Rzeźbiarka krwi
"Rzeźbiarka krwi" to dynamiczna, młodzieżowa fantastyka z ciekawym światem przedstawionym. Powieść wpisuje się w estetykę "silkpunku". Ten podgatunek łączy technologię z wpływami azjatyckimi - w odróżnieniu od steampunku, skupiającego się na rewolucji industrialnej i erze wiktoriańskiej, będącego ze swej natury dość europocentrycznym, silkpunk oferuje alternatywne spojrzenie na mieszanie się technologii i magii w duchu azjatyckim. W tym ujęciu istotny jest balans między nowoczesnością/technologią a naturą/tradycją. Oddaje to powieść "Rzeźbiarka krwi", w której ścierają się dwie szkoły medycyny: nowoczesna (jak na opisywane czasy), oparta o maszyny i tradycyjna, wykorzystująca niezwykły dar wpływania na ludzką anatomię poprzez dotyk i umysł. Opisywany na kartach powieści świat traktuje tytułowych rzeźbiarzy jako "wymierające zagrożenie"; osnute mitami i odchodzące w zapomnienie, jednocześnie wciąż budzące grozę. Główna bohaterka może być ostatnią uśmierzającą - jak w jej kulturze nazywano osoby obdarzone tym darem - która próbując uleczyć jedynego świadka zabójstwa, wplątując się tym samym w intrygę spod znaku "złapmy mordercę, zanim on nas odkryje". Osią fabularną w powieści jest zatem próba uleczenia i zagadka kryminalna, a tajemnicy dokłada obecność niezwykłego młodego dżentelmena. Jak przystało na powieść młodzieżową nie zabrakło i wątku romantycznego - ale połączonego z motywem kolonializmu/wykorzenienia z własnej kultury, co jest popularnym elementem "azjatyckiej" fantastyki. Nie jest to powieść specjalnie zaskakująca, ale elementy silkpunku dodają jej pewnej oryginalności. Całość czyta się bardzo przyjemnie, a końcówka zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.
"Rzeźbiarka krwi" wpisuje się idealnie w literaturę tworzoną przez osoby azjatyckiego pochodzenia, jak Tasha Suri czy Rebecca F. Kuang: pisząć fantastykę inspirowaną Azją, autorki te eksplorują złożoność tożsamości na styku kultur, często w połączeniu z motywem kolonializmu, ukrytego dziedzictwa kulturowego i przemocą. W przypadku Vanessy Le odnajdziemy echo doświadczenia wietnamskiej diaspory, ukształtowanej przez wojnę, migrację i utratę ojczyzny: główna bohaterka żyje poza granicami kraju przodków, który został najechany i zniszczony. Jej magia ma głębsze znaczenie - nie jest tylko zdolnością, ale nicią łączącą ją z spuścizną matki i babki; z tradycją, której nie doświadczyła bezpośrednio żyjąc poza granicami ojczyzny. Jej dar tworzy napięcie między przeszłością, a teraźniejszością, co zresztą świetnie współgra z motywem silkpunku i obecnością maszyn w świecie mało przyjaznym dla Nhiki. Dziedzictwo w formie magii jest dla niej zarówno błogosławieństwem, jak i ciężarem - naznaczając ją jako inną, obcą i niebezpieczną.
Jednocześnie powieści nie brakuje lekkości w sposobie, w jaki jest napisana. W odróżnieniu od książek wspomnianych Tashy Suri i R.F. Kuang, "Rzeźbiarka krwii" Vanessa Le zdecydowanie wpisuje się w literaturę młodzieżową (oznaczoną na okładce jako 15+). Oznacza to pewne uproszczenia - konflikt polityczny zostaje zaledwie zarysowany, a fabuła skupia się wokół bohaterki, jej osobistego doświadczenia. Intryga kryminalna jest łatwa do przewidzenia, ale nie oznacza to, że brakuje w powieści zaskoczeń - pod tym kątem naprawdę niezłe jest zakończenie. W powieści zdarzają się także pewne potknięcia, związane przede wszystkim z budowaniem napięcia wokół intrygi (po co planować jak kogoś wrobić i potem ten plan wprowadzać w życie, jak i tak kończy się to zwykłą konfrontacją na noże?), ale nie odbiera to wiele z ogólnej przyjemności czytania.
Poleciłabym "Rzeźbiarkę krwi" przede wszystkim tym, którzy nadal lubią fantastykę spod znaku YA, ze wszystkimi jej wadami i zaletami, ale szukają czegoś z dość oryginalnym systemem magicznym. Dla mnie fantastyka "azjatycka" ciągle ma w sobie pewną przewagę - obok rozrywkowej przygodowo-romansowej fabuły, dodaje ten element kulturowego rozdarcia, dotykając problemów związanych z przymusowym wykorzenieniem i próbą odnalezienia siebie. A autorka dodała do tego jeszcze jeden smaczek: medycynę i anatomię. Sprawia to, że "Rzeźbiarka krwi" to powieść intrygująca - połączeniem medycyny, maszyn i silkpunku, z odrobiną wietnamskiego folkloru. Chociaż można się trochę przyczepić - chociażby do kreacji głównej bohaterki, która początkowo wpada w pewne klisze naiwnej dziewczyny, czy do jednowymiarowości bohaterów pobocznych - to są to grzeszki, które jestem w stanie wybaczyć jeśli zagrała kreacja świata przedstawionego. Może nie wyrwała mnie z kapci, ale w trakcie czytania było mi ciężko się oderwać - chciałam zgłębić tajemnice uśmierzania i dowiedzieć się, czy bohaterce w końcu uda się znaleźć miejsce, do którego będzie przynależeć. Jest w tej książce coś, co przyciąga :)
Polskie wydanie: Uroboros
0 komentarze