Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


"Cierń" to mroczna baśń, przedstawiająca zupełnie inną wersję Śpiącej Królewny. Ta krótka opowieść niespodziewanie kradnie serce osoby czytającej za sprawą postaci Ropuszki - dobrodusznej istoty wychowanej w miłości przez Magiczny Lud. Pewnego dnia Ropuszce zostaje powierzone zadanie, które wyrywa ją ze znanego, bezpiecznego świata - i rzuca w okrutny świat ludzi. Więcej nie zdradzam, gdyż czystą przyjemnością jest poznawanie opowieści snutej przez Ropuszkę, rozmawiającą z łagodnym rycerzem, który poszukuje możliwości spełnienia bohaterskiego czynu. Czym jednak jest chęć uratowania damy w opresji z brzemieniem dźwiganym przez Ropuszkę?

Lubię takie oryginalne retellingi, sięgające trochę do korzeni baśni - dzięki czemu uzyskuje się dużo mroczniejszy, niepokojący klimat. Całość nie jest jednak dołująca za sprawą Ropuszki - łatwo jej współczuć i liczyć, że jej los w końcu się odmieni. Moim zdaniem z konceptu zaproponowanego przez autorkę można było wycisnąć więcej mroku i zbudować bardziej złowrogi klimat; T. Kingfisher postanowiła się jednak zatrzymać gdzieś pomiędzy retellingami w stylu filmu "Czarownica", a posępnymi baśniami. Trochę mnie to rozczarowało i sprawiło, że książka nie zostanie długo w mojej głowie - ale jednocześnie znam sporo osób, którym ten balans zdecydowanie przypadnie do gustu - którzy nie szukają szukają opowieści przytłaczających, a melancholijnych, smutnych, ale z szansą na pewnego rodzaju szczęśliwe zakończenie.

Jak na dość krótką opowieść całość wolno się rozkręca, zaś końcówka gna zbyt szybko - nim się obejrzymy to już koniec. Poznawanie losów Ropuszki jednak wynagradza początek. Gorzej niestety z zakończeniem - niestety zawodzi i nie do końca współgra z budowanym napięciem. To tak naprawdę dość kameralna historia, bez większych wydarzeń - oparta o schemat rozmowy o przeszłości i finałowej konfrontacji. Przyjemnie się ją poznaje, ale nie zostaje z nami na długo po zakończeniu czytania.

Pewne braki w budowaniu suspensu T. Kingfisher nadrabia kreacją bohaterów - a w zasadzie bohaterki, wspomnianej Ropuszki. Reszta to tylko tło dla wrażliwej dziewczyny, tkwiącej w ruinach zamku pośród cierni.

Największą wadą tej opowieści jest w zasadzie jej długość: to zbyt krótka historia, by w pełni zaangażować, rzucać bohaterom wyzwania i rozwijać wątki do satysfakcjonującego punktu kulminacyjnego. To książka, która może stanowić miły przerywnik od innych lektur, ale nic poza tym. Sympatyczna Ropuszka i lekko oniryczny klimat to za mało przy naprawdę prostej historii, by na dłużej zapaść w pamięć. Wszystko zdaje się w "Cierniu" zaledwie zarysowane, przez co nie ma możliwości pełnego wybrzmienia potencjału wyjściowej koncepcji. Zabrakło tutaj większej głębi, żeby "Cierń" stało się czymś więcej niż przerywnikiem między bardziej rozbudowanymi powieściami fantasy. Myślę, że to wrażenie niedosytu byłoby inne, gdyby nowela stanowiła część jakieś antologii, a nie osobną książkę.


T. Kingfisher "Cierń" (2023)
Polskie wydanie: SQN (2024)


 


"Nie mówię żegnaj" to powieść zarówno piękna, jak i przejmująco smutna - co najlepiej oddają zawarte w niej opisy śniegu, ciszy czy cieni. Ta powieść to coś znacznie więcej niż opis ludobójstwa na koreańskiej wyspie Jeju (1948) - jest to tekst to pamięci, traumie, stracie, ale i bezgranicznej miłości, która nie pozwala zapomnieć o losach najbliższych. Stanowi wyraz koreańskiego uczucia han, trudnego do wytłumaczenia smutku i urazy, związanych nie tylko z doświadczeniami osobistymi, ale i zbiorową traumą burzliwych losów Półwyspu Koreańskiego, na którym krew przelewali nie tylko najeźdźcy, ale i "bracia", czy to w bratobójczej wojnie, czy politycznych czystkach. Han nie oznacza jednak trzymania się tego smutku - sztuka wypełniona tym uczuciem ma prowadzić do katharsis, do zaakceptowania, ale i zapamiętania przeszłości. Stąd w wielu takich utworach osią wydarzeń jest podróż wewnętrzna odczuwającego przejmujący smutek człowieka w głąb siebie i w głąb historii, by odkryć przyczyny i z nadzieją spojrzeć na przyszłość (w tym kontekście polecam świetny film 박하사탕, Miętowy cukierek z 1999 roku). 

"Nie mówię żegnaj" jest właśnie taką powieścią: na jej kartach śledzimy wewnętrzną podróż pisarki, którą dręczy niepokojący obraz padającego śniegu i wzgórza usianego czarnymi drzewami-nagrobkami, zalewanymi przez przypływ. Kobieta w pierwszej kolejności zakłada, że koszmary związane są z ukończoną książką, która dotyczyła masakry w mieście K - niewątpliwe Kwangju (Gwangju), gdzie w 1980 roku autorytarne władze pod pretekstem walki z komunistami krwawo stłumiły demonstracje prodemokratyczne. "Nie mówię żegnaj" jest powieścią po części autobiograficzną - Han Kang opublikowała tekst o tamtych wydarzeniach ("Nadchodzi chłopiec"). Jednak leczenie zbiorowych ran traumatycznej przeszłości nie kończy się na upamiętnianiu wydarzeń z 1980 roku - tylko sięgania głębiej w przeszłość, do wydarzeń z 1948 roku, które przez długi czas były tematem tabu. Aby znaleźć ukojenie kobieta wpada na pomysł realizacji projektu wraz z przyjaciółką - jednak życie rzuca jej pod nogi kłody, i projekt rozmywa się wobec osobistej straty. Wypadek doprowadza do odnowienia kontaktu między pisarką, a jej przyjaciółką i rozpoczęcia wspomnianej wielowymiarowej podróży: na wyspę Jeju, w przeszłość zbiorową, ale i osobistą, związaną z przyjaciółką. 

Powieść nie tylko porusza temat pamięci, ale i wykorzystuje jej mechanizmy w narracji. Labiryntowa narracja sprawia, że przeszłość miesza się z teraźniejszością niezwykle płynnie. Wspomnienie ukryte we wspomnieniu - pisarka wspomina swą przyjaciółkę, która z kolei opowiada historię swojej matki, a wszystko to się ze sobą miesza. Dodatkowo sceneria burzy śnieżnej i nocy na wyspie Jeju - miejscu znanym wyłącznie z tych kilku wizyt u przyjaciółki i jej wspomnień, a więc miejscu jednocześnie tajemniczym, jak w pewien sposób znajomym - potęguje wrażenie oniryczności, bycia na granicy snu i jawy. Jako czytelnicy nie mamy pewności, co dzieje się naprawdę, a co wyłącznie w głowie bohaterki - szczególnie, że wiele wydarzeń ma wymiar przede wszystkim metaforyczny.

"Nie mówię żegnaj" nie jest powieścią łatwą. Zarówno pod względem tematu, jak i sposobu napisania jest tekstem wymagającym. Niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, choć jakby skuty lodem: stopniowo mrożący czytelnika. Jednak w tym świecie mrozu i mroku, którym jest bolesna przeszłość, pali się ognik nadziei - w postaci miłości i przyjaźni. "Nie mówię żegnaj" to powieść poetycko piękna i przejmująco smutna niczym mroźny dzień. Nikt tak nie pisze o (pokoleniowej) traumie jak Han Kang!


"Jeśli przejdzie na drugą stronę, może się ocalić: wystarczy, że nie będzie się więcej odwracać. Jednak w końcu znów odwraca głowę. Kiedy w kamień zamieniają się jej uda, nie ma już drogi ucieczki. Stoi tam i czeka, aż opadnie woda, która zalała wszystkie domy i drzewa. Aż skamienieją jej biodra, ramiona i serce. Aż jej rozwarte, nabiegłe krwią oczy scalą się z resztą skały. Mijają dziesiątki, setki, tysiące dni i miesięcy, a ona nadal tkwi w tamtym miejscu, wystawiona na działanie śniegu i deszczu. Co chciała zobaczyć? Co musiało się tam znajdować, że notorycznie spoglądała wstecz?

(...) -Pewnie był tam ktoś, kogo chciała ocalić. Czyż nie dlatego spojrzała za siebie?"


Han Kang "Nie mówię żegnaj" / "작별하지 않는다" (2021)
Polskie wydanie: W.A.B. (2024)
Tłumaczenie z j. koreańskiego: Justyna Najbar-Miller


 

Powieść "Starsza pani z nożem" jest jak jej bohaterka: niepozorna, łatwa do przeoczenia, a jednocześnie ostra niczym brzytwa. Tak jak pod maską miłej starszej pani kryje się płatna zabójczyni - jedna z najlepszych w swoim fachu, szlifująca umiejętności od ponad 40 lat - tak pod intrygą w stylu thrillera ukryta jest powieść o starości, która wyobcowuje człowieka bardziej niż komplet noży za pazuchą. Na kartach tej powieści śledzimy Rógszponę, którą otoczenie wysłałoby na emeryturę. Jednak, czy ktoś, kto całe życie parał się zabijaniem może spokojnie zająć się czymś innym (bo w koreańskich realiach emerytura często oznacza dorywcze zajęcia, prowadzenie straganu czy pralni) - to jakby, parafrazując zdanie zawarte w powieści - kazać wilkowi wysiadywać jajko. Jednocześnie sama Rógszpona zaczyna dostrzegać zmiany, jej wiek wpływa na jej działania, a przypadkowe spotkanie z lekarzem i jego córeczką wywołują refleksje na temat przeszłości i utraconych możliwości. Sama bohaterka ma w sobie to coś - nie jest potulną staruszką -  że już od pierwszej akcji z przyjemnością towarzyszymy jej w podróży poprzez przeciwności, które na jej drodze stawia wiek, płeć, społeczeństwo - i oczywiście przeszłość, która w najmniej oczekiwanym momencie potrafi się odgryźć. Całość napisana jest w prosty, lekko humorystyczny sposób, a nietypowa bohaterka i zaskakująco przyziemny świat płatnych zabójców sprawiają, że od książki trudno się oderwać.

Dostrzegam w tej powieści to, co lubię w koreańskim kinie "społecznym" spod znaku Bong Joon-ho ("Parasite", "Snowpiercer", "The Host: Potwór", a w szczególności genialny film "Matka"): z jednej strony mamy rozrywkowe, gatunkowe fabuły (gatunkowy miszmasz), pod którymi kryje się jednak społeczny komentarz, ukazujący bolesną prawdę o Korei Południowej - i szerzej świecie opanowanym przez konsumpcjonizm. W "Starszej pani z nożem" temat dotyczy starości. Dla społeczeństwa staje się człowiekiem niewidzialnym, dla kręgu "zawodowego" zbędnym. Jednocześnie ze względu na renomę i wiek nie można jej tak po prostu wyrzucić - lepiej sugerować, że powinna odejść, powinna czuć się wypalona zawodowo i poszukiwać zasłużonego odpoczynku. Najlepiej zniknąć - bo jakie ma znaczenie jako samotna starsza kobieta? Sama Rógszpona zdaje sobie jednak sprawę, że nie jest już tą samą osobą co kiedyś i czuje się wyobcowana - a jedynym, co ją zakotwicza w życiu wydaje się przypadkowo przygarnięty pies - także senior. Jeśli ma odejść, to wyłącznie na swoich zasadach. Co jednak jeśli w jej życie wkradnie się coś niespodziewanego - a tym czymś jest... empatia? Czy na starość człowiek może się zmienić? Czy na starość może zacząć w końcu żyć?

"Starsza pani z nożem" to interesujące studium charakteru starzejącej się płatnej zabójczyni - a jednocześnie podejścia otoczenia do osób starzejących się. Jednocześnie to thriller o zemście, dodający dynamiki poprzez sceny akcji - szczególnie w finale. To intrygująca powieść, choć zupełnie inna niż można się spodziewać. Świat płatnych morderców stanowi tu jedynie tło, by opowiedzieć o przemijaniu i społecznym wyobcowaniu.


Gu Byeong-mo "Starsza pani z nożem" (2013)
Polskie wydanie: Wydawnictwo Mova (2023)

 


"Północna granica" to pierwszy tom Księgi Całości, wielotomowego cyklu o różnych historiach ze świata Szereru. Pierwsza odsłona tego cyklu to przede wszystkim militarna fantastyka, w której pojawia się wiele opisów starć między armektańskimi legionistami a siłami Aleru. Sam świat przedstawiony jest niezwykle ciekawy (dwie siły tworzące różne istoty), choć w tym tomie jedynie zarysowany, pozostawiający pewne uczucie niedosytu. Postawienie przede wszystkim na aspekt militarny ma swoje wady i zalety - nie należy jednak na tej podstawie skreślać całego cyklu jeśli spodoba nam się styl Autora: to zaledwie jedna z wielu opowieści, wstęp szkicujący świat i czarujący spektakularnymi potyczkami.

"Północna granica" to opowieść osadzona w bardzo ciekawym miejscu - pograniczu cywilizacji obdarzonej inteligencją przez Szerń (ludzi, kotów i sępów), a dzikością Aleru, który choć stworzył własne rozumne istoty, to przypominają one bardziej potwory. Granica, z którą czai się nieznane i niebezpieczne, narażona na konflikty - to miejsce z pewnością budujące napięcie: nigdy nie wiadomo, czy powróci się z patrolu, wyjeżdżając z zasypanych śniegiem stanic. Jest to doskonałe tło dla bohaterów, którzy będą musieli zmierzyć się nie tylko z nieznanym, ale także własnymi słabościami. Podejmowanie trudnych decyzji nie zawsze się opłaci - świat Księgi Całości jest brutalny i każdy może w nim zginąć. 

Tajemniczość jest zarówno zaletą, jak i wadą powieści. Autor szkicuje bardzo ciekawy świat, który nie ogranicza się do gadających kotów (choć to właśnie te postacie skradły moje serce), ale także owianych tajemnicą wierzeń i mocy. Intrygujący jest także sam wpływ Wstęg Aleru na przebywających w pobliżu ludzi, co czyni miejsce akcji jeszcze bardziej interesującym. A jednak tajemniczość ma też wady: wiele zagadek nie zostaje ostatecznie rozwiązanych, pozostawiając na koniec uczucie niedosytu, jeśli tak jak ja lubi się poznawać rozbudowane fantastyczne światy. Oczywiście rozbudza to apetyt na kolejne historie, jednak w ostatecznym rozrachunku nie umiem otrząsnąć się z wrażenia, że pierwszy tom stanowi zaledwie szkic, który mógłby zostać bardziej rozwinięty.

Osoby, które nie przepadają za wątkami militarnymi mogą z kolei poczuć pewne znużenie w trakcie lektury. Sceny batalistyczne są świetnie opisane, ale można odnieść wrażenie, że poza walką niewiele się w tej powieści dzieje, szczególnie w pierwszej połowie.

Największą wadą jest jednak niepotrzebne komplikowanie nazw, które wraz ze wspomnianą tajemniczością może wprowadzać uczucie zagubienia podczas czytania. Chodzi przede wszystkim o bardzo podobne nazwy (Aler, Armekt), czy jedynie zarysowanie różnic między Złotymi i Srebrnymi Plemionami Aleru (fragment ze wstępu w formie listu: "Czym konkretnie różnią się te gatunki, wiesz, Wasza Godność, lepiej ode mnie, jak sądzę" - jak widać, dowiadujemy się bardzo wiele). Nie będę ukrywać - nawet postacie trochę mi się myliły... "Północna granica" to z pewnością taka powieść, która wymaga skupienia i nie należy do lekkich - choć sama fabuła nie jest przesadnie skomplikowana. 

"Północna granica" to powieść, która przede wszystkim zaintrygowała mnie na tyle, że z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy - a jednocześnie jej fabuła szybko zatrze się w mojej pamięci. Lubię balans między zagłębianiem się w świat przedstawiony, a scenami batalistycznymi i opisami losów żołnierzy (borykających się chociażby z problemem głodu) - tutaj trochę mi zabrakło tego pierwszego elementu. Jednak sam pomysł na świat przedstawiony ma w sobie to coś, co rozbudza chęć zagłębienia się w kolejne historie i poszukiwania odpowiedzi na stawiane pytania. To pozycja, która powinna zainteresować przede wszystkim miłośników low fantasy, w którym istotną rolę odgrywa konflikt, nie stroniąca od scen pełnych okrucieństwa i bohaterów, którzy by przetrwać muszą być twardzi.


Feliks W. Kres "Północna granica" (1995)
Wydanie: Fabryka Słów (2021)

 


"Spęd" to powieść łącząca w sobie wątki detektywistyczne i science-fiction, by opowiedzieć o świecie za czterdzieści lat. Wybiegnięcie we wcale nie tak odległą przyszłość pozwoliło stworzyć ciekawy świat przedstawiony - w wielu aspektach jeszcze nam bliski i znany, otwierający jednak nowe możliwości wraz z technologią transferu świadomości do sztucznie wytwarzanych bioform. Dzięki temu jako tło głównego wątku, którym jest śledztwo, obserwujemy świat w momencie przemian: technologia ciągle budzi kontrowersje i dzieli społeczeństwo. To bardzo interesujący aspekt powieści, gdyż z reguły w science-fiction jesteśmy wrzucani w świat, w którym futurystyczne technologie są już dobrze zakorzenione. Zaś główna oś fabularna, czyli próba wyjaśnienia po 10 latach przyczyn ataku cybernetycznego na wrocławski Bank Pamięci Bytowej, który pozbawił życia tysięcy użytkowników transferu świadomości, sprawia, że już od pierwszych stron zostajemy wciągnięci przez "Spęd". Nie będę ukrywać - bardzo lubię takie połączenie; śledztwo jest czymś angażującym i dobrze równoważącym bardziej filozoficzny (dotyczący człowieczeństwa w świecie technologii) aspekt science-fiction. "Spęd" to doskonały wybór dla tych, którzy szukają powieści kryminalnej z wątkiem futurystycznym; mają ochotę na s-f, które nie przytłacza terminologią.

Najmocniejszą stroną powieści "Spęd" jest z pewnością wątek kryminalny, stanowiący oś fabularną oraz główna para bohaterów: twarda, skrywająca się za czarnymi soczewkami i turkusowymi włosami komisarz Tia Koss oraz jej partner, pozbawiony przeszłości (i nazwiska) Adam. To naprawdę ciekawe połączenie i dwugłos tej powieści. Tia, choć jest człowiekiem często zdaje się mniej ludzka niż Adam, będący bioformą. Oddaje to przemiany zachodzące w świecie przyszłości, w którym humanitaryzm zanika. Z kolei Adam czuje się wybrakowany - nie tylko przez to, że wielu ludzi odmawia mu prawa do utożsamiania się z człowiekiem - "urodzony" w laboratorium nie doświadczył dzieciństwa czy dorastania, sukcesów i porażek, relacji, które kształtują każdego z nas.

Sam wątek kryminalny skrywa wiele tajemnic, a jego rozwiązywanie prowadzi nas do odkrywania kolejnych fasad upadku człowieczeństwa - wizja przyszłości maluje się w "Spędzie" w ponurych barwach. Samo rozwiązanie może podzielić czytelników - ma bardziej skłaniać do refleksji i stawiać kolejne pytania niż wszystko wyjaśniać. Mnie trochę rozczarowało finalne poprowadzenie jednego wątku - myślę że można było znacznie więcej wycisnąć z tajemniczej postaci Ateny i motywu kradzieży tożsamości niż z przeszłości Tii. Z kolei ogromną zaletą jest osadzenie wątku kryminalnego w szerszej perspektywie: nie dotyczy wyłącznie odkrycia, kto stał za atakiem, ale zmierzenia się z instytucją budzącą kontrowersje w obliczu presji, zarówno ze strony przełożonych i osób popierających transfer świadomości, jak i przeciwników, dążących wraz z Kościołem do jej zniszczenia. 

Jeśli chodzi o dynamikę powieści to jest to kolejny element, którego odbiór będzie zależeć od naszych upodobań. "Spęd" to powieść, w której pojawia się dużo dialogów i opisów niekoniecznie związanych ze śledztwem - bardziej kreślących relację między Tią i Adamem. Do mnie to przemawia - szczególnie, że dynamika powieści zmienia się wraz z otwarciem przez bohaterów w trakcie śledztwa puszki Pandory, kiedy akcja znacznie przyspiesza. 

Powieść "Spęd" naprawdę mnie zaskoczyła - zamiast powielać cyberpunkowe klisze, przeniosła mnie do Wrocławia przyszłości, pełnego napięć społecznych związanych z możliwością przenoszenia świadomości. Stanowiło to ciekawe tło dla działań pary głównych bohaterów, a śledztwo okazało się tak samo ważne jak przemiany zachodzące w Tii i Adamie. Jak każda dobra powieść sci-fi, "Spęd" skłonił mnie do refleksji i zastanowienia się, czy chcemy zmierzać do takiego świata. Czytanie tej powieści na początku nowego roku okazało się strzałem w dziesiątkę - strony przewracały się same, a ja zostałam całkowicie wciągnięta w historię!


Mateusz Lubach "Spęd" (2023)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Nocą

 


"Kraina Kwiatu i Mchu" to druga księga - a w zasadzie prequel - serii łączącej klasyczną, epicką fantastykę z nietypowymi bohaterami: małymi leśnymi stworzeniami. Każdą z ksiąg można czytać oddzielnie, gdyż opowiadają zamknięte historie, dziejące się w tej samej krainie. "Kraina Kwiatu i Mchu", tak jak "Bitwa o Rudy Mur" to ponadczasowa fantastyka, wprowadzająca czytelnika w najpopularniejsze tropy w jej klasycznym odcieniu: walki dobra ze złem, heroizmu, kary za podłe uczynki oraz nagrody za moralną postawę. Tropy te wpisane są w zajmującą historię, pełną przygód - od bycia pochwyconym przez wroga, poprzez poszukiwanie mapy, wyprawę i oblężenie. Dodatkowo Brian Jacques uczynił swój las Mchukwiatu krainą niezwykle żywą, zamieszkałą przez różne stworzenia wyróżniające się nawet gwarą - oraz kulinariami, bo i opisów cudownych leśnych potraw na kartach tej powieści nie brakuje.  "Kraina Kwiatu i Mchu" to gwarancja przygody dla każdego czytelnika, niezależnie od wieku!

Tak jak w przypadku "Bitwy o Rudy Mur", "Kraina Kwiatu i Mchu" uwodzi kreacją świata przedstawionego. Prosty język miesza się z wymyślnymi imionami bohaterów i wspaniałymi opisami potraw. Krety mają swoją gwarę, a nietoperze powtarzają ostatnie frazy niczym echo - wszystko to nadaje powieści kolorytu. Dodatkowo wielu zróżnicowanych bohaterów sprawia, że z niezwykłą przyjemnością spędza się czas w lesie Mchukwiatu - poznając zwyczaje jego mieszkańców i towarzysząc im w przygodach.

"Kraina Kwiatu i Mchu" opowiada o legendarnym Marcinie Wojowniku i jego mieczu - z czasów kiedy mały myszek dopiero tworzył swą legendę. Podła królowa żbików Czartyca rządzi krwawą ręką, chcąc sobie podporządkować wszystkie leśne zwierzęta. Leśni mieszkańcy wraz z Marcinem odkrywają w sobie jednak odwagę i postanawiają się sprzeciwić wrogowi - co będzie wymagało szczegółowo zaplanowanego oblężenia oraz wyruszenia w niebezpieczną podróż do tajemniczego Salamandastronu, gdzie ma znajdować się prawowity władca lasu.

W powieści nie brakuje zwrotów akcji - spektakularnych ucieczek, starć z nieoczekiwanymi przeciwnikami czy wyprawy w nieznane. Towarzyszymy w nich nie tylko Marcinowi, ale i Królowi Złodziejmyszków Gwizdonowi, który ma talent do układania ballad, rezolutnym kretom, opiekuńczym jeżom czy budzącym respekt borsukom. Dobre leśne stworzenia współdziałają razem i się o siebie nawzajem troszczą - są także otwarci na przyjęcie żbika, bo to nie gatunek, ale postępowanie decyduje o tym, jak należy kogoś oceniać. Z kolei Czartyca i jej podwładni myślą wyłącznie o sobie, ciągle knują i nie mogą nikomu ufać. Ten kontrast między tymi dwoma grupami idealnie wpisuje się w klasyczny trop walki dobra/praworządności ze złem/chciwością. Ogromną zaletą jest prowadzenie akcji wielotorowo - przeplatających się opisów wyprawy, oblężenia i walki. Znów przywodzi mi to na myśl klasyczną fantastykę w duchu Tolkiena, gdzie każda z "drużyn" ma swoją rolę do odegrania, a napięcie związane z powodzeniem misji wzbudza każdy z wątków - wszystko to sprowadzone jednak do nieco mniejszej skali leśnych stworzeń i Lasu Mchukwiatu.

"Kraina Kwiatu i Mchu" okazała się jeszcze lepsza niż "Bitwa o Rudy Mur", świetnie rozkładając wydarzenia. Świat przedstawiony i dbałość o detale sprawiają czystą przyjemność podczas czytania - jak chociażby to, że borsuk ma miecz "dwułapny", a nie "dwuręczny". Pozwala to na prawdziwe zanurzenie się w tym świecie niezwykłych zwierzęcych bohaterów. W samej fabule nie uświadczymy zbyt wiele magii, choć nie brakuje proroctw czy pewnej aury magiczności związanej z mieczem - jednak jak zauważa sam Knur Waleczny zwycięstwo nie zależy od samego oręża, ale łapek, które go dzierżą - "magiczny" miecz byłyby niczym bez Marcina Wojownika. "Kraina Kwiatu i Mchu" zaskakuje - jako animal fantasy kojarzy się z czymś dla dzieci, dostarcza nam jednak pełnokrwistej fantastyki, spektakularnych starć i niebezpiecznych wypraw. Jeśli lubicie powieści pełen przygody, w których każdy, nieważne jak mały, może mieć serce wojownika to nie możecie przegapić tego tytułu!


Brian Jacques "Redwall. Kraina Kwiatu i Mchu" (1989)
Polskie wydanie: Nowa Baśń (2023)


Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes