (1995)
Polskie wydanie: Albatros (2020)
Przekład: Danuta Górska


Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes