Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Holly Jackson odniosła sukces z "Przewodnikiem po zbrodni według grzecznej dziewczynki po zbrodni", jednak przy "Ocalało pięciu" pokazała, że potrafi od tego sukcesu się odciąć i napisać młodzieżowy thriller w zupełnie innym stylu. Tym razem zamiast bystrej nastolatki z nosem do rozwiązywania małomiasteczkowych zbrodni, Holly Jackson zabiera nas w przerażającą podróż kamperem, gdzie ekstremalna sytuacja - znalezienie się w pułapce - wystawi nastolatków na próbę człowieczeństwa. Cała powieść rozgrywa się w ciągu ośmiu godzin, wewnątrz zepsutego kampera, w którym sześcioro przyjaciół utknęło w szczerym polu — pod czujnym okiem snajpera.

Holly Jackson w pełni wykorzystuje ograniczenia tego pomysłu, zamieniając fizyczny brak ruchu w motor narracji. Książka czerpie energię z formuły uwięzienia w czterech ścianach (tutaj na przestrzeni dziewięciu i pół metra kampera): brak ucieczki, brak przeskoków w czasie, brak wytchnienia. Każdy trzask wewnątrz pojazdu i każdy cień poza zasięgiem reflektorów może oznaczać niebezpieczeństwo. Napięcie nie słabnie ani na moment, a bohaterowie — i czytelnik — trafiają do psychologicznego tygla. Dużo tutaj dialogów i wewnętrznych monologów głównej bohaterki, Red - które co prawda mogą nieco nużyć w środkowej części, jednak moim zdaniem dobrze oddały duszną atmosferę znajdowania się w ekstremalnej sytuacji, która z jednego zrobi potwora, a innego skłoni do wycofania się i skupienia na wzorze zasłonek. Choć początek potrzebuje trochę rozpędu to od momentu utknięcia w zamknięciu nie mogłam oderwać się od książki, a sam finał okazał się bardzo nieprzewidywalny!

Strach w zamknięciu

Umieszczenie całej akcji w kamperze w ciągu jednej nocy to odważny wybór, ale Jackson wykorzystuje klaustrofobiczne otoczenie na swoją korzyść. Kamper to nie tylko tło – to tykająca bomba, która wymusza konfrontacje i wyznania, które w innych okolicznościach nigdy by nie wypłynęły. Ograniczona przestrzeń i upływający czas wzmacniają każde słowo, każde kłamstwo, każdy moment paniki. Wiemy, że ktoś skrywa tajemnicę - a jednocześnie bohaterowie w desperacji szukają możliwości ucieczki. Czy nastąpi moment, w którym ktoś się złamie i wyjawi sekret, by ocalić życie przyjaciół? I czy na końcu pozostaną przyjaciółmi - gdy ekstremalna sytuacja ukaże ich prawdziwe oblicza?

Jak w poprzednich powieściach Jackson, intryga jest precyzyjnie skonstruowana. Wskazówki pojawiają się w odpowiednich momentach, fałszywe tropy podrzucane są w idealnym rytmie. Zagrożenie zewnętrzne to tylko połowa napięcia — druga połowa rodzi się z powolnego, nieuchronnego rozpadu zaufania między przyjaciółmi. Ograniczona przestrzeń potęguje wagę każdego kłamstwa i zdrady.

Mocne strony powieści bywają też jej słabością. Prowadzenie akcji w czasie rzeczywistym, choć wciągające, czasem odbiera miejsce na pogłębienie emocji — pewne wątki emocjonalne pozostają powierzchowne, a niektóre odkrycia fabularne pojawiają się wręcz mechanicznie. Kilka postaci zaczyna jako dobrze znane archetypy (porywczy, mózg grupy, mediator), choć Holly Jackson stara się je stopniowo komplikować. Finałowy zwrot akcji może czytelników podzielić - jedni uznają go za pomysłowy, inni za zbyt wydumany. 

Zło wewnątrz grupy

To, co podobało mi się najbardziej w tej powieści to narastający konflikt w grupie. Czający się na zewnątrz snajper schodzi na dalszy plan wobec tego, co dzieje się we wnętrzu kampera. Holly Jackson ma talent do pisania nastolatków, którzy brzmią autentycznie, a nie jak dorośli wcielający się w młodzież. Red i Oliver wyróżniają się jako postaci szczególnie fascynujące, zwłaszcza Oliver, którego rosnące złowrogie zachowanie stanowi mroczne odbicie zewnętrznego zagrożenia w postaci snajpera - ostatecznie największym zagrożeniem jest znalezienie się poza kamperem, a taką decyzję mogą podjąć jedynie osoby wewnątrz. Czy zdecydują się na wyrzucenie jednego z przyjaciół "na pewną śmierć?". To, jak Jackson bada traumę, poczucie winy i instynkt przetrwania poprzez tych bohaterów, jest po prostu genialne. 

Dynamika grupy to kolejny mocny punkt – wrzuceni w niewyobrażalną sytuację bohaterowie zmieniają sojusze, sekrety wychodzą na jaw, a zaufanie rozpada się w czasie rzeczywistym. Obserwowanie, jak ci ludzie zmieniają się pod presją, jest bardziej fascynujące niż sama zagadka.

Słowem podsumowania...

Największą siłą "Ocalało pięciu" jest atmosfera. Jackson znakomicie oddaje pierwotny strach przed byciem ściganym i klaustrofobię uwięzienia, wzmacniając to paranoją związaną z brakiem zaufania do bliskich. To książka, którą można pochłonąć w jeden wieczór — nie dlatego, że jest lekka, ale dlatego, że została skonstruowana tak, że przerwanie lektury grozi utratą budowanego napięcia. Może nie ma  śledczej złożoności "Przewodnika po zbrodni...", ale zagadka nie stanowi tutaj motora napędowego narracji. Choć początek może wydawać się nieco powolny, gdy bohaterowie zostają zamknięci, zostajemy wynagrodzeni. Holly Jackson umacnia swoją pozycję jako autorka thrillerów YA, po którą trzeba sięgać, oferując historię, która jest zarówno opowieścią o przetrwaniu, jak i o sekretach, które ludzie skrywają – oraz o tym, jak daleko są w stanie się posunąć, by je chronić.

 


Uwielbiam klimaty dark academia, tajemnicze szkoły z sekretami i bohaterów uwikłanych w intelektualne gry pełne sekretów. Z tego powodu co rusz sięgam po ksiązki opatrzone hasłem "dark academia" - i raz za razem spotyka mnie zawód. Wynika to głównie z tego, że wiele powieści mające ambicje wpisać się w ten motyw to młodzieżówki, które pewnie 20 lat temu bym pochłaniała - kiedy ja szukam czegoś dojrzałego, niczym "Tajemna historia" Donny Tartt. I w ten sposób zamiast dusznego, mrocznego klimatu, akademickiej atmosfery i niebezpiecznych sekretów dostaję romanse z obowiązkowym trójkątem miłosnym, zerową chemią między bohaterami i tajemnicami w stylu skandali ze stron czasopisma "Bravo".

Elitarna szkoła, tajne stowarzyszenie, przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć – te elementy brzmią jak gotowy przepis na dark academia. Niestety, powieść Jany Hoch jedynie udaje, że do tego nurtu należy. Choć nie brakuje w niej prób stworzenia dusznej, intrygującej atmosfery, „Rubinowy krąg” zamiast niepokojącej tajemnicy oferuje raczej zestaw licealnych dramatów i wątków jeździeckich. Jana Hoch próbuje co prawda połączyć klimat elitarnych szkół z nutą tajemnicy, ale efekt jest nierówny - za dużo wątków, potraktowanych zbyt pobieżnie i za mało budowania atmosfery otaczających bohaterkę sekretów. W rezultacie w książce pozostaje z motywu przewodniego raczej tylko szkoła z mocno eksponowanym wątkiem treningów jeździeckich i sekretnymi działaniami pozostającymi jedynie w tle. Ta powieść z pewnością ma pewien potencjał, ale trafi raczej do grupy docelowej, czyli piętnastolatków. A ja zwyczajnie jestem na nią za stara!

Gdzie się podziały te mroczne tajemnice?

Louisa, bohaterka powieści, zdobywa stypendium w prestiżowej Highclare Academy – miejscu zarezerwowanym dla młodzieży z wpływowych i zamożnych rodzin. Motyw outsiderki wrzuconej w zamknięte, snobistyczne środowisko mógłby budować ciekawy konflikt klasowy i emocjonalny. Niestety, już od pierwszych rozdziałów widać, że autorka zamiast psychologicznej głębi, stawia na gotowe schematy i uproszczenia, co jest największą wadą tej powieści. Co z tego, że Louisa nie należy do elit, jeśli na żadnym kroku nie napotyka z tego powodu na trudności - poza tym, że musi starać się utrzymać stypendium?

Choć otoczka akademii wydaje się na początku obiecująca, szybko okazuje się, że to jedynie tło dla dość przewidywalnych relacji towarzyskich i szkolnych intryg. Nurt dark academia, który powinien opierać się na atmosferze napięcia, obsesji, dekadencji i tajemnicy, tutaj sprowadzony jest do serii wyzwań. Same wyzwania nie niosą jednak napięcia - ani konsekwencji. Zbyt mało jest tu także tajemnicy - zwodzenia czytelnika kto za tymi wyzwaniami stoi i podnoszenia ich stawki. Dopiero w drugiej połowie pojawia się intrygujący motyw tajemniczych kopert - niestety całkowicie zepchnięty na dalszy plan, by zamiast tego opisywać kolejne treningi. Potencjał fabularny wyzwań zdecydowanie się w tej powieści marnuje - i nie wynagradza tego końcówka, skoro nie było wcześniej odpowiedniego budowania napięcia. Zachęciłabym młodych pisarzy do obejrzenia kilku filmów Alfreda Hitchcocka czy przeczytania "Dziecka Rosemary", by przekonać się na czym polega suspens, tak niezbędny dla budowania odpowiedniego klimatu napięcia.

Koń, który (niemal) ratuje fabułę

Jednym z niewielu autentycznych i oryginalnych wątków powieści jest motyw jeździectwa. Treningi, relacja Louisy z koniem, nauka cierpliwości i zaufania – to momenty, w których powieść naprawdę wskakuje na odpowiednie tory. Relacja z Theo, choć w założeniu romantyczna, nie iskrzy, ale przynajmniej wnosi nieco dynamiki do narracji. I tu znów pojawia się mój drobny zarzut: nie wszystkie wątki do siebie pasują. Chociaż sceny związane z jeździectwem są najlepsze, nie pasują do klimatu dark academia i odciągają od wątków szkolnych sekretów. O ile lepsza byłaby ta książka, gdyby skupiła się właśnie na tym: historii wykluczonej dziewczyny, z pewną traumą, która odnajduje jednak radość w jeździectwie i pomocy "zaklinacza koni". Czasami mniej znaczy więcej, a próba wpisania się w trendy (dark academia) może jedynie zaszkodzić.

Postaci i psychologia – zabrakło iskry

Największym mankamentem książki jest jednak konstrukcja psychologiczna bohaterów. Louisa to postać bierna – często bardziej reaguje niż działa, nie podejmuje decyzji, tylko poddaje się biegowi wydarzeń. Theo i pozostałe postacie są zaledwie zarysowane. Motywacje są mało przekonujące, ich emocje – powierzchowne. W efekcie trudno naprawdę przejąć się ich losem, a relacje między nimi wypadają raczej chłodno.

Co więcej, napięcia i dramatyzmu, które mogłyby napędzać akcję, często brakuje lub zostają rozwiane zanim zdążą wybrzmieć. Finał powieści, który mógłby uratować wcześniejsze dłużyzny, okazuje się przewidywalny i mało satysfakcjonujący - znów wpisujący się w pewne schematy niż będący organiczną częścią powieści. 

Słowem podsumowania...

„Rubinowy krąg” to nie powieść dla każdego. Czytelnikom, którzy pokochali „Tajemną historię” Donny Tartt, zabraknie tu wszystkiego, co definiuje dark academia: gęstości stylu, filozoficznych rozważań, psychologicznej gry i zagrożenia wiszącego w powietrzu.

Dla nastoletnich czytelniczek marzących o elitarnej szkole z końmi i sekretnym stowarzyszeniem może to być atrakcyjna opowieść – lekka, sprawnie napisana i łatwa do utożsamienia się z bohaterką. Dla bardziej wymagających odbiorców, szukających suspensu i mroku, będzie to raczej rozczarowanie.

„Rubinowy krąg” to książka z potencjałem, ale nieudolnie próbująca wpasować się w modny gatunek. Pomysły są, klimat próbuje zaistnieć, ale narracja grzęźnie w dłużyznach, a tajemnice rozmywają się, zanim na dobre się zarysują. 

 


"Toast dla odważnych" to debiutancka powieść, która w założeniu miała łączyć popularne motywy: elitarną szkołę, rozwiązywanie zagadek i grupę przyjaciół związanych "na śmierć i życie". W efekcie otrzymaliśmy coś na kształt "dark academia spotyka Scooby-Doo", z naciskiem na amatorskich detektywów, a nie na klimat grozy. Książka okazała się dla mnie zbyt młodzieżowa – brakowało suspensu, głębszej charakterystyki bohaterów i prawdziwego napięcia wokół zbrodni. Myślę jednak, że czytelnicy w sugerowanym przedziale wiekowym (15+) mogą być bardziej wyrozumiali.


Powieść ma niewątpliwą lekkość (paradoksalnie, jak na temat seryjnego mordercy) i ciekawy pomysł, ale wykonanie pozostaje powierzchowne. Autorka wykazuje potencjał, jednak jako dorosła czytelniczka czułam niedosyt.

Pretekstowa elitarna akademia

Muszę przyznać, że początek powieści jest naprawdę dobry. Towarzyszymy Valentinie, która została wybrana jako uczennica prestiżowej i tajemniczej szkoły. Autorka nie wyjaśnia jednak czemu Valentina i  inne postacie trafiły do szkoły - i co w zasadzie ta placówka oferuje.

Akademia jest tutaj pretekstem, aby zamknąć bohaterów i odciąć ich od świata: według zasad uczniowie zostają pozbawieni dostępu do telefonów czy komputerów, nie mogą także opuszczać murów placówki. W ten sposób o dziejących się w mieście zbrodniach dowiadują się z przemyconych gazet - a swoich spostrzeżeń nie mogą na bieżąco konfrontować z dochodzeniem policji. W zamyśle jest to świetny pomysł, ale trzeba go dobrze umotywować. Zabrakło mi nakreślenia pewnej tożsamości, specyfiki szkoły, która sprawiałaby, że uczniowie zgadzają się na odcięcie od świata. Na plus warto odnotować, że Autorka nie zapomina o tym, że jej bohaterowie to uczniowie - a na drodze ich śledztwa czasami stają lekcje.

Detektywi-amatorzy

Fabuła powieści kręci się wokół motywu, który osobiście uwielbiam: rozwiązywania zagadek przez grupę przyjaciół. Tak jak w wielu przygodowych opowieściach tego typu dorośli zawodzą i to dzieciaki muszą wykrzesać z siebie odwagę, by stawić czoła złu.

Kluczowe w takich opowieściach jest stworzenie pewnej atmosfery zagrożenia. Nie oznacza to wcale dodawania brutalnych, opisowych scen - musimy jednak czuć, że badając sprawę nasze postacie pchają się tam, gdzie nie powinny być i może za to spotkać ich kara znacznie gorsza niż szlaban. To udało się w tej powieści jedynie połowicznie. Niby mamy takie sceny, w których młodzi uczniowie stają twarzą w twarz z zagrożeniem, ale konsekwencje wydają się zbyt błahe, by naprawdę obawiać się o ich życie. W konsekwencji zagrożenie jest jedynie iluzoryczne i przez to nie buduje napięcia.  

Wiąże się to z największym problemem tej powieści - zagadkowymi zbrodniami. Niewiele o nich wiemy, poza tym, że odbywają się według pewnego schematu, który prowadzi do szkoły. Teoretycznie wisi nad uczniami widmo, że któryś z nich będzie następny na liście  - i w tym momencie Autorka wyprowadza akcję poza szkołę. To ogromnie zmarnowany potencjał budowania napięcia opartego nad odcięciu, zamknięciu. 

W samej zagadce za mało jest poszlak, jest za mało intrygująca, by naprawdę napędzać akcję. Na minus działa tutaj także nieco zbyt szybkie tempo - książka jest zwyczajnie za krótka, by wejść głębiej w motywacje, relacje i wątki. Cierpi na tym także kreacja bohaterów - wszystkie te elementy wydają się zbyt pobieżne, nie mają czasu, by się odpowiednio rozwinąć. 

Całość wynagradza zakończenie, które jest niezłe - chociaż zabrakło mi większego mylenia tropów po drodze, by rozstrzygnięcie naprawdę zaskakiwało.

Słowem podsumowania...

"Toast dla odważnych" to powieść z potencjałem, który nie zostaje jednak w pełni rozwinięty. Kryminał z wątkami dark academia wymaga dreszczyku napięcia, a sama szkoła nie może pełnić jedynie funkcji tła. Książkę czyta się dobrze, bo jest napisana w lekki i przyjemny sposób, ale nie wywołuje większych emocji. Dla porównania czytając "Czarny staw" Roberta Ziębińskiego o grupce dzieciaków rozwiązujących zagadkę nawiedzonego stawu, miałam ochotę wznieść toast za odwagę, a przede wszystkim spryt bohaterów; tutaj tak nie miałam. Zabrakło mi głębi - w kreacji bohaterów czy motywacji zbrodniarza, a także w tworzeniu samej atmosfery. W ostatecznym rozrachunku "Toast dla odważnych" okazał się dla mnie powieścią zbyt infantylną, w której wątek kryminalny został słabo poprowadzony. Oczekiwałam po tej powieści więcej przygody, więcej zabawy i wodzenia mnie za nos.


 


UnSouled, trzecia część cyklu Podzieleni Neala Shustermana, to mistrzowskie rozwinięcie serii, która z każdym tomem staje się odważniejsza, bardziej złożona i skłaniająca do refleksji. To, co zaczęło się jako mrożąca krew w żyłach wizja społeczeństwa legalnie "rozszczepiającego" nastolatków na części, przekształciło się w rozległą, moralnie niejednoznaczną opowieść, zgłębiającą istotę człowieczeństwa. Czy osoba całkowicie stworzona z innych ma prawo żyć – i czy posiada duszę? Czy pełne przemocy odbijanie ośrodków rozszczepiania jest moralnie usprawiedliwione?  Komu rebelia jest na rękę, a komu zależy na utrzymaniu dotychczasowego systemu? I jak w tych wszystkich zawirowaniach politycznych odnajdą się nasi bohaterowie, grupa nastolatków, która zaczęła od ucieczki przed rozszczepieniem? A to tylko czubek góry lodowej refleksji, które wzbudza ta seria.

Już z cyklem Kosiarze Shusterman wyrósł na mojego ulubionego autora młodzieżowych dystopii – a jest to gatunek, który czytam od lat. W tym gatunku najczęściej pierwszy tom jest najlepszy – ukazując ciekawy koncept – jednak zwykle oryginalna idea wyczerpuje się w kolejnych częściach, rozwijających motyw rebelii. Jednak przy Podzielonych Shusterman udowodnił, że jest prawdziwym mistrzem gatunku, a trzeci tom trzyma poziom poprzednich – pokazując, że ta seria nie kończy się na ciekawym pomyśle stworzenia systemu, w którym zbuntowanych nastolatków można legalnie rozszczepić. UnSouled to poruszająca i skłaniająca do refleksji kontynuacja serii, która nie boi się zaglądać w najmroczniejsze zakamarki społeczeństwa i ludzkiej psychiki, pogłębiając, wyostrzając i podnosząc stawkę zarówno na poziomie osobistym, jak i politycznym.

Pogłębienie motywu przewodniego

Jednym z najbardziej imponujących aspektów UnSouled jest to, że Shusterman nie pozwala serii utknąć w miejscu. Pierwszy tom opowiadał przede wszystkim o ucieczce nastolatków przed rozszczepieniem, nakreślając ramy społeczne dystopijnego świata. Niegrzeczny nastolatek, który nie sprostał oczekiwaniom rodziców; sierota, która przez błąd podczas koncertu została skreślona przez państwo; dziesięcina, czyli dziecko które od początku było wychowywane jako ofiara w imię religii: każde z nich czeka ten sam los. W tym brutalnym świecie, pozbawionym rodzicielskiej miłości, drogi uciekających nastolatków krzyżują się – i prowadzą ich do ruchu oporu - czy odnajdą tam swoje miejsce? Drugi tom pogłębił ten świat chociażby o kwestie czarnego rynku i polowania na nastolatków także poza systemem. Dodatkowo nowe postacie wprowadziły motyw podrzutków: w świecie Podzielonych każda ciąża musi zakończyć się porodem, ale matka ma prawo podrzucić swe dziecko innej rodzinie (brak odpowiedzialności za wychowanie dzieci jest szalenie ciekawą kwestią w tej serii!). Jak wiele z tych podrzutków dożywa jednak dorosłości, ilu z nich trafia na rozszczepienie? Niezwykle istotne jest także dodanie postaci Cama – „człowieka idealnego”, zaprojektowanego z części innych ludzi, drobiazgowo wyselekcjonowanych.

Co dodaje tom trzeci? Przede wszystkim pogłębia poruszone już kwestie, ukazując różne strony konfliktu. Zagłębiamy się bardziej w rozdarcie Cama, któremu odbiera się prawo do człowieczeństwa. Poznajemy społeczność, która całkowicie odrzuciła rozszczepianie. Obserwujemy konsekwencje wydarzeń z poprzednich tomów, które uczyniły z Risy i Connora (anty)bohaterów, dzielących społeczeństwo. Z kolei wątek naukowców stojących za rozszczepianiem przypomina dylematy Roberta Oppenheimera – twórcy bomby atomowej, który później zwątpił w swoje dzieło. I co najważniejsze – w tej serii nadal pozostaje miejsce na dalsze pogłębianie przewodniego motywu, co rozbudza ochotę na kolejny tom.

Rozwój postaci, który zachwyca

Emocjonalne centrum książki nadal opiera się na trójce głównych bohaterów – Connorze, Risie i Levie, choć nie brakuje nowych postaci. To, co czyni UnSouled tak fascynującym, to brak uproszczeń. Postacie są omylne, impulsywne, uwikłane w wewnętrzne sprzeczności. Jednocześnie widać ich rozwój – jak wydarzenia zmieniły Connora, Risę i Leva, którzy już nie są tymi samymi dzieciakami, co na początku. Warto docenić Risę, która jest inteligenta i wewnętrznie silna, nie przypomina wielu raczej irytujących bohaterek książek YA. A w postaci Cama – chłopaka stworzonego z fragmentów innych ludzi – Shusterman wprowadza jedną z najbardziej ambitnych i filozoficznie prowokujących postaci we współczesnej literaturze młodzieżowej. Walka Cama o autonomię i miłość staje się mocnym odbiciem szerszych debat społecznych o zgodzie, uprzedmiotowieniu i duszy. Cam uosabia centralną filozoficzną problematykę serii – co tworzy duszę? Co się z nią dzieje po rozszczepieniu? Wewnętrzny konflikt Cama i sposób, w jaki inni projektują na niego swoje lęki, tworzą jedne z najbardziej przejmujących momentów książki.

Warto także pochwalić kreację antagonistów – Shusterman rysuje ich wyraźnie, ale nie przekracza pewnej granicy i nie tworzy postaci karykaturalnych. Jego antagoniści to fanatycy, wierzącymi w swoje wypaczone idee – mający tym samym swoje motywacje i będący bardzo groźnymi przeciwnikami.

Struktura

Bardzo lubię styl i strukturę powieści Shustermana. Prowadzenie akcji z wielu perspektyw utrzymuje napięcie, przełączając się między postaciami, by utkać szerszą opowieść o buncie, spisku i desperacji. W ten sposób śledzimy nie tylko myśli i rozterki głównych bohaterów, ale także antybohaterów – oraz osób, które zaczynają wątpić w swych przywódców. Uwielbiam wstawki w formie wiadomości i reklam za i przeciw rozszczepianiu. Takie urywki pokazują polityczną debatę, która stanowi tło dla wydarzeń, w które bezpośrednio są uwikłani bohaterowie.

Słowem podsumowania…

Podzieleni to odważna, prowokująca do myślenia młodzieżowa dystopia. Trzeci tom pozostawił w mojej głowie jeszcze więcej przemyśleń. Jestem zachwycona, że seria ta nie podażą utartym tropem rebelii, tylko ukazuje skomplikowaną sytuację z wieloma stronami – z których każda ma jakiś swój interes. Shusterman z niezwykłą przenikliwością pokazuje, jak nawet dobre intencje mogą prowadzić do potwornych konsekwencji – i jak bunt, jeśli nie zostanie okiełznany, może stać się odbiciem metod stosowanych przez ciemiężycieli. Ujęła mnie dbałość o szczegóły – przykładowo relacji miłosnej można zarzucić pewną powierzchowność, ale od kogo nasi bohaterowie mieli nauczyć się miłości? Kontrastuje to z głębszymi uczuciami między mieszkańcami rezerwatu, w którym nie przyjęto rozszczepiania – gdzie rodzice kochają swoje dzieci. Autor raz jeszcze udowadnia, że ta seria ma coś ważnego do powiedzenia – i można odnieść ją do dylematów współczesnego świata, związanych z postępem naukowym i rozpadem międzyludzkich relacji. To nie tylko kontynuacja – to kolejny krok w głąb moralnego labiryntu, w którym każdy wybór ma swoją cenę. I nie mogę się doczekać, co przyniesie finał.


 



„Wyjątkowi” to finałowy tom serii Brzydcy Scotta Westerfelda — i choć fabularnie spina historię w całość, zostawił mnie z lekkim niedosytem. To jedna z tych książek, którą czyta się szybko, wręcz pochłania, ale po zamknięciu okładki brakuje tego uczucia, że coś naprawdę we mnie zostało.

Seria wpisuje się w złote czasy młodzieżowych dystopii — lata, gdy na półkach królowały Igrzyska śmierci, Niezgodna czy Więzień labiryntu. Każda z tych historii opowiadała o młodych ludziach buntujących się przeciwko opresyjnemu światu. Westerfeld dodał do tego własny, bardzo ciekawy twist — świat obsesji na punkcie wyglądu i tego, jak łatwo perfekcja staje się narzędziem kontroli.

Nie da się ukryć — za to właśnie najbardziej lubię tę serię. Stawia pytania, które nadal są zaskakująco aktualne. Czy bycie „pięknym” i „idealnym” naprawdę nas uszczęśliwia? A może to tylko kolejna klatka, w którą sami pozwalamy się zamknąć? W tym kontekście ciekawe są losy głównej bohaterki, która w każdym z tomów przechodzi przemiany, i to nie tylko fizyczne. Operacja czyniąca ludzi pięknymi - lub wyjątkowymi - miesza także w mózgach, przez co w drugim tronie śledzimy losy Tally, która próbuje uwolnić się od "pustogłowia". W trzecim tomie staje się ona wyjątkową, a więc lepszą od innych. Czy uda jej się porzucić samodzielnie ten sposób myślenia, tym samy uwolnić się spod nowej formy kontroli? 

Groźna doskonałość

Na pierwszy rzut oka "Wyjątkowi" odpowiednio rozwijają wątki poruszane w serii. Tally przeszła przemianę od "brzydkiej" (ale mającej swoją osobowość) do pięknej, ale pustogłowej nastolatki. W tym tomie staje się ona jednak Wyjątkową - członkinią elity, chirurgicznie doprowadzoną do perfekcji. Zarówno jej ciało, jak i umysł mają być ostre - a za tą perfekcją ma kryć się groza. Jako elitarny oddział, Wyjątkowi mają budzić strach i znajdować się poza kontrolą. Brzmi to świetnie w teorii, ale w praktyce zabrakło mi większej dojrzałości - w wielu miejscach Tally, główna bohaterka, nadal zachowuje się jak "naiwna nastolatka", co zdecydowanie stępiło ostrze jej przemiany w groźną broń. Ten motyw stwarzał ogromny potencjał oparcia powieści o wewnętrzny konflikt  - między zaprogramowaną lojalnością i bezwzględnością, a resztkami ludzkich emocji. Zamiast tego fabuła skupiła się wokół pewnych powtarzalnych motywów - poszukiwania Nowego Dymu (rebeliantów), niebezpiecznych ucieczek i kolejnej konfrontacji z doktor Cable. 

Jednocześnie nie mogę odmówić powieści ciekawych scen akcji, szczególnie w środkowej części. Zgodnie z zasadą "więcej, szybciej, mocniej" pościgi czy włamania w tym tomie są iście spektakularne, a autor w pełni wykorzystuje "nadludzkie" ulepszenia swoich bohaterów.

Brak psychologicznej głębi

Największym problemem tego tomu jest brak psychologicznej głębi postaci. Bohaterowie drugoplanowi jak David, Zane czy doktor Cable zostają zmarginalizowani - wielka szkoda, bo ich reakcja na zmiany zachodzące w Tally byłaby kluczowa dla budowania głębi jej kolejnej przemiany. Rozwój protagonistki wydaje się mniej organiczny niż wcześniej - nie do końca rozumiem decyzję autora, by wiele pozostawić zakulisowo, w tym przemianę Tally. "Śliczni" kończą się mocno, ale początek "Wyjątkowych" nie ma już tego przytupu. Przemiana Tally w ostatnim tomie powinna być wstrząsająca, ale jej wahania między zaprogramowaną bezwzględnością a nagłymi przebłyskami wątpliwości czasem sprawiają wrażenie mechanicznych, a nie głęboko psychologicznych. W przeciwieństwie do "Ślicznych", gdzie jej walka z „pustogłowiem” była poruszająca, jej kondycjonowanie jako Wyjątkowej często wydaje się bardziej narzędziem fabularnym niż autentyczną ewolucją postaci. Ponadto, decyzja o kolejnej chirurgicznej przemianie Tally wprowadza powtarzalność: jest na nowo kształtowana, manipulowana. Jej emocjonalność jest ograniczona, uwięziona w lodowatej personie Wyjątkowej. O ile fabularnie to zrozumiałe, o tyle czytelnikowi trudno przez to naprawdę zaangażować się w jej losy. Tally staje się chłodna, wręcz obojętna, co odbiera wielu scenom ich potencjalną siłę. Na szczęście, pozostaje Shay, która dodaje pewnego konfliktu  - sceny z dawnymi przyjaciółkami, które zamieniły się we wrogów - i teraz znów się "przyjaźnią" (ale czy na pewno?) są naprawdę dobre - całość siada jednak, gdy Tally zostaje sama. 

Zakończenie pozostawiające mieszane uczucia

Klimat finału i rozwiązanie wątków są satysfakcjonujące w niektórych aspektach, ale frustrujące w innych. Ostateczna konfrontacja z Dr. Cable porusza ważne pytania o władzę i opór, ale zakończenie wydaje się pospieszne, zamykając wątek Tally w sposób, który nie do końca rozlicza się z etyczną złożonością serii. Książka pędzi ku finałowi na złamanie karku, przez co momenty, które powinny być emocjonalnym ciosem, wypadają zaskakująco płasko. W tym leży zmarnowany potencjał całości - książkę czyta się przyjemnie, łatwo jest się wciągnąć w akcję, ale nie zostaje z nami na dłużej po lekturze, jak to ma miejsce w przypadku "Igrzysk śmierci" czy serii "Podzieleni". 

Słowem podsumowania...

Ostatecznie "Wyjątkowi" to satysfakcjonujące domknięcie fabularne, ale niekoniecznie emocjonalne. Podziwiam świat wykreowany przez Westerfelda, choć zabrakło mi chwil refleksji. Jakby autor zapomniał, że Tally ma być koniec końców człowiekiem, a nie wyłącznie metaforą. Chociaż finałowy tom nie do końca spełnił moje oczekiwania - wypada zwyczajniej słabiej niż "Brzydcy" i  "Śliczni" - to książka warta przeczytania, chociażby żeby sprawdzić jak kończy się ta historia świata, w którym kontrola państwa obejmuje takie aspekty jak wygląd. Choć świat Westerfelda skłania do refleksji nad pięknem i kontrolą, brakuje mu filozoficznej głębi – pytania są stawiane, ale rzadko pogłębiane, bo akcja dominuje nad psychologią. Jest to co prawda poniekąd urokiem powieści młodzieżowych, mających dać nam przede wszystkim rozrywkę, jednak niektóre młodzieżówki lepiej odnajdują balans między akcją a refleksją ("Podzieleni"). To bardzo ciekawe, że powieść opisująca świat dążący do perfekcji mogę podsumować słowami: "wciągająca, ale niedoskonała kontynuacja"!

 


"Tu spoczywa mściwa suka" ma z założenia być odważnym thrillerem zemsty z motywem female rage - na co wskazuje zadziorny tytuł - łączącym horror, tajemnicę i czarny humor. Nasza główna bohaterka ma być cyniczna, pełna ciętych ripost i traktowana z góry przez małomiasteczkową społeczność, jako osoba, z  której nie wyrośnie nic dobrego. Ostatecznie w starciu z własnym mordercą ma okazać się dziewczyną nie do złamania - taką, która wraca zza grobu po swą zemstę. I gdyby to wszystko zostało przelane na papier zgodnie z założeniem otrzymalibyśmy niezłą jazdę bez trzymanki, książkę, która na długo zapada w pamięć. Jednak wbrew tytułowi powieści zabrakło pazura, nie wszystkie elementy trzymają się kupy, a zemsta jest mało satysfakcjonująca - "Tu spoczywa mściwa suka" staje się książką do przeczytania i zapomnienia, bo nie wywiera takiego wrażenia, jakie powinna. Ta książka jest boleśnie młodzieżowa: stara się być cool, ale brakuje jej prawdziwego mroku lub przeciwnie, zabawy z konwencją i czarnego humoru. Za to otrzymujemy średniaczka, który nie wie, w którą stronę podążać.

Grzechem głównym powieści jest za mało suspensu i zemsty - jednak po bohaterce nazywającej siebie "mściwą suką" czytelnik oczekuje krwawej spirali zemsty lub dania zaserwowanego na chłodno, ale z rozwagą i planowaniem. A tak dostajemy zemstę w postaci dania z mikrofali: podgrzanego na szybko w ostatniej chwili i nie dającego żadnej satysfakcji. Wynika to w dużej mierze z braku budowania odpowiedniego suspensu: tytuł, okładka, opis z tyłu zdradzają, że bohaterka nie żyje, jednak w książce moment odkrycia przez nią jej stanu jest opóźniany; gdy w końcu to następuje musi się "pozbierać", co zostawia mało stron na zapowiadaną zemstę. Zabrakło mi planowania mściwych kroków, prześladowania podejrzanych oprawców, by w końcu doprowadzić do wielkiego finału: wymierzenia sprawiedliwości zza grobu. 

"Tu spoczywa mściwa suka" nie skupia się wyłącznie na losach Annabel - odkrycia, co się z nią stało zanim obudziła się na brzegu jeziora, a potem wytropienia osoby (lub osób) winnej. Pojawiają się tutaj wątki poboczne - innych osób, którym tak jak Annie przydarzyło się coś potwornego na Górze Zmartwychwstania, i które tak jak ją trzymają na ziemi silne emocje. Jakie? Tego się nie dowiemy, nawet w przypadku bohatera, co do którego pojawiają się pewne podejrzenia. Te wątki miały potencjał być bardzo interesującymi, gdyby zostały odpowiednio doprawione, a nie porzucone i urwane. Dodatkowo wprowadzony został motyw piekielnych ogarów, który niezwykle mnie irytował ze względu na zbędność; ogary miały na celu dopaść Annie (czemu tylko ją?), ostatecznie nie wnosząc wiele do budowania napięcia: ot, pojawiały się i znikały.

Cała powieść wypełniona jest niestety irytującymi głupotkami odsłaniającymi brak logiki w kreowanym przez autorkę świecie: nawet w fantastyce i horrorze muszą istnieć pewne zasady i nie mogą być one wybiórcze. Można na nie co prawda przymknąć oko - trochę ciężej jednak zachować irracjonalne zachowanie głównego złoczyńcy tej powieści, który jakoś mało przejmuje się możliwością, że jego (lub jej) ofiara mogła powrócić zza grobu.

Wszystko, co miało potencjał w tej książce mieć pazura godnego oznaczenia 18+ wyszło nieco zbyt miałkie dla osób lubiących solidną grozę lub szaloną zabawę. Ta powieść kojarzy mi się z netflixowym serialem YA, nieco zbyt ugrzecznionym, z grupą różnorodnych osób miłych dla oka, ale nie wnoszących wiele do fabuły. Nie ma tu miejsca na opowieść o zemście z stylu "Kill Billa" Tarantino - szalonej zabawy z motywem eliminowania sprawców; ale nie ma również satysfakcji, którą daje finał "Carrie" Stephena Kinga, bo wszystko zostało zbyt ugrzecznione, nawet napiętnowanie naszej bohaterki. Annie ma być przykładem złego prowadzenia się, ale wcale nie odbiega znacząco od innych nastolatków - a nadużywanie wulgarnego języka wcale nie czyni jej wybitnie zadziorną. Brakuje w niej tego ognia, który można przypisać określeniu "mściwa suka".

Powieść ta ma jednak pewne zalety. Interesujący był wątek złej opinii o Annie - dziewczynie przyszyto taką łatkę, jednak wraz z rozwojem fabuły odkrywamy, że ma za sobą trudne dzieciństwo, a prawdziwym potworem w tym miasteczku jest jej matka. Jak w wielu horrorach o zbuntowanych nastolatkach, tak i tutaj mamy nieodpowiedzialnych lub nieobecnych dorosłych, na których pomoc nie można liczyć - więc sprawy należy brać we własne ręce.

"Tu spoczywa mściwa suka" nie jest soczystą powieścią o zemście - jest na to odrobinę zbyt naiwna i młodzieżowa. Z pewnością bardziej spodoba się nastolatkom niż starym wyjadaczom - a także tym którzy szukają pozornie strasznego tytułu, a nie książki naprawdę przerażającej. Nie mogę zaprzeczyć, że na początku książka jest wciągająca, ale ostatecznie zawodzi oczekiwania. Jej głównym grzechem jest wprowadzanie zbyt wiele zbędnych postaci i wątków oraz przedłużanie momentu odkrycia śmierci - przez co oswajanie się z byciem duchem, testowanie możliwości i w końcu pogoń za złoczyńcą potraktowane zostają po macoszemu, nie dając satysfakcji. Sam pomysł jest dobry, powieść sprawia jednak wrażenie niedopracowanej (urwane wątki, brak określenia wyraźnych zasad funkcjonowania w życiu pozagrobowym). Niestety to książka, która bardziej przyciąga uwagę tytułem i okładką niż treścią. Nie jest to powieść wybitnie zła, ale niczym się nie wyróżnia - czyta się szybko, a potem równie szybko ulatuje z głowy. To książkowy odpowiednik horrorów klasy B.

Codie Crowley "Tu spoczywa mściwa suka" (2024)
Polskie wydanie: You&YA


 


"Rzeźbiarka krwi" to dynamiczna, młodzieżowa fantastyka z ciekawym światem przedstawionym. Powieść wpisuje się w estetykę "silkpunku". Ten podgatunek łączy technologię z wpływami azjatyckimi - w odróżnieniu od steampunku, skupiającego się na rewolucji industrialnej i erze wiktoriańskiej, będącego ze swej natury dość europocentrycznym, silkpunk oferuje alternatywne spojrzenie na mieszanie się technologii i magii w duchu azjatyckim. W tym ujęciu istotny jest balans między nowoczesnością/technologią a naturą/tradycją. Oddaje to powieść "Rzeźbiarka krwi", w której ścierają się dwie szkoły medycyny: nowoczesna (jak na opisywane czasy), oparta o maszyny i tradycyjna, wykorzystująca niezwykły dar wpływania na ludzką anatomię poprzez dotyk i umysł. Opisywany na kartach powieści świat traktuje tytułowych rzeźbiarzy jako "wymierające zagrożenie"; osnute mitami i odchodzące w zapomnienie, jednocześnie wciąż budzące grozę. Główna bohaterka może być ostatnią uśmierzającą - jak w jej kulturze nazywano osoby obdarzone tym darem - która próbując uleczyć jedynego świadka zabójstwa, wplątując się tym samym w intrygę spod znaku "złapmy mordercę, zanim on nas odkryje". Osią fabularną w powieści jest zatem próba uleczenia i zagadka kryminalna, a tajemnicy dokłada obecność niezwykłego młodego dżentelmena. Jak przystało na powieść młodzieżową nie zabrakło i wątku romantycznego - ale połączonego z motywem kolonializmu/wykorzenienia z własnej kultury, co jest popularnym elementem "azjatyckiej" fantastyki. Nie jest to powieść specjalnie zaskakująca, ale elementy silkpunku dodają jej pewnej oryginalności. Całość czyta się bardzo przyjemnie, a końcówka zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.

"Rzeźbiarka krwi" wpisuje się idealnie w literaturę tworzoną przez osoby azjatyckiego pochodzenia, jak Tasha Suri czy Rebecca F. Kuang: pisząć fantastykę inspirowaną Azją, autorki te eksplorują złożoność tożsamości na styku kultur, często w połączeniu z motywem kolonializmu, ukrytego dziedzictwa kulturowego i przemocą. W przypadku Vanessy Le odnajdziemy echo doświadczenia wietnamskiej diaspory, ukształtowanej przez wojnę, migrację i utratę ojczyzny: główna bohaterka żyje poza granicami kraju przodków, który został najechany i zniszczony. Jej magia ma głębsze znaczenie - nie jest tylko zdolnością, ale nicią łączącą ją z spuścizną matki i babki; z tradycją, której nie doświadczyła bezpośrednio żyjąc poza granicami ojczyzny. Jej dar tworzy napięcie między przeszłością, a teraźniejszością, co zresztą świetnie współgra z motywem silkpunku i obecnością maszyn w świecie mało przyjaznym dla Nhiki. Dziedzictwo w formie magii jest dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i ciężarem - naznaczając ją jako inną, obcą i niebezpieczną.

Jednocześnie powieści nie brakuje lekkości w sposobie, w jaki jest napisana. W odróżnieniu od książek wspomnianych Tashy Suri i R.F. Kuang, "Rzeźbiarka krwii" Vanessa Le zdecydowanie wpisuje się w literaturę młodzieżową (oznaczoną na okładce jako 15+). Oznacza to pewne uproszczenia - konflikt polityczny zostaje zaledwie zarysowany, a fabuła skupia się wokół bohaterki, jej osobistego doświadczenia. Intryga kryminalna jest łatwa do przewidzenia, ale nie oznacza to, że brakuje w powieści zaskoczeń - pod tym kątem naprawdę niezłe jest zakończenie. W powieści zdarzają się także pewne potknięcia, związane przede wszystkim z budowaniem napięcia wokół intrygi (po co planować jak kogoś wrobić i potem ten plan wprowadzać w życie, jak i tak kończy się to zwykłą konfrontacją na noże?), ale nie odbiera to wiele z ogólnej przyjemności czytania.

Poleciłabym "Rzeźbiarkę krwi" przede wszystkim tym, którzy nadal lubią fantastykę spod znaku YA, ze wszystkimi jej wadami i zaletami, ale szukają czegoś z dość oryginalnym systemem magicznym. Dla mnie fantastyka "azjatycka" ciągle ma w sobie pewną przewagę - obok rozrywkowej przygodowo-romansowej fabuły, dodaje ten element kulturowego rozdarcia, dotykając problemów związanych z przymusowym wykorzenieniem i próbą odnalezienia siebie. A autorka dodała do tego jeszcze jeden smaczek: medycynę i anatomię. Sprawia to, że "Rzeźbiarka krwi" to powieść intrygująca - połączeniem medycyny, maszyn i silkpunku, z odrobiną wietnamskiego folkloru. Chociaż można się trochę przyczepić - chociażby do kreacji głównej bohaterki, która początkowo wpada w pewne klisze naiwnej dziewczyny, czy do jednowymiarowości bohaterów pobocznych - to są to grzeszki, które jestem w stanie wybaczyć jeśli zagrała kreacja świata przedstawionego. Może nie wyrwała mnie z kapci, ale w trakcie czytania było mi ciężko się oderwać - chciałam zgłębić tajemnice uśmierzania i dowiedzieć się, czy bohaterce w końcu uda się znaleźć miejsce, do którego będzie przynależeć. Jest w tej książce coś, co przyciąga :)

Vanessa Le "Rzeźbiarka krwi" (2024)
Polskie wydanie: Uroboros

 


Drugi tom serii "Podzieleni" przypomina kontynuację "Kosiarzy". W obu seriach Neal Shusterman zakończył pierwszy tom z przytupem, by w kolejnym początkowo porzucić głównych bohaterów i skupić się na wpływie konsekwencji ich działania na świat i innych. W "UnWholly" w początkowych rozdziałach poznajemy nowych bohaterów - "boćka", czyli dziecko-podrzutka, które nigdy nie zaznało miłości ze strony przyszywanych rodziców; dziesięcinę, zaślepioną misją poświęcenia swego życia bardziej niż Lev oraz wariację na temat potwora Frankensteina - istoty stworzonej z części innych ludzi. Shusterman powtarza także znane chociażby z "Kosiarzy" zabiegi przeplatania rozdziałów fragmentami medialnych kampanii - w tym przypadku dotyczących rozszczepienia. Te podobieństwa w strukturze i zabiegach do "Kosiarzy" nie odbierają oryginalności "Podzielonym" - zarysowują jednak pewien charakterystyczny styl Shustermana.

Rozpoczęcie drugiego tomu od wprowadzenia nowych postaci i za ich pomocą ukazania, co się zmieniło/co pozostało takie samo może być powodem czytelniczej frustracji. Wydłuża to powrót do poznanych w pierwszym tomie bohaterów, a pewne podobieństwa do nowych postaci mogą powodować uczucie "powtórki z rozrywki". Ja jednak bardzo to doceniam - po dystopiach nie oczekuję jedynie historii jednostek; równie interesujący, co opowieść o Risie, Connorze i Levie, czyli dzieciakach z pierwszego tomu, jest przedstawiony dystopijny świat. Przyszłość po ideologicznym konflikcie, w której władze doszły do kompromisu: ochrony życia od poczęcia do 13 roku życia i pozostawienia możliwości dokonania "aborcji wstecznej". Nastolatek nie spełnił oczekiwań rodziców, sprawia kłopoty? Póki nie skończy 18 lat można wyrazić zgodę na jego rozszczepienie - co ma być jednocześnie szczytnym celem: w wyniku rozszczepienia każdy element ciała nastolatka może zostać przeszczepiony -w założeniu - osobom potrzebującym. Jak możecie się jednak domyśleć, w tym świecie istnieją nadużycia, które świetnie oddaje drugi tom.

To opóźnienie powrotu do starych bohaterów pozwala pochylić się nad światem, a nie od razu przejść do akcji. Dowiadujemy się, że zmieniono prawo - dopuszczalny wiek rozszczepienia zmniejszono do 17 lat, co nie spotkało się z ogólnym poparciem. Zwiększone zapotrzebowanie na rozszczepienia spowodowało rozrost czarnego rynku i porwań nastolatków. A cała opowieść o wojnie ideologicznej z przeszłości kryje tajemnice, związane z rzeczywistymi motywacjami kryjącymi się za inicjatywą rozszczepiania nastolatków. Historie nowych bohaterów pokazują zaś, że wcale tak wiele się nie zmieniło. Stawia to dylemat przed naszymi starymi bohaterami: czy ich celem powinno być wyłącznie ukrywanie się i pomoc w zabezpieczeniu uciekających przed rozszczepieniem nastolatków? A może przyszedł czas na bunt?

"UnWholly" to ciekawa kontynuacja "Podzielonych" - książki, która choć ma już swoje lata (2007), pozostaje przerażająco aktualna w stawianiu pewnych pytań. Oba tomy dość dobrze balansują pomiędzy budowaniem świata, a akcją - choć w drugim tomie znaczenie więcej jej w drugiej połowie. Takie rozłożenie wątków, pewne opóźnianie kluczowych starć dla mnie było bardzo dobrym rozwiązaniem, pozwalającym skupić się na budowaniu świata. Szczególnie, że jedna z postaci - wspomniany 'potwór Frankensteina" - wprowadza nowe pytania dotyczące człowieczeństwa. Skoro Cam został stworzony z części innych ludzi - nawet ich mózgów - ale zaczyna mieć własną świadomość, to można mu odmawiać miana człowieka? Czy stanie po którejś ze stron - swoich twórców lub nastolatków skazanych na rozszczepienie - a może będzie kierować się własnymi motywacjami, tym samym w pełni kształtując siebie?

Stawiam w tej recenzji wiele pytań, bo taka jest ta książka - skłaniająca do myślenia. W pełni spełniła moje oczekiwania wobec młodzieżowych dystopii, gdzie losy bohaterów splatają się z walką z niesprawiedliwym, wręcz okrutnym systemem. Niektórzy bohaterowie mogą wydawać się zbyt dojrzali jak na swój wiek - pasuje to jednak do świata, w którym trudno o rodzicielskie autorytety, a nastolatkowie bardzo szybko muszą uczyć się dbać sami o siebie: nie znają dnia, kiedy między 13 a 17 rokiem życia rodzice podpiszą zgodę na rozszczepienie...

Chociaż ten tom jest mniej dynamiczny niż pierwszy (a na pewno mniej szokujący, bo już poznaliśmy ideę rozszczepienia), to nadal doskonale się czyta. Pewnej dynamiki nadają krótkie rozdziały skupiające się wokół poszczególnych bohaterów - dzięki czemu możemy poznać ich motywacje, a także śledzić ich rozwój. To ogromna zaleta książek Shustermana - nie tylko świat zmienia się w konsekwencji działań naszych bohaterów, ale i oni sami. Ten tom świetnie przygotowuje do kontynuacji: finał "UnWholly" powinien mieć jeszcze większe konsekwencje dla świata i bohaterów niż ten z tomu pierwszego.

Powieść czyta się szybko - ale na pewno nie lekko. Zostaje w głowie, zarówno w trakcie czytania, jak i po - co świadczy o tym, że zmusza do myślenia o tej okrutnej wizji przyszłości. A jednocześnie ma w sobie to coś ze "starych dobrych młodzieżówek" w stylu "Igrzysk śmierci", które zwyczajnie wciągają - dzięki postaciom i historii. Podzieleni, wraz z Kosiarzami i wspomnianymi Igrzyskami to moja topka młodzieżowej literatury dystopijnej - i już nie mogę się doczekać na kolejny tom opisujący świat, w którym można rozszczepić nastolatków.

"Rozszczepienia nie tylko zakończyły wojnę - wytknął Nelson - dzięki nim wyrwano chwasty.

(...) Wszyscy przeznaczeni do tej procedury nastolatkowie byli do siebie podobni - przetrzymywali cenne narządy, które mogli przekazać bardziej potrzebującym, kurczowo chwytając się swojej żałosnej indywidualności. Zamiast w spokoju zaakceptować podział. Upierali się przy życiu, którego nikt nie uważał za wartościowe."


Neal Shusterman "Podzieleni. UnWholly" (2012)
Polskie wydanie: Uroboros (2024)

 


"Dusza miecza" to drugi tom powieści fantasy YA, inspirowanej bogactwem japońskiej kultury - a w szczególności niezwykłym światem yokai, istot nadnaturalnych. Lubię kiedy drugie tomy skupiają się na konsekwencjach wydarzeń z tomu pierwszego, a nie wyłącznie posuwaniu akcji do przodu: i taka jest też "Dusza miecza". Misja dostarczenia fragmentu zwoju do tajemniczej Świątyni Stalowego Pióra to jedno - ale co zrobić, gdy jeden z członków drużyny zostaje opętany przez demona Hakaimono? Czy można go porzucić, zgodzić się na jego zagładę w imię dobra misji? Drugi tom zyskuje zatem dwie osie fabularne, które jednocześnie odzwierciedlają rozdarcie głównej bohaterki między obowiązkiem i lojalnością wobec mistrzów, a miłością - i lojalnością wobec członka drużyny. Chociaż Yumeko i Tatsumi mieli świetną "chemię przeciwieństw", radosnego słoneczka i ponuraka, to rozdzielenie ich wyszło drugiemu tomowi na dobre: pozwoliło lepiej zarysować konflikty wewnętrzne postaci, ukazać skutki próby opanowania przeklętego miecza, a także dać miejsce do zabłyśnięcia postaciom drugoplanowym.

"Dusza miecza" w pełni spełniła moje oczekiwania i dostałam niezłą młodzieżówkę, pełną akcji i istot nadnaturalnych. Powieść trochę w starym stylu, kiedy synonimem fantasy YA nie była erotyka ubrana w kostium romantasy. Nadal podtrzymuję zdanie, że to powieść, którą przede wszystkim poleciłabym miłośnikom azjatyckich seriali fantasy, w których niewinna sfera uczuciowa miesza się z bogactwem inspiracji folklorem i mitami. 

"Dusza miecza" stanowi dalszą eksplorację motywu przemiany (też w dosłownym znaczeniu umiejętności transformacji) i tożsamości, powiązanych ze sobą. W pierwszym tomie problematyka ta dotyczyła przede wszystkim Yumeko, która ze swej natury pół-kitsune jest rozdarta między światem ludzi a istot nadnaturalnych. W drugim tomie bardziej zagłębiamy się w losy Tatsumiego i wpajanej mu kontroli uczuć i emocji. Co się z nim stanie jeśli zostanie opanowany przez demona - i to nie byle kogo, ale potężnego Hakaimono? Czy uda mu się odzyskać własną tożsamość - i czy przyjmując rolę posłusznego wojownika cienia, narzędzia w rękach swej pani, taką tożsamość posiadał? W jego przypadku przemianę wewnętrzną rozpoczęło spotkanie Yumeko; nim się ona jednak dokona będzie musiał (dość dosłownie) pokonać wewnętrzne demony. 

W powieści ujął mnie motyw współpracy, który nie ogranicza się tylko do tworzenia drużyny (swoją drogą, uwielbiam ten motyw zbierania pozornie niedobranej drużyny, która przekształca się w pewien rodzaj rodziny). Współpraca oznacza tutaj także odrzucenie drogi samotnika na rzecz przyjęcia pomocy. Dzięki temu powieść unika wszechpotężnych postaci w stylu Mary Sue na rzecz bardziej zbalansowanych charakterów: każdy ma swoje mocne i słabe strony, a o zwycięstwie decyduje umiejętne ich wykorzystanie w drużynowym wysiłku. W ten sposób drużyna nie jest w tej trylogii zbędna, a stanowi niezwykle ważny jej element. 

Tak jak już wspomniałam, w powieści odnajdziemy także motyw rozdarcia związany z poczuciem obowiązku i lojalności, a podszeptami własnego serca. W ten sposób Autorka nie ogranicza japońskich inspiracji do bestiariusza istot nadnaturalnych, ale sięga po charakterystyczne elementy kultury samurajskiej. Prawie każda z postaci staje przed dylematem narzuconego jej obowiązku, a wewnętrzną potrzebą ratowania przyjaciela.
Mimo odwoływania się do kultury japońskiej, trylogia "Cień kitsune" jest bardzo przystępna. Autorka nie boi się wykorzystywać klasycznych motywów znanych z fantastyki - jak budowania osi fabularnej wokół misji, zbierania członków drużyny (tutaj przypadkowego, a nie celowego zbierania), którzy okazują się niezbędni dla wykonania danej misji. Dostajemy także motyw potężnego magicznego artefaktu, który może w nieodpowiednich rękach może zniszczyć świat. Dostajemy zatem klasyczny motyw walki dobra ze złem - wzbogacony o wewnętrzna walkę z demonami/demoniczną naturą (lub przeciwnie, akceptację swej nadprzyrodzonej natury).

"Dusza miecza" to udana kontynuacja, która z pewnością zadowoli tych, którym spodobał się tom pierwszy. Jako książka spod znaku YA jest przede wszystkim rozrywkowa i nie przygniata emocjonalnym ciężarem i mrokiem - dba o to nasze słoneczko, kitsune Yumeko, którawierzy, że z każdej sytuacji jest jakieś pozytywne wyjście. To dynamiczna powieść, która zabiera czytelnika do świata yokai, istot nadnaturalnych, oraz ich pościgu za magicznym artefaktem. Świetnie się bawiłam i już nie mogę doczekać się finału tej historii - nie będę ukrywać, że liczę na happy end!

Julie Kagawa "Dusza miecza" (2019)
Polskie wydanie: Fabryka Słów (2024)





"Pamiętnik księżniczki" to kultowa seria książek dla nastolatek. Napisana w formie pamiętnika opowiada o zmaganiach 14-letniej Mii z życiem: brakiem chłopaka, płaskim biustem, grubym kotem zżerającym skarpetki - oraz informacją, że jest dziedziczką tronu w małym europejskim państewku. Nic dziwnego, że seria cieszyła się ogromną popularnością: główna bohaterka to „zwykła” nastolatka, borykająca się z wyzwaniami dorastania (związanymi przede wszystkim z obawami o to, czy za bardzo się nie odstaje od rówieśników), której życie teoretycznie ulega zmianie, gdy dowiaduje się, że jest księżniczką. W rzeczywistości jednak z Mią-księżniczką nastolatki ciągle mogą się utożsamiać, gdyż dziewczyna nadal zamartwia się przede wszystkim zżyciem szkolnym i randkowaniem.

Siłą serii jest „nastoletni dramatyzm” – pierwszoosobowa narracja Mii w jej pamiętniku pełna jest przeżywania wydarzeń, które dla czternastolatki urastają do rangi „katastrofy” i „końca świata”. Z perspektywy osoby dorosłej są to błahostki i głupotki, często budzące zażenowanie, ale niekoniecznie takie są w oczach dziewczyny. Warto zauważyć, że cały książkowy świat jest przefiltrowany przez spojrzenie Mii – stąd i dorośli mogą zachowywać się w naszych oczach irracjonalnie lub niedojrzale: tak to jednak postrzega bohaterka.

Pamiętniki Mii pełen jest jej myśli związanych z brakiem wiary w siebie, niepewnością związaną z wyglądem, który odbiega od popularnego w mediach wizerunku. Łatwo jest Mię zrozumieć: kto w nas nie martwił się w liceum, że nie wygląda w dany sposób? To okres skupienia się na kompleksach, które zabierają nam pewność siebie. Jest w tym ciągłym wracaniu przez Mię do jej płaskiej klatki piersiowej czy wzrostu coś bardzo autentycznego – mnie tak prześladował za duży nos, który zajmował moje myśli.

„Pamiętnik księżniczki” to seria zachwycająca lekkością, mimo całego wspomnianego dramatyzmu – wiąże się to oczywiście z przyziemnością problemów bohaterki oraz jej kąśliwym humorem. Nie ma tutaj miejsca na rzeczywiście traumatyczne wydarzenia. Dzięki temu seria jest bardzo relaksująca – nawet dla osób, które już nie są równolatkami Mii, ale mają ochotę na przyjemną podróż do czasów nastoletnich. Trzeci tom, „Zakochana księżniczka” dostarcza tego, co misie lubią najbardziej: sercowych rozterek. Mia czuje presję, by zacząć randkować – jak jednak wyznać zauroczenie starszemu bratu przyjaciółki? Ten punkt wyjścia gwarantuje dramę w stylu komedii romantycznej, pełną nieporozumienień i kłopotów z komunikacją.

Mia może zachowywać się głupio i irracjonalnie – ale czy należy spodziewać się wybitnej dojrzałości od nastolatki? Jednocześnie książka promuje posiadanie pewnych ideałów, pasji – dla Mii jest to wegetarianizm, troska o planetę. I znów dodałabym, że jest w tym coś autentycznego – Mia zachowuje się i wygląda jak czternastolatka, nie można więc zbyt surowo oceniać jej podejścia do globalnych wyzwań.

Cała seria, jak i „Zakochana księżniczka” (jeden z moich ulubionych tomów) to lekka, zabawna historia o pełnej dramatyzmu dziewczynie. To opowieść o młodej dziewczynie, która stara się znaleźć swoje miejsce w świecie: balansując pomiędzy oczekiwaniami rówieśników, presją medialną, a …rolą księżniczki. To idealna książka na poprawę nastroju, niezależnie od wieku (pod warunkiem, że pamięta się jeszcze jak niełatwo jest być nastolatką). Mia może być księżniczką, ale wcale nie różni się od „zwykłej” nastolatki – i w tym tkwi siła tej historii, która zasłużenie stała się kultowa w swoim przedziale wiekowym i gatunku, i naprawdę cieszy jej wznowienie.

Meg Caabot "Pamiętnik księżniczki 3. Zakochana księżniczka"


 


Za intrygującym tytułem powieści "Plecy, które chcę kopnąć" kryje się opowieść o samotności i niedopasowaniu - uczuciach, które tak często towarzyszą ludziom podczas dorastania. Główna bohaterska, Hatsu, zmaga się z dwoma sprzecznymi uczuciami, które wywołują w niej frustrację i tytułową chęć kopnięcia pewnej osoby w plecy: z jednej strony Hatsu nie może dopasować się do nowej klasy, znaleźć "przyjaciół", nawet jeśli byłaby to pobieżna relacja; z drugiej zaś strony pragnie pasować, nie chce być niewidzialna. Jej irytację potęguje znajomość z innym klasowym wyrzutkiem, któremu jednak ta sytuacja zdaje się wcale nie przeszkadzać: Ninagawa żyje w świecie własnych fantazji skupionych wokół modelki Ori-chan, nie przejmując się rzeczywistością naokoło niego.

"Samotność dźwięczy. Brzęczy i rezonuje brzmieniem dzwoneczka, wchodzącego w tak wysokie rejestry, że aż uszy bolą i miażdży pierś swoim naciskiem, więc już choćby po to, by nikt dookoła mnie tego nie słyszał, darłam palami wydruk na kawałki. W dłuuugie, wąziutkie paski. Nieprzyjemny odgłos darcia papieru zagłuszał dźwięk samotności."

"Plecy, które chcę kopnąć" to w zasadzie nowela - stustronicowa powieść, mająca jednak w sobie spory ładunek emocjonalny, związany ze wspomnianą frustracją. Siła tej powieści tkwi w autentyczności - nie ma tu miejsca na romantyzowanie dorastania, które jest trudnym okresem. Risa Wataya, laureatka Nagrody im. Akutagawy, doskonale ujęła te sprzeczne uczucia. Opisy odczuwania samotności potrafią mieć w sobie coś poetyckiego, by zaraz pojawiły się zdania pełne języka potocznego - świetnie to ze sobą współgra, oddając "huśtawki" emocji.

"(...) i pozostał mi tylko wstyd osoby, która na pytanie: 'Czy ktoś został bez przydziału?' podnosi rękę."

Hatsu i Ninagawa to niezwykle ciekawe postacie; podobne, a tak różne. Oboje są wyrzutkami, przy czym dziewczyna nie może dopasować się do grupy - czuje się źle z tym, że musiałaby kogoś udawać, zachowywać się tak, jak się od niej oczekuje. Ninagawa zaś to otaku, osoba wręcz obsesyjnie interesująca się jakimś elementem popkultury. W kontekście Japonii, otaku to często osoba uciekająca od społecznych oczekiwań w świat swej obsesji: osoba, której przypisuje się brak umiejętności społecznych. Zamiast nawiązywać kontakty z innymi, ucieka w świat fantazji - porzucając także zamartwianie się, co inni o nim pomyślą. Zaś głowa Hatsu pełna jest takich myśli: ciągle dręczy ją niepokój, że inni zauważą jej samotność, stara się więc odgrywać osobę, której nie zależy.

"Nie mogłam zdecydować, które z nas wyglądało dziwaczniej - ja, jedząca porcje degustacyjne na śniadanie, czy Ninagawa strzelający zdjęcia jak oszalały. Nie znosiłam przegrywać, ale w tej konkurencji nie miałam ochoty wygrywać."

Interesująca jest także relacja Hatsu i Ninagawy: choć znajdują nić porozumienia, to czy możliwa jest między nimi przyjaźń? Co dziewczyna czuje do tego wyobcowanego chłopaka - czy jest w stanie go zrozumieć, czy raczej gardzi jego zachowaniem? A może jest zazdrosna o to, że udało mu się odrzucić społeczne normy i przestać się przejmować tym, co inni o nim myślą?

"Ta prosta wymiana zdań wsiąkła w moje wyschnięte, spragnione serce niczym woda - może dlatego, że dawno z nikim tak nie rozmawiałam."

Słysząc "opowieść o wyobcowaniu w szkole" od razu może kojarzyć się nękaniem. Jednak w tej powieści Hatsu sama się wyobcowuje - napięcie budowane jest przez wspomniane rozdarcie dziewczyny, która z jednej strony chce być sobą, a z drugiej strony pasować do rówieśników, co nie zawsze jest możliwe. Nad powieścią wisi jednak pytanie, czy to nie Hatsu - nie mogąca znaleźć sobie miejsca i w zasadzie uważająca siebie za lepszą (a za razem gorszą przez samotność) - odnajdzie poczucie siły w nękaniu, tytułowym kopnięciu w plecy?

"Chciałabym go kopnąć w te nieosłonięte, zgarbione żałośnie plecy. Chciałam widzieć (...) zwijającego się z bólu. To zupełnie nowe, nagle rozkwitłe pragnienie oślepiło mnie na moment jak promień słońca."

"Plecy, które chcę kopnąć" to powieść, która najbardziej trafi do osób młodych, a także tych, którzy pamiętają jak to było być wyrzutkiem, jak to jest czuć, że nie pasuje się do rówieśników. Risa Wataya perfekcyjnie oddała rozdarcie, mieszankę emocji towarzyszącą dorastaniu - Hatsu może jednocześnie odrzucać, jak i lgnąć do ludzi; wywyższać się i umniejszać; tęsknić za przyjaciółką i odrzucać ją bez powodu. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie! Przy tej całej huśtawce całość ma w sobie jakąś lekkość, choć wyraża młodzieńczą frustrację. Rozwój relacji między bohaterami jest zaskakujący - i jedyne czego można by się przyczepić to brak wyraźniejszej puenty. Jednak chyba o to chodziło - o to, aby ta historia rezonowała w nas, a nie miała oczywiste zakończenie. Kto nie doświadczył samotności, wyobcowania, poczucia, że nie pasuje się do grupy - i nie ma się siły odgrywać ciągle roli, by się dostosować, by być ciągle miłym; kto zapomniał jak to jest być nastolatkiem - ten może odbić się od tej powieści. Uznać ją za historię o niczym. Jeśli jednak macie takie doświadczenia to zdecydowanie warto pochylić się nad tą krótką, ale pełną tak sprzecznych emocji książką!

"Jednak mimo iż tak starałam się, by moje istnienie zostało wymazane z tego świata, bałam się sprawdzić, czy faktycznie już całkiem znikłam."


Risa Wataya "Plecy, które chcę kopnąć" (2003)
Polskie wydanie: Kirin | YAponia (2024)
Przekład z języka japońskiego: Joanna Weldu

 


"Podzieleni" to kolejna powieść w dorobku Neala Shustermana, udowadniająca, że autor świetnie czuje gatunek młodzieżowych powieści dystopijnych. Tak jak "Kosiarze", "Podzieleni" z łatwością wciągają w lekturę, jednocześnie cały czas skłaniając osobę czytającą do refleksji - przez co nie można pozostać obojętnym na opowiadaną historię. W "Podzielonych" autor przedstawia wizję świata po wojnie między zwolennikami a przeciwnikami prawa do aborcji, zakończonej przerażającym kompromisem: życie ma być chronione od poczęcia do trzynastego roku życia. Natomiast kiedy człowiek jest między trzynastym a osiemnastym rokiem życia jego rodzice bądź opiekunowie mogą dokonać "aborcji wstecznej": wydać zgodę na rozszczepienie na organy dziecka. Już sam punkt wyjścia stawia całą masę pytań, dotyczących kontroli społeczeństwa (czy wobec groźby rozszczepienia można wyeliminować niepożądane zachowania u młodzieży?), rodzicielstwa i miłości (czy miłość do dziecka rzeczywiście jest bezgraniczna?) i w końcu medycyny (czy warto leczyć skoro każdą część człowieka można zastąpić "lepszym i młodszym" modelem?). Czy w takim świecie rzeczywiście zwyciężyło życie? Powieść została napisana w 2007 roku, dzięki czemu czytając ją dzisiaj czuć ten nieco "retro" klimat - czasów kiedy dystopijne powieści młodzieżowe skupiały się na wyrażaniu pewnych lęków i skłaniały do refleksji wykorzystując motyw grupki młodzieży walczącej z systemem, "piekłem" na ziemi zgotowanym przez dorosłych. Wykreowany przez autora świat - i pojawiająca się w nim problematyka - są oryginalne, a zarazem bardzo niepokojące. Przez to powieść z jednej strony naprawdę dobrze się czyta, a z drugiej budzi ona pewien dyskomfort i przerażenie. 

"Podzieleni" to w dużej mierze powieść o bezsilności młodzieży i obojętności, czy wręcz znieczulicy większości dorosłych - brutalnej naturze ludzi. Podjęta problematyka ukazuje interesującą perspektywę: zanim człowiek nie osiągnie pełnoletności nie jest zazwyczaj traktowany jako w pełni niezależna jednostka, mogącą w pełni żyć własnym życiem. To od jednej decyzji dorosłych zależy, czy życie dziecka nie zostanie zakończone przedwcześnie - choć oczywiście rozdzielenie nie jest traktowane na równi z zabójstwem, aby dorośli mogli mieć czyste sumienie - każda z części ciała ma służyć większemu dobru, którym jest ratowanie życia (a w rzeczywistości często polepszaniu komfortu życia jedynych kosztem drugich). W tym kontekście interesujący jest także motyw podrzucania dzieci: w Podzielonych odpowiedzialność biologicznego rodzica dotyczy tylko momentu poczęcia, następnie bez konsekwencji dziecko można podrzucić innej rodzinie, która ma obowiązek się nim zająć - oczywiście do wspomnianego trzynastego roku życia. Nie oznacza to jednak, że każdy będzie tego przestrzegać - jakby mottem dorosłych było "to nie moja sprawa", uchylanie się od odpowiedzialności i odwracanie wzroku. Ze względu na poruszane kwestie powieść pozostaje bardzo aktualna - wpisując się w dyskusję na temat ochrony życia; można prawnie zmusić do rodzenia dzieci - ale czy można do wzięcia za nie odpowiedzialności, do bezwarunkowej miłości? Czy młoda osoba, która ma zostać rozszczepiona nie wolałaby się w ogóle nie urodzić niż przekonać się, że nie spełniła oczekiwań rodziców - i nie ma szansy samodzielnie przeżyć reszty swojego życia?

Neal Shusterman ma talent do wzbudzania wielu refleksji, jednocześnie nie czyniąc powieści zbyt filozoficzną. Dzieje się tak za sprawą skupienia się na losach bohaterów oraz napotkanych przez nich innych, skazanych na rozszczepienie. Dzięki temu możemy śledzić akcję, wczuwać się w ich przygody - aż nagle przychodzi refleksja, zastanowienie się, co ich przeżycia oznaczają. Przykładowo na kartach powieści poznajemy dziecko, które stało się ofiara rozwodu rodziców - ludzi tak skłóconych, że woleli dosłownie podzielić swego potomka niż pójść na jakąkolwiek ugodę. Poznajemy także dzieci niczyje, porzucone, które muszą udowodnić swą wartość, dzieci niegrzeczne, których łatwiej się pozbyć niż wychowywać. Tak jak w przypadku "Kosiarzy" nie zabrakło tu miejsca także na refleksje na temat religii, która potrafi zaślepić - znów obierając gdzieś wolną wolę młodym ludziom. Osią fabularną jest ucieczka przed rozszczepieniem - prowadzi ona jednak do zrozumienia niesprawiedliwości i buntu przeciwko narzuconym zasadom, które odbierają prawo do własnego życia. To połączenie idealnie się sprawdza, bo powieść nie nudzi i wciąga, a potem na długo zostaje z nami po zamknięciu książki.

Siłą powieści jest to, że wywołuje emocje i skłania do wspomnianych refleksji. Powieści młodzieżowe, wbrew powszechnej opinii, mogą stanowić ciekawe studium dzisiejszego świata z perspektywy lęków dorastających osób. Powieści dystopijne jak "Podzieleni" - czy "Igrzyska śmierci" - łączą w sobie akcję z refleksją, a szokująca i przerażająca, często wręcz abstrakcyjna wizja przyszłości zmusza nas do zastanowienia się nad tu i teraz. "Podzieleni" są powieścią angażującą na wielu poziomach, niepozostawiającą osoby czytającej obojętną. To mocna książka, którą jednocześnie "łatwo" się czyta - nim się spostrzeżemy docieramy do końca, z wypiekami na twarzy - i palącym oczekiwaniem na kolejną część.


Neal Shusterman "Podzieleni" (2007)
Polskie wydanie: Uroboros (2024)

 


"Belladonna" to powieść z kategorii guilty pleasure: można się czepiać naprawdę wielu jej elementów, a jednocześnie czerpać czystą radość z czytania tej - mimo tematu śmierci i pozornie gotyckiego klimatu - lekkiej historii z gatunku romantasy. Jest zagadka, ładne stroje i bale maskowe, przystojni mężczyźni i bogactwo - a do tego obowiązkowa zakazana miłość - czego chcieć więcej w rozrywkowym romantasy? Punkt wyjścia jest na tyle oryginalny, bo skraść naszą uwagę: główna bohaterka z jakiegoś powodu nie może umrzeć. Taki stan wydawałby się idealny, gdyby nie to, że wszyscy naokoło niej giną, co przyciąga nie tylko Śmierć we własnej osobie, ale i plotki. A Signa, nasza bohaterka, ma proste marzenia: herbatki z przyjaciółkami, bale i piękne suknie, a przede wszystkim znalezienie własnego miejsca. Czy nie wyda się to jednak błahostką, gdy pozna śmiertelnie chorą kuzynkę i uwikła się w śledztwo mające na celu wykrycie truciciela? Jej pogląd na życie zmieni także niezwykły towarzysz, wspomniany Śmierć - odziany w cienie, tajemniczy i potężny, a przy tym tak samotny jak Signa. I choć "Belladonna" nie jest powieścią zaskakującą, z intrygą której nie sposób przejrzeć, to wszystkie elementy składają się na przyjemną i wbrew pozorom lekką lekturę - choć relacja Signy i Śmierci jest nieco niepokojąca, biorąc pod uwagę, że poznali się kiedy ona była niemowlakiem - której wiele można wybaczyć jeśli da się po prostu porwać historii, bez czepiania się szczegółów.

Osobiście lubię historie mroczne i gotyckie - "Belladonna" jednak nie do końca taka jest; to bardziej taka słodka wariacja na temat gotyckich klimatów. Niby jest mrocznie, bo pojawia się temat śmierci, trucizny, duchów i nadprzyrodzonych zdolności, a w dodatku akcja dzieje się w wielkim domostwie. A jednak żadna ze scen nie wywołuje uczucia grozy. Skojarzyło mi się to z koreańskimi serialami romantyczno-paranormalnymi w stylu "Mój demon": owszem jeden z bohaterów jest diabłem/demonem/śmiercią we własnej osobie, a osią fabularną jest zagadka związana z morderstwem - to jednak nie taki diabeł straszny, za to bardzo czarujący. Skoro główna bohaterka się go nie boi, to czemu mamy my? Nie ma w tym niczego złego, po prostu nie ma co nastawiać się na mroczną czy dołującą historię.

W powieści odnajdziemy odpowiednią dawkę tajemnicy, by utrzymać uwagę czytelnika: związaną nie tylko ze śledztwem prowadzonym przez Signę, ale i nią samą. Z jakiegoś powodu dziewczyna nie może umrzeć, a co więcej ma pewne umiejętności, które z czasem będzie odkrywać. Jest interesującą bohaterką - przyjemnie obserwuje się także jak zmieniają się jej priorytety; jak przekonuje się na własnej skórze, że to o czym tak bardzo marzyła jest głupotką, a prawdziwe szczęście da jej bycie sobą, a nie dopasowywanie się do towarzystwa. Cała reszta postaci jest dość sztampowa, ale pasuje do tej powieści - jedynie Śmierć powinien mimo wszystko wzbudzać więcej grozy lub zwyczajnie być bardziej zadziorny - różnić się od wszystkich dżentelmenów, których Signa spotka w swym życiu. 

Odniosłam wrażenie, że "Belladonna" to powieść, której bliżej do YA pełną gębą niż do NA - jest kilka pikantniejszych scen, ale poza tym powieść jest raczej łagodna - i znów o tym wspomnę: mimo tematyki związanej ze śmiercią. To taka mieszanka paranormalnego romansu z historycznym tłem rodem z "Dumy i uprzedzenia", gdzie tak duża rolę odgrywają konwenanse, a także śledztwem w sprawie morderstwa. Całość nie jest zbyt zawiła i dość szybko można się połapać kto, jest kim - frajdę w czytaniu daje jednak poszukiwanie ich motywacji, które już nie są takie oczywiste.

Oceniając całkiem obiektywnie "Belladonna" to gatunkowy średniak, wyróżniający się przede wszystkim umiejętnościami głównej bohaterki oraz jej relacją ze Śmiercią; a mimo to ta powieść całkowicie mnie pochłonęła. Przewracałam kolejne strony z czystą przyjemnością - z taką sama z jaką odpala się kolejny odcinek koreańskiego serialu o miłości mającej setki lat istoty nadnaturalnej i człowieka oraz łączącym ich przeznaczeniu oraz osią fabularną związaną z zagadką zbrodni. W kontekście czystej rozrywki to się po prostu sprawdza!


Adalyn Grace "Belladonna" (2022)
Polskie wydanie: Uroboros (2023)

 


"Córka kości" to doskonały debiut, oferujący angażującą opowieść pełną tajemnic i zwrotów akcji osadzoną w ciekawym świecie. Mimo tytułu, historia nie skupia się wyłącznie wokół Lin, córki cesarza, przedstawiając także perspektywy innych postaci, co pozwala uchwycić skomplikowanie problemów trawiących cesarstwo. A nie dzieje się w nim dobrze: władca odciął się od ludzi, poświęcając się eksperymentom; w całym kraju, składającym się z różnych wysp, odbywają się rytuały pozbawiające dzieci fragmentów kości, które następnie mogą zostać wykorzystane do tworzenia konstruktów - co nieuchronnie prowadzi do napięć i rebelii; a w dodatku jedna z wysp zatonęła w przedziwnych okolicznościach. Wszystkie te wątki składają się na fascynującą opowieść, pełną tajemnic - i co ważne szanującą inteligencję czytelnika, który nie dostaje wszystkiego podanego na tacy. 

Autorce udało się zbudować wielowątkową opowieść, która wciąga już od pierwszych stron za sprawą prostego zabiegu: zamiast rzucać czytelnika od razu na głęboką wodę, powoli przedstawia Lin - dziewczynę, która utraciła pamięć i ma poczucie, że jest w jakiś sposób "popsuta". Chłodna relacja z ojcem i rywalizacja z jego protegowanym popychają ją do szukania odpowiedzi na własną rękę, czemu ma służyć wykradanie kluczy i odkrywanie tajemnic pałacu. Następnie poznajemy drugiego bohatera, przemytnika Jovisa, który również prowadzi poszukiwania  - uprowadzonej ukochanej. Te dwie postacie i ich wątki są siła napędową; pozostałe stanowią uzupełnienie i rozwinięcie. Motywacje Lin i Jovisa są zrozumiałe, a ich wątki intrygujące za sprawą tajemnic - i to naprawdę wciąga. A Autorka stopniowo serwuje nam coraz więcej zagadek i coraz bardziej rozbudowuje problematykę swej powieści: Lin nie tylko pojmie kim jest, ale także zrozumie cenę władzy, a Jovis przekona się, że może pomóc wielu ludziom. Pozostałe dwa wątki dotyczą córki gubernatora oraz jej ukochanej, która współpracuje z rebeliantami, a także tajemniczej Piasek, która po upadku zaczyna sobie przypominać zupełnie inne życie.

Sam świat przedstawiony zapada w pamięć. O cesarstwach i rebeliach pisano już nie raz, lecz Andrea Stewart przeniosła ten motyw na wyspy, zarządzane przez gubernatorów i kontrolowane przez cesarskie konstrukty. Sama idea wykorzystywania odłamków ludzkich kości (pobieranych od żywych ludzi) i wypisywania na nich poleceń, a następnie napędzania nimi różnorodnych konstruktów, co zużywa "życiową energię" człowieka-dawcy jest niezwykle ciekawa. Opisany przez Autorkę świat jest pełen detali i zwyczajów, które tworzą jego bogactwo. Co więcej, świat ten ma potencjał rozwoju i jestem naprawdę ciekawa, co będą skrywać kolejne tomy.

Mimo czterech wiodących wątków, Autorce udaje się znaleźć idealny balans - w powieści dzieje się dużo, ale nie za dużo. Każdej z postaci poświęcone są oddzielne rozdziały, w których mają miejsce i na działanie, i na rozwój oraz zrozumienie swojej roli w starciu z imperium, które musi się zmienić. Musze przyznać, że Autorka bardzo zgrabnie żongluje różnymi perspektywami, dzięki czemu żadna z nich nie wydaje się zbędna - nawet jeśli mamy swojego faworyta. Dzięki tym różnym postaciom i ich motywacjom "Córka kości" nie jest kolejną powieścią wyłącznie o rebelii przeciwko cesarstwu.

Nie mogę nie wspomnieć o zwierzęcym towarzyszu Jovisa, który ma w sobie porównywalną dawkę uroku, co "baby Yoda" (Grogu) z "Mandaloriana". Zresztą sam wątek przemytnika, który angażuje się by pomóc niewinnym, a przy okazji rozwija niezwykła więź z małym, ale potężnym stworzonkiem ma w sobie coś ze wspomnianego serialu - i to właśnie te rozdziały sprawiały mi największą przyjemność podczas czytania.

Na sam koniec dodam, że Autorka pozostawiła miejsce dla czytelnika, by sam dedukował i próbował rozwiązać tajemnice - co tworzy przyjemne napięcie w oczekiwaniu na dojście bohaterów do podobnych - lub zupełnie innych wniosków. W powieści nie ma zbędnych powtórzeń i ciągłego omawiania wniosków, co naprawdę często spotykam w literaturze YA. Tutaj każda strona ma znaczenie, dzięki czemu nie odczuwa się dłużyzn. Co prawda sama końcówka jest odrobinę zbyt pospieszna i nie aż tak bardzo zaskakująca, ale nie odebrało mi to wiele z przyjemności czytania, szczególnie, że przez większą część książki tempo i zwroty akcji są odpowiednio rozłożone.

"Córka kości" to debiut, który pozytywnie mnie zaskoczył. Chociaż powieść korzysta z wielu schematów to nie brak jej oryginalnych rozwiązań. W powieści otrzymujemy cztery perspektywy, z czego dwóch bohaterów możemy uznać za głównych - ich perspektywy opowiedziane są w pierwszej osobie, a ich wątki napędzają akcję. Każdy z protagonistów jest interesujący: Lin, którą napędza potrzeba zgłębienia własnej przeszłości, dusząca się w pałacowych murach i przeczuwająca, że jej ojciec nie dba o poddanych; Jovis, który początkowo myśli o sobie i swojej misji, szybko staje się "przypadkowym bohaterem" oraz symbolem dla osób niezgadzających się w władzą. To złożona i dobrze przemyślana powieść, w której każde zdarzenie ma znaczenie, a fabuła konstruowana jest w ten sposób, że zachęca nas do snucia własnych teorii, a po drodze serwując nam zwroty akcji. Jestem bardzo ciekawa w jakim kierunku podąży ta historia w kolejnym tomie - "Córka kości" to fascynujące wprowadzenie do niezwykłego świata orientalnych wysp, konstruktów i magii kości.

Andrea Stewart "Córka kości" (2020)
Polskie wydanie: Fabryka Słów (2023)


 

"Wszyscy chcą być jak my" to młodzieżowy thriller w klimatach dark academia spotyka Plotkarę: elitarne liceum, (nie tak bardzo) tajne stowarzyszenie oraz zbrodnia, która po latach powraca, by prześladować bohaterów. Porównywanie powieści do "Tajemnej historii" jest trochę na wyrost - "Wszyscy chcą być jak my" nie dorasta do pięt kultowej książce Donny Tartt, ale nie oznacza to, że powieść jest zła. W swoje lidze - thrillerów młodzieżowych prezentuje się całkiem nieźle. I nawet jeśli od początku domyślimy się kto jest winny to nie odbiera to zbyt wiele przyjemności z czytania - trzeba jeszcze dowieść, że to ta osoba. Lubię powieści młodzieżowe, które obok głównej osi fabularnej stanowią jeszcze jakiś ciekawy komentarz dotyczący problemów młodych ludzi - i na tym polu "Wszyscy chcą być jak my" wypada naprawdę nieźle. Odniosłam wrażenie, że cała plotkarsko-kryminalna fabuła stanowiła pretekst nie tylko do krytyki elitaryzmu (co akurat mogło wybrzmieć nieco mocniej), ale przede wszystkim traktowania kobiet. To nie tyle opowieść o próbie rozwikłania tajemnicy śmierci uczennicy, co o tym ile upokorzeń muszą znosić dziewczyny w imię dobrej zabawy (i to nie swojej, tylko rówieśników). Lekcja płynąca z tej powieści - nigdy nie jest za późno, żeby powiedzieć "dość!" i wyrwać się z toksycznego środowiska, które więcej od nas bierze niż daje. 

"Dawniej myślałam, że dołaczając do Graczy, wygrałam złoty bilet, który otwiera drzwi do wyższych warstw społecznych. Zrobiłam to, czego chcieli moi rodzice. Stałam się wartościowa.
Ale to nieprawda. Wszystko jest kłamstwem. Oszukane oceny. Fałszywi znajomi. Martwa przyjaciółka."

 "Wszyscy chcą być jak my" to powieść, która bardziej skupia się wokół doświadczenia przynależności do Graczy - tajnego stowarzyszenia w elitarnej szkole - niż samej zagadki kryminalnej. Dzięki temu nawet jeśli domyślimy się wcześniej rozwiązania, to i tak będziemy mieć co śledzić na kolejnych stronach. Opowieść nie jest linearna - wraz z główną bohaterką Jill przeskakujemy ciągle do przeszłości, gdy dziewczyna przypomina sobie trudy związane z wyzwaniami rzucanymi pierwszoklasistom wybranym przez Graczy. Nagroda jest kusząca - przynależność do stowarzyszenia ma otwierać wszelkie drzwi. W ostatniej klasie to Jill i jej przyjaciele (?) są na szczycie i to oni rekrutują nowych. Doświadczenie jakie przeżyli - śmierć przyjaciółki podczas inicjacji - miało ich zmienić; obiecywali sobie, że oni będą inni. Jill uświadamia sobie jednak, że tak nie jest - co więcej coraz bardziej dostrzega jak upokarzające wyzwania odcisnęły piętno na dziewczynach, które od zawsze były inaczej traktowane niż ich rówieśnicy płci przeciwnej. I jak to wpływa na dziewczyny przy władzy, którym zostało niewiele empatii dla pierwszoklasistek. Interesująco w tym kontekście wypadają także postacie męskie - uwodzicielskie, a jednocześnie niebezpieczne i to wcale nie w ten pociągający sposób - czar pryska, kiedy przekonujemy się co kryje się pod maską uśmiechu, kiedy pewny siebie mężczyzna słyszy kobiecą odmowę...

Skoro powieść skupia się bardziej na elitarnej szkole i kilku kliszach rodem z high school drama, cierpi na tym wątek kryminalny, który ostateczni jest mało zaskakujący - a powieść w niektórych momentach może się dłużyć. Przy tej powieści nie ma sensu nastawiać się na ciągłe plot twisty i wyjątkowo mroczne sekrety. W moim odczuciu elementy "dark" i "academia" również pozostawiają pewien niedosyt - więcej tutaj jednak szkolnej dramy niż prawdziwego mroku (poza oczywiście zbrodnią. Zaś "academia" to dla mnie fascynacją nauką, wykłady, naukowe/filozoficzne rozważania - coś, co odnajdziemy i w "Tajemnej historii", i w "Babel". 

"Tamtego dnia po Inicjacji, kiedy powinniśmy mierzyć się z żałobą, walczyłam z jedną myślą, której nie mogłam się pozbyć z głowy - dlaczego to chłopaki mieli władzę? Dlaczego to oni ustalali zasady, a my musiałyśmy mierzyć się z konsekwencjami?"

Pomimo pewnych niedosytów w wątku kryminalnym i dark academia, czytanie "Wszyscy chcą być jak my" sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Wciągnęłam się w opowieść Jill i kibicowałam jej nie tyle w śledztwie, co emancypacji - w tym, aby uwierzyła w siebie i znalazła swoją drogę, wbrew oczekiwaniom społeczeństwa czy rodziców. Miłośnicy naprawdę mrocznych thrillerów poczują się tą książką zawiedzeni - ale Ci, którzy lubią szkolne dramy odnajdą tutaj spory bagaż młodzieżowych problemów, szkolnych relacji, marzeń o przyszłości i odrobiny codziennego życia - z obowiązkowym wątkiem ubogiej osoby w elitarnej szkole dla bogaczy. "Wszyscy chcą być jak my" to nostalgiczna podróż dla fanów Pretty Little Liars, i kto lubi takie klimaty, powinien mieć ten tytuł na oku!

Jessica Goodman "They Wish They were Us. Wszyscy chcą być jak my" (2020)

Polskie wydanie: Must Read (2023)

Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes