Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Jest to trochę reportaż-esej o Azji dziennikarza, który widać, że zna się na temacie, spędził w Azji sporo czasu i chce się podzielić swoimi przemyśleniami nie tyle o Azji przyszłości, ile o Azji w przemianie. Nie mamy tutaj samych nowinek technologicznych, ale także refleksje na temat przemian społecznych, politycznych, kulturowych. Powiedziałabym, że to książka o młodym pokoleniu w Azji, które wcale nie różni się od młodych pokoleń na świecie - i o władzy, która próbuje utrzymać tradycje wykorzystując nowe technologie, nie zawsze dostrzegając istotne zmiany pokoleniowe.

OD ŻYWNOŚCI PO BUNT MŁODEGO POKOLENIA

Tytuł “2100. Jak Azja tworzy naszą przyszłość” może idealnie pasować do pierwszego rozdziału o “pożywieniu przyszłości”, jak i tworzeniu smart cities czy wykorzystaniu technologii do społecznej kontroli.

Jednak znaczna część książki dotyczy przemian społecznych i politycznych, jak kwestie demograficzne, odrzucanie dotychczasowej kultury pracy czy patriarchatu. Z punktu widzenia Europy niektóre z opisywanych zmian mogą wydawać się nawet nieco konserwatywne, a na pewno nie wyznaczające kierunek przyszłości.

A jednak Simone Pieranni pokazuje, że przyszłość wcale nie musi oznaczać futurystycznych technologii; klonowania psów czy latających samochodów. W końcu zrozumiałam punkt widzenia autora: walczy ze stereotypami dotyczącymi Azji, także tej Azji nowoczesnej.

Ta książka w rzeczywistości to nie wizja przyszłości rodem z SCI-FI, tylko ukazanie Azji w momencie przemian, w dużej mierze wywołanych technologią i globalizacją. Ta książka to tak naprawdę opowieść o młodym pokoleniu - nie tylko pochodzącym z Azji! - ścierającym się ze starym systemem. Systemem, który może adaptuje nowoczesne metody, ale nie zawsze dostrzega zachodzące zmiany na poziomie społeczeństwa. Widoczne jest to szczególnie w duktaturach i wielu państwach azjatyckich mających problem z wdrożeniem pełnej demokracji, gdzie bardzo nowoczesne systemy monitorowania cyfrowego, stają się narzędziem kontroli. Tak jak w Chinach, gdzie władze najbardziej boją się buntu młodych ludzi, więc na celownik biorą chociażby media społecznościowe.

"Zagadnienie pracy pozwala nam uchwycić podobieństwa między naszym światem, a światem, który często uznajemy za odległy o który czasem przedstawiany jest wręcz jak inna planeta.

Nie jest to prawda, dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek: nowe wymagania pokolenia młodych Japończyków, Chińczyków, Koreańczyków są bardzo podobne do wymagań młodych Europejczyków czy mieszkańców Stanów Zjednoczonych (...)

(...) nowe pokolenia są sobie o wiele bliższe niż prawdopodobnie jeszcze klika lat temu, że przemiany które obserwujemy, są globalne i że powinniśmy może zacząć patrzeć na kraje Azji w inny sposób, próbując znaleźć punkty styczne, które mogłyby stać się podstawą do budowania wspólnych inicjatyw.

(...)W ten sposób odkrylibyśmy prawdopodobnie wiele rzeczy, z których najbanalniejsze mogłoby być na przykład zrozumienie, że rozmawianie dziś o zderzeniu cywilizacji nie ma najmniejszego sensu."

Autor pozwala sobie na wiele refleksji, nie znaczy to jednak, że w książce brakuje merytoryki. Opisując pewne przemiany - np: zmiany w podejściu do małżeństw (też jednopłciowych), pracy, czy relacji obywatel-państwo, Pieranni kreśli zwięzłe, choć istotne tło tych zmian. Wiele jest tutaj odwołań do historii współczesnej - tego co działo się 50 czy 70 lat temu - by nakreślić kontekst dla zmian lub wręcz przeciwnie, pokazać te aspekty funkcjonowania państwa, gdzie nawet nowe technologie nie gwarantują odejścia od “tradycji” (na przykład przypadek dynastii politycznych w Azji). Książka napisana jest zwięźle (to tylko 230 stron!) i to bardziej “zajawki” na pewne tematy, a jednocześnie autorowi udaje się unikanie uproszczeń.

Warto mieć jednak uwagę, że tekst został napisany w 2024 roku, a świat tak bardzo się zmienia, że np: rządzące partie mogą już nie być aktualne.

REFLEKSJA O ŚWIECIE ZMIAN

Ten refleksyjny ton połączony z merytoryką, uwzględnianiem chociażby wpływu kolonializmu czy systemów filozoficznych (konfucjanizm, taoizm) na Azję naprawde do mnie przemówił. To nie jest twarde, naukowe non-fiction, oparte na dużej ilości danych.

Krótkie rozdziały i dość szeroki zakres tematyczny, powiązany jednak myślą przewodnią (znów, nie tyle “futurystyczną Azją”, którą znamy poprzez orientalizujące wyobrażenia w stylu cyberpunka, a po prostu Azją przemian, wdrażania technologii i ścierania się starego z nowym) idealnie się sprawdzają. Jest to przez to książka szybka do przeczytania, a przy tym skłaniająca do refleksji na temat podobieństw między Europą a Azją, a także tego, że nie każde zmiany zachodzą tak szybko i w takim wymiarze jakbyśmy sobie tego życzyli; gdzie nowoczesne rozwiązania sprawiają, że idziemy w kierunku dystopii, a nie utopii.

Jednocześnie ostrzegam: trzeba przeczytać ze trzy, cztery rozdziały, by podłapać rytm autora i dostrzec powiązania; początkowo książka może wydawać się nieco chaotyczna.

PRZEGLĄD TEMATYCZNY

Jakie tematy porusza ta książka? Zaczyna się od kwestii pożywienia przyszłości i związanych z tą kwestią dylematów moralnych oraz ekonomicznych. Następnie przechodzimy do miast przyszłości - i przy tej okazji poruszone zostają kwestie klimatyczne, społeczne oraz wykorzystania technologii do zbierania danych u mieszkańcach. Kolejne kwestie dotyczą praw mniejszości, kobiet czy zmieniającej się koncepcji rodziny. Poruszona zostaje także kwestia dynastii politycznych i biznesowych, bardzo charakterystycznych dla Azji. Ostatnie rozdziały poświęcone są zaś informacji, komunikacji oraz sztucznej inteligencji.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

„2100. Jak Azja tworzy naszą przyszłość” nie jest książką o odległym, futurystycznym świecie, lecz o teraźniejszości w ruchu. Pieranni pokazuje Azję jako przestrzeń napięć między tradycją a zmianą, między technologicznym przyspieszeniem a społecznymi ograniczeniami — i robi to w sposób, który pozwala dostrzec, jak bardzo te procesy są nam bliskie. To opowieść o młodym pokoleniu próbującym negocjować swoje miejsce w systemach, które nie zawsze nadążają za ich oczekiwaniami; o państwach, które chętnie sięgają po nowoczesne narzędzia, ale rzadziej po równie nowoczesne idee. Choć książka ma formę reporterskiego eseju i momentami pozostawia niedosyt pogłębionej analizy, jej siłą jest umiejętność łączenia pozornie odległych światów i rozbrajania uproszczonych wyobrażeń o Azji. To lektura, która nie tyle prognozuje przyszłość, ile zachęca, by spojrzeć na zachodzące dziś zmiany jako na zjawiska globalne — i zastanowić się, dokąd one wszystkich nas prowadzą.

 


"Laboratorium Palestyna" Antony'ego Loewensteina z pewnością należy do kategorii reportaży otwierających oczy. I to nie tylko na problem relacji izraelsko-palestyńskich, ale przede wszystkim hipokryzję Globalnej Północy, której kompas moralny kończy się tam, gdzie zaczyna się władza i pieniądze. Najlepszym przykładem jest oczywiście sam Izrael, kreujący wizerunek ostatniego bastionu "europejskich wartości", by bez skrupułów sprzedawać broń i szkolić niedemokratyczne reżimy. Nie lepsza jest jednak Unia Europejska, korzystająca z doświadczeń izraelskich by odpierać migrantów, czy Stany Zjednoczone, które wielokrotnie pod płaszczykiem ochrony praw człowieka dbały o własne interesy. 

Tytułowe "Laboratorium Palestyna" to taktyka testowania broni, narzędzi inwigilacji i kontroli w celu pacyfikowania niepożądanych grup mniejszości. To nie tylko strategia marketingowa, pozwalająca sprzedawać broń przetestowaną w warunkach bojowych; to także możliwość sprzedaży doświadczenia związanego z wdrażaniem koncepcji etnopaństwa i radzenia sobie z "problemem muzułmańskim" (lub innych mniejszości). Jak zauważa autor "stwierdzenie, że izraelskie firmy zarabiają na okupacji, nie powinno być poglądem kontrowersyjnym", a książka przedstawia na to wiele dowodów. Tak jak wspomniałam, nie skupia się jednak wyłącznie na handlu bronią, ale w dużej mierze na tym, jak Izrael "eksportuje okupację" i dlaczego jest to "tak atrakcyjny model". Z tych względów nawet jeśli sam temat przemysłu obronnego nie jest Wam bliski, to "Laboratorium Palestyna" okazuje się książką szalenie interesującą - a przy tym przerażającą. Przykłady z całego świata ukazują, że etnonacjonalistyczna ideologia nie jest pieśnią przeszłości, a bez względu na reżim państwa interes stoi wyżej niż ochrona praw człowieka. 

Całość podzielona jest na 7 rozdziałów, które wzajemnie uzupełniają narrację. Punktem wyjściowym jest Sprzedaż broni wszystkim chętnym, który przedstawia nie tylko izraelski przemysł zbrojeniowy, ale także konflikty, w których ta broń została wykorzystana. Idealnie ten rozdział opisuje przywołana przez autora wypowiedź izraelskiego doradcy w Gwatemali: "nie obchodzi mnie, co goje robią z tą bronią. Ważne, że Żydzi czerpią z tego zyski". Kolejny rozdział, 11 września był dobry dla interesów, przedstawia istotne skutki tego wydarzenia dla całego świata: te ataki umiędzynarodowiły wojnę z terroryzmem, w praktyce oznaczając usprawiedliwienie wielu działań wymierzonych w ludność muzułmańską. Warto tutaj przypomnieć, że pod płaszczykiem walki z terroryzmem po 2001 roku Chiny zintensyfikowały działania wymierzone w Ujgurów. Międzynarodowa walka z terroryzmem dla Izraela opłaciła się podwójnie, bo nie tylko usprawiedliwiała niektóre działania względem Palestyńczyków, ale także w przeciągu dwóch dekad doprowadziła do znacznego wzrostu zainteresowania izraelskim sektorem obronnym i inwigilacyjnym. 

Rozdział trzeci ma bardzo ciekawy tytuł: Zapobieganie wybuchowi pokoju. Z tej części dowiemy się o dehumanizacji Palestyńczyków - tak by okupacja jeszcze łatwiej stała się towarem eksportowym. Podejmowany tutaj problemem jest także globalna świadomość istnienia okupacji Palestyny za sprawą mediów społecznościowych - i jak to na to musi reagować Izrael. Kolejny rozdział, Sprzedaż izraelskiej okupacji światu, kontynuuje ten temat. Ogromną zaletą tego reportażu jest ukazywanie szerszego, globalnego kontekstu - jak inne państwa korzystają ze współpracy z Izraelem, i jak często ta współpraca jest ukrywana. W rozdziale Niesłabnąca atrakcyjność izraelskiej dominacji poruszona zostaje kwestia bliskości ideologicznej różnych państw jeśli chodzi o kwestię "sposobu traktowania niepożądanych grup ludności". Loewenstein znów otwieram nam oczy na różne powiązania na świcie, jak chociażby bliskość kwestii RPA i apartheidu czy Indii i Kaszmiru - gdzie obecne jest poparcie Izraela.

"Izrael od początku miał być światłem przewodnim i źródłem inspiracji w stuleciu, któremu etnonacjonalizm przyniósł katastrofę i cierpienie. Dziś, poprzez ideologię i za pomocą sprzętu wojskowego i wywiadowczego, państwo żydowskie wykorzystuje swój misjonarski zapał do znajdowania i kształtowania krajów o podobnych zapatrywaniach. Żaden z nich nie będzie taki sam jak Izrael, ale izraelski model szowinizmu i bezwstydnej dumy, z jaką wywyższa się Żydów ponad wszystkich innych, jest niczym łatwy w transporcie zestaw mebli do samodzielnego montażu - można go zaadaptować do różnych warunków, różnych krajów i scenariuszy."

Całość zamykają dwa rozdziały: Izraelska masowa inwigilacja w mózgu twojego telefonu oraz Media społecznościowe nie lubią Palestyńczyków. W ten sposób od analizy różnych bardziej tradycyjnych konfliktów, w których wykorzystywano doświadczenia Laboratorium Palestyna przechodzimy do technologii inwigilacji by dojść do szerszego omówienia roli mediów społecznościowych i kwestii nagłaśniania sprawy palestyńskiej.

"Laboratorium Palestyna" to złożony reportaż, który kreśli dość przerażającą wizję świata, w którym dążenie do pokoju często jest mniej atrakcyjne niż utrzymywanie konfliktu generującego zyski. A w połączniu z etnonacjonalistyczną ideologią władza i pieniądze stają się niebezpiecznym koktajlem. Poprzez liczne przykłady z całego świata "Labolatorium Palestyna" to coś więcej niż odpowiedź na pytanie zadane na okładce książki: Jak Izrael zarabia na okupacji Palestyny. Ostrze krytyki Loewensteina nie jest skierowane wyłącznie przeciwko Izraelowi: konsekwentnie odsłania kulisy globalnego biznesu skupionego wokół handlu bronią w połączniu z kontrolowaniem Innego. 

To reportaż trudny - ale nie ze względu na język czy sposób napisania - ale ciężar tematyczny, odzierający ze złudzeń. Szczególnie fragmenty dotyczące Unii Europejskiej, tak mocno promującej wartości, mocno uderzył w wiarę w dobre intencje polityczne. Największą siła "Laboratorium Palestyna" jest nie tylko opisane powyżej demaskatorstwo, ale przede wszystkim oddanie głosu tym, którzy nie boją się odsłaniać mrocznego oblicza własnego kraju. 

Słowem podsumowania...

"Laboratorium Palestyna" to lektura absolutnie obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć mechanizmy współczesnego świata. Loewenstein nie oferuje prostych odpowiedzi, ale dostarcza druzgocących dowodów na to, jak kruche są deklarowane wartości, gdy stają na drodze zyskowi i władzy. To książka, która nie pozwala przejść obojętnie, wytrąca z poczucia komfortu i zmusza do myślenia. Jeśli szukasz reportażu, który nie tyle opowiada o konflikcie, co demaskuje globalny system, który ten konflikt żywi i umacnia – sięgnij po tę książkę. Przeczytaj, nawet jeśli myślisz, że temat Cię nie dotyczy. Prawdopodobnie zweryfikuje to Twoje przekonanie.

 


"Zasypani" to reportaż, który czyta się z wypiekami na twarzy - od pierwszej do ostatniej strony przykuwa uwagę mimo - wydawałoby się - tak prozaicznego tematu jak śmieci. Na ponad 350 stronach kryje się dogłębna analiza globalnego kryzysu odpadów, od naszych własnych domów po odpady radioaktywne, z którymi nie wiadomo, co począć. Oliver Franklin-Wallis ujmuje ten problem wielowymiarowo - od aspektów środowiskowych po kwestie społeczne i polityczne, ukazując wpływ kultury jednorazowego użytku na naszą planetę. Śmieciom zazwyczaj nie poświęcamy wiele uwagi, a sam temat może wydawać się mało interesujący - nic jednak bardziej błędnego. "Zasypani" to książka, która sprawia, że kwestia odpadów fascynuje - a że każdy z nas doświadcza (choć może sobie z tego nie zdaje sprawy!) wpływu naszej kultury konsumpcyjnej i podejścia do odpadów, to i każdy powinien tę książkę przeczytać. Szczególnie, że jej styl jest niezwykle przystępny: Franklin-Wallis łączy dziennikarstwo śledcze z osobistymi historiami (własnymi oraz osób, z którymi przeprowadził wywiady), aby pokazać czytelnikom złożone systemy związane z zarządzaniem odpadami, recyklingiem oraz społecznościami, które najbardziej cierpią na skutek niewłaściwego zarządzania odpadów. Jednocześnie autor nigdy nie przedstawia problemu w czarno-białych barwach, zawsze skupiając się na ukazaniu złożoności: łatwo jest potępić wysyłkę odpadów na Globalne Południe, ale to co dla jednych jest śmieciem, dla innych jest... surowcem, zasobem. Wisienką na torcie tego reportażu jest bogata bibliografia - wszystkie dane, które pojawiają się w książce są poparte źródłem. Czego chcieć więcej od naprawdę dobrego reportażu?

Zacznijmy od tematyki książki, bo "Zasypani" podejmują całe spektrum zagadnień związanych z odpadami. Swoja przygodę (wierzcie mi na słowo, czytanie "Zasypanych" to przygoda pełna emocji, będąca jednocześnie lekcją) zaczynamy w Nowym Delhi, gdzie wraz z autorem zbliżamy się do "wysypiska Ghazipur, góry zbudowanej nie ze skał, ale śmieci". Wznosząca się na 65 metrów, góruje nad krajobrazem. Szpeci, stanowi zagrożenie - a jednocześnie oferuje zarobek szperaczom. "Na całym świecie, a głównie na Globalnym Południu, ze szperactwa utrzymuje się nawet 20 milionów ludzi". To świetne wprowadzenie do tematu książki: ukazuje różne kwestie związane z odpadami, skupiając się także na ludziach. Jak zauważa autor: "hałdy śmieci istnieją od zarania ludzkości. Gdziekolwiek pojawiali się ludzie, zostawiali po sobie odpady". To odpady pozwalają archeologom rekonstruować dzieje ludzkości. 

Do kwestii Globalnego Południa autor powraca nie raz. "Jako mieszkańcy Globalnej Północy uważamy wywóz śmieci za coś oczywistego, za jedno z naszych podstawowych praw, podczas gdy dla ludzi, którzy z trudem zaspokajają swoje podstawowe potrzeby - dostępu do pożywienia, wody i edukacji - pozostaje on luksusem". Ukazuje różne kwestie związane z odpadami na Globalnym Południu - od wywozu naszych śmieci, czyli zrzucania problemu na innych, po rozwinięcie się kultury odnawiania i ponownego wykorzystania naszych "śmieci" (a także problem z fast fashion, który sprawia, że coraz trudniej jest ponownie wykorzystać słabe jakościowo ubrania). "Zasypani" poruszają także kwestie rozwiązań zarządzania odpadami na Globalnej Północy - by ostatecznie postawić tezę, że rozwiązanie kryzysu odpadowego musi brać pod uwagę różnice zamożności państw - a tym samym możliwości wdrażania rozwiązań.

Jakie jeszcze tematy zostały poruszone? Oczywiście kwestie recyklingu, kompostowania, fast fashion, marnowania żywności, kultury jednorazowych produktów czy ścieków. Wszystko wielowymiarowo - od narastających problemów, przez poszukiwanie rozwiązań lub zamiatanie tego pod dywan. Nie zabrakło także poruszenia kwestii wpływu na środowisko i zdrowie; wszak wiele śmieci jeśli nie od razu, to z czasem może stać się toksyczna. By zbadać te wszystkie tematy autor udał się w wiele miejsce - od miasteczek i wsi na Globalnym Południu po nowoczesne (i też te przestarzałe) zakłady oczyszczania, recyklingu lub składowania śmieci. 

Każdy z rozdziałów naprawdę wciąga i trudno oderwać się od lektury. A jednocześnie, strona za stroną każe nam się zastanawiać nad problemem i nad tym, co możemy zrobić jako jednostki, ale także jako zbiorowości. Jaka odpowiedzialność powinna zostać nałożona na producentów - bo odpady nie zaczynają się kiedy wyrzucamy opakowanie, ale już na etapie produkcji czy nawet wydobycia surowców. Od razu zaznaczę, że autor nie szuka taniej sensacji, ale przedstawiane przez niego odkrycia w trakcie dziennikarskiego śledztwa potrafią zszokować - a na pewno otworzyć oczy. Zaproponowana w "Zasypanych" przygoda to nie tylko zwiedzanie niebezpiecznych miejsc, jakimi są wysypiska, ale i odkrywanie prawdy: ujawnianiu warstw korupcji, nieudanych polityk i interesów korporacyjnych, które pogarszają problem odpadów. Autor pozostawia czytelników z niepokojącą świadomością globalnej skali problemu i tego, jak nasze codzienne nawyki konsumpcyjne się z nim wiążą.

A jednocześnie unika moralizatorskiego tonu: nie stoi ponad nami, nie prawi nam kazań, nie grzmi, że wszystko stracone. W "Zasypanych" - oprócz rzetelnego ukazywania problemu - autor pozwala sobie na własne przemyślenia; chociaż prowadzone przez niego śledztwo wywarło na nim potrzebę zmiany nawyków (kompostowania, dokładnej segregacji czy powstrzymania się od kupowania zbędnych rzeczy), to przyznaje się przed nami otwarcie, że jest tylko człowiekiem. Że problem jest na tyle złożony, że potrzeba różnych rozwiązań - my musimy się zmienić, ale także korporacje i rządy. To ciekawe połączenie: książka jest rzetelna, bogata w szczegóły dziennikarskiego śledztwa; pełna informacji przedstawionych w bardzo klarowny sposób - a jednocześnie zawiera w sobie wezwanie do działania. Jest z jednej strony krytyczna, ale nie pozbawiona elementu nadziei - że rozumiejąc problem, odkrywając nieudolną politykę uda się w końcu wprowadzić zmiany na lepsze. Skończył się czas na ignorancję i zamykanie oczu, trzeba się pochylić nad rozwiązaniami.

"Zasypani" to świetny reportaż, prowokujący do myślenia, wieloaspektowo i krytycznie przedstawiający problem, ale także pewne rozwiązania. To przede wszystkim naprawdę udana analiza kryzysu odpadowego, który wymaga naszej uwagi - tu i teraz, jeśli nie chcemy przyszłym pokoleniom zostawić w spadku tylko bunkrów z toksycznymi odpadami. Książka napisana jest w bardzo przystępny sposób, dzięki czemu może trafić do każdego czytelnika. Ponadto autor jasno pokazuje, że problem odpadów to nie tylko kwestia środowiskowa, ale także głęboki problem społeczny. Poprzez ukazanie zarówno Globalnej Północy, jak i Globalnego Południa autor bada nierówności systemowe, które pokazują kto najbardziej cierpi w wyniku kryzysu. To jeden z tych reportaży, który pozostaje w głowie - który otwiera oczy i wzywa do działania. Jestem przekonana, że po przeczytaniu tej książki każdy spojrzy nieco inaczej na otaczający nas świat - i ten bliski, domowy i dalszy - całą naszą planetę. 


Oliver Franklin-Wallis "Zasypani. Sekretne życie śmieci" (2023)
Polskie wydanie: Wydawnictwo Poznańskie (2024)




 


"Polka w Korei. Jak się żyje w kraju k-popu, kimchi i Samsunga" to książka, która jest dokładnie tym, czym obiecuje być: zbiorem anegdot i ciekawostek w oparciu o doświadczenie Autorki, które nie ogranicza się wyłącznie do mieszkania w Korei Południowej - wszak Agnieszka Klessa-Shin, znana jako Pyra w Korei prowadzi popularny kanał YT. Własne spostrzeżenia przeplata z garścią informacji oraz praktycznymi wskazówkami - w książce znajdziemy nawet słowniczek! Czy "Polka w Korei" pogłębiła moją wiedzę o tym państwie? W zasadzie nie, poza anegdotami związanymi z faktycznym życiem codziennym takim jak wynajem mieszkania, większość zawartych informacji była mi dobrze znana. Czy to źle? Absolutnie nie - całość czytałam z ogromną przyjemnością, a Autorka potwierdzała moje własne doświadczenia. To książka napisana z pasją, ale nie z różowymi okularami - ukazująca zarówno niezwykłość Korei Południowej, jak i pełno sprzeczności i absurdów, które czynią Koreę tak wyjątkową - i tak różną od Polski. To książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić zarówno osobom, które zaczynają się interesować Półwyspem Koreańskim, będąc w fazie zachwytów na k-popem i k-dramami, jak i tym, którzy o Korei nie wiedzą nic, ale są otwarci na poznawanie nowych miejsc w formie bardzo przystępnej dla turystów. I jak się okazało w moim przypadku - nawet osoba, która napisała doktorat na temat Korei Południowej może czerpać z tej książki wielką przyjemność - bo taka perspektywa codziennego życia z perspektywy Polki jest równie fascynująca jak dogłębne analizy naukowe (choć podejrzewam, że poza kręgiem akademickim nikt takiej literatury fascynująca nie nazwie).

"Polka w Korei" składa się z 6 zwięzłych części (w moim odczuciu, choć książka liczy 400 stron), uzupełnionych o zdjęcia z prywatnego archiwum Autorki oraz "krótkie poradniki" przedstawiające chociażby podstawowe maniery przy stole czy możliwe formy noclegów. Część pierwsza stanowi wprowadzenie, przedstawiające różne ciekawostki "wprowadzające": od języka koreańskiego, poprzez walutę i takie zasady, jak unikanie mówienia do kogoś na "ty". W tej części znajdziemy także dość krótkie wzmianki dotyczące polityki - "klątwy prezydentów" czy podziału Półwyspu Koreańskiego - ale wszystko utrzymane w formie ciekawostki, a nie pełnego faktów opracowania. Od pierwszych stron dominuje perspektywa "co mnie w Korei zaskoczyło" i to właśnie z tej perspektywy pisane jest wprowadzenie. 

Kolejna cześć to "Korea na co dzień", w której możemy dowiedzieć się dlaczego na koreańskich drogach jest niebezpiecznie, czemu każdy się spieszy, a także jakich problemów nastręcza poszukiwanie mieszkania. Nie zabraknie także garści ciekawostek o psach, medycynie czy kulturze pracy. Część trzecia to "Korea niezwykła" czyli wybór ciekawostek, tradycyjnych przesądów i wierzeń, które mogą zaskoczyć osoby z innych kręgów kulturowych. Kolejne dwie części z kolei dotyczą tego, co zazwyczaj przyciąga nas do Korei w pierwszej kolejności - kuchni i kultury popularnej. Znów bez analiz fenomenu koreańskiej fali, a raczej obrazując codzienność - w której k-pop to zwykła muzyka lecąca w radio. Całość zamyka przewodnik opisujący ciekawe atrakcje w różnych rejonach kraju. Dodatek stanowią rozmówki polsko-koreańskie oraz słowniczek.

Książce można zarzucić, że skacze z tematu na temat mimo próby ułożenia tego we wspomniane części. I tak rozdział zaczynający się krajobrazu Korei Południowej i czterech pór roku kończy się rozważaniami dotyczącymi prezydentów, a większość zagadnień traktuje raczej pobieżnie. Ma to jednak swój urok opowieści, wszak książka w dużej mierze opiera się na anegdotach. "Polka w Korei" nie ma ambicji bycia analitycznym reportażem - to raczej literatura podróżnicza - i szczerze, chciałabym być zaopatrzona w taką książkę przed moją pierwszą wizytą w Seulu!

Ogromną wartością dodaną z mojej perspektywy jest całkiem sporo słownictwa - którego nie nauczymy się z podręczników. W dodatku zapisanego w nawiasie przy użyciu koreańskiego alfabetu. I choć o wielu zjawiskach wiedziałam, to nie znałam ich nazw - często potocznych, funkcjonujących właśnie w żywym języku.

"Polka w Korei" to książka, która spodoba się tym, którzy marzą o wyprawie do Korei Południowej. Będzie to dla nich ciekawy przewodnik turystyczno-kulturowy. Dla osób, które wiedzą już co nieco na temat Korei najciekawiej wypadną ciekawostki z życia codziennego. Niezwykle przystępna forma, a także ładne wydanie sprawia, że to również książka po prostu przyjemna - dobrze się ją czyta i przegląda. W zasadzie odradzam ją jedynie tym, którzy już o Korei Południowej wiedzą wiele - dla których takie hasła jak uczucie han, nunchi czy kultura ppalli ppalli nie stanowią zagadki i poszukują analitycznego tekstu o koreańskiej kulturze, społeczeństwie czy polityce - "Polka w Korei" taka książką nie jest. Jednak jak pokazuje mój przypadek - szeroka wiedza o Półwyspie Koreańskim wcale nie oznacza, żeby książkę skreślić - naprawdę przyjemnie się Autorce potakiwało i porównywało własne doświadczenia. I kto by pomyślał, że nie tylko mnie zaskoczyło to, że w Korei jest wszędzie pod górkę, a nad głową zwisają zwoje ciężkich kabli? :)

Agnieszka Klessa-Shin "Polka w Korei" (2023)
Wydawnictwo: Znak Literanova

 


"Chłopki" należą do mojego ulubionego typu reportaży: uporządkowanych i spójnych, wnikliwych, opartych na interesujących źródłach i poszerzających horyzonty. To jedna z takich książek, które otwierają oczy, obrazując warunki życia - ale i pasje i marzenia - polskich kobiet sprzed dekad. Autorka bez oceniania prezentuje życie kobiet na polskiej wsi, posiłkując się pamiętnikami, archiwalnymi dokumentami i gazetami. Obraz ten jest bardzo kompleksowy, a po zakończeniu lektury nie ma się wrażenia, że coś jeszcze można by dodać - jednocześnie nie ma przesytu informacjami. Całości dopełnia pewna lekkość pióra Autorki, przez co już od pierwszych stron wciągamy się w ten reportaż i przepadamy jak z niejedną powieścią. "Chłopki" to reportaż dopracowany w najmniejszym szczególe, poświęcony wydawałoby się niewdzięcznemu tematowi - bo i kogo zainteresuje polska wieś z przed lat? Warto się jednak nad tą książką pochylić, by lepiej zrozumieć i dzisiejsze czasy, bo w niektórych aspektach (jak wpływ kościoła na kształtowanie postaw kobiet) ciągle odczuwamy echo dawnych lat. 

Reportaż przedstawia wiele aspektów życia: od bycia dzieckiem i marzeń o tym, by chodzić do szkoły, poprzez młodość i chęć ucieczki do miasta od znoju codziennej pracy lub wydania za mąż niczym bydła na sprzedaż, po wspomnienia dzieci i wnuków. Choć "Chłopki" stawiają w centrum zainteresowania kobiety, to jednocześnie nakreślają realia polskiej wsi - w tym także bardzo ciekawy rozdział o potrawach, który tłumaczy chociażby to dlaczego nasze babcie wyrażały swoją miłość poprzez napychanie nam brzuchów - czego ktoś, kto nigdy nie zaznał głodu nie zrozumie. 

Co ciekawe, mimo niejednokrotnie trudnych tematów, jak chociażby przemoc czy zmuszanie do pracy dzieci, Autorce udaje się uniknąć dominującego pesymistycznego tonu, skupiając się na sile kobiet, a nie wyłącznie ich niedoli. Nie będę ukrywać, że wielokrotnie gotowałam się w środku na myśl, że tak można było traktować kobiety, które miały wyłącznie wypełniać obowiązki; które tak łatwo było zastąpić - i których "wartość" często była mniejsza od krowy, jednocześnie czując ogromny podziw dla bohaterek. Dzięki reportażowi zwyczajnie lepiej pojęłam wiele zachowań mojej babci czy chociażby relacje z kościołem - skoro życie na ziemi fundowało kobietom jedynie znój, to łatwo było przyjąć narrację o "zasłużonym odpoczynku" po śmierci. Tak jak wspominałam, to reportaż otwierający oczy - w trakcie lektury łatwo wykrzyknąć "acha! stąd się to wzięło!", gdy myślimy o wielu rodzinnych i polskich tradycjach czy cechach. Na kartach reportażu poznajemy pokolenie kobiet, którym wmawiano, że największą cnotą jest poświęcenie się dla innych, stanie najniżej w rodzinnej hierarchii, a na ciepłe relacje rodzinne nie ma ani czasu, ani sił - to wszystko odbiło się na dzieciach, by kształtować Polaków.

"Chłopki" to bolesny i wnikliwy reportaż stanowiący pewnego rodzaju hołd dla bohaterek, kobiet-siłaczek - i już z tego powodu wart przeczytania. To książka skłaniająca do przemyśleń - nie tylko o przeszłości, odzierając nas ze złudzeń idyllicznej i spokojnej wsi, ale przede wszystkim o teraźniejszości. Możemy się zastanowić ile się zmieniło - a nad czym jeszcze musimy pracować, bo tkwi w nas głęboko. "Chłopki" to także reportaż niezwykle autentyczny, sięgający po różnorakie źródła, przy każdym temacie przedstawiający więcej niż jedną perspektywę. Reportaż podejmujący trudny, przemilczany temat. Dodatkowo jest to książka napisana w bardzo przystępny sposób i zwyczajnie porywająca. Wszystkie te cechy składają się na reportaż, który warto przeczytać, nawet jeśli zazwyczaj nie sięga się po literaturę faktu. 


Joanna Kuciel-Frydryszak "Chłopki"  (2023)

Wydawnictwo: Marginesy

 


Takie książki jak "Polacy na emigracji" zaliczam do kategorii reportaży-ciekawostek: to nie próba analizy jakiegoś zjawiska, a zbiór różnych opowieści i anegdot uporządkowanych tematycznie. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut, tylko istotna uwaga do kogo kierowana jest ta książka. Autorka raczej podąża za własną intuicją i doświadczeniami niż twardymi danymi, by spróbować odpowiedzieć na pytanie: dlaczego i po co wyjeżdżamy? W rezultacie otrzymujemy lekką, bardzo wakacyjną książkę, w której Polacy mieszkający za granicą opowiadają o swoich doświadczeniach. Gdzie Autorka uznała to za zasadne dopowiada pewien kontekst, dzieli się anegdotami z własnego życia czy zamieszcza rozmowy ze specjalistami. Wszystko czyta się szybko i przyjemnie - czyli dokładnie tak jak miało być w zamierzeniu, a jedyne zgrzyty wywołuje pewna powtarzalność (Autorka co jakiś czas przypomina swoich rozmówców, co z jednej strony jest konieczne ze względu na dużą ilość bohaterów, a z drugiej wprowadza to odczucie "już to czytałam"), odbieganie od tematu (rozdział o życiu codziennym jest także rozdziałem o stereotypach) i korekta - można wybaczyć drobny błąd, ale "autokorektę" na zupełnie inne słowo? Mimo drobnych zarzutów to książka w sam raz skrojona na lato: niewymagająca, unikająca przytaczania zbyt wielu informacji, skupiająca się na rozmowach. I choć porusza kilka poważniejszych kwestii, to ogólnie przedstawia dość pozytywny obraz emigracji w poszukiwaniu swojego miejsca.

W reportażu została przyjęta ciekawa forma uporządkowania - zamiast poświęcenia każdego z rozdziałów jednemu z rozmówców, całość została uporządkowana tematycznie - choć czasami granice tematyczne trochę się rozmywały, to i tak stanowiły dobry wybór, dzięki któremu czytelnik może porównać różne doświadczenia. Co ciekawe Autorka zdaje się być jedną z bohaterek książki - sama również podróżuje i nie waha dzielić się własnymi spostrzeżeniami. I tak wśród poruszonych tematów znalazły się oczywiście powody wyjazdu, pierwsze doświadczenia za granicą, ale także takie kwestie jak bezpieczeństwo, aborcja, czy to jak Polacy traktują siebie nawzajem poza granicami. Duży plusem jest także przywoływanie opowieści różnych osób, chociażby z Holandii - inną wizję tego kraju i relacji z obywatelami przedstawia rozwódka z Holendrem, inną para, która poszukiwała miejsca, w którym może być razem bez uprzedzeń. Całość należy czytać właśnie przez ten subiektywny ton - wszak nie każdy, kto wyjeżdża odnosi sukces, a każdy ma inne doświadczenia. Autorka nie ocenia miejsc emigracji - a z rozmów wyłania się jedno proste przesłanie: każdy ma prawo szukać takiego miejsca, w którym będzie czuć się dobrze. Jedna osoba odnajdzie się na Jamajce, inna w Stanach Zjednoczonych.

"Polacy na emigracji" nie są więc reportażem o samym zjawisku jakim jest emigracja, ale opowieścią o ludziach, którzy postanowili znaleźć swoje miejsce poza granicami Polski. Autorka nie skupia się wyłącznie na motywacjach bohaterów, dzięki czemu poznajemy ich przygody, związki czy życie codzienne. Co ciekawe, dla wielu z relatywnie młodych bohaterów pierwszym krokiem do emigracji była wakacyjna podróż, co jeszcze potęguje letni charakter książki. Autorka podchodzi do swoich rozmówców z dużą dozą sympatii i zrozumienia, co przekłada się na bardzo pozytywne wrażenie: bez oceniania postaw swych bohaterów. Jeśli szukacie właśnie tego - zbioru opowieści o życiu za granicą, w lekkiej i bardzo przystępnej formie, książki mocno subiektywnej, to "Polacy na emigracji" będą reportażem właśnie dla was!


Agnieszka Kołodziejska "Polacy na emigracji" (2023)
Wydawnictwo: WAB


 


"Taki jest Berlin" Justyny Burzynski to opowieść o mieście oczami osoby, która dobrowolnie wybrała to miejsce do życia i od lat obserwuje specyfikę tej wiecznie przeobrażającej się metropolii. To typ przewodnika poza szlakiem - z tą książką nie odwiedzimy oczywistych atrakcji turystycznych, tylko miejsca gdzie można odkryć berlińską duszę. Choć Autorka powołuje się na różne źródła opisując Berlin jest to w gruncie rzeczy jej spojrzenie, a nie dogłębna analiza różnych zjawisk. Przekłada się to na krótkie rozdziały pełne ciekawostek - a co ważniejsze konkretnych adresów, pod które można się udać. Jest to zatem książka idealna w podróż, do zabrania ze sobą i zanurzania się z nią w mieście - szczególnie, że brak w niej zdjęć, jakby miało to jeszcze bardziej zachęcić do przeżycia tego na własnej skórze. Tym samym nie jest to książka dla każdego. Moje oczekiwania spełniła połowicznie - spodziewałam się jednak dłuższych wywodów analizujących pewne zjawiska - a apetyt na to został jedynie rozbudzony. Natomiast dla podróżników to pozycja z pewnością godna polecenia - sama także jak ruszę się z domu wole poznawać prawdziwe miasto, a nie jego jarmarczną fasadę atrakcji turystycznych. 

"Taki jest Berlin" to książka podzielona na dwie części, z czego pierwsza porusza zagadnienia związane ze współczesnym Berlinem, by przybliżyć specyfikę tego miejsca. Tutaj odnajdziemy rozdział o mniejszościach etnicznych (moim zdaniem zdecydowanie zbyt krótki; w dużej mierze poświęcony osobistym spotkaniom Autorki z przedstawicielami mniejszości - a jednocześnie zawierający polecenia najlepszych restauracji, co ponownie wskazuje niejako charakter tej książki), jak i opisy życia klubowego, street artu czy lokalnych społeczności. Tematyka jest dość szeroka i każdy znajdzie coś dla siebie - mnie osobiście mało interesowała scena klubowa, za to bardzo gentryfikacja miasta - a jak się okazało nie są to zjawiska zupełnie odrębne. Z kolei druga cześć służy stworzeniu zestawienie interesujących zdaniem Autorki miejsc.

Książka napisana jest w bardzo przystępny sposób, przez co czyta ją się szybko i przyjemnie. Moja uwagę szczególnie zwróciła budowa tekstu oparta na "hiperłączach" - gdy zostaje wspomniane jakieś miejsce w nawiasie podany jest numer rozdziału, gdzie jest szerzej opisane. Cała książka kojarzyła mi się przez to mocno z czytaniem bloga - dość krótkie rozdziały przypominały posty, do tego "odnośniki", które przenosiły nas do odpowiednich podstron. Biorąc pod uwagę, że "Taki jest Berlin" przedstawia nowoczesną i w gruncie rzeczy dość młodzieńczą (kojarzącą mi się z życiem studenckim) stronę miasta to taka struktura jak najbardziej pasowała - szczególnie, że Autorka zaczynała pisanie o Berlinie od bloga berlinsko.com. Z kolei dla czytelnika przyzwyczajonego do innej struktury tekstu, taka zachęta do "skakania" po różnych częściach książki może być męcząca. 

"Taki jest Berlin" jest książką ciekawą, ale nie dla każdego. Chociaż traktuje o pewnej specyfice miejsca to raczej zawiedzie tych, którzy szukają dogłębnej analizy zjawisk historycznych, społecznych i kulturowych, które Berlin ukształtowały. To nie jest książka dla osób, które chcą jedynie czytać o miejscach - to tekst zachęcający do podróży poza utartym szlakiem. Taki podróżnik odnajdzie w niej mnóstwo ciekawych miejsc do poznania - i poczucia ich klimatu. Wszak nie wystarczy przeczytać o Berliner Luft, berlińskim powietrzu, należy spróbować nim oddychać. To książka bardziej aktualna niż historyczna, próbująca uchwycić zachodzące teraz zmiany. Jeśli będę wybierać się do Berlina z pewnością wezmę ją ze sobą i to właśnie osobom z duszą podróżnika polecam ją najbardziej.


Justyna Burzynski "Taki jest Berlin" (2023)
Wydawnictwo Muza

 


"Niedźwiedź w objęciach smoka" to kolejna pozycja od Wydawnictwa Szczeliny, która w pełni spełniła moje oczekiwania względem literatury popularno-naukowej: interesujący temat, ciekawe podejście, ogromna wiedza Autora oraz uporządkowana struktura. To nie jedna z tych książek, która skacze z tematu na temat, ale uporządkowana narracja z wyraźnym celem: analizą relacji chińsko-rosyjskich. Jednocześnie nie jest to kalendarium, przeładowane datami, nazwiskami i liczbami, ale spójna narracja, nakreślająca najpierw kontekst - politykę i specyfikę Rosji i Chin, by następnie przejść do relacji między państwami, a wszystko to podzielone na wyraźne, logiczne okresy. Dodatkowym atutem jest styl - Michał Lubina jako naukowiec ma ogromne zaplecze wiedzy, a jednocześnie napisał książkę z myślą o zwykłym czytelniku, a nie studencie. To idealne połączenie wiedzy naukowej z popularno-naukowym językiem, które sprawia, że "Niedźwiedzia w objęciach smoka" czyta się łatwiej niż chociażby "Nowy Długi Marsz" prof. Góralczyka (o Chinach pod kierownictwem Xi Jinpinga), choć ja osobiście polecam przeczytać je obie dla pełniejszego obrazu obecnej sytuacji w Chinach - które stały się mocarstwem z którym należy się liczyć. "Niedźwiedzia w objęciach smoka" to książka, którą powinien przeczytać każdy, kto poszukuje odpowiedzi na pytania związane z politycznymi decyzjami podejmowanymi przez Chiny i Rosję. Jednocześnie opracowanie obala powszechne stereotypy dotyczące Moskwy i Pekinu, wrzucające te państwa do jednego worka z napisem "przeciwieństwo Zachodu".

Już sam punkt wyjścia jest niezmiernie interesujący - nakreśla specyfikę Rosji i Chin - nie razem, ale właśnie osobno. Dzięki temu możemy zwrócić uwagę na elementy różniące te dwa państwa, jak i wspólne. W szerszym kontekście ta specyfika pomaga chociażby zrozumieć dlaczego Rosja zdecydowała się na agresję na Ukrainę - mocarstwowość Rosji najlepiej odnajduje się w kryzysie. To wprowadzenie do kultur Chin i Rosji stanowi idealny punkt wyjścia, na którym budowane są kolejne rozdziały. Drugi rozdział stanowi rozwinięcie wstępu w ujęciu historycznym, opisując skrótowo, a jednocześnie wystarczająco dla założonej tezy cztery wieki relacji chińsko-rosyjskich, kiedy te dwa państwa/cywilizacje wbrew powszechnej opinii stały "odwrócone do siebie plecami". Dzięki temu dowiadujemy się, że pojednanie chińsko-rosyjskie nie jest naturalną koleją rzeczy, ale pewnym procesem, za którym stoją interesy polityczne. Co ciekawe z tej narracji wyłania się trzeci gracz, o którym naprawdę nie można zapomnieć: Stany Zjednoczone. To co łączy Moskwę i Pekin to nie podobna kultura, ale rewizjonistyczne nastawienie: oba państwa odrzucają ustalony po zimnej wojnie porządek międzynarodowy oparty na amerykańskiej dominacji. 

Część trzecia stanowi niejako esencję książki - dotyczy polityki i trzech dekad relacji chińsko-rosyjskich. Punktem wyjścia są tutaj lata 1991-1999, co łączy się z wcześniej nakreślonym tłem: to wtedy nastąpiło zainteresowanie Moskwy i Pekinu "przyjaźnią". Podział na trzy dekady jest logiczny i związany z przywódcami każdego z państw - tak naprawdę polityka Chin czy Rosji zależy od tego, kto jest u sterów. Ta część pokazuje także ewolucję relacji, w której to Smok staje się starszym bratem Niedźwiedzia ze względu na swoją potęgę i możliwości dyktowania warunków relacji.

Kolejne części stanowią uzupełnienie - dotyczą gospodarki, wojskowości czy współpracy rosyjsko-chińskiej w Azji czy organizacjach międzynarodowych. Ostatnia część dotyczy zaś Syberii, gdzie Autor pozwolił sobie na bardziej eseistyczny ton, opierając się nie tylko na danych, ale i własnych doświadczeniach podróży, by przedstawić (i obalić) mity dotyczącego tego regionu ścierania się Chin i Rosji.

Każda z części łączy się ze sobą, tworząc spójny obraz. "Niedźwiedź w objęciach smoka" to książka, której udaje się bardzo trudna sztuka wyjaśnienia wielu zagadnień bez przytłoczenia czytelnika informacjami, dzięki czemu po zakończeniu lektury lepiej zrozumiemy otaczającą nas rzeczywistość, w której nie można ignorować ani Rosji i Chin, ani zbliżenia między tymi państwami. Dla dociekliwych na końcu znajduje się omówienie źródeł - w formie znacznie przystępniejszej niż tradycyjne przypisy. 

Jedna z części rozpoczyna się słowami: Rosja i Chiny to dwa zupełnie inne światy. Różnice między nimi są ogromne, wyrastają z całkowicie odmiennej tradycji filozoficznej, cywilizacyjnej i społecznej, innego podejścia do życia i świata. A jednak Niedźwiedź i Smok odnalazły wspólny język, płaszczyznę do stworzenia przyjaźni opartej o strategię win-win, ale w chińskim rozumieniu: kiedy każda ze stron coś czerpie, ale wcale nie symetrycznie. Z perspektywy obecnej sytuacji, w której Rosja napada na Ukrainę, a Chiny wyrastają na mocarstwo realnie zagrażające dominacji USA, "Niedźwiedź w objęciach smoka" stanowi lekturę obowiązkową. Niezwykle ważny temat przedstawiony w przystępnym sposób w połączeniu z merytoryką i wiedzą akademicką powoduje, że to książka, którą nie tylko polecam każdemu, ale i gorąco zachęcam do lektury nawet jeśli nie sięgacie po literaturę non-fiction.


Michał Lubina "Niedźwiedź w objęciach smoka" (2022)
Wydawnictwo: Szczeliny




Gdyby każdy reportaż był tak napisany jak "Indie. Kraj miliarda marzeń" to nie sięgałabym po inne gatunki. To świetny, wnikliwy reportaż, który w zasadzie czyta się sam - nim się spostrzeżemy będziemy już w połowie, z wypiekami na twarzy zgłębiając kolejne zagadnienia. Jednocześnie Autorka unika tanich sensacji, prezentując złożoność podjętego tematu. Jak wskazuje sam tytuł Indie to kraj miliarda marzeń, miliarda różnych sytuacji życiowych, których nie da się zamknąć w prostych stereotypach. Indie potocznie postrzegamy przez dwie perspektywy - kolorowego i rozśpiewanego Bollywood albo walki o przetrwanie w stylu Slumdoga, milionera z ulicy. Weronika Rokicka prezentuje inne Indie - te rzeczywiste, w których los człowieka zależy od miejsca zamieszkania, płci, dziś częściej warstwy społecznej aniżeli kasty - i to na przestrzeni lat. Bo sytuacja Indusów i Indusek jest dynamiczna, a społeczeństwo ciągle się zmienia wraz z rozwojem społeczno-gospodarczym i podążaniem własną, a nie narzucona przez kolonizatora, drogą. Od pierwszych stron widać, że temat jest Autorce bliski, spędziła lata na poznawaniu Indii, a jednocześnie nie gloryfikuje mieszkańców Indii czy rozwiązań politycznych, społecznych i gospodarczych - przedstawia je takimi, jakie są.

"Indie. Kraj miliarda marzeń" to przykład tego, jak powinny wyglądać dobre reportaże. Autorka podejmuje szeroki zakres tematów, które jednocześnie łączą się w spójną całość - każdy rozdział stanowi cegiełkę, punkt wyjściowy do kolejnych rozważań. I tak na początku poznajemy system kastowy, który potocznie wydaje nam się nieodłącznym elementem życia mieszkańców Indii. Autorka nie neguje tego, że tak było, a w niektórych miejscach nadal jest, jednocześnie zwracając uwagę na to, co dzisiaj odgrywa znacznie ważniejszą rolę - podział klasowy. To majątek i kapitał (kulturowy, władzy) definiuje dzisiaj miejsce w społecznej hierarchii, a nie wywodzenie się z konkretnej kasty. Z tym zagadnieniem idealnie łączy się rozdział drugi, opowiadający o indian dream, czyli marzeniach o awansie społecznym. Te rozważania prowadzą do rozdziału trzeciego, który porównuje miasto i wieś - kolejne ważne determinanty codziennego życia - i szans stojących przed mieszkańcami Indii. Te rozważania dopełniają kolejne rozdziały - o znaczeniu migracji oraz wielojęzykowości - wszystko to się ze sobą łączy. Nie zabrakło miejsca na omówienie sytuacji kobiet oraz społeczności LGBT+, bo to kolejne aspekty, które wpływają na doświadczenie życia w Indiach. Przy czym Autorka ani na chwilę nie zapomina o poprzednich "cegiełkach": nie sprowadzając chociażby życia kobiet do uproszczonych twierdzeń. Induska z miasta i klasy wyższej będzie miała inne doświadczenia niż kobieta ze wsi, w której gospodarstwie domowym nie ma zbyt wielu udogodnień. Sprawia to, że żaden z podjętych wątków nie wydaje się wyrwany z kontekstu, a cała narracja jest spójna - co wpływa na przyjemność czytania. Kolejne rozdziały pochłania się jeden za drugim i nim się człowiek spostrzeże dotrze do końca. 

Reportaż napisany jest także bardzo przystępnym językiem i nie jest przeładowany danymi - odwołania do historii, nazwisk czy danych statystycznych pojawiają się wtedy, kiedy trzeba, a nie w nadmiarze. Nie zabrakło przypisów bibliograficznych, które również stanowią istotny element tego rodzaju tekstów. Sama tematyka również jest wciągająca - mówienie o przemianach społecznych i gospodarczych nie przez pryzmat wielkiej polityki - choć jak trzeba pojawiają się do niej odniesienia - ale aspiracji mieszkańców Indii, którzy chcą, aby żyło im się lepiej. 

"Indie. Kraj miliarda marzeń" to reportaż, który bez koloryzowania obala kolejne stereotypy, ukazując skomplikowaną, a zarazem uniwersalną rzeczywistość mieszkańców Indii: z jednej strony to kraj tak różny od Polski, w którym mówi się wieloma językami i wyznaje różne religie, a jednocześnie Indusi mają takie same marzenia jak my - o tym, aby żyło nam się dobrze, w dobrobycie. Czasem tak pozornie przyziemna kwestia jak skonstruowanie i udostępnienie maszyny do produkcji podpasek może poprawić jakość życia tysięcy kobiet. Na okładce książki pojawia się cytat Kailash Satyarthi, który może stanowić tezę tego reportażu: Indie może i są krajem setek problemów, ale również krajem miliarda rozwiązań. Weronika Rokicka odczarowuje potoczny wizerunek Indii, sprawiając, że kraj ten, a przede wszystkim jego mieszkańcy wydają się dużo bardziej bliżsi. To książka godna polecenia każdemu - tak miłośnikom gatunku, jak i tym, którzy pragną zacząć przygodę z reportażem; osobom interesującym się Azją Południową, sytuacją kobiet i osób LGBT+, wpływem przemian gospodarczych na zmiany społeczne - jak i tym, które po prostu chcą się dowiedzieć czegoś więcej o świecie. To tytuł, którego nie można przegapić!

Weronika Rokicka "Indie. Kraj miliarda marzeń" (2022)
Wydawnictwo: Szczeliny

 


"Koreańska myśl techniczna miała w tych czasach bardzo złą sławę. Fakt, że świat o tym zapomniał, jest doskonałym świadectwem, jak skuteczna okazała się koreańska strategia kreowania marki".

"Cool po koreańsku. Narodziny fenomenu. Jak jeden naród podbił świat za pomocą popkultury" Euny Hong ma na celu przybliżenie narodzin koreańskiej fali. O fenomenie tym opowiada dziennikarka, która jako dziecko przeprowadziła się ze Stanów Zjednoczonych do Korei Południowej - nie tej, którą znamy dzisiaj, tylko państwa ciągle jeszcze kontrolowanego przez dyktaturę Chun Doo-hwana, opętanego obsesją antykomunizmu i produkującego słabą elektronikę.  Euny Hong była świadkiem przemiany Korei Południowej, która w bardzo krótkim czasie stała się "cool" za sprawą kultury popularnej. Ten nagły i niespodziewany sukces to nie tylko zasługa pojawienia się odpowiednich artystów, ale przede wszystkim szczegółowego planowania ze strony rządu i samej mentalności Koreańczyków, potrafiących poświęcić wiele by zbudować ten zbiorowy sukces. Choć tematyka jest niezwykle ciekawa, a autorka pisze w bardzo przystępny sposób - nie unikając przy tym ironii - to "Cool po koreańsku" jest słabym reportażem. Nie oznacza to jednak, że jest złą książką - świetnie się ją czyta jako pewien rodzaj biografii czy wspomnień o dorastaniu w kraju, który przechodzi niezwykłą transformację. To w dużej mierze rozliczenie Euny Hong z decyzją rodziców o przeprowadzce i jednoczesna próba zrozumienia jak ten "koszmarny" kraj z dzieciństwa stał się popularną Koreą Południową. To spojrzenie - osoby jednocześnie z zewnątrz, jak i wewnątrz jest niezwykle ciekawe i pozwala dostrzec wiele specyficznych cech państwa, które mogłyby umknąć zarówno Koreańczykowi, jak i dziennikarzowi analizującemu temat "na chłodno".

Dlaczego "Cool po koreańsku" wypada słabo jako reportaż? Przede wszystkim jest to tekst niezwykle subiektywny, w którym osoba autorki jest mocno zaznaczona. Euny Hong odwołuje się do własnych doświadczeń opowiadając o Korei Południowej, często generalizując. Właśnie ta generalizacja stanowi jeden z największych mankamentów książki - warto czytając brać na to poprawkę i krytycznie podchodzić do stwierdzeń mających na celu opisanie doświadczenia pokolenia jedynie z perspektywy uprzywilejowanej dziewczyny dorastającej w Gangnam. Kolejna kwestia to sama struktura tekstu - nie każdy rozdział odnosi się do popkultury i stanowi jej analizę. O wyborze znów decydowały doświadczenia Autorki - stąd chociażby obszerne fragmenty o Korei Północnej, która była jej przedstawiana w dzieciństwie jako potworne państwo. Nijak ma się to do tematu reportażu - drogi Korei Południowej do zbudowania sukcesu koreańskiej kultury popularnej. Podobnie kary cielesne - zamiast nawiązać do koreańskiej fali i chociażby szkoleń artystów, rozdział skupia się na doświadczeniach autorki. Wpływa to także na same rozdziały - ten o kinie w dużej mierze opowiada o upodobaniach Autorki, a dopiero na koniec krótko analizuje zjawisko popularności koreańskiego filmu. Najciekawsze stwierdzenia dotyczące koreańskiej kultury to przytoczone wypowiedzi krytyków. Niestety sprawia to wrażenie, że Euny Hong nie jest specjalistką od tego o czym pisze; przeprowadzony przez nią samą research jest pobieżny, a w połączeniu z tendencją do generalizacji zakłamuje obraz. Przykładowo Autorka porównując popkulturę japońską i koreańską zauważa, że ta druga jest bardziej purytańska - i dlatego szkolne mundurki nosi się w Korei tylko w szkole. Stwierdzenie jakże błędne! I nie wynika to tylko z tego, że tekst został napisany w 2014 roku, a od tego czasu styl koreańskich gwiazd ewoluował - już wtedy mundurki szkolne były wykorzystywane na scenie, a do głowy od razu przychodzi mi zespół After School. 

"Cool po koreańsku", tak jak "I love Korea: k-pop, kimchi i cała" Daniela Tudora to rodzaj zachodniego dziennikarstwa, w którym liczy się doświadczenie osobiste autora i pewna intuicja. Takie teksty czyta się naprawdę przyjemnie, jednak należy pamiętać o ich subiektywności. Jako osoba zajmująca się pracą naukową zwracam ogromną uwagę na to jak analizowane jest dane zjawisko. Każde stwierdzenie musi zostać poparte, udowodnione - czymś więcej niż własnym przeczuciem, że tak jest. W "Cool po koreańsku" tego zabrakło - w stwierdzeniach opartych w dużej mierze na intuicji autorka czasem trafiła, czasem niekoniecznie. Stąd uważam, że "Cool po koreańsku" to książka dla osób, które posiadają już wiedzę o Korei Południowej lub potrafią czytać krytycznie (potrafią ocenić, które stwierdzenia są tak naprawdę subiektywnymi opiniami). Podkreślę, że wiele spostrzeżeń jest rzeczywiście trafnych (choć często są to przywołane opinie krytyków a nie efekt badań samej autorki) i dobrze opisują przypadek Korei Południowej - jednak przez ten subiektywny ton wymagają pewnej weryfikacji. Brak tu szerszej analizy, przedstawione są raczej wnioski i ogólne dowody. 

Ostatnim zastrzeżeniem jest transkrypcja - wydaje się, że jest to zapis "potoczny" stworzony przez autorkę. Przy tytułach filmów brak reżysera czy daty premiery, co w połączeniu z błędną transkrypcją sprawia, że trzeba ma mieć sporą wiedzę o koreańskiej kinematografii, aby wiedzieć o jakim filmie pisze autorka. 

Mimo tych wszystkich zarzutów, "Cool po koreańsku" to ciekawa książka - jako biografia i zbiór wspomnień. W pewnym sensie biografia nie tylko autorki, ale jej pokolenia i samej Korei Południowej. Opisana przemiana "szajsunga" w popularną markę jaką jest dziś Samsung, nabranie pewności siebie na arenie międzynarodowej za sprawą kultury popularnej jest naprawdę fascynujące. Spojrzenie autorki, która w dzieciństwie wstydziła się Korei Południowej, a dziś (w roku 2014) widzi jej rozkwit jest czymś, czego nie znajdziemy w pracy naukowej, skupiającej się na analizie samego zjawiska jakim jest hallyu (koreańska fala). W dodatku całość napisana jest w przystępny sposób.

"Cool po koreańsku" opowiada o fenomenie koreańskiej popkultury - ale robi to przez pryzmat spojrzenia autorki. Z tego powodu ten reportaż należy traktować jako wyrażenie opinii autorki bardziej niż dogłębną analizę pewnego zjawiska socjologiczno-kulturowego. Jeśli będziemy mieć to założenie w głowie, to "Cool po koreańsku" okaże się naprawdę przyjemną lekturą, opowieścią o pewnych przemianach podaną w bardzo przystępny sposób. Książka ta nie wyczerpuje tematu zjawiska hallyu, ale stanowi ciekawy dodatek do opracowań bardziej analitycznych. Ponadto nie skupia się wyłącznie na muzyce, filmie i serialach - ukazując znaczenie tego, co działo się przed koreańską falą. Nakreśla specyfikę państwa, które późno stało się demokracją - w którym pewna ingerencja państwa nadal jest pożądana, jeśli ma służyć tworzeniu narodowej marki. Dzięki temu pozostaje nadal aktualna - dzisiejsze sukcesy koreańskiej kultury są właśnie wypadkową strategii opisanej przez autorkę. Polecam przede wszystkim osobom, które już interesują się Koreą Południową. Odradzam tym, którzy poszukują analitycznego reportażu. 


Euny Hong "Cool po koreańsku. Narodziny fenomenu. Jak jeden naród podbił świat za pomocą popkultury" (2014)

Polskie wydanie: Relacja (2020)




 


"Dlaczego my wszyscy automatycznie myślimy, że mężczyzna to głowa rodziny? Skąd to się bierze? W rejestrze rodzinnym tak to nawet było zapisane, "głowa rodziny", a pod nią żona i dzieci. Przecież my też mamy głowy."

Reportaż "Przesłonięty uśmiech" Anny Sawińskiej poświęcony został kobietom mieszkającym w Korei Południowej - wśród nich odnajdziemy osoby w różnym wieku i o różnym statusie majątkowym, kobiety w Korei wychowane, i te, które do niej powróciły; także te, które Koreę wybrały - jako imigrantki, wychodzące za mąż za Koreańczyka. W swoich osobistych historiach prezentują doświadczenia bycia kobietą w Korei Południowej. Autorce udało się dokonać czegoś niezwykłego: napisała przejmujący reportaż o trudnych tematach w zadziwiająco lekki sposób - jednocześnie z ogromną dozą empatii, bez oceniania: oddając głos swoim rozmówczyniom i jedynie uzupełniając kontekst społeczno-historyczny powołując się na różne dane. Nie jestem znawczynią reportażu - ale do mnie takie podejście najbardziej przemawia - zamiast odgórnie narzuconej tezy, przedstawienie historii skupionych wokół jednego tematu: bycia kobietą. "Przesłonięty uśmiech", obok reportaży Barbary Demick, to dla mnie reportaż idealny.

"Wolę nie myśleć. Myślenie prowadzi do smutnych wniosków. Pewnych rzeczy lepiej na głos nie wypowiadać, szczególnie jeżeli ma się już dzieci."

Całość jest podzielona według historii bohaterek, a poszczególne tytuły są uzupełnione o ich imię i wiek. Każda z kobiet przedstawia własną historię, skupia się na tym, co chce powiedzieć - i na tym , co ją "uwiera" w koreańskim społeczeństwie, i na własnych marzeniach i ambicjach, niestety nie zawsze spełnionych. To niezwykłe jak wiele tych historii jest przepełnionych koreańskim uczuciem han: z jednej strony są smutne i wstrząsające, z drugiej jednak strony bije z nich ogromna nadzieja. Tam gdzie my , z naszej perspektywy dostrzegamy straszną niesprawiedliwość, wiele bohaterek wyraża pogodzenie się z realiami - ale nie w ten negatywny sposób, który czyniłby z nich przegrane. To daje im siłę do stawiania czoła opresji. W niektóre historie wpleciony jest nawet humor, choć ma on zdecydowanie słodko-gorzki posmak. Nie brakuje też opowieści naprawdę wstrząsających, jak historia młodziutkiej Yoony, ofiary przemocy seksualnej, która nie może liczyć na sprawiedliwość - niestety kobiety w Korei Południowej często sprowadzane są do roli obiektów seksualnych, a próba walki o swoje prawa kończy się oskarżeniami o chęć zniszczenia życia oprawcom (!!!). "Przesłonięty uśmiech" to reportaż, który wywołuje wiele emocji, jednocześnie unikając taniej sensacji. Duża w tym zasługa właśnie empatycznego podejścia bez oceniania postaw. 

"W Korei w ciągu miesiąca pracownica ma prawo wziąć jeden dzień wolny z powodu okresu. W opinii niemałej liczby mężczyzn to nieuzasadniony przywilej. Dla wielu kobiet - typowy przykład systematyzacji dyskryminowania kobiet pod otoczką chęci uwzględnienia ich potrzeb. Zapisany w prawie i regulaminie firmy punkt, że na kobiety tak do końca liczyć nie można. Okres jest ułomnością niezależną, uniwersalną, bo zależy od płci, a tej zmienić się nie da. Większość pracownic i tak z uprawnienia nie korzysta."

Lektura "Przesłoniętego uśmiechu" pozwala uzmysłowić sobie sytuację kobiet w Korei Południowej - choć niektóre spostrzeżenia bohaterek są uniwersalne. Te osobiste doświadczenia przeczą wizerunkowi promowanemu przez koreańską falę (hallyu) - w których piękne dziewczyny ratowane są od wszelkich zmartwień przez zamożnych mężczyzn, a idolki są podziwiane. W rzeczywistości ślub często oznacza koniec marzeń i ambicji kobiety, a gwiazdy są przede wszystkim oceniane i krytykowane ze względu na wygląd, co umacnia niezdrowe kanony piękna. Idealna kobieta powinna być gosposią i matką na pełen etat, a przy tym nienagannie wyglądać i spełniać męskie fantazje. Problem ten nie dotyczy tylko Korei Południowej - ale po przeczytaniu opowieści bohaterek odnosi się wrażenie, że jest tam wyjątkowo nasilony. Wiele problemów wynika z tego, że neokonfucjańska tradycja silnie dzieliła kobiety i mężczyzn - i spuściznę tej tradycji możemy zaobserwować po dziś dzień w Korei Południowej, co wywołuje silne konflikty społeczne właśnie na płaszczyźnie płci. 

"Ale nasz brak pewności siebie to nie kwestia genetyki. To wynik tego, że słowo kobiety podważa się od dziecka rutynowo, nie bierze się go na serio. Jej "tak" to w istocie "chyba tak", a "nie" to "chyba nie". Kobieta uczy się, że jej słowo nie ma wartości. "

Reportaż Anny Sawińskiej nie ma na celu kompleksowego opisania koreańskiego społeczeństwa. Nie przytłacza ilością informacji naukowych. Autorka jedynie uzupełnia o kontekst te wypowiedzi, które takiego tła społeczno-historycznego potrzebują. Nie znajdziemy tu zatem opisanych wszystkich problemów kobiet; niektóre zostają jedynie zarysowane. Jednocześnie nie powoduje to uczucia niedopowiedzenia - bo i inne założenie zdaje się przyświecać temu reportażowi. Poznajemy wycinek życia kobiet - niektóre doświadczenia mają wspólne, inne są wyjątkowe. Dzięki temu w reportażu nie ma krzywdzących uogólnień - mamy przeświadczenie, że wiele problemów jest powszechnych - jak przemoc - ale nie znaczy to, że każdy Koreańczyk katuje swoją żonę w domowym zaciszu.

Choć sama wiem wiele o Korei Południowej - w końcu napisałam doktorat o koreańskiej tożsamości narodowej - to i tak wstrząsnęła mną skala przemocy, której doświadczają kobiety. Nie dotyczy to jedynie tych najbardziej szokujących przypadków - przemocy fizycznej i seksualnej w połączeniu z przerażającą obojętnością osób postronnych - ale także przemocy materialnej i psychicznej. Przemocy, którą kobiety często doświadczają... od własnych teściowych. Szokująca jest także skala nierówności - Korea Południowa kojarzona jest z państwem wysoko rozwiniętym, a różnice chociażby w płacach  oraz problem szklanego sufitu są ogromne. Jak jednak wspomniałam - w reportażu Anny Sawińskiej odnajdziemy różne historie - i te o kobietach rezygnujących z własnych ambicji, i te które są chcą zmian, które mogą stanowić inspirację.

"W Korei to kobieta traci godność, gdy jej nagość zostanie wystawiona na pokaz. To kobieta ma odczuwać wstyd, to z niej się drwi, to ją się pokazuje palcami. Jest dziwką. Mężczyzna, który naruszył jej prywatność, nie jest niczemu winien."

"Przesłonięty uśmiech" to reportaż, który powinna przeczytać każda osoba interesująca się Koreą Południową. Warto na początku już coś wiedzieć o tym państwie i skonfrontować tą wiedzę z doświadczeniami różnych Koreanek - jednak wiedza ta nie jest wymagana. To także reportaż godny poleceniu każdej osobie interesującej się sytuacją kobiet na świecie. Dla mnie stał się jedną z najważniejszych książek - nie tylko ze względu na tematykę Korei Południowej, ale także kameralną i osobistą opowieść o różnych wymiarach kobiecości. To reportaż, który wstrząsa, ale jednocześnie daje siłę - by zmieniać świat, by kolejne pokolenia kobiet mogły w pełni się realizować. Gorąco polecam każdemu!


Anna Sawińska "Przesłonięty uśmiech. O kobietach w Korei Południowej"

Wydawnictwo Czarne (2022)

 


"Trudno powiedzieć jak wielkie terytorium należało do królestwa, ponieważ w tym społeczeństwie władze mierzono nie ziemią, a ludźmi. Granice uważano za mniej ważne niż lojalność, a niewiele więzów było silniejszych niż szeroko rozumiana rodzina."

"Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin" Barbary Demick to fascynujący reportaż o Tybecie poprzez pryzmat jednego miasta - Ngawy - i jego mieszkańców.  Autorka pisze w niezwykły sposób, przedstawiając skomplikowane relacje chińsko-tybetańskie, sytuację polityczną i historię tak, że nie można oderwać się od lektury. Jednocześnie wykazuje się ogromną wrażliwością względem opisywanych osób. To świetnie zbalansowany reportaż, który nie musi odwoływać się do taniej sensacji, aby zdobyć naszą uwagę.

Reportaż Barbary Demick czyta się doskonale nie tylko dzięki stylowi Autorki, ale także dzięki uporządkowanej strukturze. Całość podzielona jest na cztery części, w obrębie których znajdują się rozdziały poświęcone danej osobie lub zagadnieniu. Wszystko ułożone jest chronologicznie, dzięki czemu dostajemy narrację o losach Ngawy i Tybetu. Warto odnotować także, że Autorka odnosi się do wcześniej przedstawionych wydarzeń czy osób, co ponownie dodaje spójności całości. Nie ma tu miejsca na wyrwane z kontekstu anegdoty, a każdy rozdział jest przemyślany. W reportażach Demick już sam wstęp zasługuje na pochwałę - Autorka wyraźnie określa jakie napotkała trudności i nakreśla granice swojej narracji - to historia Tybetu przez pryzmat rozmówców Autorki, historie ludzi na tle wielkich wydarzeń historycznych. Wielu Tybetańczyków dzieliło podobne doświadczenia, bo zetknięcie z chińskim komunizmem odcisnęło piętno na całym narodzie, jednak Autorka nie ukrywa, że mieszkańców Ngawy i przykładowo Lhasy także wiele dzieli. "Zjadanie Buddy" jest wyczerpującym reportażem, obejmującym lata od 1958 roku do dzisiaj, opisującym skomplikowane losy Tybetańczyków - a jednocześnie nie starającym się być tekstem o wszystkim, co tybetańskie. Jeszcze raz podkreślę umiejętność Autorki w zachowaniu równowagi między losami jej bohaterów, a historią Tybetu, przez co całość jest dopracowana w najmniejszych szczegółach, a żaden akapit nie zdaje się zbędny. Jednocześnie nie ma się wrażenia, że coś jeszcze można by dodać, że czegoś brakuje.

"W sztuce buddyjskiej fizyczny wizerunek pomaga w medytacji i przypomina wiernym, że oni także mogą osiągnąć oświecenie. Im bardziej Chińczycy starali się usunąć wszelkie ślady Dalajlamy, tym bardziej uświadamiali Tybetańczykom jego znaczenie."

Siłą reportażu Demick jest to, iż stanowi pouczający tekst o prześladowaniu, stopniowym pozbawianiu wolności, kultury, beztroskiej młodości - a w końcu tożsamości, przedstawiony w niezwykle przystępny sposób. Nie potrzeba wiedzy historycznej, politologicznej czy kulturoznawczej, aby zrozumieć przedstawione przez Autorkę kwestie na przykładzie  losów takich osób jak księżniczka, mnich, zaradny przedsiębiorca, pobożna kobieta czy zagubiona nastolatka. W ten sposób trudne tematy jest łatwo zrozumieć, co wcale nie umniejsza ich ciężaru - czytając o Tybecie można poczuć rozgoryczenie, że społeczność międzynarodowa przestała naciskać na Chiny w kwestiach ochrony praw człowieka; a także wyrzuty sumienia, że samemu się ten temat często ignoruje. 

"Zostać w Indiach czy próbować wrócić do domu: spotkałam wielu Tybetańczyków borykających się z tą trudną decyzją. Rodziny przesyłają im zdjęcia przez WeChat pokazujące nowe samochody i motocykle, wyremontowane domy i nowy sprzęt - udogodnienia, które w minionej dekadzie zmieniły życie w Chinach na wygodniejsze. Bezrobocie wśród młodych Tybetańczyków w Indiach sięga pięćdziesięciu procent. (...) Z drugiej strony powrót do Chin po wysiłku związanym z ucieczką, pieniędzmi wypłaconym przemytnikom, wędrówce przez śnieg i przerażającym przekroczeniu granicy do Nepalu po linie wyglądałby jak przyznanie się do porażki."

 Gorąco polecam "Zjadanie Buddy" - to reportaż, który czyni kwestię Tybetu, a przede wszystkim jego mieszkańców bliższymi. A wszystko to dzięki narracji o ludziach - takich jak my - którym przyszło zderzyć się z chińskim komunizmem, który siłą chce zasymilować Tybetańczyków. Dla mnie jest to reportaż idealny, łączący opowieść o ludziach, a jednocześnie dostarczających masy informacji o Tybecie. A wszystko to opisane żywym stylem Barbary Demick, przez co nie sposób oderwać się od tej książki! Pozycja obowiązkowa dla osób intersujących się Azją, choć i Ci, którzy o Tybecie wiedzą niewiele wyniosą wiele wartościowych przemyśleń, chociażby na temat wolności. 


Barbara Demick  "Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin" (2020)
Polskie wydanie: 2021, Wydawnictwo Czarne
Tłumaczenie: Barbara Gadomska

 


"Również dziś Korea kojarzy mi się ze wszystkim, tylko nie ze spokojem. Jest to kraj dynamiczny, pełen zaskakujących kontrastów, w którym bogactwo spotyka się z ubóstwem, religie przypominają konkurujące ze sobą firmy, a wojny toczą ze sobą nie tylko partie, lecz także regiony, pokolenia oraz płcie."

Reportaż Romana Husarskiego "Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej" to książka niezwykle trudna do oceny. Z jednej strony Autor podejmuje istotne zagadnienia związane z Koreą Południową, odczarowując stereotypowy wizerunek. Pod tym względem jest to książka ważna na naszym rynku - jeśli już się pisze o Korei Południowej to przez pryzmat k-popu, k-beauty, k-dram. "Kraj niespokojnego poranka" sięga poza fasadę koreańskiego soft power, ukazując zagadnienia związane z polityką czy religią. Z drugiej jednak strony... jest to średni reportaż jako taki. Autor często gubi wątek, a całość wydaje się dość chaotyczna.. Poprzez pewne plątanie wątków jest wiele powtórzeń, a osoby, które nie są zbytnio zapoznane z koreańską historią i polityką mogą poczuć się zagubione. Odnosi się wrażenie, jakby każdy rozdział był pisany osobno, a następnie próbowano je połączyć jakąś myślą przewodnią - zagadnieniami pamięci i buntu w Korei Południowej. I w takim zestawieniu ciężko zrozumieć rozdział poświęcony Korei Północnej i przyjaciołom rodziny Kimów!

Zacznijmy jednak od zalet - traktując "Kraj niespokojnego poranka" jako książkę o Korei Południowej. Autor posiada szeroką wiedzę na podejmowane tematy, dzięki czemu prezentuje ciekawą analizę pewnych zjawisk. Jako osoba, która obroniła doktorat dotyczący południowokoreańskiego nacjonalizmu doceniam chęć przybliżenia Czytelnikowi kwestii związanych z polityką czy trudnymi relacjami z Japonią. Szczególnie interesujący wydały mi się rozdziały o buddyzmie i chrześcijaństwie. Najsłabiej wypada rozdział ostatni odnoszący się do skandali w Błękitnym Domu, siedzibie prezydentów Korei. Jest to związane przede wszystkim z tym, że duża część rozdziału poświęcona jest Park Geun-hye - a wątki niesławnej prezydent przewijały się przez całość książki i końcówka sprawia wrażenie powtórzenia. 

Każdemu rozdziałowi przewodzi myśl przewodnia, jednak Autor często zbacza z obranego wątku, aby wyjaśnić pewne zagadnienie kulturowe albo przywołać anegdotę. To zależy już od Czytelnika, czy taki styl się podoba - moim zdaniem czasami Autor odchodził aż za bardzo od tematu. Z drugiej jednak strony sama prowadząc zajęcia o Korei Południowej potrafię się rozgadać - czasami ciężko jest wyjaśnić pewien temat bez odniesień do historii, kultury, konfucjanizmu - szczególnie, że Korea Południowa to kraj wielu sprzeczności. Co więcej, dziś Korea Południowa istnieje już w szerszej świadomości dzięki koreańskiej fali i wyjście poza utarte wzorce myślenia o tym państwie nie jest łatwe. 

"Stereotypowy Koreańczyk nie ufa politykom, lekarzom ani naukowcom, jeśli osoby te nie nalezą do jego grupy kontaktów. Przypomina to trochę chiński koncept guanxi, tłumaczony najczęściej jako sieć relacji czy koneksji. Koreańczycy od najmłodszych lat są uczeni, że nalezą do większej grupy. Pracujesz nie dla siebie, ale dla rodziny, dla klasy, dla miejsca pracy, wreszcie dla miasta, dla regionu i ostatecznie dla narodu."

Niestety "Kraj niespokojnego poranka" cierpi na przypadłość, którą można określić "próbą opowiedzenia o wszystkim, czyli o niczym". Sprawia to, że książka jako reportaż wypada zwyczajnie słabo - brak w niej pewnego uporządkowania, zarówno w obrębie całości, jak i wewnątrz poszczególnych rozdziałów. Autor przytacza wątki, które nie mają wiele wspólnego z podjętym w rozdziale tematem (poza odnoszeniem się do Półwyspu Koreańskiego) albo gubi rozpoczęte wątki. Powoduje to pewien chaos i w gruncie rzeczy ciężko jest wskazać jedną myśl przewodnią reportażu. Co więcej układ treści również robi wrażenie dość przypadkowego - przede wszystkim dlatego, że nie kieruje się zasadą od ogółu do szczegółu. 

"Kraj niespokojnego poranka" to książka, którą doceniam ze względu na próbę podjęcia interesujących zagadnień - o Korei Południowej można pisać nie tylko przez pryzmat kultury popularnej. Można mieć jednak zastrzeżenia, co do wykonania. Pomimo intersujących mnie zagadnień, całość czytało mi się długo. Jest to książką, którą mogę polecić przede wszystkim osobom interesującym się Półwyspem Koreańskim - także tym, którzy dopiero zaczynają swoja przygodę z Azją - tacy czytelnicy wyniosą najwięcej z lektury. W końcu dostaliśmy książkę, która nie jest przewodnikiem turystycznym. Należy jednak pamiętać, że wiele spostrzeżeń jest subiektywna i nie traktować tej książki jako pracy naukowej. Szkoda, że Autor, dysponujący szeroką wiedzą, nie zdecydował się na ograniczenie podejmowanych wątków i większe ich uporządkowanie - jako reportaż "Kraj niespokojnego poranka" to przeciętny miszmasz, zaś jako książka o Korei Południowej przedstawia interesujące spojrzenie.


Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes