Gwiazdy w łańcuchach
Spektakl cierpienia jako rozrywka
„Gwiazdy w łańcuchach” to jedna z tych powieści, które trudno czytać bez narastającego dyskomfortu — i dokładnie o to w niej chodzi. Nana Kwame Adjei-Brenyah wykorzystuje konwencję dystopijnej fantastyki, by opowiedzieć o świecie, który wcale nie wydaje się aż tak odległy od naszego. To opowieść o społeczeństwie, w którym systemowa przemoc została sprzedana jako rozrywka, a dehumanizacja — jako coś normalnego, akceptowalnego, wręcz pożądanego.
Do napisania książki autora zainspirowali działacze społeczni i obrońcy praw człowieka, zajmujący się brutalnością policji i patologiami systemu więziennictwa w USA - na kartach powieści czuć, że to odpowiedź na ruch Black Lives Matter, a w wielogłosie przedstawionych w powieści postaw pobrzmiewa także rasizm czy mizoginia w odniesieniu do głównych bohaterek: Afroamerykanek i lesbijek.
Gdy wolnością staje się śmierć
W alternatywnej rzeczywistości powieści funkcjonuje program CAPE — Criminal Action Penal Entertainment — w którym skazani za morderstwo więźniowie mogą „dobrowolnie” zgłosić się do udziału w transmitowanych na żywo walkach gladiatorskich. Stawką jest wolność. Ceną — niemal pewna śmierć. Dla widzów to krwawy spektakl, dla sponsorów intratny biznes, dla polityków narzędzie kontroli społecznej. A dla uczestników? Ostatnia, rozpaczliwa forma wyboru (?) w systemie, który wcześniej odebrał im wszelką godność.
Dehumanizacja w blasku reflektorów
Najbardziej przerażające w tej wizji nie są same brutalne walki, lecz sposób, w jaki media i odbiorcy odbierają uczestników programu. „Gwiazdy” nie są już ludźmi — stają się gladiatorami, markami, bohaterami filmików i obiektami kibicowania. Można ich podglądać poza areną, komentować ich relacje, ciała i emocje, a potem domagać się coraz bardziej spektakularnej przemocy. Książka boleśnie punktuje mechanizm, w którym wystarczy odpowiednia narracja, by usprawiedliwić niemal wszystko — w końcu to „mordercy”, „potwory”, „zasłużyli”.
Autor bardzo świadomie pokazuje, jak łatwo odbiorca daje się wciągnąć w ten mechanizm. Jak szybko empatia ustępuje miejsca ekscytacji. I jak cienka jest granica między potępieniem przemocy a czerpaniem z niej przyjemności, jeśli tylko zostanie nam odpowiednio opakowana.
Wielogłos zamiast jednej prawdy
ednym z największych atutów powieści jest jej narracja ukazująca różne perspektywy. Poznajemy nie tylko same „gwiazdy w łańcuchach”, ale też innych uczestników tego systemu: aktywistów protestujących pod arenami, producentów programu, prawodawców, reklamodawców i widzów. Można zarzucić książce, że wprowadza zbyt wiele punktów widzenia (i potem ciężko się zaangażować) — ale właśnie o to chodzi. „Gwiazdy w łańcuchach” nie chcą dawać prostych odpowiedzi ani jednej, moralnie komfortowej interpretacji.
Powieść stawia pytania, które wydają się oczywiste… dopóki nie zaczniemy się nad nimi zastanawiać.
- Czy można wybaczyć mordercom?
- Czy każdy z nich był „zły”, czy może działał w obronie własnej, pod presją, w sytuacji bez wyjścia?
- Czy człowiek poddany systemowym torturom naprawdę ma wybór, gdy decyduje się na udział w krwawym widowisku?
Autor nie moralizuje. Zamiast tego zmusza czytelnika do własnej oceny — i w tym tkwi jej siła.
Brutalność, która ma sens
Nie da się ukryć: to powieść bardzo brutalna. Przemoc jest dosłowna, graficzna i momentami wstrząsająca. Jednak w przeciwieństwie do wielu dystopii nie jest ona pustą prowokacją. Brutalność ma tu funkcję — pokazuje, do czego prowadzi system, który uprzedmiotawia ludzi i traktuje ich cierpienie jako zasób. Szczególnie poruszające są opisy więzi między „ogniwami” w łańcuchach, ich lojalności wobec siebie, żałoby po poległych i psychicznego kosztu każdej kolejnej walki.
Autor z dużą wrażliwością pokazuje, że za każdym pojedynkiem stoją ludzie — ze swoimi granicami, traumami, poczuciem winy i strachem. To właśnie ten kontrast między widowiskową przemocą a intymnością przeżyć bohaterów sprawia, że książka zostaje w głowie na długo.
Kapitalizm, rasizm i system więziennictwa
„Gwiazdy w łańcuchach” są również ostrą krytyką amerykańskiego systemu więziennictwa, rasizmu strukturalnego i kapitalizmu, który potrafi spieniężyć wszystko — nawet ludzką śmierć. Odwołania do funkcjonujących w tym świecie przepisów budują poczucie realizmu i pokazują, jak bardzo ten świat opiera się na logice „to się opłaca, więc jest dozwolone”.
Szczególnie przerażające jest to, jak technologia zostaje wykorzystana do udoskonalania tortur — do momentu, w którym śmierć na arenie wydaje się bohaterom bardziej humanitarną alternatywą. To wizja skrajna, ale boleśnie logiczna.
Słowem podsumowania
„Gwiazdy w łańcuchach” to powieść trudna, intensywna i niewygodna — ale jednocześnie niezwykle mocna i potrzebna. Brutalna, a jednocześnie intelektualnie angażująca. To książka, która nie pozwala czytać się obojętnie, bo zbyt często zmusza do konfrontacji z pytaniem: jak bardzo ten świat różni się od naszego?
To dystopia, która zostawia nas z gniewem, niepokojem i refleksją nad tym, jak łatwo przemoc staje się akceptowalna, gdy przestaje dotyczyć „nas”. I właśnie dlatego jest to lektura tak poruszająca — i tak potrzebna
.png)

0 komentarze