Wrogie terytorium (recenzja)

 


"- Wy dwoje łatwo się nie poddajecie.
-Nie poddajemy się - zgodził się Ben."

"Wrogie terytorium" to kolejny tom przygód piwowara, który zdecydował się wyruszyć na przygodę. To seria, którą z tomu na tom lubię coraz bardziej - dzięki bohaterom i motywowi drogi, rozumianemu zarówno jako podróż w przestrzeni, jak i rozwój wewnętrzny. W tej serii przemawia do mnie przede wszystkim "normalność" bohaterów - w potyczkach odnoszą rany, umiejętności muszą ćwiczyć tygodniami, a w podróży martwić się o prowiant i nocleg. Do tego po piętach depcze im potężna czarodziejka, naokoło czają się demony, świat jest na skraju wojny, a tajemniczy zakon, na którego poszukiwanie wyruszyli bohaterowie może już nie istnieć. Jak to często bywa w fantastyce, człowiek często okazuje się gorszym potworem niż demon - na szczęście jednak istnieją także ludzie, którzy nieoczekiwanie mogą stać się przyjaciółmi. "Wrogie terytorium" nie posuwa misji bohaterów bardzo do przodu: wszak w tym świcie mapa nie działa jak w serialu "Gra o tron" i przejście na pieszo ogromnych połaci terytorium zajmuje nieco czasu. Nie oznacza to jednak, że nic się w tym tomie nie dzieje: znalazło się tu miejsce i na pogłębianie relacji między bohaterami, i na wyjaśnienie zasad działania magii - a także na pościgi, włamania i ucieczki. 

Seria o Beniaminie Ashwoodzie to oczywiście fantastyka pełną gębą, łącząca tak klasyczne motywy jak podróż oraz magia i miecz, ale dla mnie to także opowieść o dojrzewaniu. Ben i Amelia podczas każdej przygody odbierają lekcje życia: nie każdemu można ufać, ale na prawdziwych przyjaciół można zawsze liczyć; są sprawy warte poświęcenia, nawet tronu; każdy czyn ma swoje konsekwencje. Podróż w celu ratowania świata to z pewnością przyspieszony kurs dorastania, ale bardzo podoba mi się przemiana jaką przechodzą bohaterowie z tomu na tom. Dojrzewaniu często towarzyszy także miłość cielesną, więc i ten wątek znalazł się w tej serii - i znów raczej w "staroświeckim" wydaniu, a nie tym ostatnio modnym, będącym na granicy erotyki i pornografii - bardzo mi się to podoba! Wolę pozostawienie pewnych spraw w sferze domysłów niż dosadne opisy zbliżeń.

Uwielbiam pewną prostotę tej serii - bez zbędnych intryg i naciąganych zwrotów akcji (co wcale nie przekreśla tego, że "Wrogie terytorium" potrafi zaskoczyć). Przygody Benka pokazują, że czasem mniej (prościej) znaczy lepiej - nie trzeba tworzyć skomplikowanych systemów magicznych, niezliczonych lokalizacji i przeciwników, aby opowiedzieć wciągającą historię. Wystarczy odrobina humoru, niebezpieczeństwa i dużo serducha w postaci bohaterów, których łatwo polubić, aby otrzymać przyjemną lekturę. Niezmiennie polecam przygody Benka i z niecierpliwością czekam na drugą połowę serii!


"Wrogie terytorium" A.C. Cobble (2017)
Polskie wydanie: Fabryka Słów (2022)
Tłumaczenie: Dominika Repeczko

Cykl Beniamin Ashwood:
3. Wrogie terytorium
5. Płonąca wieża (premiera we wrześniu 2022)
6. Ciężar korony (premiera ?)

Share:

0 komentarze