Sługa krwi (recenzja)

 


Adam Przechrzta powieścią "Sługa krwi" rozpoczyna nowy cykl Materia Secunda, bezpośrednio powiązany z cyklem Materia Prima. Jednocześnie przenosi - i to dosłownie! - znanego z poprzedniego cyklu alchemika Olafa Rudnickiego do zupełnie nowego świata. Rudnicki ponownie będzie musiał uczestniczyć w wojnie - tym razem nie znając jej zasad. Dzięki takiemu zabiegowi cykl Materia Secunda można czytać bez znajomości poprzedniego: czytelnicy, tak jak głównych bohater odkrywają nowy świat i rządzące nim prawa. A stawka jest ogromna - dotyczy nie tylko spisków politycznych, ale i przyzywania Przeklętych, którzy mogą zagrozić całej ludzkości. Inspiracje kulturą chińską połączone z fantastyką, pełną nie tylko magii, ale i alchemii to wyjątkowe połączenie. Jeśli dodamy do tego świetnie wykreowane postacie i dużą dawkę ciętych dialogów uzyskamy przepis na niezapomnianą przygodę!

Jeśli należycie do tej samej grupy co ja - osób, które jeszcze nie czytały cyklu Materia Prima - to na początku lektury możecie poczuć się zagubieni. Adam Przechrzta nie wprowadza nas do swojego świata za rączkę - z dialogów możemy wywnioskować strzępki informacji o tym, co działo się wcześniej. Zdradza to oczywiście co nieco z poprzedniego cyklu, ale pozostawia wystarczająco dużo "białych plam", żeby chcieć sięgnąć po wcześniejsze przygody alchemika. To poczucie lekkiego zagubienia, konieczność poznania bohaterów - porównywalna do bycia nową osobą w grupie ludzi, którzy dobrze się znają - sprawiło, że nie wciągnęłam się od pierwszej strony. Jednak gdy już poczułam się swobodnie w towarzystwie Rudnickiego, to nie mogłam się oderwać od tej historii! Choć można zacząć od Materii Secunda, jak ja - to myślę, że znajomość Materia Prima gwarantuje jeszcze lepszą zabawę - bo od samego początku.

"- Nie słuchał pan uważnie - skarcił Rudnickiego Franko. -W tym świecie intrygi, przewroty, bunty i powstania to chleb codzienny. Przegrany traci wszystko, jego słudzy także. Literalnie wszystko, również życie. Wraz ze śmiercią pana giną ludzie związani z nim przysięgą. Dlatego o prestiżu i potędze rodu świadczy liczba sług krwi i honoru. Bo wszystkich innych można przekonać, przekupić lub zastraszyć, ich nie."

W "Słudze krwi" odnalazłam wszystkie elementy, które uwielbiam w powieściach - ciekawie wykreowany świat inspirowany Azją Wschodnią, pełnokrwistych bohaterów, naturalne dialogi oraz wciągającą historię. Dodam, że w wydaniu papierowym towarzyszą temu świetne ilustracje, a audiobook dobrze się słucha. Inspiracje kulturą chińską, a dokładnie tradycją wuxia wyróżniają "Sługę krwi" - z reguły inspiracje Azją Wschodnią są ograniczone do feudalnej Japonii i opowieści o samurajach (świetnie zrobił to Arkady Saulski w trylogii Zapiski stali). U Przechrzty zamiast katan i honorowego kodeksu bushidō wykorzystano taoistyczne wierzenia o możliwościach, które daje energia chi. Autor zgrabnie wplótł to we wcześniej stworzony świat - alchemik Rudnicki uczy się jakie są podobieństwa i różnice między magią w jego świecie, a energią chi w świecie do którego został przeniesiony - i jak je wykorzystać. Inspiracje nie ograniczają się do wykorzystania samych pojęć, ale wpływają chociażby na opisy scen walki czy zwyczaje panujące w przedstawionym świcie. Nauka panujących w tym świecie zasad razem z bohaterem stanowi istotny element fabuły i nie pozwala się nudzić. Dla mnie była bardziej wciągająca niż sceny akcji: możliwość zagłębienia się w świat alternatywnych "Chin". Nie każdemu przypadnie to do gustu: więcej w tym tomie eksploracji świata i nauki wykorzystania energii chi niż wielkich bitew o losy świata - można przez to odnieść wrażenie, że niewiele się dzieje poza kilkoma pojedynkami i zasadzkami. Jednocześnie całość pozostaje bardzo dynamiczna - Adam Przechrzta "opisuje" wykreowany świat poprzez sytuacje, w których znajduje się główny bohater, upierdliwy alchemik - a nie kilkustronicowe "suche" opisy. Pokazuj, a nie opisuj - to zasada, która idealnie określa narrację w powieści.  Autor ma dryg do opisywania (ukazywania!) alternatywnych rzeczywistości - niby znajomych, a jednak pełnych tajemnicy i zagrożenia i wcale nie przeszkadzał mi brak "wielkich" wydarzeń!

Obok świetnie wykreowanego świata przedstawionego - w którym autor zadbał i o takie szczegóły jak wyjaśnienie w jaki sposób bohaterowie mogą się porozumiewać mimo znajomości innych języków - "Sługa krwi" stoi bohaterami. Alchemik Rudnicki jest na tyle dobrze wykreowaną postacią, że zwyczajnie chce się śledzić jego przygody i wraz z nim poznawać nowe postacie - lub przeżywać silne emocje gdy ich życie jest zagrożone. Oprócz przygód Rudnickiego w innym świecie, Autor wraca także do postaci z poprzedniego cyklu, co na pewno nie zawiedzie czytelników, którzy mają już za sobą cykl Materia Prima. 

"Sługa krwi" to powieść przede wszystkim rozrywkowa, wyróżniająca się dzięki połączeniu magii i alchemii z klimatem Azji Wschodniej. Nie ma w niej miejsca na pogłębiony rys psychologiczny postaci i ich rozterki wewnętrzne czy budowanie rozległego fantastycznego świata z mnóstwem lokalizacji i rodzajów magii. Skupia się ona wokół bohatera, który wiele osiągnął - i który przyparty do muru niespodziewanym atakiem na rodzinę, przysięga przez trzy lata służyć w nieznanym mu świecie. Stawia to przed czytelnikiem pytania nie tylko o to, jak Rudnicki poradzi sobie z Przeklętymi, ale jak w ogóle poradzi sobie w nowych realiach, w których będzie musiał uczyć się wszystkiego na nowo. Jest to powieść, którą czyta się bardzo przyjemnie i z zaciekawieniem. Autor ma lekkie pióro i styl nie pozbawiony humoru. Moja rada: najlepiej od razu zaopatrzyć się w tom drugi, bo akcja kończy się w momencie kulminacyjnym, jak przecięta nagle zmaterializowanym mieczem!


Adam Przechrzta "Sługa krwi" (2021)
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Share:

0 komentarze