Za kurtyną. Apogeum (recenzja)

 


"Za kurtyną. Apogeum" to pierwszy tom trylogii - i zarazem debiut Laury Savaes. Jest to młodzieżówka, która w założeniu miała być fantastyką, choć bliżej jej do historycznego romansu. Punktem wyjścia jest weekendowa wycieczka Leny i znajomych, która kończy się...przeniesieniem dziewczyny w czasie i przestrzeni. Lena trafia do królestwa Ardiven, które znajduje się tam, gdzie powinna być współczesna Polska. W świecie bez nowoczesnych technologii, na skraju wojny domowej Lena musi się odnaleźć - przetrwać oraz znaleźć drogę powrotną do domu. Pomysł wyjściowy na tę historię jest niezmiernie intrygujący - zwiastuje wiele przygód i niezręcznych sytuacji, próby dostosowania się do panujących realiów, poznania konwenansów tego innego świata - i ciągłego szukania odpowiedzi na pytanie jak wrócić do własnego wymiaru. Niestety zamiast tego, "Za kurtyną" okazało się przeładowaną opisami westchnień bohaterki historią o trójkącie miłosnym - który rozwija się za szybko i bez żadnej głębi. Pierwszy tom to niestety niewykorzystany potencjał - jednocześnie Autorka ma dryg to pióra i całość czytało się naprawdę lekko. Pozostaje mieć nadzieję, że tom drugi okaże się zwyczajnie lepszy - bo pomimo wielu wad, nie chcę tej serii od razu przekreślać.

"Bała się samotności i swojego zagubienia w tym obcym świecie. Nie potrafiła ogarnąć umysłem wszystkiego, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. Przez całe dziewiętnaście lat swojego wcześniejszego życia nie doświadczyła tyle, ile spotkało ją tu."

Powieść "Za kurtyną" to przykład świetnego pomysłu i nieco gorszej realizacji. Jakby Autorka gdzieś po drodze się pogubiła skupiając się na romansie pełnym idealnie wyglądających ludzi. Na samym początku poznajemy Lenę, którą da się polubić - jest nieco inna od swoich rówieśników, bardziej zamknięta w sobie. Nie lubi przygód i poszukiwania niebezpieczeństwa - i to właśnie ona, pozornie najmniej odpowiednia osoba przypadkowo przenosi się do innego wymiaru - nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. W nowym miejscu, przypominającym średniowiecze (a raczej filmową/serialową wariację na temat dawnych czasów) nie przyda jej się wiedza z historii - bo nie jest to dawna Polska, ale zupełnie inne królestwo, z własnymi zwyczajami, monarchią - ale już nie językiem. I tu pojawia się już pierwsze niedociągnięcie - brak jakiejkolwiek stylizacji językowej oprócz nazywania Leny "panienką". Bohaterowie zdają się nie rozumieć wszystkich słów dziewczyny - takich jak "komórka" czy "cholera" - ale już sami używają współczesnego i młodzieżowego języka.

Początkowo Lena jest zagubiona i dobrze budowane jest napięcie - strach, dezorientacja, tęsknota za rodziną. Dziewczyna zadaje sobie słuszne pytania - jak poradzi sobie w tym świecie bez znanych udogodnień, takich jak...podpaski. Bardzo podobało mi się to praktyczne myślenie! Do tego Lena stara się jak może dopasować garderobę dla własnej wygody - gorset wydaje jej się torturą, podobnie jak ciężkie suknie. Niestety to, co zapowiadało się świetnie - te wszystkie drobne problemy, z których my sobie nie zdajemy sprawy - bo mamy letnie sukienki i artykuły higieniczne na wyciągnięcie ręki - szybko idą w zapomnienie. Lenie zbyt łatwo udaje się pokonać wszystkie przeciwności i cała przygoda gdzieś ulatuje. Za to wkrada się straszna monotonia opisów - jak Lena się kąpię, ubiera (w suknie, które ma dostarczane), je (to co jej podają) - nie stoją przed nią żadne wyzwania - poza sercowymi rozterkami...

To zadziwiające jak w powieści przeładowanej opisami niewiele dowiadujemy się o świecie i jego zwyczajach. Akapity ciągnące się na całe strony służą opisaniu przemyśleń dziewczyny - które niestety się powtarzają - tak jak powtarza się schemat rozdziałów wstaje - bierze kąpiel - wymianie kilka dialogów z ukochanym - idzie spać. Często irytuje mnie to w młodzieżówkach mających narrację pierwszoosobową - skupiającą się na przeżyciach wewnętrznych, ciągłym zadawaniu sobie pytania czy on mnie kocha, czy zwodzi? Tutaj narracja, choć nie pierwszoosobowa - jest nadal "przyklejona" do głównej bohaterki, skupiając się tylko i wyłącznie na niej. A im dłużej przebywa się w jej towarzystwie, tym Lena staje się bardziej irytująca. Wielka szkoda, że zabrakło perspektyw innych bohaterów lub ogólnych opisów samego świata. Punkt wyjściowy, aż się prosi o stopniowe odkrywanie tajemniczego dla Leny królestwa - ostatecznie Ardiven okazuje się jednak kalką filmowych wyobrażeń o przeszłości - raz świat porównywany jest do średniowiecza, innym razem do "Gry o tron"; do tego mieszają się epoki i ciężko ten świat sobie wyobrazić. Myślę, że w przypadku tej powieści narracja pierwszoosobowa byłaby lepszym rozwiązaniem - oglądanie świata oczami Leny tłumaczyłoby porównywanie do seriali czy strojów Marii Antonii, bo dla niej to byłyby jakieś punkty odniesienia. A my wiedzielibyśmy, że ten świat jest przefiltrowany przez spojrzenie bohaterki, a nie niedopracowany - a niestety takie odnosi się wrażenie jeśli jest się miłośnikiem wymyślania nowych krain w fantastyce.

Na wiele wad można w gruncie rzeczy przymknąć oko, bo całość czyta się naprawdę lekko - szczególnie kiedy pojawia się Cedrik, typowy arogancki "zły chłopiec", który skrywa złote serce jeśli trafi na właściwą dziewczynę. I choć można się przyczepić, że powieść w gruncie rzeczy nie ma za wiele fabuły - poza romansem niewiele się dzieje - to mnie tak naprawdę przeszkadzał brak konsekwencji w prowadzeniu bohaterów i historii. Najlepszym przykładem jest Lena, która jest opisywana w jeden sposób, a zachowuję się przeciwnie (i znów tracimy zaufanie do narratora). Cicha i spokojna dziewczyna ma przejść przemianę - zacząć decydować o sobie, stać się w końcu samodzielną i silną - tylko, że w rzeczywistości jej "decydowanie o sobie" sprowadza się... do wyboru wpływowego mężczyzny, który zapewni jej opiekę. Osobiście uważam takie ukazanie bohaterki w literaturze młodzieżowej za toksyczne - Lena w żadnej mierze nie jest postacią godną naśladowania, a jako główna bohaterka utrwala wzorzec kobiety nie potrafiącej o sobie decydować i potrzebującej mężczyzny (czy jest to brat czy wybawiciel). Innym takim przykładem jest porzucenie przemyśleń dziewczyny o trudnościach - tak jak wspominałam wcześniej, na początku myślała o takich podstawowych sprawach jak co począć, jeśli dostanie okres - a potem zakochując się i będąc gotową na utratę dziewictwa nawet przez myśl nie przeszła jej kwestia antykoncepcji... 

"-Nie chcę tego słuchać! - przerwał jej ostro, podnosząc głos. - Lena, nie ma jego i ciebie! Od początku jestem tylko ja i ty."

W powieściach, w których dominuje romans między bohaterami musi iskrzyć, aby było ciekawie. Wtedy nie przeszkadza, że nic się nie dzieje. Do tego potrzebne są także interesujące postacie, aby chciało się o nich czytać - i o ich rozterkach. Niestety nie do końca udało się to Autorce. Powyższy cytat wypowiada Eavan - honorowy lord. Choć opisy podkreślają jego rycerskość, to jego zachowanie temu przeczy - niezdecydowany, zaborczy, traktujący Lenę w gruncie rzeczy jako zdobyć. Z kolei Cedrik miał być jego przeciwieństwem - łobuzem, który nagle się zmienia i dojrzewa do miłości. Z pewnością wiele Czytelniczek go polubi - jednak mnie nie przekonało to jak ciągle nazywał Lenę "mała" i "moja kobieta". Założony rozwój postaci (od łobuza do ukochanego) mógłby zostać oddany właśnie w słowach - jak najpierw lekceważąco mówił "mała", a potem "Lena", "kochanie" czy cokolwiek, co wskazuje, że ją szanuje (chociaż może są kobiety, dla których określenie "mała" jest komplementem?). Żadna z postaci mnie do siebie nie przekonała - przez co nikomu nie kibicowałam i zwyczajnie nie wkręciłam się w ich rozterki sercowe. Najgorszy był jednak Dominik, brat Leny - niczym widmo wiszący nad całą powieścią. Wydaje się, że Dominik miał być tym "fajnym starszym bratem", mentorem i wzorem do naśladowania - w rzeczywistości robił zupełnie inne wrażenie. Z przykrością muszę stwierdzić, że najbardziej fantastycznym (niezwykłym, nierealnym) elementem tej fantastyki była relacja Leny z Dominkiem. Porównywanie każdego do Dominika, myślenie o nim w najróżniejszych, nawet intymnych sytuacjach (co by powiedział, co by zrobił) - to nie realna bliska ZDROWA relacja siostry z bratem! A stwierdzenia takie jak poniżej - i to pod koniec książki, kiedy bohaterka przeżyła już tygodnie "samodzielnie" wydawały się naprawdę dziwne:

"- Zamyśliłam się, bo tęsknię za nimi, szczególnie za bratem. Do niedawna nie byłam nawet w stanie sama wybrać sobie butów bez porady Dominika." - mówi 19-latka o swoim 24-letnim bracie O_o

"Za kurtyną. Apogeum" jak na debiut nie jest książką złą: jestem przekonana, że znajdą się osoby, które absolutnie pokochają historię trójkąta miłosnego z wątkiem podróży międzywymiarowej. Ja jako miłośniczka fantastyki spodziewałam się jednak powieści o podróży międzywymiarowej z wątkiem miłosnym - mam nadzieję, że dostrzegacie różnicę - i niestety jako taka wypada przeciętnie. Całość jest przyzwoicie napisana, a Autorki nie można nazwać grafomanką - po prostu odnosi się wrażenie, że gdzieś po drodze się pogubiła i z ciekawie zapowiadającej się historii wyszedł niezapadający w pamięć romans. Mam nadzieję, że "Apogeum" cierpi na syndrom tomu pierwszego - stanowi jedynie wprowadzenie - i w dalszych częściach zostaną rozwinięte wątki polityczne czy kwestie samej podróży międzywymiarowej, a Lena zwyczajnie trafi na więcej przeszkód, innych niż walczący o jej serce mężczyźni. Chcę dać Autorce kredyt zaufania i sięgnac po kolejny tom!

Share:

0 komentarze