Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Zabrzmi to jak frazes, ale Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli to powieść, która rozerwała mnie na kawałeczki, a potem kawałek po kawałku sklejała z powrotem. Jeszcze nigdy nie czytałam książki, która tak dogłębnie by mnie poruszyła. Oparta na prawdziwych wydarzeniach, podana w formie niezwykle poruszającej powieści, historia Magi Dieli nie pozostawi nikogo obojętnym. To opowieść o ogromny cierpieniu kobiet, które tradycja pozbawia godności, ale także o niewyobrażalnej sile tych, które przeżyły piekło i nie poddały się, tylko postanowiły nieść pomoc innym oraz walczyć o zmianę. Na jej kartach poznajemy zwyczaj, który ma należeć do przeszłości, o którym nikt głośno nie mówi, a który mimo to nadal funkcjonuje: o porywaniu kobiet na żony. Na Sumbie kobiety przechodzą z rąk ojców w ręce mężów za odpowiednią cenę. Co jednak jeśli obie strony (nie biorąc oczywiście pod uwagę głosu samej kobiety) nie mogą dojść do porozumienia w kwestii wysokości belis, czyli darów od pana młodego, które mają "zrekompensować" utratę córki? Wtedy negocjacje można przyspieszyć, porywając ją i bardzo często skazując na gwałt, by żaden inny mężczyzna już jej nie chciał. 

Porwanie i jego skutki stanowią oś powieści, która nie ma jednak za zadanie szokować, tylko zmusić czytelnika do refleksji na temat praw kobiet i tradycji. Ma oddać głos kobietom, które do tej pory milczały, a także dać im przestrzeń do sprawczości. Ta powieść nie tylko porusza, ale też zmusza do zadania pytań o to, co stoi za dramatem tytułowej bohaterki. Autorka nie pozostawia złudzeń: to, co spotyka Magi, nie jest wyjątkiem, lecz elementem większego systemu przemocy. Ta książka nie pozwala zapomnieć, że za każdym dyskryminującym zwyczajem kryją się czyjeś łzy, strach i utracone życie.

Ofiary patriarchatu i tradycji

Kluczowym pytaniem postawionym w powieści jest kwestia zasadności utrzymywania tradycji, które krzywdzą ludzi. Społeczeństwo na Sumbie jest skrajnie patriarchalne — kobieta jest w zasadzie traktowana jak przedmiot, wpierw należący do ojca, a później do męża i jego rodziny. Jej rola sprowadzana jest do rodzenia dzieci i usługiwania rodzinie. Nawet wykształcona i pracująca musi liczyć się ze zdaniem ojca/męża, nie posiadając żadnej niezależności. 

Opisywana w powieści tradycja porywania i "ujarzmiania" kobiet na żony stanowi skrajny przypadek tradycji patriarchalnych, ale Autorka opisując życie na Sumbie nie ogranicza się wyłącznie do tego zwyczaju, który jawnie narusza prawa człowieka. Patriarchat rzuca cień na relacje kobiet — bratowa Magi chce być jej sojuszniczką i przyjaciółką, ale w swych działaniach musi liczyć się ze zdaniem męża. Matka dziewczyny widząc cierpienie córki nie może nic zrobić, jeśli ojciec dziewczyny postanowi inaczej. Powieść ukazuje wpływ krzywdzący wpływ patriarchalnych tradycji na różne aspekty życia i relacji międzyludzkich.

Ogromną zaletą powieści jest to, że nie ogranicza się do losu kobiet. Mężczyźni również są ofiarami patriarchalnych tradycji, czego przykładem jest postać przyjaciela Magi, Dangu. Podejmując działania wspierające przyjaciółkę naraża się na utratę reputacji i przyniesienie wstydu rodzinie, która również na niego naciska, by wziął ślub z wybraną dla niego dziewczyną. Dangu buntuje się jednak, zauważając, że w przypadku braku chęci ożenku z obu stron, niewiele będzie się różnić od porywaczy kobiet: zgadzając się na aranżowane małżeństwo przyczyni się do wymuszenia go na kobiecie, odbierając jej wolność i możliwość decydowania o sobie. Postać Dangu ukazuje jak może działać sprzymierzeniec kobiet, jednocześnie wskazując na presję której sam musi stawić czoła: w świecie patriarchalnej Sumby ani kobiety, ani mężczyźni nie są wolni, a tradycja (choć na różnych poziomach) ich pęta.

W ciekawy sposób ukazana zostaje także postać ojca Magi, wychowanego w patriarchalnej tradycji i nie potrafiącego przed nią uciec. Nie dostrzega on cierpienia własnej córki w pierwszej kolejności myśląc o męskim honorze, co zostało mu wpojone. Czy Magi będzie w stanie mu wybaczyć, że w chwili największego cierpienia nie mogła liczyć na ojcowską opiekę?

Ból i gniew

Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli jest powieścią niosącą ogromny ładunek emocjonalny. W prostych zdaniach oddających myśli głównej bohaterki Autorce udało się zawrzeć ogrom bólu i gniewu, które niczym szpilki wbijają się w czytelnika. Tej książki nie da się czytać obojętnie — każdego, kto ma choć odrobinę empatii ta powieść będzie rozrywać. Może to spowolnić lekturę — osoby wrażliwe będą musiały robić sobie przerwy, by nie zostać przygniecionym przez ten ładunek emocjonalny. Mimo niewielkiej objętości nie jest więc to typowa książka "na jedno posiedzenie", tak daleko jej do azjatyckich healing novels. Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli nie daje ukojenia, nie ma uspokajać, wręcz przeciwnie: ma wzbudzać emocje  — smutek, rozpacz, ale także gniew w ciekawym wydaniu female rage. Ta powieśc to nie fikcja w stylu Kill Billa, ukazująca krwawą, ale jakże zasłużoną vendettę; to ukazanie autentycznego kobiecego gniewu, który musi ścierać się z poczuciem bezsilności. Czy Magi odnajdzie w sobie tę niezwykłą siłę, by działać czy podda się rozpaczy? Chęć poznania końca (?) jej historii naprawdę napędza do czytania i przerzucania kolejnych stron, mimo trudnego tematu.

Prostota przekazu uderza najmocniej

Naprawdę doceniam stronę językową tej powieści. W tłumaczeniu zdecydowano się na rezygnację z typowego dla Sumby szyku zdania, pozostawiając jednak wiele słów z tego regionu (nazwy zwyczajów, świąt, odzieży, architektury). To bardzo dobra decyzja, bo prosty i "przyjazny" polskiemu odbiorcy język nie odciąga uwagi od poruszanej problematyki. Jednocześnie dobór słów sprawia, że choć zdania są proste to emanują wspomnianymi emocjami. Zaś pozostawienie słownictwa słownictwa z Sumby pozwala zanurzyć się w świat tej wyspy — z kolei obecne w książce przypisy pozwalają na czerpanie z tej książki wiedzy. Już sama historia, oparta na prawdziwych wydarzeniach kreśli nam obraz tego mało znanego zakątka świata, ale obecność indonezyjskich pojęć odpowiednio go ubarwia. 

Wezwanie do działania

Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli to powieść trudna — nie na poziomie językowym, tylko tematycznym i emocjonalnym — ale niosąca w sobie siłę. To sprawia, że ta książka jest tak wyjątkowa: czytanie o brutalnych zwyczajach łamiących prawa kobiet budzą gniew, ale siła woli Magi, by coś zmienić, napędza również czytelnika. Ta powieść sprawia, że człowiek przestaje być obojętny, dostrzega zasadność feminizmu i to, że walka o prawa kobiet nie została zakończona. Uzmysławia także, że problematyka praw kobiet nie jest jednorodna i zależna od kontekstów kulturowo-społecznych. Bohaterowie powieści, Magi, Dangu i członkowie prokobiecych organizacji nie walczą o zerwanie z każdą tradycją, a jedynie uznanie równości kobiet i mężczyzn, a tym samym zapewnienie im takich samych szans na wolność i możliwość decydowania o sobie; walczą także o to, by nazwać przemoc po imieniu i uświadomić wymiar sprawiedliwości, że za przemoc należy karać sprawcę, a nie ofiarę. Obserwujemy, że choć małymi kroczkami i okupione wielkim poświęceniem, zmiany mogą być wprowadzane, by wszystkim żyło się lepiej. Zakończenie powieści ma posmak słodko-gorzki: walka o prawa kobiet jeszcze się nie zakończyła, ciągle na świecie są miejsca, gdzie kobiety pozbawia się godności, często w imię tradycji. Ale można działać na rzecz zmiany — a to niesie nadzieję na lepszą przyszłość.

Słowem podsumowania....

Najczarniejszy miesiąc w życiu Magi Dieli to jedna z tych powieści, które nie tylko się czyta — one zostają w człowieku na długo po zamknięciu ostatniej strony. To książka trudna, bolesna i momentami przytłaczająca, ale jednocześnie konieczna. Pokazuje, że literatura może być zarówno świadectwem, jak i narzędziem zmiany: potrafi wywołać gniew, obudzić empatię i zachęcić do refleksji nad tym, co wciąż wymaga naprawy. Siła tej historii nie tkwi w drastyczności, lecz w prawdzie, odwadze i głosie kobiet, które zbyt długo milczały. To powieść, która porusza, konfrontuje i przypomina, że walka o prawa kobiet nie jest abstrakcyjnym hasłem, lecz codziennością wielu z nich. I właśnie dlatego — choć czyta się ją z bólem — warto ją przeczytać, by zobaczyć świat oczami Magi i tych, które tak jak ona postanowiły walczyć.

 


W Kotach z Shinjuku Durian Sukegawa udowadnia, jak wielka siłą tkwi w niepozornych opowieściach z nurtu iyashikei (healing novels). Na powierzchni to skromna opowieść o mężczyźnie trafiającym do baru, w którym stali bywalcy grają w zwyczajną, a jednak niezwykłą grę: koto-lotka. Polega ona na stawianiu zakładów, który z okolicznych bezdomnych kotów pojawi się w okienku. Jednak pod spodem skrywa się opowieść o społecznych wyrzutkach - osobach, które nie potrafią do końca dopasować się do japońskiego, sztywnego społeczeństwa. Są one jak te bezpańskie koty. Durian Sukegawa jest autorem, który dostrzega godność w tych na marginesie i w cichych, zapomnianych zakamarkach świata; który potrafi oddać głos emocjom, jakie nosimy w sobie pod powierzchnią codzienności.

Co ciekawe, tą krótką i niepozorną powieść można odczytywać także w kontekstach społecznych. Ukazuje ona chociażby toksyczną kulturę pracy w Japonii, która odciska piętno na naszym bohaterze, jak i skomplikowane relacje międzyludzkie - kiedy ludzie tak bardzo zawodzą, że bardziej ceni się towarzystwo kotów. Sukegawa portretuje Japonię zderzeń: między korporacyjnym wyścigiem szczurów a ludźmi, którzy z niego wypadli - lub są na granicy wypadnięcia. Podobnie z miejscem akcji, starym pubem w miejscu, które ma zostać poddane rewitalizacji - gdzie stare zderza się z nowym.

Wbrew kociemu tytułowi nie można nazwać tej powieści typowym otulaczem - jest ona przepełniona smutkiem, ale w takim japońskim wydaniu. Nie ma więc tutaj dramatycznych wydarzeń, a zwykła szara codzienność, która w pewnym momencie staje się zbyt ciężka i łamie naszych bohaterów - szczególnie gdy odbiera im się tą odrobinę szczęścia w postaci "głupiej" gry w koto-lotka. Choć sama historia wydaje się bardzo prosta to stanowi studium samotności - ale i budowania delikatnych, niespodziewanych więzi, które czynią życie znośnym. Nawet jeśli tą relacją jest opieka nad bezpańskimi kotami i  docenienie ich charakterów za pomocą poezji.

Emocjonalne wypalenie

Koty z Shinjuku to opowieść o wypaleniu - emocjonalnym i zawodowym - mężczyzny w średnim wieku. Przypadkowe wejście do baru (jap. izakaya), fascynacja gra w koto-lotka i poznanie interesującej, ale równie niedopasowanej społecznie dziewczyny są punktami zwrotnymi w jego życiu. Nie ma tutaj ani odrobiny magii - niezwykłych kawiarni, pralni i księgarni; elementem "niezwykłym" jest margines społeczny, dzielnica, która w oczach wielkich biznesmenów powinna zostać zaorana i zamieniona w kolejne miejsce pełne nowoczesnych budynków, bez uwzględnienia potrzeb osób już przebywających w tym miejscu.

Wydarzenia w książce na nowo rozbudzają emocje w naszym bohaterze - subtelne jak przystało na japońską literaturę, ale silnie rezonujące z czytelnikiem. Czy uda mu się wyrwać z dotychczasowego życia czy poniesie sromotną porażkę?

Smutek, który ma sens


Najbardziej poruszającym aspektem Kotów z Shinjuku jest smutek. Powieść nie ucieka przed bólem czy osobistym żalem, które ciężko w pełni przezwyciężyć. Pytaniem pozostaje jak wielkim cieniem położą się na bohaterach - i czy mimo tego bólu uda im się odnaleźć choć odrobinę nadziei na szczęście i spełnienie. Jest w tej opowieści coś głęboko japońskiego: szacunek dla ciszy, melancholii, subtelne wykorzystanie przestrzeni i zwierząt jako luster emocji, skupienie się na geście, a nie deklaracji. Choć akcja dzieje się w Shinjuku, dzielnicy kojarzonej z neonami i tętniącym życiem, miejsce wydaje się kameralne i wyciszone, a także w pewnym sensie "znoszone" niczym stary płaszcz - niczym bohaterowie, którzy nie uczestniczą z siłą w społeczeństwie, tylko właśnie pozostają na uboczu (przynajmniej emocjonalnie).

Niezwykle ciekawe jest wykorzystanie bezpańskich kotów, w których nasi bohaterowie odnajdują siebie.  Kot, swoją kocią obojętnością i chwilami czułości, staje się kotwicą: przypomnieniem, że ukojenie nie polega na wymazaniu bólu, lecz na nauce życia z nim jedynie poprzez wprowadzenie drobnych zmian, nawiązanie nowych relacji. Tym samym obecna w tej powieści melancholia nie przytłacza, bo zapewnione są też chwile ulgi - chociażby w postaci gry w koto-lotka czy tworzenia kociej poezji. 

Piękno zwyczajności i blask nadziei


Największą siłą Sukegawy jest umiejętność dostrzegania poezji w codzienności i zwyczajności. Na pierwszy rzut oka ani bohaterowie, ani miejsce niczym się nie wyróżniają; co więcej - brakuje im czaru i charyzmy. Zachodzące zmiany są subtelne i nie stoi za nimi nic magicznego, niezwykłego - czy szokującego. A jednak delikatna relacja, która potrafi "uleczyć" (w pewnym stopniu) człowieka ma w sobie coś z magii - i właśnie to opisuje  Sukegawa w prosty i oszczędny sposób.

Na końcu tej smutnej, ale czułej opowieści pojawia się coś jeszcze: ulga, akceptacja, a może nawet krucha nadzieja. Taka, która nie oznacza zmiany o 180 stopni, ale tkwi w małych decyzjach, by dalej iść przez życie. Prawdziwie iyashikei musi nieśc ulgę czy katharsis - i tak dzieje się tutaj, choć bez wielkich haseł i spektakularnych przemian. To bardzo subtelna, powściągliwa proza, która jednak rezonuje z czytelnikiem o odpowiedniej wrażliwości.

Słowem podsumowania...

W czasach, gdy dominują szybkie fabuły i wymuszony optymizm, Koty z Shinjuku wyróżniają się swoim spokojem. Sukegawa nie pogania czytelnika – pozwala mu we własnym tempie zagłębiać się w historię, dostrzegać ukryty sens pod pozornie zwykłą opowieścią o codzienności. Książka, która z pozoru mówi o niczym szczególnym, a w rzeczywistości opowiada o wszystkim, co najważniejsze. Smutna i cicha, ale przynosząca ukojenie. Pełna czułości wobec tych, którzy nie pasują do narzuconych społecznych ram – wyrzuceni na margines niczym bezpańskie koty, znajdują sens w najprostszych relacjach. Mnie oczarowała, na długo rezonując w moim czytelniczym sercu.



"Baśniowy świat każdego kraju na Ziemi jest starszy i być może trwalszy niż ten, który widzimy, czujemy i po którym stąpamy. Opowiadam więc w tej książce o ludowej tradycji Koreańczyków i o zwyczajach szczególnego rodzaju duszków zamieszkujących Krainę Porannego Blasku". Tymi słowami William Elliot Griffis otwiera "Korean Fairy Tales" (1922), w Polsce wydane pod tytułem "Bajki i baśnie koreańskie" (2024). Jest to interesujący zbiór bajek połączonych z pewnymi spostrzeżeniami autora, który zainteresował się Koreą przebywając w Tokio. Tradycyjne bajki, baśnie i podania to ciekawa forma, często opierająca się przede wszystkim na kulturze oralnej - a więc posiadająca wiele wariacji. "Bajki i baśnie koreańskie" są właśnie taką wariacją, związaną nie tyle z regionem, co z samym autorem: osobą z zewnątrz (a to zawsze prowadzi do pewnych interpretacji przez pryzmat własnej kultury), która pozyskała ich treść pośrednio (Griffis opublikował zbiór przed wizytą na Półwyspie Koreańskim). Czytając je mamy wgląd w koreańską kulturę poprzez soczewki autora, który z pewnością chciał je uczynić jak najbardziej zrozumiałymi dla zachodniego odbiorcy - stąd w samych tekstach znajdują się jego uwagi wyjaśniające. Nie odziera to bajek wcale z ich magii - bajki mają to do siebie, że idealnie nadają się do ciągłych reinterpretacji, a znajdujące się w nich motywy często pojawiają się w wielu kulturach - choć nacisk może być kładziony na inne elementy. Wydanie zaprezentowane przez Yumekę jest pozycją godną uwagi - to nie tylko same tłumaczenia tekstów, ale zbiór opatrzony odpowiednim wstępem (małym zgrzytem jest tu jedynie powołanie się na japońską wikipedię) oraz przypisami, wyjaśniającymi pewne nieścisłości w znajdujące się w tekście.

"Bajki i baśnie koreańskie" składają się z 26 tekstów oraz ilustracji. Wśród nich znajdziemy zarówno bajki z kategorii opowieści niesamowitych, czyli dotyczących istot nadnaturalnych, takich jak gobliny dokkaebi, czy przypowieści inspirowane buddyzmem lub konfucjanizmem. W zbiorze nie zabrakło bajek ze zwierzętami, w tym budzącymi strach tygrysami czy pociesznymi kretami. Niektóre z bajek mają charakter wyjaśniający, np: dlaczego w Korei mężczyźni upinali włosy w kok, co symbolizuje niedźwiedź, a co tygrys; inne zaś mają być przestrogą przed nieodpowiednim zachowaniem lub przeciwnie, przedstawiać wzór właściwego zachowania. Oczywiście dziś niektóre z bajek utraciły na znaczeniu - "Podniebny most ptaków" przedstawia szlachetną miłość w czasach konfucjańskich, a dziś opiewanie takich kobiecych cnót jak służenie mężczyźnie budzi zgrzytanie zębami. Bajki odzwierciedlają jednak pewne czasy i czytane krytycznie mogą nam uzmysłowić z jakimi "naukami" i "normami społecznymi" przyszło się mierzyć kobiecym ruchom na Półwyspie Koreańskim.

"Teraz, gdy była żoną i miała własny dom, o który musiała się troszczyć, stała się niekwestionowanym wzorem kobiecości i przykładem dla wszystkich panien w Korei. Oprócz staranności w dbaniu o ubrania i jedzenie oraz dawania swoim służącym dobrego przykładu oszczędności wielce miała na względzie ich szczęście. Służyła mężowi bez chwili wytchnienia. Jej główną ambicją było wypełnienie jego życia nieustanną radością".

Większość bajek ma jednak urok krótkich opowieści z morałem lub prób wyjaśnienia pewnych zjawisk. Zdradzę, że nie brakuje i historii rodem z "Gry o tron" w stylu palenia dzieci dla zyskania przychylności losu 😅 Ogromną zaletą zbioru jest zróżnicowanie bajek, stanowiący przekrój bardzo różnych tekstów: od umoralniających baśni, poprzez zabawne historyjki o zwierzętach czy legendy o mitycznych stworzeniach i bóstwach. Warto mieć jednak na uwadze, że wybór bajek, a co za tym idzie tematów i motywów wcale nie musi być w pełni reprezentacyjny dla koreańskiego folkloru - gdyż został dokonany subiektywnie przez autora.

Z pewnością nie jest to książką, którą można traktować jako źródło wiedzy o koreańskim folklorze. Tekst ma szereg ograniczeń związanych ze sposobem ich spisania - zasłyszane opowieści z drugiej ręki czasem wydają się trochę chaotyczne, fragmentaryczne, a skierowanie ich do zachodniego odbiorcy (warto mieć to na uwadze przy czytaniu!) wymagało porównań i nie zawsze trafionych wyjaśnień autora. Należy mieć na uwadze, że "Bajki i baśnie koreańskie" są opowiedziane przez pryzmat kultury zachodniej, co w niektórych tekstach mogło prowadzić do pewnych uproszczeń i przeinaczeń. Jednocześnie redakcja dołożyła starań, aby uzupełnić tekst o niezbędne przypisy, wychodząc także na przeciw kolejnemu problemowi oryginalnego tekstu: braku spójnej transkrypcji. Jeśli podejdziemy do tej książki z pewną dozą krytycznego myślenia, zdając sobie sprawę z jej ograniczeń to okaże się ona naprawdę fascynującą lekturą: jak w czasach, kiedy Korea była dość izolowanym państwem na jej kulturę zapatrywały się osoby z zewnątrz? Czuć w tych komentarzach autora odchodzących od samej treści bajek jego fascynację Krajem Porannej Jutrzenki. Zaś bajki same w sobie są interesujące - uwielbiam czytać takie teksty z innych kręgów kulturowych i wyłapywać różnice oraz podobieństwa. To książka godna polecenia wszystkim tym, którzy również lubią czytać bajki i baśnie, a także dla osób interesujących się Azją Wschodnią.

 


"Dwadzieścioro czworo oczu" to niezwykle nostalgiczna podróż do czasów młodości i wiejskiego życia utraconego wraz z nadejściem wojny. W powieści śledzimy na przestrzeni lat losy młodej nauczycielki oraz jej podopiecznych, tytułowych dwadzieścioro czworo oczu. Choć życie na wsi nie było idealne to jednak nadzieja na lepsze jutro i marzenia pozwalały przezwyciężać trudności. Powieść choć dotyczy wojny, nie zabiera nas na front - ukazując za to niezwykłą kobiecą perspektywę. Kobiet, które i przed wojną nie miały łatwo, które przez całe życie były hartowane, by stać się silniejszymi wewnętrznie - i które wojna o mało co nie złamała. To niezwykła powieść, która łączy w sobie ogromne ciepło relacji między nauczycielką i jej uczniami z niełatwym losem, który ich spotkał. Poprzez ukazanie nauczycielki, która nigdy nie przestała interesować się swoimi dwunastoma uczniami budowane jest pacyfistyczne przesłanie powieści: nie ma znaczenia kto wygra, wojna niszczy to, co jest najpiękniejsze w oczach nauczycielki - dobre wejście w dorosłość. "Dwadzieścioro czworo oczu" to jednocześnie powieść bardzo niepozorna, zwyczajna, nie wywołująca od razu wielkich emocji - ze spokojem prezentująca kolejne fragmenty życia, w którym cierpienie i obawy o losy młodego pokolenia stają się nieodłącznym towarzyszem. 

"Dziesiątka nowych uczniów, którzy dziś rozpoczęli naukę, patrzyła na nią z taką samą nadzieją, jaką widziała w oczach dwanaściorga dzieci przed laty. Miała wrażenie, że w nowych twarzach widzi tamte stare, uwiecznione na fotografii pod sosną."

Japońskie teksty kultury potrafią niezwykle chwytać za serce: często są proste, niepozorne i nawet się nie spostrzeżemy kiedy ogarnie nas melancholia i nostalgia, a w oczach pojawią się łzy. Takim tekstem jest "Dwadzieścioro czworo oczu". Pierwsza połowa powieści służy nakreśleniu ciepłych relacji między nauczycielką a jej uczniami, codzienności ich życia - która wcale nie jest pozbawiona trosk, ale pełna jest nadziei. To naprawdę interesujący portret wiejskiej społeczności, podejścia do dzieci - najstarszych córek, które miały zajmować się rodzeństwem, psocących synów - oraz młodej nauczycielki, pełnej energii i ambicji. Może się wydawać, że niewiele się dzieje, kiedy czytamy opisy dojazdów nauczycielki do szkoły na rowerze - co wzbudzało w tamtych czasach pewne sensacje - czy potajemnej wyprawie uczniów do jej domu. Scenki te usypiają jednak czujność, gdy nadchodzi druga połowa powieści. Przyziemna codzienność zostaje zastąpiona fragmentarycznością - bo jak inaczej odbierać czasy wojny? Wspaniale oddaje to zmieniające się podejście ludzi do życia - gdy przed wojną martwili się o przyszłość, mając jakieś plany, a w jej obliczu zobojętnieli na to, co przyniesie jutro - po co się tym martwić, jeśli jutra może nie być? Autorka na kartach powieści oddała pacyfizm ukazując brak zrozumienia dla sensu wojny: nauczycielka, przejmująca się losem nie tylko własnych dzieci, ale i całego pokolenia ciągle kwestionuje nacjonalistyczny zapał wysyłania młodych mężczyzn na front i skazywania kobiet na walkę z ubóstwem i rozdzierającym bólem. W powieści tej nie ma miejsca na patos, który często dominuje w wojennej retoryce - tylko jego antywojenne przeciwieństwo: wewnętrzne zmierzenie się z konsekwencjami. Odzwierciedla to przemiana bohaterki z młodej kobiety w niemal staruszkę, przygniecioną ciężarem doświadczenia, zdobywającą przydomek "pani Płaczucha" - a jednocześnie akceptującą to miano. Nauczycielka nie jest już tą samą osobą, ale nadal może być dla dzieci oparciem, nawet jeśli nieustannie się wzrusza.

"Ludzie żyli, składając w ofierze niemal wszystko to, co czyniło ich ludźmi, a potem umierali. Na przemian szeroko otwierali oczy ze zdziwienia i zaciskali je, próbując zapanować nad łzami zbierającymi się w kącikach, jakby ktoś nieustannie ich obserwował. Stopniowo się do tego przyzwyczajali, przestawali wspominać przeszłość. Stali się surowi, szorstcy wewnętrznie. Kto się nie podporządkował, mógł szybko stracić życie. Powszechny niepokój nie malał, przez co ludzie mieli wrażenie, że wojna wciąż nie dobiegła końca. Pod wieloma względami faktycznie nadal trwała."

"Dwadzieścioro czworo oczu" to niezwykle subtelna powieść (anty)wojenna. Powieść, która jednocześnie ogrzewa, jak i łamie serce. Z jednej strony ukazuje okaleczone pokolenie - nie tylko poprzez wojnę jako taką, ale jej oddziaływanie na społeczeństwo i nacjonalistyczną, prowojenną propagandę, która miała ukazać śmierć za ojczyznę jako największy honor. Z drugiej jednak pokazuje niezwykłą więź między uczniami i ich ukochaną nauczycielką; więź, która jest w stanie przetrwać wszystko. To kameralna, słodko-gorzka powieść o relacjach, które zostają w nas na zawsze i dają nam siłę.


Sakae Tsuboi "Dwadzieścioro czworo oczu" (1952)
Polskie wydanie: Yumeka (2023)
Tłumaczenie z języka japońskiego: Klaudia Ciurka


 

 “Ale ja tylko tak uporczywie o tym wszystkim myślę. W żaden sposób nie przekłada się to na moje działania. Nic nie robię, a potem sama przeżywam zawód, bo moje nigdy nie wyrażone na głos nadzieje pozostają niespełnione.”

"Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" to książka trudna do oceny. Jest to swego rodzaju szczera autobiografia, w której Autorka dzieli się zapisem nagrań z sesji terapeutycznych, w których brała udział. Niska samoocena, przewlekła depresja, nieumiejętność budowania zdrowych związków i dążenie do doskonałości to klatka, w której żyje Sehee. Terapia, a następnie spisanie własnego doświadczenia - bez upiększania - stanowi drogę do samoakceptacji Autorki. W efekcie otrzymaliśmy książkę, na którą składa się zapis spotkań z terapeutą w formie dialogów, "kartki z dziennika", w których Autorka analizowała wybrane fragmenty, parę słów od samego terapeuty, dla którego nagrywanie sesji także było wyzwaniem, a na sam koniec krótkie przemyślenia Sehee na temat jej doświadczenia związanego z depresją. Nie znajdziemy tutaj pogłębionych analiz, bo i nie o to chodzi. Sehee w zasadzie zachęca by spojrzeć w głąb siebie, dzieli się swoimi doświadczeniami, które czasami są wystarczające - sama świadomość, że nie jest się samym, że inni też mogą mieć podobne problemy okazała się dla niej pomocna - i może być pomocna dla czytelników. To książka specyficzna i sami musimy sobie odpowiedzieć, czy jest czymś czego szukamy.

"Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" to książką, w której Sehee dzieli się swoimi frustracjami, bólem, wzlotami i upadkami. Jej postawa może nas irytować, jej historia zasmucać - w innych fragmentach zaś możemy nawiązać z nią nić porozumienia. Z jednej strony wiele problemów Sehee jest uniwersalnych, ukazujących jak presja doskonałości może być wyniszczająca. Z drugiej zaś między wierszami możemy odnaleźć charakterystyczne problemy koreańskiego społeczeństwa, których nie zobaczymy w słodkich dramach. Konfucjańska presja zachowania twarzy sprawia, że prawdziwe uczucia należy skrywać pod maską. Należy udawać, że wszystko jest w porządku jeśli w oczach społeczeństwa odnosi się sukcesy. Dodatkowa presja nakładana jest na kobiety, od których wymaga się pewnej zależności od mężczyzn - to w ich oczach ma być budowana wartość kobiety, przez co Sehee nie radzi sobie będąc samą, jednocześnie dusząc się w relacjach.

W tym kontekście ciekawie wypadają także wypowiedzi terapeuty. Kwestie zdrowia psychicznego były w Korei Południowej przez długi okres tematem tabu, a nie wszystkie wypowiedzi psychiatry wydają się pomocne czy dobrze diagnozujące problem. Jednocześnie książką Sehee wydaje się istotna w kontekście normalizowania terapii i zachęcania, by sięgać po pomoc specjalistów.

"Kiedy jest mi naprawdę ciężko i słyszę od kogoś: "Rozchmurz się!", mam czasem ochotę chwycić tę osobę za gardło. Wystarczy po prostu być obok i poklepać po ramieniu, pogłowić się wspólnie nad znalezieniem rozwiązania , czy zwyczajnie posmucić się, czy powkurzać razem. A jeśli doświadczyło się w życiu tego samego: wysłuchać i powiedzieć, że to wcale nie jest takie straszne, jak może się wydawać i na pewno jakoś to będzie. Na tym właśnie opiera się zrozumienie - na dialogu i wsparciu, które wzmacnia więzi."

"Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" nie jest książką wybitną jeśli chodzi o język, nie zawiera szerokich analiz specjalistów nad przypadkiem Sehee. Nie ma na celu zastąpienia terapii, ale bycia wspomnianym powyżej dialogiem. Jakby Autorka chciała szczerze opowiedzieć o sobie, by służyć komuś wsparciem. Książka skłania do refleksji o sobie samym; towarzysząc Sehee w podróży w głąb siebie, zamiast oceniać, sami zaczynamy zastanawiać się nad sobą.  


Sehee Baek "Nie mam ochoty żyć, ale za bardzo lubię tteokbokki" (2018)
Polskie wydanie: Yumeka (2023)
Tłumaczenie z języka koreańskiego: Dominika Chybowska-Jang


 "Często, jedząc posiłek, słucham opowieści o nieszczęściach ludzi czy o ich odważnym postępowaniu i zdarza mi się uronić łzę. Czyżby gruczoły ślinowe miały jakiś specjalny związek z gruczołami łzowymi? Nie dopytywałem, ale od dawna istnieją historie takie, że chciałoby się rzucić pałeczkami i zapłakać (...)"

"Wspomnienia podniebienia" to zbiór esejów dotyczących jedzenia. Są to spostrzeżenia różnych autorów - artystów, naukowców - w tym fizyków czy lekarzy - których łączy kraj pochodzenia: Japonia. W krótkiej formie eseju opisywali własne doświadczenia związane z kuchnią japońską i zachodnią, z podróżami światowymi, lokalnymi - i tymi we wspomnieniach, do krainy dzieciństwa. Było to moje pierwsze spotkanie z formą eseju, i to spotkanie bardzo udane. Choć żaden z esejów nie wzbudził we mnie większych emocji, to czytanie było naprawdę odprężające. Szczególnie teksty dotyczące poszukiwania smaków z dzieciństwa wprawiły mnie w nostalgicznych nastrój - i choć nie sposób utożsamić się z doświadczeniami podniebienia autorów, bo polska i japońska kuchnia są różne, to teksty te nastrajały do sięgnięcia do własnych wspomnień. W zbiorze tym zawarta jest pewna "magia" - czy to za sprawą japońskiej kultury czy pisania o jedzeniu - dzięki czemu oczarowuje i odpręża, pozwala uciec w krainę smaków.

Zawarte w zbiorze eseje dotyczą różnych doświadczeń i kulinarnych gustów. Przykładowo "Kunenbo" czy "Pola słodyczy" odnoszą się do smaków dzieciństwa. Przy czym tej pierwszy służy porównaniu ich z daniami spożywanymi w wieku dorosłym, a drugi opowiada o tym, jak poszukiwano słodkiego smaku kiedy słodycze nie były na wyciągnięcie ręki w każdym sklepie. "Kocia kuchnia" z kolei skupia się na upodobaniach kulinarnych kotów autora - który ostatecznie dochodzi do wniosku, że Japończycy są jak koty - choć nawet oni nie dorównają kociemu zmysłowi smaku. W zbiorze podobało mi się zróżnicowanie perspektyw - pisarze i poeci wypowiadali się o jedzeniu bardziej literacko, z kolei naukowiec prowadzący badania nad bakteriami zastanawiał się czy można stworzyć idealne jajko na miękko przy wykorzystaniu nauki. W eseju tym odnalazłam - pod warstwą kulinarną - pewien zawód własnymi osiągnięciami naukowymi: autor daje do zrozumienia, że gdyby stworzył idealną potrawę to mógłby przejść do historii, zostać zapamiętanym - co nie czeka go za powtarzalne badania naukowe. W wielu esejach dominowało wychwalanie prostej kuchni, która wcale nie musi być gorsza od wyrafinowanej, jeśli tylko te smaki odpowiadają najlepiej naszemu podniebieniu.  W zbiorze znalazły się także interesujące teksty o kuchni zachodniej - z perspektywy Japończyka obcej.

Całość, oprócz ukazania różnych gustów kulinarnych, jest także ciekawym źródłem ciekawostek o kuchni japońskiej - każdy esej wypełniony jest różnymi nazwami - oczywistymi dla autorów, a dla nas wyjaśnionymi w przypisach. Forma eseju pozwala zajrzeć nam w talerz konkretnego Japończyka, który w tej krótkiej formie dzieli się własnym doświadczeniem. Jednocześnie jest to podróż w przeszłość - zarówno razem z autorem, jak i samymi tekstami, które zostały napisane w pierwszej połowie XX wieku. Każdy z tekstów został opatrzony krótką notką biograficzną o autorze - zabrakło mi jedynie samej daty publikacji eseju.

"Zaspokojenie wyłącznie głodu poprzez napełnienie żołądka daje satysfakcję, ale nie pozostawia po sobie śladu w pamięci."

Przez całość przyjemnie się płynęło - lektura zapewnia oderwanie się i idealnie pasuje do przerwy na ciasto i herbatę - jednak zdarzyły się małe zgrzyty. Czasem jakaś literówka lub dziwny szyk zdania - wystarczy spojrzeć na cytat powyżej. To myśl, którą zaznaczyłam, bo podoba mi się jej przesłanie, jednak zdanie brzmiałoby dużo lepiej, gdyby wyraz  wyłącznie znalazł się po głodu: Zaspokojenie głodu wyłącznie poprzez napełnienie żołądka daje satysfakcję, ale nie pozostawia po sobie śladu w pamięci. Są to jednak drobnostki, które nie odbierają przyjemności z lektury.

"Wspomnienia podniebienia" to niepozorny zbiór esejów - mała książeczka, która zmieści się na każdej półce. Swoją formą i treścią nadają się idealnie do czytania w czasie przerwy - kiedy potrzebujemy się zrelaksować i odbyć podróż w czasie i przestrzeni do dawnej Japonii, wypełnionej najróżniejszymi smakami. Przyjemnie spędzone chwile gwarantowane! A po przeczytaniu esejów samemu można uciec myślami w głąb siebie i rozmyślać o wspomnieniach naszego podniebienia :)


"Wspomnienia podniebienia" zbiór esejów
Autorzy: Masaru Aoki, Hiroshi Hamamoto, Kinichi Ishikawa, Shinzō Koizumi, Oto Mori, Shōfu Muramatsu, Ukichirō Nakaya, Haruo Satō, Shintarō Ryū, Keiichi Takizawa, Sakae Tsuboi, Haruo Umezaki, Eiji Yoshikawa
Wydawnictwo: Yumeka (2022)
Tłumaczenie (z języka japońskiego): Klaudia Ciurka, Wiktor Marczyk, Barbara Szacoń-Wójcik

 

Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Naturalista (recenzja)
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Bogowie otchłani
  • Muzyka otchłani
  • Space Sweepers (승리호)
  • Dworska tancerka (recenzja)
  • Popiół i kurz (recenzja)
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes