Pani Papierek

  • Home
  • Książkach
    • Azjatyckie
    • Naukowe
    • Gatunkowe
      • Fantastyka
      • Kryminał
  • Filmach
  • Korei
    • 한국어
    • Ciekawostki
  • Instagram
  • Współpraca

 


Są takie powieści, które od pierwszych stron wciągają nie tylko fabułą, ale także klimatem — tym gęstym, dusznym napięciem, które podpowiada, że w murach elitarnej szkoły dzieje się coś dużo mroczniejszego, niż chcieliby przyznać jej uśmiechnięci uczniowie i eleganccy nauczyciele. Ptaki w klatce właśnie takie są. Od początku czuć, że to historia o czymś więcej niż jednym konkretnym przypadku zaginięcia — zastanawiamy się czemu nauczyciele bagatelizują sprawę, czemu koledzy kłamią na temat znajomości z dziewczyną, a i nasza główna bohaterka, nowa uczennica, skrywa tajemnice. Jednak na rozwiązanie przyjdzie poczekać — Ptaki w klatce to powieść rozwijająca się powoli, wymagająca cierpliwości, by dojsc do jej sedna — choć znając brutalną rzeczywistość, można się domyślić w jakim kierunku to pójdzie. 

To powieść, która wpisuje się w klasyczną „dark academia” z nową dziewczyną w elitarnej szkole, jednak zamiast młodzieżowych tematów związanych z pierwszą miłością i szkolnymi przyjęciami (tak typowymi dla YA)  z każdą kolejną stroną odkrywa, że chodzi o coś znacznie poważniejszego — o przemoc strukturalną, o głęboko zakorzeniony rasizm i mizoginię, o kulturę gwałtu i o milczenie, które niszczy życie kolejnych pokoleń dziewcząt. Czy tytułowym Ptakom w klatce uda się uwolnić i wywalczyć prawdę?

Mrok w szkolnych murach

Uwielbiam motyw „new girl in a private school” i tutaj autorce udało się wyciągnąć z niego absolutnie wszystko, co najlepsze. Razem z główną bohaterką zagłębiamy się w szkolne życie, panujące tam struktury oraz tajemnice. Sade Hussein — czarna, muzułmańska dziewczyna, która doświadczyła więcej tragedii niż niejeden dorosły — trafia do Alfred Nobel Academy, miejsca luksusowego, prestiżowego… ale także gnijącego od środka. Sama również skrywa mroczną przeszłość — przerzucając kolejne strony chcemy zatem zarówno poznać Sade, jak i rozwiązać napotykane przez nią zagadki. Autorka podkręca jeszcze na początku atmosferę, sugerując, że Sade jest przeklęta, a ludzie naokoło niej giną. 

Przemówiło do mnie, że Faridah Àbíké-Íyímídé daje nam czas, żeby poczuć atmosferę tej szkoły: lekcje, dormitoria, kliki popularnych uczennic, rządzący wszystkim chłopcy z sekcji pływackiej, nauczyciele z autorytetem aż nazbyt podejrzanym. To dark academia w najlepszym wydaniu: skrywająca nie tylko kryminalną zagadkę, ale także skupiająca się na środowisku szkolnym i  naukowych dyskusjach, toczonych w feministycznym ujęciu (np: interpretacje Makbeta) — dzięki czemu szkoła nie jest wyłącznie pretekstowym miejscem akcji. Bardzo to lubię, bo dark academia daje możliwość nie tylko prowadzenia kryminalnej zagadki pełnej suspensu, ale także szerszych rozważań filozoficzny, moralnych wokół tematów związanych z lekcjami bohaterów  — nawet za cenę tempa akcji.

A kiedy znika współlokatorka Sade, Elizabeth, robi się naprawdę niebezpiecznie i książka, warstwa po warstwie, niespiesznie, odkrywa kolejne jakże przerażające przez swoją realność tajemnice. Czy przywileje pozwalają zamieść każdą zbrodnię pod dywan? Czy pod warstwą elitarności skrywa się przemoc? Czy system potrafi zadbać ofiary, a może liczy się sama reputacja?

Siła relacji

Ptaki w klatce to nie tylko powieść o opresyjnym systemie, w którym tak naprawdę trzeba walczyć o przetrwanie należąc do mniejszości. Autorka przeciwstawia temu siłę płynącą ze wspólnoty. Samotnie człowiek często skazany jest na porażkę, zaś przyjaźń, wsparcie drugiej osoby może budować. Od początku autorka poświęca wiele miejsca na budowanie relacji. Sade, sierota, ucząca się w domu postrzega udanie się do prestiżowej szkoły z internatem jako szansę na wyrwanie się z klatki samotności. Napotyka tam oczywiście inne, bardzo poważne problemy — ale nie musi być w tym sama. 

Poświęcenie czasu na budowanie relacji — od tych platonicznych do bardziej romantycznych — znów spowalnia akcję. Jednak dla mnie stanowi niezwykle ważny fundament tej powieści. To właśnie relacje — przyjaźnie, zaufanie, powolne budowanie więzi — niosą tę historię, będąc jej sercem.

Słowem podsumowania

Ptaki w klatce to powieść, która długo dojrzewa — niespieszna, gęsta, stopniowo zaciskająca pętlę wokół bohaterów i czytelnika. Im głębiej w nią brniemy, tym wyraźniej widzimy, że nie jest to tylko historia o zniknięciu uczennicy ani kolejna szkolna zagadka do rozwiązania. To literackie rozprawienie się z systemem, który uczy dziewczęta milczenia, wstydu i strachu, a jednocześnie opowieść o sile więzi, które mogą ocalić, nawet jeśli świat wokół pęka w szwach.

Faridah Àbíké-Íyímídé stworzyła mroczną, poruszającą i boleśnie aktualną powieść, która pokazuje, że dark academia może być czymś więcej niż klimatem — może być narzędziem do mówienia o przemocy i mizoginii i o tym, jak bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, by przetrwać. Jeśli szukacie historii powolnej, budowanej na emocjach i relacjach, historii, która dusi atmosferą, ale jednocześnie niesie w sobie promień solidarności — Ptaki w klatce będą lekturą dla Was. Polecam zwłaszcza tym, którzy kochają dark academia z feministycznym pazurem, którym nie przeszkadza powolne tempo, wynagradzane złożonością bohaterów — oraz wszystkim, którzy chcą przeczytać opowieść ważną, stanowiącą głos pokolenia "ptaków", które chcą się wyrwać z klatki milczenia. 



 


Holly Jackson odniosła sukces z "Przewodnikiem po zbrodni według grzecznej dziewczynki po zbrodni", jednak przy "Ocalało pięciu" pokazała, że potrafi od tego sukcesu się odciąć i napisać młodzieżowy thriller w zupełnie innym stylu. Tym razem zamiast bystrej nastolatki z nosem do rozwiązywania małomiasteczkowych zbrodni, Holly Jackson zabiera nas w przerażającą podróż kamperem, gdzie ekstremalna sytuacja - znalezienie się w pułapce - wystawi nastolatków na próbę człowieczeństwa. Cała powieść rozgrywa się w ciągu ośmiu godzin, wewnątrz zepsutego kampera, w którym sześcioro przyjaciół utknęło w szczerym polu — pod czujnym okiem snajpera.

Holly Jackson w pełni wykorzystuje ograniczenia tego pomysłu, zamieniając fizyczny brak ruchu w motor narracji. Książka czerpie energię z formuły uwięzienia w czterech ścianach (tutaj na przestrzeni dziewięciu i pół metra kampera): brak ucieczki, brak przeskoków w czasie, brak wytchnienia. Każdy trzask wewnątrz pojazdu i każdy cień poza zasięgiem reflektorów może oznaczać niebezpieczeństwo. Napięcie nie słabnie ani na moment, a bohaterowie — i czytelnik — trafiają do psychologicznego tygla. Dużo tutaj dialogów i wewnętrznych monologów głównej bohaterki, Red - które co prawda mogą nieco nużyć w środkowej części, jednak moim zdaniem dobrze oddały duszną atmosferę znajdowania się w ekstremalnej sytuacji, która z jednego zrobi potwora, a innego skłoni do wycofania się i skupienia na wzorze zasłonek. Choć początek potrzebuje trochę rozpędu to od momentu utknięcia w zamknięciu nie mogłam oderwać się od książki, a sam finał okazał się bardzo nieprzewidywalny!

Strach w zamknięciu

Umieszczenie całej akcji w kamperze w ciągu jednej nocy to odważny wybór, ale Jackson wykorzystuje klaustrofobiczne otoczenie na swoją korzyść. Kamper to nie tylko tło – to tykająca bomba, która wymusza konfrontacje i wyznania, które w innych okolicznościach nigdy by nie wypłynęły. Ograniczona przestrzeń i upływający czas wzmacniają każde słowo, każde kłamstwo, każdy moment paniki. Wiemy, że ktoś skrywa tajemnicę - a jednocześnie bohaterowie w desperacji szukają możliwości ucieczki. Czy nastąpi moment, w którym ktoś się złamie i wyjawi sekret, by ocalić życie przyjaciół? I czy na końcu pozostaną przyjaciółmi - gdy ekstremalna sytuacja ukaże ich prawdziwe oblicza?

Jak w poprzednich powieściach Jackson, intryga jest precyzyjnie skonstruowana. Wskazówki pojawiają się w odpowiednich momentach, fałszywe tropy podrzucane są w idealnym rytmie. Zagrożenie zewnętrzne to tylko połowa napięcia — druga połowa rodzi się z powolnego, nieuchronnego rozpadu zaufania między przyjaciółmi. Ograniczona przestrzeń potęguje wagę każdego kłamstwa i zdrady.

Mocne strony powieści bywają też jej słabością. Prowadzenie akcji w czasie rzeczywistym, choć wciągające, czasem odbiera miejsce na pogłębienie emocji — pewne wątki emocjonalne pozostają powierzchowne, a niektóre odkrycia fabularne pojawiają się wręcz mechanicznie. Kilka postaci zaczyna jako dobrze znane archetypy (porywczy, mózg grupy, mediator), choć Holly Jackson stara się je stopniowo komplikować. Finałowy zwrot akcji może czytelników podzielić - jedni uznają go za pomysłowy, inni za zbyt wydumany. 

Zło wewnątrz grupy

To, co podobało mi się najbardziej w tej powieści to narastający konflikt w grupie. Czający się na zewnątrz snajper schodzi na dalszy plan wobec tego, co dzieje się we wnętrzu kampera. Holly Jackson ma talent do pisania nastolatków, którzy brzmią autentycznie, a nie jak dorośli wcielający się w młodzież. Red i Oliver wyróżniają się jako postaci szczególnie fascynujące, zwłaszcza Oliver, którego rosnące złowrogie zachowanie stanowi mroczne odbicie zewnętrznego zagrożenia w postaci snajpera - ostatecznie największym zagrożeniem jest znalezienie się poza kamperem, a taką decyzję mogą podjąć jedynie osoby wewnątrz. Czy zdecydują się na wyrzucenie jednego z przyjaciół "na pewną śmierć?". To, jak Jackson bada traumę, poczucie winy i instynkt przetrwania poprzez tych bohaterów, jest po prostu genialne. 

Dynamika grupy to kolejny mocny punkt – wrzuceni w niewyobrażalną sytuację bohaterowie zmieniają sojusze, sekrety wychodzą na jaw, a zaufanie rozpada się w czasie rzeczywistym. Obserwowanie, jak ci ludzie zmieniają się pod presją, jest bardziej fascynujące niż sama zagadka.

Słowem podsumowania...

Największą siłą "Ocalało pięciu" jest atmosfera. Jackson znakomicie oddaje pierwotny strach przed byciem ściganym i klaustrofobię uwięzienia, wzmacniając to paranoją związaną z brakiem zaufania do bliskich. To książka, którą można pochłonąć w jeden wieczór — nie dlatego, że jest lekka, ale dlatego, że została skonstruowana tak, że przerwanie lektury grozi utratą budowanego napięcia. Może nie ma  śledczej złożoności "Przewodnika po zbrodni...", ale zagadka nie stanowi tutaj motora napędowego narracji. Choć początek może wydawać się nieco powolny, gdy bohaterowie zostają zamknięci, zostajemy wynagrodzeni. Holly Jackson umacnia swoją pozycję jako autorka thrillerów YA, po którą trzeba sięgać, oferując historię, która jest zarówno opowieścią o przetrwaniu, jak i o sekretach, które ludzie skrywają – oraz o tym, jak daleko są w stanie się posunąć, by je chronić.

 


"Dziwne obrazki" autorstwa Uketsu to śmiałe i nowatorskie dzieło w gatunku kryminału, które kwestionuje tradycyjne konwencje narracji, stawiając wizualne wskazówki w centrum zagadki - a nie postać detektywa. Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się prosty: seria tajemniczych rysunków kryje klucz do rozwikłania wielowątkowej zagadki. Okazuje się jednak, że to misternie skonstruowane, intelektualnie stymulujące doświadczenie, które zaciera granicę między fikcją a śledztwem - jako czytelnicy dostajemy wszystkie wskazówki na obrazkach i  możemy się immersyjnie zaangażować w rozwiązanie sprawy.

Uketsu czerpie z mistrzów japońskiego kryminału, którzy nie bali się wychodzić poza gatunkowe ramy jak Ranpo Edogawa, i stawia sobie za cel dotarcie do czytelników mniej przyzwyczajonych do tradycyjnych książek — łączy prostotę z głębią, podważa pewne oczekiwania i stawia na interakcję - tak ważny element kultury nowych mediów.

I ty możesz być detektywem

Wyjątkowość "Dziwnych obrazków" tkwi w interaktywności powieści. W przeciwieństwie do tradycyjnych kryminałów, gdzie poszlaki ukryte są w dialogach lub narracji, Uketsu umieszcza wszystko, czego potrzebuje czytelnik, bezpośrednio w ilustracjach. To sprawia, że lektura zamienia się w aktywne śledztwo – książka zaprasza od pierwszych stron czytelnika do wytężenia wzroku, by dostrzec każdą kreskę, cień i pozornie nieistotny detal. Efekt? Niepowtarzalne wrażenie, jakbyśmy nie tyle czytali powieść, co rozwiązywali skomplikowaną łamigłówkę logiczną i sami łączyli poszczególne wątki - co daje ogromną satysfakcję, nawet jeśli odkryjemy rozwiązanie przed końcem książki.

Minimalistyczna proza stanowi dyskretne tło dla wizualnych wskazówek, potęgując uczucie niepokoju. Styl Uketsu jest powściągliwy, momentami wręcz chłodny, co paradoksalnie wzmacnia psychologiczne napięcie kryjące się pod powierzchnią. Przedstawione zbrodnie to nie tylko intelektualne zagadki – niosą ze sobą emocjonalny ciężar, a subtelność, z jaką autor odsłania motywacje i konsekwencje, zasługuje na uznanie. Jest coś bardzo japońskiego w tej pozornej emocjonalnej powściągliwości, która kumuluje się do momentu "cichego" wybuchu w postaci makabrycznych zbrodni. Choć pozbawiona sentymentalizmu, książka uchwyca samotność, poczucie winy i desperację, które często poprzedzają przemoc. Ten psychologiczny realizm nadaje łamigłówkom głębi — nie są one tylko intelektualnym wyzwaniem, ale też ludzką tragedią.

Triumf struktury, choć nie bez powtórzeń
"Dziwne obrazki" wciągają także strukturą. Punkt wyjścia jest zwodniczo prosty: zbiór pozornie niepowiązanych ilustracji, z których każda wiąże się z własną małą tajemnicą. Ale z czasem zaczyna wyłaniać się szersza narracja — sieć powiązanych ze sobą zbrodni, motywów i oszustw, ukrytych na widoku. Każdy rozdział poświęcony jest innemu obrazkowi, innej tajemnicy - ale jako czytelnicy domyślamy się, że w jakis sposób się łączą, co znów zachęca do wysilenia szarych komórek i snucia teorii.
Niestety pełna satysfakcja płynąca z interaktywności i immersyjności jest nieco zaburzona przez powtarzalność niektórych informacji oraz nadmierne wyjaśnianie. Uketsu jakby nie do końca ufa inteligencji czytelnika. Tutaj muszę przyznać, że Ranpo Edogawa znacznie lepiej radził sobie z wplataniem wyjaśnień w fabułę tak, żeby czytelnik zrozumiał, a jednocześnie nie czuł się jak dziecko, któremu trzeba wszystko wyjaśnić i powtórzyć. Te nadmiernie szczegółowe podsumowania w "Dziwnych obrazkach", choć mogą być pomocne dla osób czytających w biegu, nieco osłabiają satysfakcję płynącą z samodzielnego dochodzenia do rozwiązania. Elegancja minimalizmu zostaje tu nieco zachwiana, gdy każda nitka fabularna zostaje zawiązana po dwa razy, a powieść niepotrzebnie wydłużona.

Mimo to finał jest niezwykle satysfakcjonujący. To, jak wszystkie wątki splatają się w końcowych partiach, świadczy o pieczołowitości Uketsu. Odsłonięcie tajemnicy nie tylko wydaje się zasłużone – wręcz nieuniknione, jakby rozwiązanie od początku czekało na odkrycie. Dzięki temu ten niesmak związany z powtórzeniami i nadmiernym wyjaśnianiem odchodzi w zapomnienie. 

Słowem podsumowania...

"Dziwne obrazki" to nie tylko kryminał – to eksperyment literacki, który pyta: ile poszlak może kryć się na prostym obrazku? Okazuje się, że zaskakująco dużo. Choć momentami zbyt przewidywalny w wyjaśnieniach, całość jest tak świeża i wciągająca, że drobne niedociągnięcia łatwo wybaczyć. Powieść ma w sobie coś z "Domu z liści" (choć na dużo mniejszą skalę eksperymentu) - obie książki zapraszają czytelnika do aktywnego udziału. Czytanie "Dziwnych obrazków" sprawiło mi ogromną frajdę - szczególnie w tych fragmentach, w których przedstawiane są wskazówki. Ile to czasu człowiek spędził wpatrując się w obrazki i szukając rozwiązań nim przeszedł do przeczytania wyjaśnień! "Dziwne obrazki" to lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników łamigłówek - którzy chcą się sprawdzić w roli detektywa-amatora. Uketsu daje nam wszystkie poszlaki na tacy, a i tak finałowe rozwiązanie potrafi zaskoczyć!

 


Już dawno nie wciągnęłam się w żadną książkę tak, jak w "Czarcie ziele", co przypomniało mi co wyróżnia dobry kryminał: powinien być nieodkładalny. Powieść Jill Johnson to mistrzowsko skonstruowany thriller, który splata botaniczną fascynację z dreszczowcem pełnym ostrych zwrotów akcji. Ta historia jest równie odurzająca, jak śmiertelne rośliny, które tak plastycznie opisuje – od ekscentrycznej bohaterki po intrygę, ta powieść wyróżnia się w gatunku: jest piekielnie inteligentna, zaskakująco edukacyjna i niemożliwa do odłożenia. Na uznanie zasługuje także to, że autorka pozostawiła nam odpowiednią ilość tropów, by samemu rozwiązać zagadkę - i to nawet krok przed bohaterką - co wcale nie odebrało przyjemności z czytania. Osobiście nie lubię kryminałów, które nam czytelnikom nie dają żadnych szans, nie zostawiają nam nawet minimalnych poszlak. Nie tylko śledztwo, ale przede wszystkim postać samotnej botaniczki, której dobre imię został zszargane napędza powieść - od pierwszych stron jesteśmy ciekawi przeszłości profesor Rose, chcemy poznać jej namiętności i pasję, by w końcu wraz z nią rozwiązać sprawę.

Fabuła, która elektryzuje

Punkt wyjścia fabuły przypomina klasyk kina suspensu, czyli "Okno na podwórze" (1954) Alfreda Hitchcocka. W filmie uziemiony na wózku bohater z nudów podgląda sąsiadów, by ujrzeć sceny, które mogą sugerować zbrodnie. Do końca jednak nie wie, czy mu się tylko nie wydawało. W powieści "Czarcie ziele" jest jednak dużo ciekawiej - nie ujmując nic mistrzowi suspensu. Bohaterka podgląda innych z poczucia samotności i wyobcowania, aż trafia na niezwykle piękną sąsiadkę, która zaczyna ją fascynować. Obserwując fragmenty jej życia profesor Rose zauważa wielu niebezpiecznych mężczyzn (a może tak tylko ich ocenia, sama będąc nią zainteresowana?), kręcących się wokół sąsiadki - do dnia kiedy dziewczyna znika.  Od tego momentu akcja nabiera zawrotnego tempa. Rozpoczyna się misterny taniec: fałszywe tropy, kradzieże rzadkich, trujących roślin z ogrodu botaniczki, zwłoki uśmiercone znajomą toksyną. W miarę jak ktoś niszczy jej cenny ogród, a przeszłość wychodzi na jaw, profesor Rose wpada w sidła policyjnego śledztwa. Czy jest narratorem niewiarygodnym, nieświadomym pionkiem w grze, czy niewinną ofiarą manipulacji? Johnson trzyma w napięciu aż do ostatniej, wybuchowej sceny - a my jako czytelnicy doskonale się bawimy. 

Niepokorna, niezapomniana protagonista

Główna bohaterka - profesor Eustacia Rose to fenomenalna postać. Ma w sobie coś z Sherlocka Holmesa, choć we współczesnym wydaniu: jej geniusz dorównuje jej społecznej niezręczności. Gdy ją poznajemy wiemy, że z jakiegoś powodu utraciła swą reputację i straciła pracę na uniwersytecie - mimo ogromnej wiedzy na temat toksycznych roślin. Ponadto żyje w izolacji i żałobie po zmarłym ojcu, pocieszenie odnajdując jedynie w rutynie zajmowania się swym niebezpiecznym ogrodem. 

 Eustacia to oryginalna, niesztampowa bohaterka –  neuroatypowa, jawnie obsesyjna i w tym wszystkim absolutnie urzekająca. Jej fascynacja truciznami nie jest czysto akademicka; sięga głębiej, w rejony żałoby, zemsty i rodzinnych tajemnic. Ocenia ludzi porównując ich do roślin - oczywiście tych niebezpiecznych. Chociaż może być niewiarygodną narratorką, może być podejrzaną - to od samego początku czytelnik kibicuje tej "dziwnej" kobiecie w męskim garniturze jej ojca. Choć w dużej części społeczeństwa wzbudza ona politowanie - w czytelniku wzbudza sympatię.

Botanika jako bohater


Obok fascynującej Eustacii Rose, botanika stanowi jeden z największych atutów powieści. Nie stanowi ona jedynie tła, ale istotny element historii - a także tożsamości naszej bohaterki. Z ksiązki dowiadujemy się wiele o toksycznych roślinach - ale nie w formie nudnego wykładu. Wiedza ta została przefiltrowana przez fascynację naszej botaniczki - i jestem pewna, że po lekturze wiele osób spojrzy na otaczające nas rośliny inaczej.

Reprezentacja 


Na uwagę zasługuje także naturalne i niewymuszone wplecenie w fabułę reprezentacji osób LGBTQ+ oraz neuroatypowych. Jest tu sporo autentyzmu w portretowaniu Eustacii, bez queerbaitingu. 

Słowem podsumowania...

„Czarcie ziele” to thriller z najwyższej półki – inteligentny, świeży i zaskakująco wielowarstwowy. Jill Johnson udowadnia, że można połączyć literacką jakość z gatunkową przyjemnością, oferując czytelnikom nie tylko wciągającą intrygę, ale też nieoczywistą bohaterkę i pasjonującą lekcję botaniki. To opowieść o obsesji, wyobcowaniu i sile wiedzy, która – podobnie jak trucizna – może leczyć lub zabijać. Dla miłośników kryminałów, w których równie ważna co zagadka jest psychologia i styl, to pozycja obowiązkowa. A Eustacia Rose? Taka bohaterka zostaje w pamięci na długo po zamknięciu książki, zapadając w pamięć niczym Sherlock Holmes, panna Marple czy Hercules Poirot. 

 


"Toast dla odważnych" to debiutancka powieść, która w założeniu miała łączyć popularne motywy: elitarną szkołę, rozwiązywanie zagadek i grupę przyjaciół związanych "na śmierć i życie". W efekcie otrzymaliśmy coś na kształt "dark academia spotyka Scooby-Doo", z naciskiem na amatorskich detektywów, a nie na klimat grozy. Książka okazała się dla mnie zbyt młodzieżowa – brakowało suspensu, głębszej charakterystyki bohaterów i prawdziwego napięcia wokół zbrodni. Myślę jednak, że czytelnicy w sugerowanym przedziale wiekowym (15+) mogą być bardziej wyrozumiali.


Powieść ma niewątpliwą lekkość (paradoksalnie, jak na temat seryjnego mordercy) i ciekawy pomysł, ale wykonanie pozostaje powierzchowne. Autorka wykazuje potencjał, jednak jako dorosła czytelniczka czułam niedosyt.

Pretekstowa elitarna akademia

Muszę przyznać, że początek powieści jest naprawdę dobry. Towarzyszymy Valentinie, która została wybrana jako uczennica prestiżowej i tajemniczej szkoły. Autorka nie wyjaśnia jednak czemu Valentina i  inne postacie trafiły do szkoły - i co w zasadzie ta placówka oferuje.

Akademia jest tutaj pretekstem, aby zamknąć bohaterów i odciąć ich od świata: według zasad uczniowie zostają pozbawieni dostępu do telefonów czy komputerów, nie mogą także opuszczać murów placówki. W ten sposób o dziejących się w mieście zbrodniach dowiadują się z przemyconych gazet - a swoich spostrzeżeń nie mogą na bieżąco konfrontować z dochodzeniem policji. W zamyśle jest to świetny pomysł, ale trzeba go dobrze umotywować. Zabrakło mi nakreślenia pewnej tożsamości, specyfiki szkoły, która sprawiałaby, że uczniowie zgadzają się na odcięcie od świata. Na plus warto odnotować, że Autorka nie zapomina o tym, że jej bohaterowie to uczniowie - a na drodze ich śledztwa czasami stają lekcje.

Detektywi-amatorzy

Fabuła powieści kręci się wokół motywu, który osobiście uwielbiam: rozwiązywania zagadek przez grupę przyjaciół. Tak jak w wielu przygodowych opowieściach tego typu dorośli zawodzą i to dzieciaki muszą wykrzesać z siebie odwagę, by stawić czoła złu.

Kluczowe w takich opowieściach jest stworzenie pewnej atmosfery zagrożenia. Nie oznacza to wcale dodawania brutalnych, opisowych scen - musimy jednak czuć, że badając sprawę nasze postacie pchają się tam, gdzie nie powinny być i może za to spotkać ich kara znacznie gorsza niż szlaban. To udało się w tej powieści jedynie połowicznie. Niby mamy takie sceny, w których młodzi uczniowie stają twarzą w twarz z zagrożeniem, ale konsekwencje wydają się zbyt błahe, by naprawdę obawiać się o ich życie. W konsekwencji zagrożenie jest jedynie iluzoryczne i przez to nie buduje napięcia.  

Wiąże się to z największym problemem tej powieści - zagadkowymi zbrodniami. Niewiele o nich wiemy, poza tym, że odbywają się według pewnego schematu, który prowadzi do szkoły. Teoretycznie wisi nad uczniami widmo, że któryś z nich będzie następny na liście  - i w tym momencie Autorka wyprowadza akcję poza szkołę. To ogromnie zmarnowany potencjał budowania napięcia opartego nad odcięciu, zamknięciu. 

W samej zagadce za mało jest poszlak, jest za mało intrygująca, by naprawdę napędzać akcję. Na minus działa tutaj także nieco zbyt szybkie tempo - książka jest zwyczajnie za krótka, by wejść głębiej w motywacje, relacje i wątki. Cierpi na tym także kreacja bohaterów - wszystkie te elementy wydają się zbyt pobieżne, nie mają czasu, by się odpowiednio rozwinąć. 

Całość wynagradza zakończenie, które jest niezłe - chociaż zabrakło mi większego mylenia tropów po drodze, by rozstrzygnięcie naprawdę zaskakiwało.

Słowem podsumowania...

"Toast dla odważnych" to powieść z potencjałem, który nie zostaje jednak w pełni rozwinięty. Kryminał z wątkami dark academia wymaga dreszczyku napięcia, a sama szkoła nie może pełnić jedynie funkcji tła. Książkę czyta się dobrze, bo jest napisana w lekki i przyjemny sposób, ale nie wywołuje większych emocji. Dla porównania czytając "Czarny staw" Roberta Ziębińskiego o grupce dzieciaków rozwiązujących zagadkę nawiedzonego stawu, miałam ochotę wznieść toast za odwagę, a przede wszystkim spryt bohaterów; tutaj tak nie miałam. Zabrakło mi głębi - w kreacji bohaterów czy motywacji zbrodniarza, a także w tworzeniu samej atmosfery. W ostatecznym rozrachunku "Toast dla odważnych" okazał się dla mnie powieścią zbyt infantylną, w której wątek kryminalny został słabo poprowadzony. Oczekiwałam po tej powieści więcej przygody, więcej zabawy i wodzenia mnie za nos.


  



"Cicho, we śnie" to jeden z kryminałów o weneckim komisarzu Guido Brunettim. Książki te można czytać niezależnie i w dowolnej kolejności - dla mnie "Cicho, we śnie" było pierwszą, ale z pewnością nie ostatnią książką Donny Leon! "Cicho, we śnie" należy do kategorii spokojnych kryminałów, pozbawionych epatowania przemocą. Zamiast tego dostajemy wnikliwego komisarza oraz Wenecję, miasto-bohatera powieści. Powieść łączy wnikliwą krytykę społeczną - w tym przypadku dotyczącą instytucji Kościoła - z bogatą, nastrojową atmosferą; przy czym krytyka ta jest naprawdę sprawnie wpleciona w fabułę i charakterystykę postaci. Co ciekawe, w tej powieści całkowicie pochłonęła mnie nie tyle sama zagadka, co Wenecja. Donna Leon z miejsca akcji uczyniła żywego, oddychającego bohatera – równie tajemniczego i złożonego jak sprawa, którą Brunetti musi rozwiązać. Przechadzanie się uliczkami, pływanie kanałami, opisy budynków - tworzą niezwykła atmosferę. 

Akcja powieści skupia się na dochodzeniu Brunettiego w sprawie podejrzanych zgonów starszych pacjentów w katolickim domu opieki, co od razu nasuwa pytania o moralność, władzę i instytucjonalną korupcję. To, co zaczyna się jako cicha sprawa, szybko zamienia się w labirynt sekretów, zmuszając Brunettiego do konfrontacji z niepokojącym splotem wiary i chciwości oraz widmem tajemniczej i bardzo potężnej kościelnej organizacji.

"Popatrzył na nią przekonany, że jednak stroi żarty, ale wyraz twarzy miała surowy, a nawet posępny.
- Wierzy pani, signorina, że coś może jej zagrażać?
- Nie jest to organizacja znana z miłosierdzia wobec wrogów.
- A uważa się pani za jej wroga?
- Zdecydowanie tak."

Proza Leon jest elegancka, ale bezkompromisowa – obnaża słabości zarówno jednostek, jak i systemów, unikając przy tym moralizatorstwa. Leon pisze o kontrowersyjnych tematach, takich jak korupcja we Włoszech czy w Kościele, ale nie w prowokacyjnym tonie; raczej uwydatnia pewne mechanizmy wpisując je nie tylko w śledztwo, ale także osobiste doświadczenie komisarza i jego rodziny. W ten sposób otrzymujemy ciekawe połączenie kryminału z krytyką społeczną – jednak bez nachalnego dydaktyzmu, za to z głębokim humanizmem.

Miasto jako bohater

Prawdziwą gwiazdą tej książki  jest Wenecja. Miasto zostało oddane z tak żywymi, namacalnymi szczegółami, że niemal czuje się wilgoć kamiennych alejek calli, słyszy plusk wody w kanałach i wyczuwa ciężar wieków obecny w każdej scenie. Wenecja Leon to nie pocztówkowe miasto dla turystów, ale miejsce pełne sprzeczności: piękne, lecz niszczejące, intymne, a jednak pełne tajemnic. Atmosfera jest tak sugestywna, że staje się odbiciem tematów powieści – to, co ukryte pod powierzchnią, często okazuje się mroczniejsze i bardziej złożone, niż się wydaje. W to wszystko zostaje wpleciona rodzina komisarza, z ich zwyczajami - ale także uprzedzeniami. 

Uczynienie z Wenecji jednego z bohaterów stanowi wyróżnik, dzięki któremu powieść zapada w pamięć. Zachwyca sposób, w jaki Leon wplata powolny, pełen tajemnic rytm miasta w samą tkankę opowieści. W powieści tajemnica rozwija się powoli i świadomie, zapraszając czytelnika do delektowania się podróżą, a nie do pogoni za rozwiązaniem. Dzięki temu wraz z komisarzem błądzimy uliczkami i zaglądamy do domów, szukając tajemnic ukrytych pod fasadą. Napięcie ma charakter psychologiczny, a nie sensacyjny, a cała powieść jest bardzo spokojna. Donna Leon przypomina nam, że największe dreszcze nie zawsze wywołują wybuchy przemocy, lecz raczej powolne, przerażające uświadomienie sobie, że zło może kwitnąć tam, gdzie najbardziej się go nie spodziewamy. Takim miejscem może być nawet katolicki dom opieki nad osobami starszymi, których tytułowe odejście "cicho, we śnie" może wiązać się z czymś więcej.

Komisarz jako przewodnik

Główny bohater to nie tylko komisarz, który ma na celu rozwiązać zagadkę - ale przede wszystkim przewodnik. Brunetti jest człowiekiem zasad, który porusza się w świecie często pozbawionym moralnych pewników. Jego inteligencja i głęboka humanistyczna wrażliwość czynią go idealnym przewodnikiem po moralnie niejednoznacznym świecie Leon. Postacie drugoplanowe, szczególnie jego wyrazista żona Paola i intrygująca Signorina Elettra, asystentka szefa Brunettiego, dodają opowieści ciepła i głębi. Obie kobiety nie boją się wyrażać swego zdania, stając się nieocenionymi "współpracowniczkami" Brunettiego. Postacie są autentyczne, takie z krwi i kości.

Słowem podsumowania...

"Cicho, we śnie" to więcej niż powieść detektywistyczna - to rozważania na temat "cichego zła", kryjącego się pod fasadą szlachetności. Powieść nie zamyka wszystkich wątków w klasyczny sposób, co niektórym czytelnikom może pozostawić niedosyt — jednak właśnie to nadaje jej autentyczności - opisywana korupcja przerasta ramy intrygi kryminalnej. O ile sama zagadka nie jest szczególnie porywająca, powieść wynagradza to atmosferą - a w szczególności uczynieniem z Wenecji żywego miejsca, a nie wyłącznie tła akcji.  Wenecja z kart powieści – piękna, ale skorodowana przez korupcję – staje się metaforą świata, gdzie nawet instytucje z pozoru święte kryją mroczne sekrety. Dla miłośników spokojnych kryminałów mocno osadzonych w pewnej lokalizacji to lektura obowiązkowa – najlepiej z mocnym espresso w ręku i wyobrażonym echem weneckich odgłosów za oknem.

Starsze posty Strona główna

ABOUT AUTHOR

안녕하세요! Z wykształcenia doktor nauk politycznych i magister filmoznawstwa, hobbistycznie zapalona czytelniczka! Zapraszam na bloga o książkach, filmach oraz Półwyspie Koreańskim - czyli moich największych pasjach!

Categories

  • abyssos 1
  • agora 2
  • akurat 2
  • albatros 4
  • artrage 2
  • azjatyckie 91
  • beYA 1
  • bliski wschód 1
  • Books4YA 4
  • chiny 11
  • ciekawostki 7
  • copernicuscenterpress 2
  • cyberpunk 1
  • czarna owca 1
  • czarne 3
  • czytelnik 1
  • dark academia 1
  • dark fantasy 7
  • dialog 8
  • dlaczemu 2
  • dolnośląskie 1
  • dystopia 4
  • esej 4
  • europa wschodnia 1
  • fabryka słów 115
  • fae 1
  • fantastycznyorient 18
  • fantastyka 188
  • filia 2
  • film 3
  • filtry 1
  • format 1
  • foxgames 1
  • galeriaksiążki 1
  • gra książkowa 1
  • gramatyka 3
  • groza 19
  • harde 1
  • healing novel 6
  • hi:story 1
  • horror 19
  • idiom 3
  • indie 5
  • indonezja 1
  • instagram 5
  • iyashikei 2
  • jaguar 2
  • japonia 36
  • kdrama 1
  • kirin 7
  • klasyka 1
  • komedia kryminalna 5
  • komiks 3
  • korea 45
  • koreański 9
  • kryminał 24
  • krytyka polityczna 1
  • książki 188
  • kwiaty orientu 2
  • literatura dziecięca 5
  • literatura młodzieżowa 30
  • literatura piękna 21
  • literatura podróżnicza 2
  • luna 1
  • marginesy 2
  • matronat 1
  • mitologia 2
  • mova 3
  • mustread 2
  • muza 5
  • naukowe 8
  • new adult 3
  • nonfiction 8
  • nowa baśń 14
  • nyks 1
  • obyczajowa 1
  • papierowyksiężyc 2
  • patronat 4
  • planetaczytelnika 1
  • podróżnicza 1
  • powieść gotycka 2
  • powieść historyczna 12
  • prószyński 5
  • przygodowa 1
  • recenzja 175
  • relacja 7
  • replika 4
  • reportaż 14
  • retelling 1
  • retrobuki 18
  • romans 7
  • romantasy 1
  • sensacja 2
  • sf 20
  • słownictwo 8
  • space opera 1
  • sqn 6
  • szczeliny 2
  • świat książki 1
  • tajfuny 1
  • tajwan 2
  • thriller 7
  • urban fantasy 15
  • uroboros 13
  • vesper 3
  • w.a.b. 5
  • warbook 9
  • weird fiction 1
  • weneedya 2
  • western 1
  • wielka litera 1
  • wietnam 1
  • wydawnictwo ix 1
  • wydawnictwo kobiece 1
  • wydawnictwo literackie 2
  • wydawnictwo mięta 7
  • Wydawnictwo Noir sur Blanc 1
  • wydawnictwo poznańskie 2
  • wydawnictwo spisek pisarzy 1
  • wydawnictwo wab 2
  • wydawnictwo wilga 1
  • wydawnictwonoca 1
  • wyszukane 1
  • yaponia 3
  • you&ya 15
  • youngadult 26
  • yumeka 6
  • zielona sowa 2
  • znak 13
  • zygzaki 1

Matronat

Matronat
Trylogia Hierarchia magii

Matronat

Matronat
Trylogia Magów szkła

POPULAR POSTS

  • Smocza perła - recenzja
  • Pięć małych świnek (recenzja)
  • Naturalista (recenzja)
  • Gwiazdy w łańcuchach
  • #retrobuki 2000-2009
  • Muzyka otchłani
  • Polka w Korei (recenzja)
  • Space Sweepers (승리호)
  • Bogowie otchłani
  • Koreańskie społeczeństwo - przewodnik po książkach
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu

Blog Archive

Ważne

Wszystkie zamieszczone tutaj teksty oraz grafiki są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej zgody.

FOLLOW ME @ INSTAGRAM

Gdzie mnie znaleźć

  • Instagram
  • Lubimy czytać
  • Goodreads

Featured Post

#retrobuki

Copyright © 2016 Pani Papierek. Created by OddThemes