Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


„Magia istnieje nawet w miejscach, w których zupełnie się jej nie spodziewamy”.

Są takie powieści, które w żaden sposób nie są odkrywcze czy przełomowe, a jednak są wyjątkowe - dzięki zawartej w nich magii. Magiczne historie to te, które nas oczarowują i sprawiają, że dana książka staje się dla nas ważna. Taką powieścią jest "Dom nad błękitnym morzem", opowieść jednocześnie prosta i "przewidywalna", jak i wzruszająca i magiczna - otulająca nas kocykiem pozytywnej energii. Już od pierwszych stron wsiąkamy w ponury i szary świat Linusa Bakera - urzędnika Wydziału Nadzoru nad Magicznymi Nieletnimi - który zostaje rozświetlony dzięki poznaniu podopiecznych jednego z sierocińców dla magicznych dzieci. "Dom nad błękitnym morzem" to przepiękna opowieść o tolerancji zarówno dla młodych czytelników, jak i dla dorosłych, którzy tak jak Linus Baker mogą odkryć magię w najmniej spodziewanych miejscach.

"Jak mamy walczyć z uprzedzeniami, jeśli nie robimy nic, by je zmienić? Jeśli pozwalamy im się tylko zaostrzać, to jaki  to wszystko ma sens?"

Największymi atutami powieści są bohaterowie oraz jej klimat. Atmosfera budowana jest prostymi skojarzeniami - dobrze znany świat pana Bakera jest szary, monotonny i nudny; do tego zawsze spóźnia się jego autobus, a sąsiadka tylko narzeka. I choć Linus wmawia sobie, że jest szczęśliwy, bo żyje według przepisów, my jako czytelnicy wiemy, że nie jest to jego miejsce - dopiero będzie musiał odkryć swój dom; miejsce w którym zawsze świeci słońce nawet jak niebo jest pochmurne - miejsce, w którym człowiek może być naprawdę sobą, gdzie otaczają go ludzie, których chce widzieć każdego dnia. Sierociniec na wyspie nawet ze swoimi sekretami wydaje się cudownym miejscem w porównaniu do mieszkania czy miejsca pracy urzędnika. Dopełnieniem są bohaterowie - bezduszni urzędnicy, żyjący według zasad, które jasno dzielą świat na czarno-biały i  mieszkańcy sierocińca - dzieci, pełne wyobraźni i beztroski, dbający o nie niczym najlepszy ojciec na świecie dyrektor oraz nimfa, opiekunka wyspy. Na przykładzie dzieci jasno rysuje się zniuansowanie świata - w czarno-białym świecie ugryzienie opiekunki jest jednoznacznie złe; w świecie pełnym niuansów okazuje się jednak, że to była reakcja obronna na bicie. Na papierze, w aktach dzieci są określone jako niebezpieczne, jednak czy takie muszą być w rzeczywistości? Ta powieść to piękna lekcja o tym, że nie należy oceniać kogoś po pozorach; że inność nie oznacza niebezpieczeństwa. Lekcja nie tylko odpowiednia dla młodych czytelników, ale i dla starszych, którzy jak dorosły Linus Baker muszą sobie czasem przypomnieć, że uprzedzenia rodzą nieporozumienia. Przemiana urzędnika jest świetnie ukazana i śledzenie jej naprawdę wciąga.

"Czasami - rzekł dyrektor - nasze uprzedzenia wpływają na nasze myśli nawet w chwilach, gdy najmniej się tego spodziewamy. Jeśli nauczymy się rozpoznawać te momenty i wyciągać z nich wnioski, możemy stać się lepszymi ludźmi."

Na wyróżnienie zasługuje także postać dyrektora sierocińca, który pełni rolę dobrego - choć wcale nie nieomylnego! - ojca. Arthur Parnassus jest troskliwy przewodnikiem dzieci i czytelników, a prawie każdą jego wypowiedź można oprawić w ramkę i powiesić na ścianie - są to proste sentencje o tolerancji, walce z uprzedzeniami, trosce o innych. Tak jak cała powieść, są to proste stwierdzenia o jasnym przekazie, co wcale nie odbiera im mocy. Wszak całym przesłaniem książki jest odnajdywanie magii, dobra, piękna w małych rzeczach i innych ludziach. 

"Liczą się małe rzeczy. Drobne skarby, które znajdujemy, nic nie wiedząc o ich pochodzeniu. A one zjawiają się  z najbardziej nieoczekiwanych momentach."

Nie będę ukrywać, że "Dom nad błękitnym morzem" to rodzaj literatury jaką kocham całym sercem. Literatury magicznej w swej prostocie, otulającej, która i wzrusza, i bawi. Jest pełna wartości, które przekazane są w czarujący sposób. To powieść, do której można wielokrotnie wracać - by poprawić sobie humor, by odkryć w niej coś nowego - kolejny drobny skarb ukryty w niepozornej linijce, jak chociażby tej rozmowie o tym, żeby nie przejmować się uszkodzeniem jakiegoś przedmiotu:

"- (...) Czasami rzeczy się łamią albo zarysowują, ale wciąż mogą nam dobrze służyć.
- Myślę, że dodaje im to charakteru - rzekł Linus. - I pozwala nam przywoływać wspomnienia."

To niby niepozorne zdanie, ale dla mnie jest ważną lekcją, dzięki której żyje mi się lepiej - przy nowym domu człowiek potrafi się tak przejmować drobną plamą na ścianie lub rysą na panelu. Czy to ma jednak znaczenie w prawdziwym domu, który nie jest zbudowany z rzeczy i materiałów budowlanych ale miłości i wspomnień? Taką właśnie powieścią jest "Dom nad błękitnym morzem"; pełną oczywistości, o których ciągle zapominamy, pozwalającą nam się zatrzymać i odnaleźć spokój. Oraz odrobinę magii w najmniej spodziewanych miejscach!

TJ Klune "Dom nad błękitnym morzem" (2020)
Polskie wydanie: You&YA oraz Papierowy Księżyc (2022)
Tłumaczenie: Justyna Szcześniak


 


„Jesteśmy srebrnym ludem, Mongołami. Kiedy będą cię pytać, powiesz im, że nie ma już plemion. Powiesz, że stałem się chanem morza traw i takie właśnie przybrałem imię: Czyngis. (…) Noszę imię Czyngis i wkrótce nadejdę."

„Narodziny imperium” to otwierający tom monumentalnego cyklu historycznego „Zdobywca” o niezwyciężonym przywódcy Mongołów. Czyngis-chan (Dżyngis-chan) to imię, które słyszało wielu – ale co tak naprawdę wiemy o założycielu imperium mongolskiego? Jego losy świetnie przybliża Conn Iggulden  - choć trzeba mieć na uwadze, że jego cykl „Zdobywca” to powieść i Autor pozwolił sobie na pewne drobne zmiany w życiorysie tej postaci historycznej czy chociażby uprościł imiona bohaterów. Wszystkie te zmiany mieszczą się jednak w konwencji gatunku, przedstawiając wydarzenia w możliwe barwny sposób z jednoczesną dbałością o realia historyczne.

Jak przystało na rozbudowany cykl o imperium mongolskim, pierwszy tom przedstawia przemianę chłopca o imieniu Temudżyn w „chana morza traw”. Opowiedzenie o losach Czyngis-chana od momentu jego narodzin służą nie tylko nakreśleniu sylwetki przywódcy imperium, ale także są okazją do przedstawienia zwyczajów panujących w plemionach koczujących na stepach. Ten kontekst, nakreślenie panujących tam warunków – nie sprzyjających szlachetności – jest bardzo ważny. Ciężko jest polubić bohaterów tej powieści, gdyż są bezwzględni – i nawet ceniąc plemię/rodzinę najbardziej na świecie, są gotowi zabić własnego brata, jeśli ten zagraża dobru ogólnemu. Trudno jest się zatem zżyć z Temudżynem i kibicować mu jako protagoniście – a jednocześnie nie sposób oderwać się od jego historii jako opowieści najpierw o przetrwaniu, a potem o realizowaniu większego celu, jakim jest zjednoczenie Mongołów. Młody Czyngis-chan wyróżnia się wśród swoich rówieśników, ale nie staje się wodzem z dnia na dzień: przechodzi niezbędną przemianę, zahartowany przez tragiczne wydarzenia.

„Wydawało mu się, że ma lekką gorączkę, zmusił się jednak, by iść dalej, choć serce na przemian waliło dziko, to znów słabo trzepotało. Pomyślał, że to właśnie czyniło go Wilkiem. Nie strach ani żal, tylko przekonanie, że musi dopaść wroga.”

O ile początek powieści nieco mi się dłużył, a „beztroskie” dzieciństwo Temudżyna – przez „beztroskie” w tym przypadku mam na myśli konne wyścigi dzieci czy polowanie na orła – wydawały się pozbawione jakiegoś „fabularnego” celu. Z perspektywy całości widzę jednak, że miały na celu nakreślenie charakteru postaci, stanowiły podwaliny do nakreślenia jego przemiany. Warto więc „przebrnąć” przez ten początku – potem już nie sposób się oderwać, bo losy młodego Czyngis-chana i jego braci są naprawdę fascynujące!

Jeśli miałabym określić tę powieść jednym słowem, nazwałabym ją szorstką. Szorstkie są postacie i relacje między nimi, tak jak jurty w którym przyszło im żyć. Szorstki jest także sam język – brak tutaj literackich popisów, a niektórym zdaniom przydałoby się nieco wygładzenia. Moim zdaniem wszystko to jednak idealnie pasuje do klimatu powieści i realiów historycznych, w których jest osadzona. Ostrzegam jednak miłośników historycznych romansów, dla których przeszłość stanowi tło dla opowieści o wielkiej miłości – to nie jest ten typ książki. Niektóre sceny potrafią być dość brutalne, choć Autor unika szczegółowych opisów ran. Osobiście drażniło mnie na początku podejście do kobiet – sprowadzonych do ról matek/żon lub zdobyczy, jeśli pochodziły spoza plemienia – ale znów, to oddanie pewnych realiów! Powieści czy filmy historyczne przyzwyczaiły nas do bardziej wyidealizowanego wizerunku przeszłości. Pod tym względem szczególnie zapadła mi w pamięć scena, w której bliska Temudżynowi kobieta stała się ofiarą przemocy seksualnej – wtedy mężczyzna zdał sobie sprawę, że już nie będzie tak samo, że takie wydarzenie na zawsze zmieni bliską mu osobę.

„Popędził konia i puścił się cwałem przez pusty kraj, a w jego głowie kłębiły się przyjemne myśli o płonących namiotach i jękach wrogów.”

Należy docenić, że Autor przygotowując się do napisania tego cyklu spędził czas wraz z mongolskimi koczownikami; da się to wyczuć w tej powieści. Nie odnosi się dzięki temu wrażenia, że pisze on z wyższością białego człowieka o "dzikim ludzie", czy przeciwnie z orientalną fascynacją. Zamiast oceny postaw, przedstawione zostały warunki, w których przyszło dorastać Temudżynowi. Bardzo podobało mi się odkrywanie zwyczajów koczowników - co oczywiście może nie odpowiadać osobom, które preferują pędzącą akcję nad opisy :)

„Pamiętajcie jedno, gdy będziecie opowiadać swym dzieciom, że walczyliście u boku synów Jesügeja. Jest tylko jedno plemię i jedna ziemia, która nie zna granic.”

"Narodziny imperium" to świetna powieść historyczna, która oferuje wszystko co lubię w tym gatunku. W dodatku sam temat koczowniczych plemion i Czyngis-chana jest szalenie interesujący! Doceniam przede wszystkim dbałość o realia historyczne i brak niepotrzebnego romantyzowania. To naprawdę dobra książka, choć na pewno nie dla wszystkim - jestem sobie w stanie wyobrazić, że kogoś może zwyczajnie wynudzić - to raczej nie jest powieść dla osób, które przede wszystkim lubią czytać o rodzącym się uczuciu lub pałacowych intrygach - choć i jedno, i drugie jest na kartach "Narodzin imperium", jednak we wspominanej przeze mnie "szorstkiej" odsłonie. Jestem niezwykle ciekawa co przyniesie drugi tom!

Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes