Mój najlepszy Jin-su
Nie będę ściemniać: nie czytam raczej powieści obyczajowych, zakładając, że są nudne (może mój błąd?). “Mój przyjaciel Jin-su” był więc wyjściem poza strefę komfortu, wyborem jedynie ze względu na koreański element. I był to naprawę dobry wybór! Ta książka przekonała mnie, że:
- można w Polsce pisać książki z koreańskimi bohaterami, które nie wywołują ciar żenady
- Konwencja romansu może służyć opowiedzeniu ciekawej historii, w której miłość wcale nie gra pierwszych skrzypiec - chyba że mówimy o odkrywaniu miłość do siebie
UCIECZKA W MARZENIA
Przede wszystkim “Mój przyjaciel Jin-su” ma ciekawą fabułę. Śledzimy losy młodej kobiety na życiowym rozdrożu. Mimo talentu kobieta nie realizuje się jako malarka, tylko chodzi do nielubianej pracy. W jej życiu panuje rutyna, która ciągnie ją na dno, a jedynym kołem ratunkowym zdają się koreańskie seriale, zapewniające ucieczkę od nudy codziennego życia. Ina, nasza bohaterka, akurat wkręciła się w serial, który jeszcze bardziej rozpalił jej serce - koreańską opowieść o malarce, mającej szansę na sukces. Romantyczny scenariusz niczym z koreańskiej dramy zaczyna się także powoli wkradać do jej życia, gdy mijany codziennie przystojny nieznajomy zaprasza ją na randkę.
Nie chcę zdradzać wiele z fabuły, bo to czysta przyjemność obserwować podróż Iny, rozrywającą się równolegle z fabułą serialu (przeczytajcie by sprawdzić jak bardzo równolegle :D).
I choć Autorka nie raz mruga do nas okiem, nawiązując do pewnych typowych dla romantycznych kdram rozwiązań, to siłą powieści jest opowiedzenie historii Iny. Nie kobiety znajdującej spełnienie w romantycznej relacji, ale kobiety odnajdującej siebie, która nauczyła się wierzyć we własne marzenia i aktywnie działała, by je zrealizować. Powieść choć wykorzystuje konwencję kdramy, prezentuje nam zdecydowanie nie typową bohaterkę tych seriali.
KOREA NIE TYLKO JAK Z SERIALU
Nie była to pierwsza książka “z koreańskimi wątkami” napisana przez Autorkę spoza Korei. Ale pierwsza, która wydała mi się autentyczna - mimo wyraźnego motywu fantastycznego! Dla porównania “Koreański koncert uczuć” uczuć Kasi Grabowskiej - mimo całej wiedzy Autorki o Korei - wydawał mi się sztuczny. Nie chodzi mi tylko i wyłącznie o naciąganą oś fabularną (zagubiony w Polsce idol...), ale realizację. Bo nawet spacer po Łodzi brzmiał jak opis z przewodnika, dialogi wydawały się suche, a wydarzenia aż nazbyt melodramatyczne (bardzo w stylu kdramy). Kompletnie tego nie kupiłam.
Z kolei w “Mój najlepszy Jin-su” oś “polska” i “koreańska” łączą się w interesujący sposób (który wcale nie musi być prawdopodobny, by brzmiał autentycznie poprzez dobre osadzenie w samej książce). Zawiedziona swoim życiem Ina może w pewien sposób “rzutować” siebie na serialową Ye-rin - malarkę stojącą u progu sukcesu, i to jeszcze z przystojnym facetem na widoku. Typowe dla kdram motywy zostały bardzo sprawnie wplecione w fabułę. Poza tym - oś serialowa pozwala na przedstawienie pewnej wizji Korei Południowej, która pasuje do oczekiwań osób te seriale oglądających.
Bardzo podobały mi się także opisy dotyczące wyjazdu Iny do Korei. Czułam na kartach powieści ten sam zachwyt, który sama przezywałam, jakby ktoś opisywał swoje doświadczenie, a nie wiedzę zaczerpniętą z drugiej ręki.
ODKRYWANIE SIEBIE
“Mój przyjaciel Jin-su” to książka podejmująca temat, który bardzo lubię: podróży mającej na celu odkrycie siebie. Ina podróżuje zarówno do Korei Południowej, jak i świata serialu (a kto z nas tego nie robi, jeśli się bardzo wkręcimy?), by tak naprawde odnaleźć sens życia. I odkryć, że nie jest on na drugim końcu świata, ale w niej samej. Wystarczy pozbyć się wewnętrznych blokad.
Sprawia to, że książka mimo przyjemnej fabuły (przypominam, że odwołuje się do pewnych schematów znanych z kdram!), ma w sobie pewną głębię. Myślę, że przez to spodoba się także osobom lubiącym cozy literaturę z przesłaniem - trochę w stylu azjatyckich healing novel, ale ze zdecydowanie bardziej rozwiniętą fabułą.
SŁOWEM PODSUMOWANIA
„Mój przyjaciel Jin-su” okazał się dla mnie miłym zaskoczeniem i dowodem na to, że powieść obyczajowa może być czymś więcej niż tylko lekką historią o zakochaniu. To książka o odwadze do zmiany, o konfrontowaniu marzeń z rzeczywistością i o powolnym uczeniu się siebie – podana w formie, która jednocześnie bawi, wzrusza i daje przestrzeń do refleksji. Koreański wątek nie jest tu pustą dekoracją, a integralną częścią opowieści. Jeśli więc – tak jak ja – podchodzicie do tego gatunku z rezerwą, warto dać tej historii szansę!


0 komentarze