Ostatni jednorożec (recenzja)

 


"- No to po co są czary? - spytał zapalczywie Lir. - Co komu po magii, skoro nie można z jej pomocą uratować jednorożca? 

Szmendryk nawet nie odwrócił głowy, tylko odparł trochę smutno, a trochę drwiąco:

-Od tego są bohaterowie. (...)

-Tak, oczywiście - powiedział. - Bohaterowie są właśnie od tego. Czarodzieje mogą tyle co nic, więc twierdzą, że w ogóle jest im wszystko jedno, ale bohaterowie istnieją po to, żeby miał kto umierać za jednorożce."

"Ostatni jednorożec" Petera S. Beagle'a to baśniowa powieść fantasy napisana w 1968 roku. Choć czas wpłynął na to, że stała się nieco zapomniana, to warto po nią sięgnąć - jak każda dobra baśń jest w gruncie rzeczy ponadczasowa. Powieść opowiada o Jednorogini, nieśmiertelnym jednorożcu, która pewnego dnia odkrywa, że została ostatnim przedstawicielem swojego gatunku. W ten sposób ta majestatyczna istota bez uczuć odkrywa co to jest samotność - choć swych pobratymców nie widziała od wieków. Sama myśl o byciu ostatnim jednorożcem popycha ją do podjęcia misji odnalezienia swoich braci. 

Napisana przez Petera S. Beagle'a opowieść to baśń dla dorosłych, ocierająca się o surrealizm, ale i niejednokrotnie puszczająca oko do fanów fantastyki. W ten sposób prosta opowieść jest snuta niejako na opak: jednorożec wcale nie stanowi uosobienia dobra i niewinność, jest istotą obojętną na losy świata; czarodziej nie potrafi czarować, a towarzysząca mu niewiasta nie jest pięknością w opałach. Sam czarodziej Szmendryk niejednokrotnie burzy "czwartą ścianę", używając pojęcia z teatru - mówiąc o schematach panujących w baśniach. To postać będąca "świadoma", że znajduje się w baśni!

"- Przecież gdyby go nie zostawili, nie wyrósłby na księcia. Pierwszy raz jesteś w baśni, czy co? - Czarodziej mówił z pijacka dobrodusznością, a oczy błyszczały mu jak dopiero co wyłudzone pieniądze. - Bohater musi wypełnić przepowiednię, a łotr ma mu przeszkadzać, chociaż w innego rodzaju legendach częściej bywa na odwrót. Bohater już z chwilą narodzin powinien wpaść w tarapaty, bo inaczej nie zostanie prawdziwym bohaterem. Jak to dobrze, że znamy nareszcie pochodzenie Księcia Lira. Od dawna czekałem, aż z tej opowieści wyłoni się główna postać."

Szmendryk nie tylko zdradza schematy, ale także kieruje naszą uwagę na możliwą interpretacje - gdzie wbrew tytułowi opowieść dotyczy nie jednorożca, ale przemiany człowieka w bohatera. Wszystkie te zabiegi bardzo mi się podobały - uwielbiam wszelkie zabawy z oczekiwaniami Czytelnika. Jednocześnie sprawiają one, że "Ostatniego jednorożca" nie czyta się szybko; to powieść, która wymaga, aby poświęcić jej uwagę i sięgać poza fabułę. 

Niech nikogo nie zmyli piękna okładka nowego wydania od Wydawnictwa Nowa Baśń oraz ilustracje pasujące do książki dla dzieci - "Ostatni jednorożec" dla najmłodszych może okazać się książką zwyczajnie zbyt trudną. Oprócz surrealistycznego tonu, cała powieść wypełniona jest jakimś smutkiem - przedstawiony świat nie wpisuje się w dziecięce postrzeganie dobra i zła. To świat szarości, odarty ze złudzeń pomimo fantastycznych wydarzeń - świat dorosłych. Z tych powodów uważam, że to dojrzały Czytelnik najbardziej doceni "Ostatniego jednorożca", słodko-gorzką baśń o nadziei. Może i we własnym życiu po lekturze będzie chciał odnaleźć jednorożca, odrobinę magii?

"- Kim ona jest Molly? - spytał książę. - Co z niej za kobieta, że wierzy... nawet nie wierzy, tylko wie, przecież widziałem w jej twarzy tę pewność, że potrafi dotykiem leczyć rany - i płacze, nie lejąc łez?

-Wszystkie kobiety potrafią płakać, nie lejąc łez - odparła Molly przez ramię - a większość umie leczyć dotykiem. To zależy od rodzaju rany. Poprzestańmy na tym, wasza książęca mość, że jest kobietą, bo to już wystraczająco zawiła zagadka."

Dostępne w Polsce rozszerzone wydanie zawiera nowelę "Dwa serca", napisaną lata później. Pozwala ona powrócić do dobrze znanych bohaterów oczami dziecka-narratora. I właśnie tej noweli dużo bliżej do baśni dla dzieci. 

"Ostatni jednorożec" to powieść, która idealnie trafiła w mój gust - już od pierwszych stron wiedziałam, że to jest to. Przypomina dziwny sen, w którym nie warto doszukiwać się logiki, tylko płynąć od sceny do sceny razem z bohaterami. Ta baśń na opak pozostawia szerokie pole do interpretacji i przemyśleń, zostając z nami na długo po przeczytaniu. Może nie ma w sobie lekkości i humoru "Ruchomego zamku Hauru" - innej baśniowej powieści wartej polecenia - to oczarowuje swoją innością. Polecam wszystkim miłośnikom nie tylko fantastyki, ale także powieści nieoczywistych, łamiących gatunkowe reguły!


Petera S. Beagle "Ostatni jednorożec" (1968), "Dwa serca" (2005)
Polskie wydanie: 2018, Nowa Baśń
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski

Share:

0 komentarze