Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


"Bombaj/Mumbaj. Podszepty miasta" to interesujący przewodnik po jednym z najbardziej rozpoznawalnych miast Indii. Mumbaj nazywany jest "miastem snów" lub "maximum city", co ma oddać możliwości oferowane przez to niezwykłe, "wykradzione" morzu miejsce, uznawane za stolicę indyjskiej fabryki snów, Bollywood. To miejsce, w którym kolonialna architektura łączy się z nowoczesnymi budynkami i dzielnicami slumsów; do którego ciągną rzesze ludzi - turystów, chcących podziwiać znane zabytki, jak i mieszkańców Indii, opuszczających wsie, by szukać pracy. Jak handlarz herbaty, ćajwala, który dzień w dzień musi pilnować swojego skrawka chodnika, przynoszącego odpowiednie zyski, by utrzymać i wyedukować dzieci - aby one miały szansę spełnić ten indyjski sen. Iwona Szelezińska w swojej książce ukazuje te najróżniejsze oblicza Mumbaju, dawniej Bombaju, dodając jeszcze jedno: miasta jako bohatera powieści "Shantaram". Powieść Gregory'ego Davida Robertsa stanowi tutaj punkt wyjścia do zwiedzania miasta i odkrywania jego warstw, ukazania fascynujących miejsc - a przede wszystkim ludzi, bo czym byłoby miasto bez nich. 

To osobisty przewodnik czytelniczki "Shantaram", a jednocześnie pilotki wycieczek po Indiach - osoby zafascynowanej obrazem Indii zamkniętym na kartach powieści, ale także tym prawdziwym, żywym, ciągle zmieniającym się. Bardzo lubię takie książki - napisane z pasją zapraszają na spacer po mieście, ale nie "bezduszny", pełen suchych faktów bieg od zabytku do zabytku - spacer, który czyni miasto bohaterem opowieści o tradycji, zmianie, życiu codziennym i momentach, które z tej codzienności brutalnie wyrywają - jak zamach terrorystyczny. 

Autorce udało się zachować odpowiedni balans między własnym doświadczeniem, a oddaniem głosu miastu. "Bombaj/Mumbaj" to raczej zbiór esejów, dla których punktem wyjścia jest powieść "Shantaram" - czasem te skojarzenia są bardziej luźne, niekiedy mocno zaczepione wokół powieści i jej autora. I tak na kartach reportażu zwiedzimy slumsy - jako nieodłączną część miasta, ale także istotne miejsce akcji powieści "Shantaram"; postaramy się oddzielić fakty od fikcji próbując prześledzić losy postaci, które mogły zainspirować książkowych bohaterów, przy okazji poznając świat gangsterski miasta. Nieodłączną częścią książki są rozdziały zatytułowane "Spacer", gdzie na drodze do miejsca, które pojawia się w "Shantaram" trafiamy na inne miejsca, a także poznajemy ludzi kryjących się mi.in.: za słynnym Leopoldem - restauracji, która nie tylko stała się miejscem akcji książki Robertsa czy przyciągnęła Madonnę, ale także stała się sceną tragicznego w skutkach zamachu terrorystycznego. Nie zabraknie opisów nadbrzeża, istotnej części miasta będącego największym portem Indii czy budynków, na których odcisnęła się historia. A w tym wszystkim znajdzie się jeszcze miejsce dla dabbawala i ćajwala, którzy swą pracą zapewniają funkcjonowanie miastu, choć mogą pozostawać niezauważeni dla oka turysty. Te najróżniejsze tematy łączy powieść "Shantaram", a także Iwona Szelezińska, która poszukując miejsc i postaci z książki podążyła za głosami miasta. W ten sposób próbując odkryć prawdziwe miasto podążając za fikcyjnym - oraz za ścieżkami, którymi mógł chadzać Roberts, Autorka ukazała Mumbaj jej oczami - i w tym tkwi największa siła tego przewodnika po mieście: zachęca, by tak jak Roberts, tak jak Szelezińska wybrać się do miasta i dać się porwać jego podszeptom. Jednych zaprowadzi do ścieżkami Bollywood, innym ukaże lokalne święta, a jeszcze innych zaprowadzi w miejsca codziennego życia różnorodnych mieszkańców Indii.

"Bombaj/Mumbaj" to reportaż z gatunku tych podróżniczych, zawierający różne ciekawe informacje związane z miastem, jego historią, architekturą, a także z jego mieszkańcami. Nie ma tu miejsca na analizę problemów społecznych w Indiach, bo to nie ten typ non-fiction. Co najważniejsze, nie ma w tej książce także miejsca na  oceny czy stereotypy. Jest przedstawienie miasta takim, jakie jest. Jednocześnie nie brakuje w niej przypisów, a na końcu krótkiej bibliografii. Jako książka mająca zabarwienie osobiste, zawiera także kilka refleksji samej autorki - co pasuje do tego tytułu. Wszak w podróży ważny jest także sam podróżnik, a każde miejsce może skłaniać do przemyśleń. Jednocześnie - tak jak zaznaczyłam to wcześniej - autorka nigdy nie stawia się ponad miasto, i to Mumbaj jest gwiazdą tej książki. Ta książka nie tylko zachęciła mnie do spróbowania odkrycia własnego Mumbaju, ale także do sięgnięcia po "Shantaram" - by sprawdzić, co takiego jest w książce Robertsa. "Bombaj/Mumbaj" to na tyle plastycznie napisana książka, że nawet jeśli nie było się w Indiach, to czytając czuć, jakby spacerowało się tamtejszymi ulicami i chłonęło klimat miasta. Polecam wszystkim osobom, które lubią czytać książki podróżnicze oraz takie, w których miasto odgrywa główną rolę.

"Bo Mumbaj wszystko pomieści. Warstwa po warstwie nadbudowuje sam siebie. Pokazuje kolejną nową, gładką i jędrną twarz, jednocześnie nie zakrywa tej matowiejącej, coraz mocniej naznaczonej pajęczyną zmarszczek."


Iwona Szelezińska "Bombaj/Mumbaj" (2024)
Wydawnictwo: Marginesy

 


"Kajkeji" to ten rodzaj retellingów, które lubię najbardziej: opowiadające znaną (przynajmniej w pewnych kręgach kulturowych) historię z zupełnie nowej perspektywy. Od pierwszych stron powieści zaznacza się jej feministyczny wydźwięk, na przykładzie Kajkeji ukazując opresję kobiet w patriarchalnym świecie i dążenie do emancypacji. Stąd zamiast skupiać się na treści "Ramajany", powieść podażą za losami macochy głównego bohatera, tytułowej Kajkeji od jej młodości do bolesnej decyzji, która sprawiła, że w historii zapisała się jako antybohaterka. Feministyczna perspektywa pozwala dodać głębię bohaterce, która w uproszczonej wersji eposu miała być archetypem zazdrosnej (trzeciej) żony, dbającej wyłącznie o własne dzieci; zamiast tego poznajemy inteligentną, wrażliwą i odważną kobietę, która od samego początku sprzeciwia się nierównemu traktowaniu, marząc o możliwości decydowania o samej sobie. Jej siła tkwi w tym, że nie kończyła na marzeniach, ale starała się wykorzystać własne wpływy, by wprowadzić je w rzeczywistość i poprawić sytuację kobiet. Jednocześnie "Kajkeji" nie jest wyłącznie feministycznym manifestem, ale także dobrą i wciągającą historią, w której nie brakuje magii, boskich/demonicznych intryg oraz kulturowego bogactwa hinduizmu.

"Urodziłam się podczas pełni księżyca pod pomyślnym układem gwiazd, w najświętszej ich pozycji - ale na niewiele się to zdało. (...) Nie miało to jednak znaczenia dla mojego ojca; dla niego liczyło się tylko to, że mój brat Judhadźit pojawił się na świecie kilka minut po mnie, pod tymi samymi szczęśliwymi gwiazdami".

"Kajkeji" to opowieść o bohaterce, która od momentu narodzin zostaje naznaczona - i to wcale nie przez boskie błogosławieństwo, ale przez swą płeć. Dorastając Kajkeji ciągle doświadcza tego, kim jest: dziewczynką. Istotną nieważną, niewidzialną w oczach ojca - chyba, że chodzi o ukaranie za niewłaściwe zachowanie, mogące przynieść hańbę rodzinie; istotą nawet w oczach swych braci inną: wyjątkową jak na dziewczynę. Pozostałe postacie kobiece również służą ukazaniu opresji kobiet, która sprowadza się przede wszystkim do możliwości decydowania o własnym losie czy posiadania własnego zdania - bycia osobą, a nie przedmiotem, mającym jeden cel: bycia dobra żoną i matką. Ciekawie wypada postać służącej, która w rzeczywistości staje się mentorką i przewodniczką Kajkeji. Relacje głównej bohaterki z kobietami pozwalają na eksplorowanie motywu siostrzaństwa.  

Powieść napisana jest w taki sposób, że budzi emocje - czujemy gniew na jawną niesprawiedliwość wraz z Kajkeji, nawet jeśli sami nie doświadczyliśmy podobnych problemów. Dzięki tej perspektywie "Kajkeji" to powieść o walce kobiet o bycie zauważonymi, o wprowadzaniu zmian, które może nie są tak spektakularne jak walka Ramy z demonami, to niczym kręgi na wodzie zaczynają się rozprzestrzeniać i wpływać na codzienne życie wielu jednostek.

Chociaż powieść ma silny wydźwięk feministyczny, co niektórych może odstraszać, to unika gloryfikowania kobiet kosztem mężczyzn. To powieść dotycząca dążenia do równości, a postacie męskie nie są wyłącznie czarnymi charakterami, choć zdecydowanie sprowadzonymi na drugi plan - Autorka pozostawia im przestrzeń do zrozumienia, że ich zachowanie wobec kobiet może być krzywdzące. Dzięki temu jest to powieść, która może zainteresować każdego, kto lubi silne bohaterki walczące ze społecznymi i kulturowymi przeciwnościami, a nie krytycznie wymierzone w konkretną grupę społeczną.

Fantastyka w "Kajkeji" jest elementem drugoplanowym - moce bohaterki w zasadzie dotyczą jej relacji z innymi. Autorka nie stara się stworzyć dominującego w powieści systemu magicznego czy zupełnie nowego fantastycznego świata - bo i powieść nie ma dotyczyć pewnej krainy, a tytułowej bohaterki, wokół której skupiona jest oś fabularna. Dodając do tego raczej niespieszne tempo i brak spektakularnych fantastycznych wydarzeń, "Kajkeji" czyta się nieco jak literaturę piękną niż epicką fantastykę, jak współczesne retellingi mitów, sięgające po dwuznaczne kobiece postacie.

"Kajkeji" to świetny debiut, wciągający na płaszczyźnie emocjonalnej i skłaniając do refleksji na temat roli kobiet w społeczeństwie: tych, które nie muszą stawać na przeciwko demonów, by toczyć swoją walkę o emancypację. Tytułowa Kajkeji nie jest postacią idealną, popełnia błędy i płacić wysoką cenę za swoje decyzje. To opowieść stanowiąca jakby preludium do "Ramajany", w której główną rolę odgrywa Rama: tutaj jest postacią poboczną, jego czas żeby błyszczeć jeszcze nadejdzie. Jednocześnie warto podkreślić, że jako reinterpretacja w duchu fantastyki, "Kajkeji" nie jest wierna oryginałowi - tylko stawia pytania "co jeśli ta postać zachowywałaby się tak, miała takie motywacje? Co jeśli Rama musiałby dojrzeć do swej roli i być narcystycznym nastolatkiem, pozostającym pod negatywnym wpływem nauczyciela? Co jeśli przedstawiony świat i jego mitologia byłyby skrajnie patriarchalne?". Porównywanie z oryginałem nie ma zatem większego sensu. To opowieść o kobiecości i macierzyństwie, nakreślona piękną prozą z elementami magicznymi i w takim duchu powinna być czytana.


Vaishnavi Patel "Kajkeji" (2022)
Polskie wydanie: Fabryka Słów (2024)

 


"Oleandrowy miecz" to udana kontynuacja, która utrzymuje klimat poprzedniczki i stopniowo zwiększa stawkę, o którą toczy się gra. Autorka umiejętnie buduje napięcie między losami świata, a dylematami postaci: Malini musi podjąć bratobójczą walkę, by zyskać upragnioną władzę, którą postrzega w kategoriach wolności decydowania o sobie; zaś Prija musi zmierzyć się z dziedzictwem swego ludu i konsekwencjami posiadania mocy. Ich losy, tak jak losy cesarstwa są ze sobą splątane, a każda decyzja zdaje się mieć wysoką cenę - szczęście osobiste nie idzie w parze ze zwycięstwem. Tasha Suri ponownie uwodzi niezwykłym klimatem, pełnym subtelnych gestów, pewnej delikatności połączonej z zaskakującym okrucieństwem. Nawet najpiękniejszy kwiat może być trucizną, a pozornie delikatna roślina mieć zadziwiająco silne korzenie. Choć w wykreowanym przez Tashę Suri świecie są różnorodni mężczyźni, mający swoje role do odegrania, to na pierwszy plan wysuwają się niezwykłe, skomplikowane kobiety. Intrygi polityczne łączą się tutaj z tematem poświęcenia oraz lojalności, co rozdziera nasze bohaterki, ale jednocześnie wyzwala w nich siłę do działania i podejmowania decyzji. To cudowna feministyczna fantastyka, w której nie ma miejsca na Mary Sue - bohaterki mają swoje siły i słabości, moralne dylematy, odcienie szarości charakterów. To tytuł idealny dla miłośników twórczości takich osób autorskich jak Rebecca F. Kuang, Shelley Parker-Chan czy Samantha Shannon - a także wszystkich tych, którzy szukają oryginalnej, klimatycznej fantastyki, czerpiącej inspiracje ze wschodnich kultur. 

Tak jak w przypadku wcześniejszej dylogii Tashy Suri, "Ksiąg Ambhy", trylogia "Płonące królestwa" oczarowała mnie światem przedstawionym, który jest świetnie rozwijany w "Oleandrowym mieczu". W obu cyklach pojawiają się konflikty między różnymi kulturami, które zostają zarysowane nie tylko w kontekście politycznym - istotną rolę odgrywają wierzenia i mity, które kształtują dane społeczności. Cesarstwo Paridźatdwipy jest podzielone i zróżnicowane, łączone wyłącznie osobą cesarza. Co jednak w przypadku walki o tron? W dodatku zagrożenie nie dotyczy wyłącznie walczących stron; gdzie dwóch się bije, tam czyha zapomniane niebezpieczeństwo, które może zniszczyć cały świat - a o którym przypomina tajemnicza zaraza, zamieniająca ludzi w rośliny.

"Oleandrowy miecz" napisany jest w charakterystyczny dla Tashy Suri sposób - jeśli czytaliście jakąś jej książkę i nie podeszło Wam wolne tempo, to tu jest tak samo. Jednak wolne tempo nie oznacza braku napięcia - jest ono jednak inaczej rozłożone. Nie dotyczy akcji, a relacji między postaciami, ich lojalnościami, ich wiarą - to ciągłe dylematy budują napięcie. Dotyczy ono także wątku romantycznego, którego jest więcej w tym tomie - nie wiąże się on jedna wyłącznie z uczuciem bohaterek oderwanym od świata: każda z bohaterek jest obarczona swoją rolą, a miłość jest dla nich przeszkodą; jest ogniem, który może ogrzewać, ale i spalać.

Powieść świetnie rozwija motyw poświecenia, który dotyczy większości bohaterów, ukazując różne oblicza tego czynu. Dotyczy to nie tylko dobrowolnego poświęcenia swego życia w ogniu - lub życia innych w przypadku cesarza, ale także wspomnianego poświęcenia uczucia, pozwolenia by druga osoba odeszła i spełnia odkryte przez siebie powołanie; w końcu poświęcenia się jednej z najciekawszych postaci, czyli Bhumiki - kobiety, która w pierwszym tomie poświęcała własną tożsamość i ciało, by chronić swój lud, a która w tym tomie jako matka i przywódczyni znów znajdzie się przed dylematem - chronić dziecko czy całą Ahiranię?

Pomimo wielu zalet, "Oleandrowy miecz" cierpi trochę na syndrom drugiego tomu. Przede wszystkim rozwija wątki, które swoją kulminację dostaną w trzecim tomie. Z tego powodu całość może się odrobinę dłużyć - szczególnie w połączeniu z wolnym tempem, które ja akurat uwielbiam, bo pozwala mi wsiąkać w dobrze wykreowany świat przedstawiony i otacza się niezwykłym klimatem powieści. 

Trylogia "Płonące królestwa" to niezwykle oryginalne połączenie pewnej intensywności i brutalności - każdy może ostatecznie zdradzić - z wolny tempem i skupieniem się przede wszystkim na konfliktach wewnętrznych - krwawa rewolucja stanowi zaś dla nich tło. W tej trylogii został wykreowany niezwykły świat, z różnymi wierzeniami, odgrywającymi istotną rolę w motywowaniu bohaterów do działania. Jestem całkowicie zauroczona twórczością Tashy Suri, która do tej pory ani razu mnie nie zawiodła. Pozostaje mi czekać na finałowy tom, w którym zapewne bardziej uwypuklone zostaną wątki związane z kolonializmem i ścieraniem się kultur.


Tasha Suri "Oleandrowy miecz" (2022)
Polskie wydanie: Fabryka Słów (2023)

 


Tasha Suri po raz kolejny udowodniła, że fantastyka pisana przez kobiety i o kobietach nie musi sprowadzać się do młodzieżowego romansu ukrytego w barwach fantastycznego świata. "Jaśminowy tron", czyli pierwszy tom trylogii "Płonące królestwa" to zarazem epicka fantastyka, jak i powiew świeżości w tym gatunku. W powieści dostajemy rozbudowany fantastyczny świat, polityczne intrygi i zagrażającą ludziom "zarazę" w postaci butwienia, które powoli przemienia zakażonego w roślinę. W to wszystko zostało wkomponowane intrygujące studium postaci. Całość zaś napędza atmosfera rewolucji, która domaga się by stary porządek spłonął. "Jaśminowy tron", tak jak i dylogia Kroniki Ambhy nie pędzi z akcją, ale pozwala nam się powoli zanurzać w świat, jego mitologię - a także rozterki bohaterów. Poprzednia dylogia Autorki oczarowała mnie i postawiła wysoko poprzeczkę - a "Jaśminowy tron" nie tylko spełnił, ale i przerósł moje oczekiwania. 

Czytanie powieści Tashy Suri nie jest łatwe; potrzeba chwili wyciszenia i czasu, by wgryźć się w misternie tkany przez nią świat - ze wszystkimi zawiłościami politycznymi i magicznymi. Autorka nie ogranicza się do motywu przewodniego, którym jest rewolucja - to do czego prowadzi wykorzenianie z kultury, tępienie mniejszości i wypaczenie religii w imię własnej obsesji (w przypadku tej powieści składania kobiet w ofierze na stosie przez cesarza) - ale w to wszystko wplata feministyczny manifest. Księżniczka Malini jawi się jako tak samo przerażająca jak Prija, dziewczyna posiadająca pewne moce - wyłącznie dlatego, że jest kobietą, odmawiającą posłuszeństwa - ba, aktywnie działającą na rzecz obalenia cesarza. Tasha Suri zadbała, żeby zróżnicować swoje bohaterki - tak pod względem pochodzenia, statusu, jak i charakterów - a i tak każda z nich musi borykać się z uprzedzeniami i walczyć podwójnie. Jednocześnie Autorka nie wpadła w pułapkę rysowania czarno-białego podziału na kobiet i mężczyzn, skupiając się na stworzeni niezależnie od płci postaci ciekawych i wielowymiarowych.

Powieść porusza wiele interesujących wątków, które zyskują na wprowadzeniu kilku perspektyw. Chociażby wątek ochrony/przywrócenia kultury Ahiranyjczyków. Przywódca buntowników chce rewolucji i powrotu do przeszłości, a w jej imię jest gotowy poświęcać życie swych "braci i sióstr". Z kolei jego siostra decyduje się na samopoświęcenie - wychodzi za wroga, by zyskać pozycję społeczną i w ramach możliwości pomagać "braciom i siostrom" w niedoli. Trzecia z "rodzeństwa" dopiero odkrywa swoje powołanie i miejsce w konflikcie, co komplikuje rodząca się miłość. Takiego rozbicia na kilka perspektyw w podejściu do rewolucji zabrakło chociażby w "Babel"  R.F. Kuang. 

"Jaśminowy tron" urzeka także klimatem. O ile dylogia Kroniki Ambhy miała atmosferę snu/koszmaru oraz przesypujących się piasków, tak tutaj klimat przypomina ogień. Nie tylko ogień jest jednym z motywów dosłownego samopoświęcenia się kobiet na stosie czy wypalenia innej kultury, ale dotyczy także pewnej intensywności. Tak jak rewolucja najpierw powoli się tli, a potem wybucha z całą intensywnością, tak postacie płoną wewnętrznie - z pragnienia zemsty, miłości czy potrzeby wyzwolenia. 

Jednocześnie to z pewnością nie jest powieść dla każdego. Postacie nie są sympatyczne, a w inspirowanym Indiami fantastycznym świecie można się pogubić. To typ literatury, który skłania do zastanowienia się nad podjętymi wątkami niż "lekkiego" płynięcia z fabułą. Co więcej nie jest to prosty romans o zakazanej miłości (między kobietami, przedstawicielkami innych warstw społecznych), bo i relacja między bohaterkami nie sprowadza się do pragnienia miłości, tylko miesza z innymi, równie silnymi uczuciami jak chociażby zemsta. Jeśli ktoś szuka romansu WLW z fantastyką i intrygami w tle to może się zwyczajnie od tej powieści odbić.

"Jaśminowy tron" oferuje wszystko to, co epicka fantastyka (rozbudowany świat, intrygi polityczne, ciekawy system magiczny), ale i dużo więcej, wymykając się schematom. Już samo osadzenie akcji w świecie inspirowanym Indiami oraz zarysowanie kulturowego konfliktu jest czymś interesującym, a dodanie do tego perspektywy kobiet, które czują się odrzucone i pozbawione prawa do bycia sobą, posiadania własnych pragnień - by w końcu odkryć w sobie siłę i chęć walki zdecydowanie wyróżnia tą powieść na tle innych. Powieść hipnotyzująca i zapadająca w pamięć.



Tasha Suri "Jaśminowy tron" (2021)
Polskie wydanie: Fabryka Słów (2023)
Przełożył Piotr Kucharski



Gdyby każdy reportaż był tak napisany jak "Indie. Kraj miliarda marzeń" to nie sięgałabym po inne gatunki. To świetny, wnikliwy reportaż, który w zasadzie czyta się sam - nim się spostrzeżemy będziemy już w połowie, z wypiekami na twarzy zgłębiając kolejne zagadnienia. Jednocześnie Autorka unika tanich sensacji, prezentując złożoność podjętego tematu. Jak wskazuje sam tytuł Indie to kraj miliarda marzeń, miliarda różnych sytuacji życiowych, których nie da się zamknąć w prostych stereotypach. Indie potocznie postrzegamy przez dwie perspektywy - kolorowego i rozśpiewanego Bollywood albo walki o przetrwanie w stylu Slumdoga, milionera z ulicy. Weronika Rokicka prezentuje inne Indie - te rzeczywiste, w których los człowieka zależy od miejsca zamieszkania, płci, dziś częściej warstwy społecznej aniżeli kasty - i to na przestrzeni lat. Bo sytuacja Indusów i Indusek jest dynamiczna, a społeczeństwo ciągle się zmienia wraz z rozwojem społeczno-gospodarczym i podążaniem własną, a nie narzucona przez kolonizatora, drogą. Od pierwszych stron widać, że temat jest Autorce bliski, spędziła lata na poznawaniu Indii, a jednocześnie nie gloryfikuje mieszkańców Indii czy rozwiązań politycznych, społecznych i gospodarczych - przedstawia je takimi, jakie są.

"Indie. Kraj miliarda marzeń" to przykład tego, jak powinny wyglądać dobre reportaże. Autorka podejmuje szeroki zakres tematów, które jednocześnie łączą się w spójną całość - każdy rozdział stanowi cegiełkę, punkt wyjściowy do kolejnych rozważań. I tak na początku poznajemy system kastowy, który potocznie wydaje nam się nieodłącznym elementem życia mieszkańców Indii. Autorka nie neguje tego, że tak było, a w niektórych miejscach nadal jest, jednocześnie zwracając uwagę na to, co dzisiaj odgrywa znacznie ważniejszą rolę - podział klasowy. To majątek i kapitał (kulturowy, władzy) definiuje dzisiaj miejsce w społecznej hierarchii, a nie wywodzenie się z konkretnej kasty. Z tym zagadnieniem idealnie łączy się rozdział drugi, opowiadający o indian dream, czyli marzeniach o awansie społecznym. Te rozważania prowadzą do rozdziału trzeciego, który porównuje miasto i wieś - kolejne ważne determinanty codziennego życia - i szans stojących przed mieszkańcami Indii. Te rozważania dopełniają kolejne rozdziały - o znaczeniu migracji oraz wielojęzykowości - wszystko to się ze sobą łączy. Nie zabrakło miejsca na omówienie sytuacji kobiet oraz społeczności LGBT+, bo to kolejne aspekty, które wpływają na doświadczenie życia w Indiach. Przy czym Autorka ani na chwilę nie zapomina o poprzednich "cegiełkach": nie sprowadzając chociażby życia kobiet do uproszczonych twierdzeń. Induska z miasta i klasy wyższej będzie miała inne doświadczenia niż kobieta ze wsi, w której gospodarstwie domowym nie ma zbyt wielu udogodnień. Sprawia to, że żaden z podjętych wątków nie wydaje się wyrwany z kontekstu, a cała narracja jest spójna - co wpływa na przyjemność czytania. Kolejne rozdziały pochłania się jeden za drugim i nim się człowiek spostrzeże dotrze do końca. 

Reportaż napisany jest także bardzo przystępnym językiem i nie jest przeładowany danymi - odwołania do historii, nazwisk czy danych statystycznych pojawiają się wtedy, kiedy trzeba, a nie w nadmiarze. Nie zabrakło przypisów bibliograficznych, które również stanowią istotny element tego rodzaju tekstów. Sama tematyka również jest wciągająca - mówienie o przemianach społecznych i gospodarczych nie przez pryzmat wielkiej polityki - choć jak trzeba pojawiają się do niej odniesienia - ale aspiracji mieszkańców Indii, którzy chcą, aby żyło im się lepiej. 

"Indie. Kraj miliarda marzeń" to reportaż, który bez koloryzowania obala kolejne stereotypy, ukazując skomplikowaną, a zarazem uniwersalną rzeczywistość mieszkańców Indii: z jednej strony to kraj tak różny od Polski, w którym mówi się wieloma językami i wyznaje różne religie, a jednocześnie Indusi mają takie same marzenia jak my - o tym, aby żyło nam się dobrze, w dobrobycie. Czasem tak pozornie przyziemna kwestia jak skonstruowanie i udostępnienie maszyny do produkcji podpasek może poprawić jakość życia tysięcy kobiet. Na okładce książki pojawia się cytat Kailash Satyarthi, który może stanowić tezę tego reportażu: Indie może i są krajem setek problemów, ale również krajem miliarda rozwiązań. Weronika Rokicka odczarowuje potoczny wizerunek Indii, sprawiając, że kraj ten, a przede wszystkim jego mieszkańcy wydają się dużo bardziej bliżsi. To książka godna polecenia każdemu - tak miłośnikom gatunku, jak i tym, którzy pragną zacząć przygodę z reportażem; osobom interesującym się Azją Południową, sytuacją kobiet i osób LGBT+, wpływem przemian gospodarczych na zmiany społeczne - jak i tym, które po prostu chcą się dowiedzieć czegoś więcej o świecie. To tytuł, którego nie można przegapić!

Weronika Rokicka "Indie. Kraj miliarda marzeń" (2022)
Wydawnictwo: Szczeliny
Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes