Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca




"Pamiętnik księżniczki" to kultowa seria książek dla nastolatek. Napisana w formie pamiętnika opowiada o zmaganiach 14-letniej Mii z życiem: brakiem chłopaka, płaskim biustem, grubym kotem zżerającym skarpetki - oraz informacją, że jest dziedziczką tronu w małym europejskim państewku. Nic dziwnego, że seria cieszyła się ogromną popularnością: główna bohaterka to „zwykła” nastolatka, borykająca się z wyzwaniami dorastania (związanymi przede wszystkim z obawami o to, czy za bardzo się nie odstaje od rówieśników), której życie teoretycznie ulega zmianie, gdy dowiaduje się, że jest księżniczką. W rzeczywistości jednak z Mią-księżniczką nastolatki ciągle mogą się utożsamiać, gdyż dziewczyna nadal zamartwia się przede wszystkim zżyciem szkolnym i randkowaniem.

Siłą serii jest „nastoletni dramatyzm” – pierwszoosobowa narracja Mii w jej pamiętniku pełna jest przeżywania wydarzeń, które dla czternastolatki urastają do rangi „katastrofy” i „końca świata”. Z perspektywy osoby dorosłej są to błahostki i głupotki, często budzące zażenowanie, ale niekoniecznie takie są w oczach dziewczyny. Warto zauważyć, że cały książkowy świat jest przefiltrowany przez spojrzenie Mii – stąd i dorośli mogą zachowywać się w naszych oczach irracjonalnie lub niedojrzale: tak to jednak postrzega bohaterka.

Pamiętniki Mii pełen jest jej myśli związanych z brakiem wiary w siebie, niepewnością związaną z wyglądem, który odbiega od popularnego w mediach wizerunku. Łatwo jest Mię zrozumieć: kto w nas nie martwił się w liceum, że nie wygląda w dany sposób? To okres skupienia się na kompleksach, które zabierają nam pewność siebie. Jest w tym ciągłym wracaniu przez Mię do jej płaskiej klatki piersiowej czy wzrostu coś bardzo autentycznego – mnie tak prześladował za duży nos, który zajmował moje myśli.

„Pamiętnik księżniczki” to seria zachwycająca lekkością, mimo całego wspomnianego dramatyzmu – wiąże się to oczywiście z przyziemnością problemów bohaterki oraz jej kąśliwym humorem. Nie ma tutaj miejsca na rzeczywiście traumatyczne wydarzenia. Dzięki temu seria jest bardzo relaksująca – nawet dla osób, które już nie są równolatkami Mii, ale mają ochotę na przyjemną podróż do czasów nastoletnich. Trzeci tom, „Zakochana księżniczka” dostarcza tego, co misie lubią najbardziej: sercowych rozterek. Mia czuje presję, by zacząć randkować – jak jednak wyznać zauroczenie starszemu bratu przyjaciółki? Ten punkt wyjścia gwarantuje dramę w stylu komedii romantycznej, pełną nieporozumienień i kłopotów z komunikacją.

Mia może zachowywać się głupio i irracjonalnie – ale czy należy spodziewać się wybitnej dojrzałości od nastolatki? Jednocześnie książka promuje posiadanie pewnych ideałów, pasji – dla Mii jest to wegetarianizm, troska o planetę. I znów dodałabym, że jest w tym coś autentycznego – Mia zachowuje się i wygląda jak czternastolatka, nie można więc zbyt surowo oceniać jej podejścia do globalnych wyzwań.

Cała seria, jak i „Zakochana księżniczka” (jeden z moich ulubionych tomów) to lekka, zabawna historia o pełnej dramatyzmu dziewczynie. To opowieść o młodej dziewczynie, która stara się znaleźć swoje miejsce w świecie: balansując pomiędzy oczekiwaniami rówieśników, presją medialną, a …rolą księżniczki. To idealna książka na poprawę nastroju, niezależnie od wieku (pod warunkiem, że pamięta się jeszcze jak niełatwo jest być nastolatką). Mia może być księżniczką, ale wcale nie różni się od „zwykłej” nastolatki – i w tym tkwi siła tej historii, która zasłużenie stała się kultowa w swoim przedziale wiekowym i gatunku, i naprawdę cieszy jej wznowienie.

Meg Caabot "Pamiętnik księżniczki 3. Zakochana księżniczka"


 


"Nieszczęście w szczęściu" to drugi tom przygód przyciągającej pecha Tekli oraz jej kuzynki Dominiki, które tym razem zostają uwikłane w zamach na życie jednej z nich. Jak przystało na komedię kryminalną, nieporozumienia gonią nieporozumienia, a komedia omyłek jest równie ważna jak samo śledztwo. Wątek kryminalny wciąga, gdy zaczynają się przesłuchania sąsiadów i współpracowników - okazuje się, że każdy mógł źle życzyć dziewczynie, posądzanej o rzucanie klątw... Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Olgi Rudnickiej, której książki bardzo lubi moja mama. Wiedziałam zatem, że będzie to lektura raczej lekka, z dużą dozą poczucia humoru przede wszystkim w dialogach i happy endem - i to właśnie dostałam. Na nieszczęście Pani Rudnickiej, w tym miesiącu miałam okazję zapoznać się z "Romansem wszech czasów" Joanny Chmielewskiej, więc poprzeczka została zawieszona dość wysoko. I właściwie w "Nieszczęściu w szczęściu" zbrakło mi właśnie tego czegoś, co miała Joanna Chmielewska - bogactwa języka i charakterystycznego stylu. Nie jest to powieść zła, jednak nie zrobiła na mnie większego wrażenia - czy może nie rozśmieszyła mnie w takim stopniu - w przeciwieństwie do "Romansu", który wywoływał salwy śmiechu. To powieść, która zadowoli fanów twórczości Olgi Rudnickiej oraz każdego, kto szuka lekkiej i przyjemnej lektury na weekend.

"Nieszczęście w szczęściu" jest kontynuacją "Zgiń, przepadnij" - i choć jest pełna nawiązań do poprzedniego tomu, można ją czytać bez znajomości wcześniejszych perypetii Tekli. Mimo to, polecam jednak czytać w kolejności - bez znajomości pierwszego tomu ciężko było mi się początkowo wkręcić. Bohaterki początkowo irytowały swoją infantylnością, trudno było dostrzec tą zmianę od bycia pechowcem do bycia szczęśliwcem, który i tak przyciąga nieszczęścia, tym razem naokoło siebie. Natomiast druga połowa wypada znacznie lepiej - kiedy rozpoczyna się śledztwo dwójki policjantów i na jaw wychodzi, co wszyscy myślą o Tekli. Wtedy humor sytuacyjny zaczyna w końcu działać, a ilość podejrzanych i możliwych motywów sprawiają, że czytelnik się wciąga - do tego stopnia, że gdy intryga zostaje rozwiązana, wydaje się to zbyt szybkie! 

Najmocniejszą stroną powieści - i całej serii - jest nawiązywanie do przesądów. To one stanowią istotną warstwę komediową, a jednocześnie są zwyczajnie ciekawe. Kto by pomyślał, że istnieje ich tak wiele! Najsłabiej wypadły natomiast postacie - stąd lepiej mi się czytało, co inni myślą na temat Tekli i jakie rozsiewają plotki, niż towarzyszyło bohaterce. Zadziwiła mnie także liczba wulgaryzmów - niby miało to być takie lekkie i naturalne, jednak dla mnie wyszło - no cóż - prostacko. Znów, myślę, że na mój odbiór bardzo rzutuje Joanna Chmielewska, która potrafiła świetnie grać z językiem i wyrazić nawet największe emocje wzburzenia bez popularnych polskich słów na k i ch. W powieści Olgi Rudnickiej pojawiło się także trochę stereotypów, na podstawie których miały być ograne żarty - zamiast śmiechu, wzbudziło raczej zażenowanie.

Ogólnie nie mogę powiedzieć, że bawiłam się źle - od połowy naprawdę się wciągnęłam i nie mogłam się doczekać odkrycia intrygi. Jednocześnie wiele wątków pozostało urwanych, co wyraźne sugeruje iż jest to część serii. Myślę, że to książka w sam raz na lato, kiedy potrzebujemy czegoś niewymagającego. Całość napisana jest lekko i jeśli przemówi do nas zawarty w niej humor i polubimy się ze zwariowanymi bohaterkami, które nie wahają się przybić do ściany nabitego gwoździami buta na odpędzenie pecha, to na pewno sprawi wiele frajdy. Ja mam nieco mieszane uczucia - tylko dlatego, że nie była to książka dla mnie, ale ja nie jestem miłośniczką gatunku i większość komedii kryminalnych do mnie nie trafia. 


Olga Rudnicka "Nieszczęście w szczęściu" (2022)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka


 


"Czyli stracił tylko czas.
Nie, poprawił się Colter. To nie była prawda; eliminacja potencjalnego tropu nigdy nie jest stratą czasu, a wizyta w bibliotece przybliżyła go o krok do celu. Takiego nastawienia nauczyła go praca łowcy nagród. Cel osiąga się krok po kroku."

"Ostatni dowód" to trzeci tom przygód surwiwalowca i łowcy nagród Coltera Shawa, który pod maską twardziela skrywa ogromne serce - jest w stanie przyjąć zlecenie i bez nagrody, by uratować czyjeś życie. Tak jak poprzednie części, "Ostatni dowód" można czytać jako oddzielną powieść, choć łączy w sobie wątki z poprzednich tomów: dotyczy rodziny bohatera i tajemniczej śmierci jego ojca. Wszystkie odkrycia w tym zakresie z poprzednich części Autor zgrabnie przypomina, więc nie ma mowy o poczuciu zagubienia. "Ostatni dowód" nadaje serii nowy kierunek - Colter nie jest już samotnym łowcą, a intryga którą rozwiązuje prowadzi do połączenia rodziny i rozliczenia się w przeszłością. Miejscem akcji tym razem są ulice San Francisco, a poszukiwanym - nie człowiek, a torba kurierska zawierająca dowody, które mają obciążyć złowrogą korporację. Walka z korporacją ma zarówno wymiar ogólnego dobra społecznego - wszak zagraża całym dzielnicom - jak i bardzo osobisty: to oni stoją za śmiercią ojca, a rozpracowanie ich jest spełnieniem jego ostatniej woli, ostatniego zadania. Choć całość czyta się bardzo przyjemnie, a Colter Shaw nadal ma mnóstwo uroku - to poprzedni tom podobał mi się dużo bardziej. Las, tajemnicza sekta i próba odkrycia, czemu młody chłopak popełnił samobójstwo bardziej mnie wciągnęło niż korporacyjne spiski, podsłuchy i płatni mordercy. Nie oznacza to, że "Ostatni dowód" to powieść kiepska; pełno jest w niej akcji, plot twist goni plot twist, a całość czyta się błyskawicznie. Jednocześnie  jest w niej coś generycznego - poza charyzmatycznym bohaterem nie wyróżnia się na tle innych powieści z tego gatunku. 

Znacie to uczucie kiedy oglądając film akcji tyle się dzieje, że można się pogubić - nie tylko w tym co się dzieje, ale zgubić gdzieś całe napięcie? Takie uczucie towarzyszyło mi przy czytaniu - jakby Autor chciał nazbyt skomplikować intrygę poprzez wprowadzenie kilku wątków i prowadzenie akcji wielotorowo, a przez to gdzieś uleciał cały suspens, za który uwielbiam thrillery. Colter Shaw mierzy się nie tylko ze złą korporacją, która jest zależna od innej złej korporacji - w międzyczasie musi odnaleźć torbę kurierską, pomóc zaginionej dziewczynie, a także odkryć jaka rodzina jest na celowniku płatnego zabójcy. Przez to skomplikowanie gdzieś uleciało całe napięcie. A mimo to całość czytało mi się dobrze - dzięki drugiej płaszczyźnie, czyli wątkom rodzinnym. Byłam ciekawa tego jak rodzina Coltera będzie współpracować. Ponownie najlepiej wypadają nie same intrygi, ale wykorzystanie szkolenia, które dzieciom zafundował ojciec Coltera - sztuki przetrwania. Używanie sprytu, a nie siły mięśni to zdecydowana zaleta powieści!

"Nigdy nie wyciągaj broni, jeśli nie zamierzasz jej użyć".

Seria o Colterze Shaw to idealne powieści na lato: na leżak albo pod namiot. Szybkie tempo, akcja goniąca akcję, rodzinny duet Shawów, których nikt nie jest w stanie pokonać - czytając nie sposób się nudzić! I chociaż zabrakło mi takiego napięcia - kiedy to nie możemy się doczekać ostatnich stron, by poznać jak kończy się cała intryga - to nie jestem zawiedziona. To nie "Kolekcjoner kości"; tej serii bliżej do powieści sensacyjnej niż kryminału, i na tej płaszczyźnie dostarcza tego, czego spodziewamy się po tym gatunku. Może nie zapada w pamięć, ale gwarantuje kilka przyjemnie spędzonych godzin - a czasem właśnie tego potrzebujemy! 


Jeffery Deaver "Ostatni dowód" (2021)
Polskie wydanie: Prószyński i S-ka (2022)
Tłumaczenie: Łukasz Praski

W tej serii:

"Do jutra" (recenzja)

 


"Nigdy nie przyjmuj z góry, że masz do czynienia ze zbiegiem okoliczności"

Colter Shaw to intrygujący bohater - niby łowca nagród, ale nie robiący tego wyłącznie dla zysku. Sam o sobie mówi, że jest raczej poszukiwaczem zaginionych osób - zazwyczaj tych, którzy uciekają przed prawem. Nie jest jednak łowcą głów i nie poluje na swoje cele, a stara się je odnaleźć i zostawić resztę wymiarowi sprawiedliwości. Wychowany na odludzi przez ojca, dla którego najważniejszą zasadą było przetrwanie, Colter Shaw jest prawdziwym surwiwalowcem. Ma w sobie coś z bohatera starego kina akcji, samotnika, który zawsze stanie w obronie słabszych - a jednocześnie daleko mu do typa z gnatem, który najpierw strzela, potem myśli. To właśnie wokół tego łowcy nagród skupia się nowa seria powieści sensacyjnych Jeffery'ego Deavera. "Do jutra" to w zasadzie drugi tom, ale jak wiele powieści tego typu można je czytać niezależnie i w dowolnej kolejności - każdy z tomów to inna sprawa do rozwiązania, a całość łączy bohater. Jeśli jesteście fanami Lee Childa i jego Jacka Reachera to nie możecie przegapić tej nowej serii!

"Do jutra" to powieść osnuta wokół trzech zagadek - zbrodni z nienawiści, tajemniczego kultu i morderstwa ojca głównego bohatera. Wszystkie w pewien sposób się łączą - i nawet jeśli najwięcej stron zostało poświęcone sekcie, to sprawa ta nie jest bez znaczenia dla pozostałych wątków. Odpowiednie dawkowanie informacji i budowanie napięcia sprawia, że całość wciąga. Na uwagę zasługuje próba uwiarygodnienia całej opowieści - w różnych sytuacjach podbramkowych Colter Shaw odwołuje się do umiejętności, których nauczył go ojciec, zamiast korzystać z pistoletu, w którym nigdy nie kończą się pociski. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w którym największym sojusznikiem naszego bohatera jest łut szczęścia, ale kto go nie ma? Nie jest to powieść, która wciąga od pierwszych stron - trzeba najpierw nieco poznać Coltera i jego sposób działania. Potem jednak nie sposób się oderwać!

Podobnie jak w serii Lee Childa, najmocniejszym elementem jest główny bohater. Colter Shaw jest tajemniczy i na temat jego przeszłości dowiadujemy się jedynie strzępków informacji. Może to oczywiście wynikać z tego, że nie czytałam pierwszego tomu - jednak taka kreacja postaci naprawdę mnie zaintrygowała. Autor zdradza na tyle informacji, aby polubić Coltera, jednocześnie zostawiając wiele znaków zapytania, które są równie intrygujące jak zagadka kryminalna. Przez to ma się ochotę sięgnąć po kolejne przygody bohatera, aby móc dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Wiarygodność powieści Jeffery'a Deavera opiera się także na przygotowaniu autora. Czytając można dostrzec, że zbadał temat działania sekt, a następnie całość opisał. W interesujący sposób autor zbudował tutaj suspens - już od samego początku możemy domyślić się, że Fundacja Ozyrysa to sekta. Pozostawia to jednak inne kwestie do rozwiązania - jak Colter Shaw ją zdemaskuje? A może da się zmanipulować? I najważniejsze pytanie: dlaczego członek sekty popełnił samobójstwo, kiedy Colter chciał go ratować? 

"Do jutra" to w pewnym sensie "czytadło" (tak jak seria o Jacku Reacherze). Prosty język i styl, intryga wciągająca, ale nie nazbyt skomplikowana, a do tego dający się polubić bohater to cechy charakterystyczne tej powieści. Dzięki temu czyta się ją szybko i przyjemnie. Nie wbija w fotel tak jak "Kolekcjoner kości" tego autora, ale chyba nie o to chodziło. Moim zdaniem powieść idealna na wakacje, wyjazd do lasu pod namiot, kiedy nic się tak dobrze nie czyta jak przygody detektywa-surwiwalowca, który ma smykałkę MacGyvera. Lubię takie postacie, które myślą głową, zamiast mięśniami i z przyjemnością sięgnę po kolejny tom!


Jeffery Deaver "Do jutra" (2020)
Polskie wydanie: Prószyński i S-ka (2021)
Tłumaczenie: Łukasz Praski

 


"Po pierwsze, to nie takie głupie, bo kimkolwiek zostanę, i tak mogę przeżyć tylko jedno życie. Więc będę żałować, cokolwiek wybiorę. Równie dobrze ktoś inny może zdecydować, przynajmniej nie będę musiała brać za to odpowiedzialności".  

"Pół roku na Saturnie" Małgorzaty Sidz to powieść o poszukiwaniu własnej drogi w morzu możliwości. Poszukiwaniu powierzchownym i chaotycznym - co zwyczajnie wynika z ilości bodźców, którymi codziennie jesteśmy bombardowani. To poszukiwanie głosu milenialsów, którzy nie mają już jednego modelu "normalnego" życia (choć bardzo dobrze go pamiętają z młodości) i dlatego czują się rozdarci między byciem wiecznym podróżnikiem, studentem, a osobom zakotwiczoną poprzez rodzinę, dom i stałą pracę. 

Bohaterka powieści nieoczekiwanie dostaje pół roku "wolnego": jest na stypendium w Korei Południowej, nie musi martwic się zaliczeniami, mieszkaniem, rachunkami, może robić co chce. Wyrwanie z rytmu obowiązków (ciągłej nauki) nie przypomina jednak wolności, gdy bohaterka wpada w pułapkę konieczności określenia siebie na nowo. I tak zamiast zwiedzać Seul, spędza godziny na oglądaniu filmików na Youtube i zadawaniu sobie pytania, czego właściwie chce. 

Ogrom możliwości, który przed nią stoi jest w pewnym sensie ograniczony - jednak jak się okazuje nie tyle finansowo, jak przede wszystkim przez brak motywacji i chęci do starania się dłużej niż jeden dzień. To powieść z pewnością dość oryginalna. Nie znajdziemy tu typowej fabuły, brak tu początku i końca - jest to epizod z życia, wrzucenie w sam środek chaosu myśli. Cała historia nie daje także upragnionych odpowiedzi, na pytanie co począć z tym jednym życiem, które zostało nam dane w czasach tak wielu możliwości. W pewnym sensie tu tkwi siła tej powieści, która zamiast gotowej receptury ma na celu jedno - skłonienie do przemyśleń.

Z bohaterką można się utożsamiać lub wręcz przeciwnie, stać do niej w kontrze, szczególnie, że jej przemyślenia potrafią być skrajne. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy z nas w głębi duszy się zgodzi, że zastanawia się czasem czy wybrał właściwą drogę, czy nie zmarnował życia, czy jest jeszcze czas na zmiany. Powieść skłania do medytacji nad własnym życiem - szczególnie jeśli jest się jak bohaterka w "punkcie zero", kiedy trzeba wymyślić siebie (od nowa). Sama zanotowałam mnóstwo cytatów, które do mnie przemówiły - i podobną ilość, która wzbudziła mój sprzeciw (szczególnie dotyczących definiowania siebie poprzez związek z mężczyzną). Chociaż nie polubiłabym głównej bohaterki to wciągnęłam się w ten tok rozważań na temat nowoczesności. Jedyne co musiałam robić, to sobie te rozważania dawkować i przez to uważam, że ta powieść - dla mnie - nie jest książką na jedne wieczór. Jednocześnie myślę, że dla osoby, która jest w podobnym położeniu co bohaterka byłaby to powieść, od której nie sposób się oderwać.

"Dokładnie pamiętam moment, w którym zrozumiałam, że odkryłam już wszystko, co jest do odkrycia. Że oto zgłębiłam tajemnicę życia - jemy, śpimy, rozmnażamy się, umieramy. A wszystko inne to tylko próby znalezienia sobie czegoś do roboty."

Warto jeszcze dodać o miejscu akcji, czyli Korei Południowej. Moim zdaniem nie odgrywa tutaj znaczącej roli; równie dobrze mogłoby to być każde miejsce na świecie, w którym jesteśmy obcokrajowcem. Oczywiście pojawia się tu mnóstwo nazw dań koreańskich oraz określeń, do tego trochę stereotypów - jednak bohaterka nigdy nie zanurza się w koreańskość. Stąd jakże pasujący tytuł - to równie dobrze mógłby być Saturn. Nie jest więc to w żadnym razie powieść o Korei Południowej - coś jak Tokio w filmie "Między słowami".

To co nie do końca mi zagrało to dialogi. Odniosłam wrażenie, że są zbyt polskie - a główna bohaterka otoczona była obcokrajowcami i trudno było mi sobie wyobrazić pewne sformułowania użyte w języku angielskim. Trafiały się tez takie kwiatki jak strzelająca szabla ("Jak jest szabla w pierwszym odcinku, to w ostatnim musi wystrzelić" - chodziło tu zapewne o strzelbę Czechowa, opisującą zasadę kompozycyjną budowania historii). Pojawia się także całkiem sporo wulgaryzmów, które czasami pasują, a czasami wydają się wciśnięte na siłę, by było bardziej "młodzieżowo".

"Na tym właśnie polega życie, im wyższy poziom zdobywasz, tym bliżej jesteś końca."

Doceniam natomiast mnóstwo odnośników do kultury - jak nic bohaterka musiała studiować kulturoznawstwo, filmoznawstwo lub inny humanistyczny kierunek - tak jak ja! - i uwierzcie, po 5 latach takich studiów człowiek potrafi mieć podobne przemyślenia o kinie artystycznym czy życiu w symulacji. 

"Przez dłuższą chwilę upajałam się swoim intelektualizmem. Jeszcze rano jadłam sałatkę w dresie jak Kardashianka, a teraz leżałam i myślałam o tym, co to znaczy być człowiekiem. "

Do mnie powieść "Pół roku na Saturnie" trafiła; skłoniła mnie do przemyśleń nad własnym życiem. Jednocześnie czytając część rozważań bohaterki czułam się zwyczajnie "staro" choć nie dzieliła nas duża różnica wieku - myślę, że wynika to zwyczajnie z bycia w innym miejscu w życiu, choć ciężko byłoby zaliczyć mnie do "normalnych" ludzi z dziećmi, domem i stałą pracą. Myślę, że "Pół roku na Saturnie" ma sobie wiele z "Normalnych ludzi" Sally Rooney - to ten typ powieści, który do niektórych trafi, a u innych wywoła frustrację zachowaniem bohaterów. Choć gdzieś tam zabrakło mi bardziej dojrzałego poszukiwania siebie, to nie mogę zaprzeczyć - świetnie się bawiłam przy lekturze. I co najważniejsze - to powieść, która zostaje z nami na dłużej, właśnie dzięki temu, że choć skupia się na jednym przypadku milenialsa, to każdego może skłonić do przemyśleń o (nie)możliwości "odkrycia siebie", "znalezienia własnej drogi" - wybrania tej jednej możliwości z wielu i późniejszego nie żałowania tej decyzji. 

Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes